można dwie postacie śpiące pod ścianą, o wybladłych, zsiniałych .
- Już nie pójdę na drugie piętro - rzekł. - Oszczędzę sobie schodów! Możecie go, ujcu, oddać Olszakowi?... .
dooranych, umiejących samodzielnie podejmować decyzje. .
dostarcza jej .
rego wychowawcy. Tak było, he? A więc gadaj już, .
przeżyć w orgazmie. .
biorąc, przychodząc czy odchodząc, samotny czy wśród tłumu ludzi, .
tryumfalna, obci±gnięta kolorowymi draperiami, przetykana godłami pracy, a na .
.
Życia i ruchu i był obrazem wiecznych bogów, upodobał go sobie". .
- Esperanza powiedział mi pokrótce, przez co przeszedłeś zeszłej nocy. Sięgnęła po dłoń Deckera. - Nigdy nie będę w stanie ci za to podziękować. .
- Możecie zejść na dół i robić, co tylko uważacie za słuszne. Budynek, zdaniem Maplesa, przypominał amerykańskie kostnice w Ameryce. Sale; w których przeprowadzano autopsje i przetrzymywano ciała, znajdowały się na parterze, a biura na pierwszym piętrze. Były też inne podobieństwa. .
- Nie wiem, o czym... .
zaoszczędzenia czasu na naukę. .
Najwięksi mistycy świata zawsze byli też największymi logikami. Shankara, Nagarjuna, wielcy logicy, a jednak nielogiczni. Szli z logiką tak daleko, jak tylko zdołali, a potem nagle dokonywali kwantowego przeskoku... i mówili: "Do tej chwili logika pomaga, dalej, logika nie ma prawa istnienia." Jeśli chcesz dyskutować z Shankarą, zostaniesz pokonany w tej dyskusji. .
- Słucham? .
feudałami, tak samo idzie socjalizm klerykalny z .
.
- Mogło jeszcze być tak, że dogonili ich pod stacją benzynową - wysunęła przypuszczenie Janeczka. - Albo gdzieś tam, gdzie dojechali. Obaj się rzucili, ten z pieniędzmi i Rafał, zostali pokonani i zamknięci w jakiejś piwnicy. Albo coś w tym rodzaju. - Przecież Chaber nic nie mówi? - zdziwił się Pawełek. .
- Nigdy mnie nie kochałeś - powtórzyła z posępnym uporem. .
articulo mortis. .
jasny i zasadniczo sluszny obraz przyszlosci. Wyczuwali, ze .
Dokąd miał iść, kogo prosić o pomoc. Wszystko się zawaliło w jednej sekundzie. Zapłacił taksówkarzowi i nie czekając na resztę, wysiadł. Od rana świeciło słońce. Błękitne niebo, obsiane kilkoma kłębiastymi chmurami, zapowiadało kolejny letni dzień. Przeklęte lato. Taksówka zawróciła na bocznej alejce i odjechała. Stał przed murem willi Czarnego. Nie miał sił ruszyć się z miejsca. Za odjeżdżającą taksówką poderwały się z ziemi kłęby kurzu. Nie starał się nawet przed nimi osłaniać. W głębi lasu śpiewały ptaki. Zachwiał się i aby nie upaść dał krok przed siebie. Niepewnie stawiał kroki kierując się w stronę bramy. Z daleka zauważył, że była niedomknięta. "Pewnie któryś z ochroniarzy właśnie przyjechał i jeszcze nie zdążył jej zamknąć" -pomyślał. Szedł dalej, a kończący się mur odsłaniał widok na podjazd i resztę ogrodu. Ku jego zdziwieniu szare BMW stało na podjeździe. Drzwi do samochodu były otwarte, a obok stała walizka. Wszedł przez otwartą kratę. Podszedł do samochodu. Kluczyki były w stacyjce. Rozejrzał się po okolicy, ale nikogo więcej nie było. Ruszył do głównych drzwi. Wszedł do domu. W ogrodzie panowała cisza. W sztucznym stawie rzuciła się ryba. Fale rozbiegły się po wodzie. Nienagannie utrzymany trawnik biegł od stawu aż po dom. Przy rogu budynku, na ziemi leżał wąż ogrodowy. Lała się z niego woda. Musiała już długo płynąć, bo dookoła utworzyła się duża kałuża. Tuż koło narożnika budynku leżała para butów. Były to wojskowe, niemieckie trapery. Nie widać było jednak, jak są wysokie, bo ich cholewki zasłaniał narożnik domu. Z wnętrza willi przez otwarte okno dobiegło głośne uderzenie. Robert siedział przy długim stole. W jadalni panował półmrok. Stół zastawiony był dla dwóch osób do kolacji, ale siedziała przy nim tylko jedna osoba - Czarny. Robert siedział obok niego przy stole. Nie patrzył jednak mu w twarz. Jeszcze raz uderzył głową w stół. - To nie moja wina, to nie moja wina - powtarzał. Ramiona mu drgały, łapał oddech. - Nie mogłem nic zrobić. Nic. Ramiona Czarnego nie drgnęły. Robert uniósł głowę. Otarł policzki. Wstał i podszedł do siedzącego. Czarny nie poruszał się, bo nie mógł. W jego czole widniał mały otwór o średnicy ośmiu milimetrów, taki jaki pozostaje zwykle po kuli wystrzelonej z pistoletu o podobnym kalibrze. Robert zdjął mu okulary i domknął powieki. Dopiero za trzecim razem, gdy wykręcił numer do Cleo, uzyskał połączenie. Prawie nic nie słyszał. Musiał sobie zatykać prawe ucho ręką, bo na zewnątrz budki z której dzwonił, wyła syrena pogotowia ratunkowego. Tłum ludzi zgromadził się na nabrzeżu i obserwował jakiś wypadek. Budka telefoniczna stała nad kanałem. Przez szybkę widział jak policyjna motorówka podpływa z płetwonurkami pod brzeg. - Halo, halo. To ja - krzyczał do słuchawki. Miał szczęście Cleo była w domu. Nie wyczuwał jednak w jej głosie zadowolenia, że słyszy jego głos. - To ja. Robert. .
łączy ta „jedna wspólna cecha", że „po prostu składa się .
dokładnie także i historyczny rozwój czynności psychicznych, to .
- Mówisz tak, jak ja mówiłem. . . jak mówiłem Percy'% Kłamałem. . . i on to wiedział. . . Ray miał dziwne, rozpaczliwe uczucie, że czyta powieść, k zakończenie już zna. Nie chciał dopuścić do tego, żeby Bob umarł mógł się pogodzić z myślą, że go straci. Odsuwał tę myśl od si mimo że uważał to za niedorzeczność, gdyż walka z losem niepodobieństwem. Los żądał unicestwienia Boba. . . Ray był w paczy. Niemożność uratowania przyjaciela, bardzo drogiego pr ciela, wyczerpywała go nerwowo. Przeżywał koszmar. Wsr stawało się nie do zniesienia. . . Ferrari stanęło przed wejściem do Plazy. Służba wybiegła n spotkanie. Ray nawet nie zwrócił na nią uwagi. Pomógł Bobowi dc się do holu. Blada, ziemista twarz Boba zwróciła uwagę recepcjonisty. - Mister Flynn źle się czuje? Może potrzeba lekarza? Bob jak przez watę usłyszał śmiech Raya. - Popiliśmy sobie! Ale ja jestem wytrzymalszy niż mój przyj Powtórzyły się w przybliżeniu okoliczności towarzyszące um czeniu Percyego w hotelu. - Pomóc panu, mister Rhys? .
mamy aspekt makrokosmiczny: Bóg rozpiął dusze świata na ciele .
spowoduje, że "spis treści" okienka będzie się przesuwać tak długo, aż kursor sztabkowy znajdzie się na ostatniej pozycji. Dalsze naciskanie tego klawisza nie będziejuż wówczas zmieniało pozycji kursora (porównaj z działaniem klawisza END). .
Jest to metoda znana od starożytności, a współcześnie szeroko wykorzystywana (chyba najbardziej popularny przykład to wprowadzanie siebie w stan relaksu). Osoby od lat posługujące się nią do wprowadzania głębokich zmian w życiu opracowały wiele szczegółowych technik jej stosowania. Jedną z nich - pracę z afirmacjami - zamierzam przedstawić tutaj na podstawie książki Sondry Ray "Zasługuję na miłość". Sondra, która jest taką samą optymistką jak ja, w rozdziale zatytułowanym "Potęga afirmacji" pisze: .
Autentyczny Guru posiada pełną znajomość Prawdy, zawartej w .
prawdziwymi Amerykaninami. Indianin patrzył na śpiącego .
.
- Ot, wymyślili te durackie maszyny, bo siły w rękach nie mieli!x1 .
osiągnął, to umysł pełen wątpliwości i głowę przeładowaną .
robię, tylko sobie chodzę po Łodzi i patrzę, jak ona mi ro¶nie, to jest .
nich wstąpiła jakąś nowa istota i zawładnęła narządami ich .
- Zajmę się wszystkim, panie Branson - powiedział Giscard. .
¶cieżk± biegn±c± w poprzek szerokiego pola kartofli do miasta. .
- Nie odchodźcie jeszcze, chciałbym z wami pomówić. - Jeszcze bardziej zniżył głos i niemal szeptem zapytał: - Czy istotnie nie ma żadnej nadziei? - Nie widzę. Po raz drugi nie możemy się ważyć. Gdyby nawet był zdrów i mógł zrobić, co do niego należy, to my nie moglibyśmy i tak podjąć się naszej części. Zmienili wszystkich dozorców i możecie być pewni, że Świerszcza już nie dostaniemy. - Czy nie sądzicie - nagle spytał Martini -że gdy odzyska zdrowie, można byłoby coś zrobić, gdyby niespodzianie odwołano straż z fortecy? - -Gdyby odwołano straż? Jak to? - Przypuśćmy, że przechodząc koło gubernatora podczas pochodu procesji koło fortecy w święto Bożego Ciała ja do niego strzelę,; wówczas wszyscy dozorcy wypadną z twierdzy, by mnie ująć, a was kilku korzystając z popłochu, zdołałoby może wyrwać Rivareza. Oczywiście, że to nie jest żaden plan obmyślony, ale tak mi strzeliło do głowy. - Wątpię, czyby się to dało zrobić - odparł Marko z twarzą bardzo poważną. - Musiałoby się bardzo dokładnie wszystko obmyślić. Ale... - urwał i utkwił wzrok w Martinim - gdyby się to okazało możliwe, to czy wy zrobilibyście to? . Martini był człowiekiem bardzo wstrzemięźliwym w warunkach normalnych, ale obecnie warunki nie były normalne. Spojrzał przemytnikowi prosto w oczy. - Czy ja bym to zrobił? - powtórzył. - Spójrzcie na nią! Marko odwrócił głowę i spojrzał w kąt pokoju. Siedziała nieruchoma przez cały czas ich rozmowy. W twarzy jej nie było wątpliwości, ni lęku, ni smutku; widniał na niej jedynie cień śmierci. Oczy przemytnika zwolna napełniły się łzami. - Spieszcie się, Michale! - zawołał otwierając szybko drzwi werandy. - Jeszcze nie skończyliście, we dwóch? A tu milion rzeczy do zrobienia. Michał, a za nim Gino weszli z werandy. .
Bóg i Włochy... Nagle oprzytomniał na widok wielkiego, ponurego domu na ulicy Pałaców. Wszedł do bran i zaraz na schodach spotkał spokojnego, sztywnego i zawsze uprzejmie kwaśnego lokaja Julii. .
- Był najbardziej eleganckim jeźdźcem, jakiego kiedykolwiek widziałam - mówi. Był jakby zrośnięty z koniem; kiedy jeździł na łąkach w pobliżu hotelu Hilton, tak wiele osób zatrzymywało się, aby mu się przyglądać, że na drodze robił się zator. Ostatnio w Waszynktonie pojawił się syn innego carewicza Aleksego, który twierdzi, że jego ojciec zginął w Chicago z rąk agentów KGB. Twierdzi także, że odbył potajemne spotkania z wiceprezydentem Danem Quayle'em i sekretarzem stanu Jamesem Bakerem, którzy powiedzieli mu: "Wiemy, kim jesteś. Bądź w pogotowiu". .
.
Serce jest narządem zbudowanym z mięśnia sercowego. Leży w klatce piersiowej, bardziej po stronie lewej. Ma kształt spłaszczonego stożka wielkości mniej więcej odpowiadającej wielkości pięści. Oś długa serca biegnie od strony prawej, góry i tyłu, ku stronie lewej, ku przodowi i ku dołowi. Podstawa serca jest zwrócona ku tyłowi i na prawo, a koniuszek serca przylega do przedniej ściany klatki piersiowej, w piątym międzyżebrzu po stronie lewej. Serce spoczywa na środku ścięgnistym przepony. Zależnie od sąsiedztwa wyróżnia się na sercu powierzchnię przeponową, mostkowo_żebrową i płucną. Serce składa się z czterech części, z dwóch przedsionków, prawego i lewego oraz dwóch komór, prawej i lewej. Podział serca zaznacza się na jego powierzchni zewnętrznej. Między przedsionkami i komorami biegnie bruzda okrężna zwana bruzdą wieńcową serca, między komorami biegnie bruzda międzykomorowa przednia i tylna. Obie te bruzdy schodzą się przy koniuszku serca. Wewnątrz serca między przedsionkami znajduje się przegroda międzyprzedsionkowa, cienka, błoniasta, między komorami znajduje się przegroda międzykomorowa, która w odcinku dolnym jest mięsna, w odcinku górnym, znacznie mniejszym, jest błoniasta. Pomiędzy prawym przedsionkiem i prawą komorą jest ujście przedsionkowo_komorowe prawe, a w nim jest zastawka trójdzielna. Między przedsionkiem lewym i lewą komorą jest ujście przedsionkowo_komorowe lewe, a w nim zastawka dwudzielna. Do prawego przedsionka wpada żyła główna górna, żyła główna dolna i zatoka wieńcowa serca. Wszystkie te trzy naczynia prowadzą krew żylną. Ze ściany przedniej przedsionka prawego wyrasta uszko prawe, które posiada na swej powierzchni wewnętrznej pasma mięsne ułożone mniej więcej równolegle, zwane mięśniami grzebieniastymi. Pozostała część przedsionka posiada ściany zupełnie gładkie. Komora prawa ma na swej powierzchni wewnętrznej Liczne różnokierunkowo ułożone beleczki mięsne oraz trzy mięśnie brodawkowe, które wpuklają się do światła komory. Od szczytów mięśni brodawkowych odchodzą nitki ścięgniste, które przyczepiają się do komorowej powierzchni płatków zastawki trójdzielnej. Obecność tych nitek umożliwia wygięcie się zastawki do przedsionka. Z prawej komory wychodzi pień płucny, a jego odejście posiada zastawkę złożoną z trzech płatków w kształcie gniazd jaskółczych, stąd nazwa zastawka półksiężycowata. Każdy płatek posiada w środku swego wolnego brzegu mały guzeczek, który uszczelnia płatki zastawki przy zamykaniu się. Przedsionek lewy jest podobny do prawego. Z jego ściany przedniej wyrasta uszko lewe, mniejsze od prawego, posiadające mięśnie grzebieniaste, reszta przedsionka jest gładka. Do przedsionka uchodzą cztery żyły płucne prowadzące krew tętniczą. Komora lewa posiada podobnie jak prawa mięśnie brodawkowe, ale w liczbie dwóch i odchodzące od nich nitki ścięgniste od płatków zastawki dwudzielnej. Powierzchnia wewnętrzna ma beleczki mięsne. Z lewej komory wychodzi największa tętnica zwana aortą. Jej odejście posiada zastawkę półksiężycowatą, tak jak odejście pnia płucnego. Ściana serca jest zbudowana z trzech warstw podobnie jak ściana naczynia krwionośnego. Wnętrze serca wyściela wsierdzie, delikatne przeźroczyste. Główną masę ściany tworzy mięsień sercowy. Jest on zależnie od odcinka serca różnej grubości. Ściany przedsionków są cienkie, ściana komory prawej ma około 3 mm grubości, ściana komory lewej jest trzykrotnie grubsza od ściany komory prawej, dochodzi do grubości jednego centymetra. Na zewnątrz serce jest okryte osierdziem, czyli błoną surowiczą, która jest gładka, lśniąca i przeźroczysta, tak że widać kolor mięśnia sercowego czerwono_brunatny i biegnące powierzchownie naczynia krwionośne serca. Między przedsionkami i komorami w otoczeniu ujść przedsionkowo_komorowych i odejścia pnia płucnego, i aorty znajdują się cztery pierścienie włókniste, które wraz z oddzielającymi je od siebie dwoma trójkątami tworzą tak zwany szkielet serca. Nazwa pochodzi stąd, że te warstwy tkanki łącznej służą za miejsca przyczepu warstwy mięsnej przedsionków i komór. Każdy przedsionek posiada wwłasną warstwę mięsną i na zewnątrz mięsień wspólny, podobnie komory, każda ma własną i wspólną zewnętrzną warstwę. Łącznikiem między mięśniami komór i przedsionków jest układ przewodzący serca. Serce posiada własny układ krążenia. Od części wstępującej aorty odchodzą dwa naczynia wieńcowe, tętnica wieńcowa prawa i lewa. Tętnica wieńcowa prawa przechodzi na stronę tylną serca leżąc w bruździe wieńcowej i unaczynia prawy przedsionek, prawą komorę, część tylną przegrody międzykomorowej i częściowo komorę lewą. Tętnica wieńcowa lewa dzieli się na gałąź międzykomorową przednią i gałąź okalającą. Gałąź przednia biegnie w bruździe międzykomorowej przedniej, zaś gałąź okalająca przechodzi na stronę tylną serca. Tętnica wieńcowa lewa unaczynia lewy przedsionek, lewą komorę, część przednią przegrody międzykomorowej i częściowo komorę prawą. Ze ścian serca krew odpływa żyłami które zbierają się w zatokę wieńcową serca,leżącą w bruździe wieńcowej, która uchodzi do prawego przedsionka serca. Serce posiada podwójny system nerwowy. Serce jest unerwione przez splot sercowy, powstały z wymieszania rozgałęzień nerwów układu sympatycznego, które przyspieszają czynności serca, i układu parasympatycznego, które zwalniają czynność serca. Oprócz tego serce posiada specjalny układ zwany układem przewodzącym, złożony ze zgrupowań komórek i łączących je włókien. Grupy komórek leżą w prawym przedsionku jako węzeł zatokowo_przedsionkowy i przedsionkowo_komorowy. Z węzła Przedsionkowo_komorowego wychodzi pęczek włókien, który biegnie po obu stronach przegrody międzykomorowej i dochodzi do mięśni brodawkowych i beleczek mięsnych na ścianach komór. Układ przewodzący reguluje kolejność pracy poszczególnych odcinków serca - skurcz przedsionków, skurcz komór i rozkurcz. .
- Badane przez nas DNA jądrowe pochodziło z tych samych fragmentów kości co DNA mitochondrialne. Gdyby rzeczywiście nasze próbki były zanieczyszczone, widzielibyśmy to zarówno w DNA jądrowym, jak i mitochondrialnym. Niczego takiego nie zaobserwowaliśmy. - Doktor robi pauzę i z nikłym uśmiechem na twarzy dodaje: - Myślę, że to dość skutecznie obala teorię o zanieczyszczeniu. Ponadto zespół Aldermaston sprawdzał wyniki badań za pomocą licznych testów. Jene - Wszystkie doświadczenia powtarzaliśmy kilkakrotnie, otrzymując identyczne rezultaty dla dwóch różnych kości. Poza tym, aby uchronić się przed zanieczyszczeniem próbek w laboratorium, o co oskarżał ich Maples, Gill i Iwanow wysłali próbki kości pobrane ze wszystkich dziewięciu szkieletów do doktor Hagelberg w Cambridge. Doktor toriiim Erika Hagelberg wykorzystuje łańcuchową reakcję polimerazy do badania DNA kości pochodzących z czasów starożytnych. Metodą tą posłużyła się na przykład w celu pozyskania go z kości znajdującej się w solonej wieprzowinie wydobytej z okrętu wojennego "Mary Rose" Henryka VIII, który zatonął w 1545 roku. Wiele lat po zidentyfikowaniu przez Lowela Levine'a i innych specjalistów szczątków Józefa Mengele tradycyjnymi metodami medycyny sądowej, Niemiecki sąd zwrócił się do Aleca Jeffreysa z prośbą o potwierdzenie wyników badań za pomocą testów DNA; jego asystentką była wówczas doktor Hagelberg. A teraz, w 1993roku, niezależnie od zespołu Aldermaston, w swoim laboratorium pozyskała DNA i metodą PCR powieliła je dla wszystkich dziewięciu próbek. Wyniki jej badań były zgodne z wynikami zespołu Aldermaston. Doktor Gill także jest przekonany o słuszności przypisywania wynikom prawdopodobieństwa wynoszącego 98,5 procent. .
- Cóż, panowie, ja się już zdecydowałem. A wy, co powiecie? .
- Eminencjo! Eminencjo! Montanelli zerwał się przerażony. Służący pukał do drzwi. Wstał mechanicznie i otworzył, a tamten zauważył natychmiast jego zmienioną i cierpiącą twarz. .
- Co z Anią? Junior, mieszając słowa polskie i angielskie, wyjaśnił, że wczoraj wyprowadziła się stąd razem z Shirley! Kiedy zatrzymał się na światłach, czarna dziewczynka zeskoczyła z maski i grzmotnęła kijem w dach Lincolna. Rozległ się huk, jakby wybuchł granat i Pawlak skurczył się, : zasłaniając głowę. .
- Trzy miliony i pełen bak. .
trzon wraz z dnem i część odźwiernikową wraz z odźwiernikiem. Żołądek posiada powierzchnię przednią i tylną, brzeg górny zwany krzywizną mniejszą i brzeg dolny czyli krzywiznę większą. Przejście przełyku w wpust leży na poziomie 11 kręgu piersiowego, przejście odźwiernika w dwunastnicę na poziomie pierwszego kręgu lędźwiowego. Żołądek jamy brzusznej w podżebrzu lewym, częściowo w nadbrzuszu. Ściana przednia przylega częściowo do przedniej ściany brzucha, częściowo jest przykryta przez lewy płat wątroby. Ściana tylna jest zwrócona do przestrzeni otrzewnowej zwanej torbą sieciową. Jest to wąska przestrzeń, która oddziela żołądek od narządów leżących na tylnej ścianie jamy brzusznej, tj. od trzustki, lewej nerki, lewego nadnercza, oraz od śledziony położonej pod przeponą najbardziej na lewo. Dno żołądka leży najwyżej, sąsiaduje przez przeponę z workiem osierdziowym i sercem. Ściana żołądka jest zbudowana z błony śluzowej, podśluzowej, mięsnej i surowiczej. Błona śluzowa posiada liczne fałdy, które wygładzają się w miarę napełniania żołądka pokarmem. Błona śluzowa posiada liczne gruczoły zwane gruczołami żołądkowymi właściwymi i gruczołami odźwiernikowymi. Ich wydzielina tworzy sok żołądkowy zawierający kwas solny i enzym pepsynę. Błona podśluzowa oddziela błonę śluzową od warstwy mięsnej, jej obecność umożliwia fałdowanie się błony śluzowej. Błona mięsna składa się z trzech warstw mięśni gładkich. Warstwa zewnętrzna jest podłużna, następna posiada włókna o układzie okrężnym, który w części odźwiernikowej tworzą zwieracz odźwiernika, warstwa wewnętrzna posiada włókna skośne, jest ona najsłabiej wykształcona. Na zewnątrz żołądek jest okryty błoną surowiczą, która schodzi z niego na otoczenie tworząc więzadła otrzewnowe. Do krzywizny mniejszej żołądka dochodzi sieć mniejsza złożona z podwójnej blaszki otrzewnowej tworzącej trzy więzadła. Są to: .
- Mają obozy dla takich jak ona - włączył się Craig. - To straszne miejsca. - Winna pani wiedzieć, że major Osbourne osobiście tego doświadczył - podjął Munro. - Więc wie, co mówi. Siedziała z wysuszonym gardłem, patrząc na niego. - Jak wspomniałem, przerzucilibyśmy panią lysanderem powiedział łagodnie Munro. - Szkolenie spadochronowe nie będzie konieczne. Nie ma na to czasu. Na przygotowanie pani mamy tylko trzy dni. - To śmieszne. - Czuła narastającą panikę. - Nie mogę grać AnnyMarii. Minęły cztery lata. Już wy wiecie o niej więcej niż ja. - Była pani bliźniaczą siostrą - bezlitośnie kontynuował Munro. - Taka sama twarz i głos. To pozostało bez zmian. Resztą zajmiemy się my. Uczesanie, ulubione stroje, makijaż, perfumy. Pokażemy pani fotografie, opowiemy, jaki prowadziła tryb życia w zamku. To musi wyjść, - Ale czy pan nie rozumie, że to nie wystarczy? - spytała. - Poza kilkoma znajomymi twarzami, zamek pełen jest obcych ludzi. Nowa służba, od czasu mojej ostatniej wizyty, i Niemcy. Nie miałabym pojęcia, kto jest kim. - Cały absurd tej historii sprawił, że zaniosła się śmiechem. - Potrzebowałabym głosu, który podpowiadałby mi na ucho na każdym kroku, a to przecież nie jest możliwe. - Czyżby? - Otworzywszy szufladę, wyjął cygaro i ostrożnie uciął koniuszek scyzorykiem. - Pani ciotka miała szofera o nazwisku Dissard. - Renę Dissard - powiedziała. - Oczywiście. Całe życie służył w rodzinie, - Pracował razem z AnnąMarią jako jej prawa ręka. Jest w sąsiednim pokoju. Zdumiona, wytrzeszczyła oczy. - Renę? Tutaj? Nic nie rozumiem. .
rozsłonecznionym powietrzu i żyć cał± piersi±, wszystkimi władzami, wszystkimi .
U wielu gatunków roślin, zwłaszcza z rodziny Astemceae (takich jak słoneczniki, stokrotki itp.) ilość płatków każdego kwiatostanu to zwykle liczba Fibonacciego, na przykład 5, 13, 55, a nawet 377, jak u przypołudnika. Łuski szyszki sosny układają się w dwie serie spiral od ogonka w górę - jedna zgodnie z ruchem wskazówek zegara, druga przeciwnie. Przebadano ponad 4000 szyszek dziesięciu gatunków sosny i stwierdzono, że ponad 98 procent posiadało ilość spiral w obu kierunkach zgodną z liczbą Fibonacciego. Co więcej, liczby te w ciągu leżały obok siebie lub bardzo blisko, to znaczy, na przykład, 8 spiral w jedną stronę, 13 w drugą albo 8 w jedną, 21 w drugą. Łuski owocostanu ananasa wykazują jeszcze mniejszą zmienność w zjawiskach Fibonacciego: z 2000 prób typowych ananasów żaden nie stanowił wyjątku od tej reguły. Liczby Fibonacciego odnajdziemy często także w ułożeniu liści na pędzie u roślin wyższych. U wielu drzew, zależnie od gatunku, co drugi, co trzeci, co piąty, co ósmy lub co trzynasty liść wyrasta w tym samym kierunku. Te odkrycia z dziedziny botaniki, zoologii i astronomii nie zdziwiłyby starożytnych Greków, którzy byli przekonani o geometrycznej harmonii wszechświata. Obecnie niektóre z przedstawionych tu danych wykorzystała teoria "dynamicznej symetrii", rozwinięta przez amerykańskiego uczonego, Jaya Hambridge'a. Przypisuje on dynamiczne własności sztuki greckiej użyciu "wirujących kwadratów" o boskiej proporcji. Może zostanie odkryta jakaś podstawowa zasada wzrostu, która połączy wszystkie przyrodnicze przykłady złotych zjawisk i wskaże jeszcze inne, dotychczas nie znane ich przejawy i wspólne tło? Może istoty ludzkie nieświadomie wykorzystały zasadę występującą w zjawiskach naturalnych jako standard w ocenianiu dzieł sztuki? Z drugiej strony, równie dobrze możemy mieć do czynienia ze zbiegiem okoliczności. Udowodniono, że ilość dostępnych artyście uporządkowanych wzorów nie jest nieograniczona. Pewne powtórzenia w tym zakresie są zatem nieuniknione. Poza tym, wiele wielkich dzieł sztuki nie ma żadnego widocznego związku z boską proporcją, natomiast większość przytoczonych powyżej przykładów jest tylko pewnym przybliżeniem ideału. Wreszcie, umiłowanie boskiej proporcji może wydawać się obecnie naturalne dopiero w wyniku jej długiego używania przez starożytnych Greków i ich naśladowców. Podobnie w przyrodzie cytowane tu zjawiska mogą być tylko przypadkowymi bądź przybliżonymi przejawami złotej spirali czy sekwencji Fibonacciego. W każdym wypadku przykłady nie dowodzą ogólnej prawidłowości. W wielu dziedzinach przedstawiono konkretne teorie, mające wyjaśnić niektóre specyficzne wypadki, jak na przykład ułożenie liści na łodydze. Teorie te nie mają uniwersalnego zastosowania. Nawet jeśli nigdy nie znajdziemy uniwersalnego wyjaśnienia, badania zjawisk typu Fibonacciego i złotego podziału mogą być traktowane jako użyteczna wprawka w poszukiwaniach jedności i relacji matematycznych w otaczającym nas świecie. W końcu właśnie poszukiwanie było podstawową metodą i celem samym w sobie filozofii greckiej i w dalszym ciągu ożywia współczesną naukę .
Jestesmy obdarowani swiadomoscia .
- Dawaj list, gadzino jedna! Rozległ się trzask rozdartej podszewki. Kargul zasłaniając się oburącz, cofał się tyłem, nie przestając prowadzić słownego pojedynku. .
66 .
przybył także generał de Gaulle, źe w Teheranie spotkają się wsryscy czte- .
- Jedziemy do Rezerwatu Przyrody Pecos - powiedział Decker. - Po prawej stronie płynie rzeka Pecos. Miejscami ma tylko dwadzieścia stóp szerokości. Nie zawsze jest widoczna z powodu drzew i skał, ale za to zawsze ją słychać. .
już co chwila traciła przytomno¶ć. .
- Zobaczysz, za parę tygodni zapomną. Fred i George stracili już kupę punktów, a ludzie wciąż ich lubią. - Ale nigdy nie stracili stu pięćdziesięciu punktów za jednym razem, prawda? .
Pierwszą rzeczą jest więc bat - uważność. A drugą jest powróz - dyscyplina. Po co jest dyscyplina potrzebna? Jeśli jesteś uważny, wydaje się, że uważność wystarcza. W końcu wystarczy, ale nie na początku, bo umysł ma głębokie wzorce, a energia porusza się zgodnie ze starymi nawykami i starymi wzorcami. Nowe kanały trzeba stworzyć. .
- Chyba tak. Dziewczyna była blada i miała zapadnięte oczy. - Nie wyglądasz najlepiej - powiedziała Genevieve. - Czy źle się czujesz? - Och, mamselle, tak się boję. .
mieli ich dużo, gdyż po kilku wybuchach, które nie wyrządziły nikomu szko- .
.
- Był! - wrzasnął Szczypka. - Widziałem go. Szedł na dworzec wcześnie rano w takich krótkich spodniach i z grubym plecakiem. Ja mu niosłem płaszcz, bo też szedłem na dworzec tatulkowi po gazetę... A na płaszczu miał śliczne guziki... Dwa tylko oberżnąłem. A potem dał mi jeszcze kawał czekolady z plecaka i powiedział, że ze mnie porządny chłopiec. A te jego guziki były takie duże, a rogowe były... A przyniosły mi szczęście, bo wygrałem nimi dwadzieścia osiem guzików od Hajka i od Metzy. Potem beczeli... .
- Przestań bredzić! - Decker złapał McKittricka za ramię. - Rozmawiaj ze mną. Co zrobiłeś? .
65 .
- Ale do świąt się chyba całej reszty nie zdąży - powiedział w zamyśleniu zmartwiony Pawełek. - Do świąt został tydzień. Dlaczego akurat do .
zaczynać w kraju, o którym nie wiedziała nic poza jedną istotną dla niej .
Po pierwsze, nie w tym rzecz, żebyś kochał fizyczną postać Guru, .
- powiedział spokojnie. - Artemis! - krzyknęła Madeline. Zatrzymała się i odwróciła w jego stronę. - Na Boga, sir. Nie powinien mnie pan tak straszyć. To źle działa na moje nerwy. - Co pani tu robi? Powiedziałem, że sam przeszukam dom i Pitneya. - A ja dałam panu wyraźnie do zrozumienia, że na to nie > pozwolę. To był mój pomysł, jeśli pan pamięta. Przyglądał się jej spod lekko opuszczonych powiek. Na' pewno była zirytowana, ale podejrzewał, że złość służy tylko zamaskowaniu innych - głębszych i mocniejszych - uczuć. • Pamiętał przecież o tym, że chociaż jest wdową, i to podejrzaną: o zamordowanie męża, aż do ubiegłej nocy była kobietą niewinną. Pamiętał, jak rumieniła się przy śniadaniu. - Jak się pani dzisiaj czuje? .
Nie widział wyjścia. .
- Zdaje mi się, ale nie rozumiem zwi±zku... .
.
i zapewne skończyć w więzieniu. Van Effen wierzy jednak w złodziej- .
Przez całą noc Kaźmierz męczył się, jak sobie poradzić z trudnym problemem włączenia do rodziny mniejszości etnicznej w beżowym odcieniu, ajuż przed śniadaniem mógł się przekonać, że to, co dla niego było szokiem, dla pokolenia jego wnuczki było naturalną okazją do wymiany doświadczeń. Shirley i Ania, objęte wpół jak dwie siostry krążyły po domu roztrajkotane, jakby znały się od pierwszej klasy szkoły. Obie równocześnie wybuchnęły śmiechem na widok miny Kargula, który chcąc przed lustrem zawiązać krawat, ujrzał wymalowaną cyklamenową szminką postać kostuchy z kosą w ręku. Obie parsknęły śmiechem na widok Franciszka Przyklęka, który przepasany fartuchem z wizerunkiem Mickey Mouse krzątał się w kuchni szykując śniadanie. Choć miał żal do Ani, że wystąpiła jako pośredniczka między nim a żoną, zgodził się na jej prośbę i teraz próbował wyjaśnić Shirley, dlaczego jej ojciec chciał w swoim domu urządzić klub imienia wielkiego pianisty i Polaka, który spędził w tym domu jedną noc przed wystawą światową... -Jak to? - zdziwiła się Shirley. .
są używane te nowo emitowane pieniądze. I co najważniejsze, że .
Kręgielnia znajdowała się w podziemiach hotelu. Cichy z Iwoną toczyli zawzięty pojedynek na punkty. Byli jedynymi graczami. Kobra i Skorpion siedzieli przy barze. Nie rozmawiali. Kobra był nieźle wstawiony, a Skorpion odleciał już daleko. Kokaina i alkohol wyciskały z niego ostatnie rezerwy. Cleo i Robert tańczyli w pustej sali nieczynnej dyskoteki. Dochodziła trzecia nad ranem. Jutro mieli wracać do Szczecina. To był ich ostatni wieczór w Międzyzdrojach. Kobra zamówił kolejnego drinka i rozmarzył się patrząc na tańczących Roberta i Cleo. - Jak oni ładnie razem wyglądają. Skorpion spojrzał za jego wzrokiem. - Fakt. Jak z reklamy prezerwatyw. Robert i Cleo tańczyli przybierając najdziwniejsze pozy. Bawili się sobą i tańcem. Byli tylko we dwoje na parkiecie, w tej sali, i na całym świecie. - Nie sądzisz, że powinniśmy pójść do pokoju? - spytała Cleo. - Od wczoraj na to czekam - wyszeptał Robert. Nie czekali długo na windę. Wpadli do niej łapiąc oddech. Winda ruszyła w górę. Stali przez chwilę patrząc na siebie. Cleo pochyliła się do Roberta. Tym razem, on był pierwszy i pocałował ją delikatnie, a potem mocniej przytulił w ramionach. - Jesteś podniecony? - spytała Cleo. - Mogę dotknąć? .
- Ja nie! - zawołał kategorycznie Leszek, bo w chwili pytania Witek patrzył akurat na niego. Witek skrzywił się jeszcze bardziej i spojrzał na mnie. - Ja też nie - oświadczyłam natychmiast równie kategorycznie. - Wybij to sobie z głowy! - No to kto? - krzyknął z rozpaczą Zbyszek, odrywając się nagle od Stefana. - Kto, do wszystkich diabłów?! - Kto? - zawtórowała mu Matylda z jeszcze większą rozpaczą. - Boże mój, kto?! - Właśnie, kto? - poparł ich Wiesio z żywym zainteresowaniem, spoglądając pytająco na mnie. Poczułam, że i mnie ogarnia rozpacz. Pierwsza podejrzana!... - Nie wiem! - krzyknęłam z wściekłością. - Odczepcie się ode mnie, co ja jestem? Duch Święty?! - Jak mogliście zrobić coś podobnego! - jęknął Witek z bolesnym wyrzutem, rezygnując widać na razie z natychmiastowego wykrycia przestępcy i nie słuchając naszych okrzyków. - W obecnej sytuacji!... W Alicję nagle wstąpiło ożywienie. - To go skończy - mruknęła z głęboką satysfakcją. - Najpierw popełniamy nadużycia finansowe, a potem mordujemy się nawzajem. Ładnie rządzi pracownią! - Prawdę mówiąc, to byłaby zupełnie niezła metoda likwidacji przedsiębiorstwa - powiedział Kazio w zamyśleniu, przestając wreszcie jeść. - Nie dam głowy, czy to nie on sam... Ta uwaga znalazła natychmiastowy oddźwięk. Na skutek kompresji etatów personel naszej pracowni powinien ulec wydatnemu zmniejszeniu i Witek miał straszne kłopoty z wyrzucaniem najbliższych kolegów i przyjaciół. Każde wymówienie wydawało się krzyczącą niesprawiedliwością i myśl, że zmniejsza stan zatrudnienia za pomocą wysyłania współpracowników z tego padołu na lepszy, okazała się niesłychanie ponętna. - No dobrze, ale dlaczego Stolarek? Z sanitarnymi nie ma takich kłopotów, powinien mordować architektów. - Zaczął od sanitarnych dla odwrócenia podejrzeń... .
Wyj±ł z pugilaresu kilka wycinków z "Kuriera" i podsuwaj±c mu pod oczy czytał: .
Gdy przesuwamy kursor, podświetlając kolejne pliki i katalogi, w najniższej linii okienka pojawia się opis pliku lub katalogu, na którym ustawiony jest kursor. Opis ten zawsze zawiera datę i czas utworzenia, a w przypadku pliku podaje także jego wielkość w bajtach. Data prezentowana jest w standardzie amerykańskim, czyli MMDDRR. Część panela, w którym pokazują się te informacje, nosi nazwę "okna selekeji plików". Praca na komputerze sprowadza się do uruchamiania i korzystania z możliwości oferowanych przez programy. Aby załadować do pamięci operacyjnej komputera jakiś program, należy ustawić na nim (to znaczy na pliku, który ma jedno z rozszerzeń:.BAT, .COM lub.EXE) kursor sztabkowy i nacisnąć ENTER. Przestrzegamy przed uruchomieniem programu o nazwie command.com. Jest to jeden z plików systemu operacyjnego, i to sam komputer uruchamia go w odpowiednim czasie. Gdyby jednak został on przypadkowo uruchomiony, należy wpisać z klawiatury komendę EXIT i przycisnąć klawisz ENTER. .
.
.
- Teraz jesteś. - Decker pocałował ją. Po chwili otworzył tylne drzwi, zapalił światło w kuchni i pomógł Beth wejść'do środka, przytrzymując jej kule. - Wykorzystamy pokój gościnny. Główna sypialnia wciąż wygląda jak ruiny po niewielkiej wojnie. Czy coś ci podać? - Herbatę. Gdy gotowała się woda, Decker znalazł torebkę herbatników z czekoladą i ułożył je na talerzyku. W tych okolicznościach herbatniki wyglądały żałośnie. Nikt nie jadł. - Obawiam się, że nie ma gorącej wody do kąpieli - powiedział Decker. Beth przytaknęła zmęczonym ruchem głowy. - Pamiętam, bojler został zniszczony podczas zamachu w piątek w nocy. - Założę ci na szwy czysty bandaż. Na pewno przyda ci się też tabletka przeciwbólowa. Beth znowu przytaknęła, wycieńczona. - Dobrze się będziesz czuła, kiedy zostaniesz tu sama? .
wzmiankami o fryzjerach i sprzedawcach hamburgerow. McDonald's - .
- Machniom? - zaproponował, potrząsając ciężkim worem. .
się nawet o cal - powiedział Brooke zrezy- .
później, wraz z dźwiękiem ham zaczyna się wdech i oddech wraca .
Podobne rozważania mogą dotyczyć oceny związku między partnerami ze znaczną różnicą wieku, w którym jedno pełni rolę rodzicielską a drugie dziecka. Ich współżycie i wzajemne przystosowanie uczuciowe, seksualne może wprawdzie dawać poczucie satysfakcji, jest jednak utrwaleniem się cech osobowości niedojrzałej u jednego z partnerów, a u drugiego cech, „rodzica". Nie ma zatem w tym związku wszechstronnego rozwoju osobowości partnerów, partnerstwa i dojrzałości. .
pisał antropolog Clyde Kluckhorn: „Dźwięki [w języku Navaho - BW] muszą być oddawane w pedantyczny sposób, zupełnie jakby mówił ro-bot. Mowa tych, którzy nauczyli się tego języka jako dorośli, jest natych- .
u schyłku starości niechętnie przyznał się „do jakichś .
~ieczynna). Moja ~ można sobie życzyć. Ta konstatacja była tak dalece, .
- Podstawowy hotelu w Zalesiu Górnym To pana? .
życiowej. Przemoc fizyczna, pierwotna natura człowieka musi być .
konsekwencji także uznać je za "prawdziwe". Może on zmienić aparaturę pojęciową i język. Jeśli to zrobi, będzie pojmował inne sądy oraz uznawał inne zdania i będzie nazywał je .
Teraz dopiero poskutkowała groźba. Chłopcy przestali krzyczeć, rozstąpili się, jeźdźcy przestali się mocować, "konie" zaś, dyszące z utrudzenia, stanęły w miejscu. .
- Nic ci nie jest?! - krzyknął Esperanza. .
i powtarzali za Majakowskim jednostka niczym. Ale .
- Według wskazówki, on znowu skręca. W prawo. Kieruje się na zachód. Esperanza skinął głową. .
Yogi Johnson wyglądał przez okno. Niedługo przyjdzie pora zamykania fabryki na noc. Ostrożnie otworzył okno, tylko .
napisać tekst. .
* O tak, Gurudżi. To jest woda z rzeki Jamuny - odpowiedział .
rozdział w tym pamiętniku należy się z pewnością kiermaszom książki, odbywającym się obecnie co rok we wszystkich prawie miastach Polski Ludowej. Jestem autorem trzydziestu paru tomów, ale w podpisywaniu książek na kiermaszach biorę udział bardzo rzadko. Tak się bowiem układa, że książki moje wychodzą zwykle w okolicy Bożego Narodzenia, a że nakłady nie są duże, na majowych świętach książki nie mam co podpisywać. Podpisuję czasem będąc przypadkiem na kiermaszu za starszych kolegów, za Kraszewskiego, za Sienkiewicza. Raz nawet podpisałem Iliadę za Homera. Innym znowu razem dedykowałem Atlas grzybów trujących. Ale muszę powiedzieć, że byłem jednym z pierwszych autorów składających podpisy na swoich książkach na pierwszych tego rodzaju kiermaszach w Polsce. Zainicjowało je po wojnie katowickie wydawnictwo "Avir", prowadzone przez sprężystego, pomysłowego, młodego wydawcę Zbigniewa Mokrzyckiego. .
będzie nadjeżdżał. .
- Gotów - pal! Szerszeń zachwiał się lekko, lecz zaraz odzyskał równowagę. Niepewny strzał drasnął mu policzek i trochę krwi spłynęło na białą koszulę. Druga kula drasnęła go powyżej kolana. Gdy dym się rozwiał, żołnierze ujrzeli jego uśmiechniętą twarz, z której okaleczałą ręką wycierał krew. - Kiepski strzał, chłopcy! - krzyknął i jasnym, wyraźnym głosem, w osłupienie wprawiając nieszczęsnych żołnierzy, dodał: - Spróbujcie jeszcze raz. Zbiorowy pomruk i dreszcz grozy w szeregu karabinierów. Każdy z nich celował w bok, z tajemną nadzieją, że strzał śmiertelny padnie z ręki sąsiada, nie jego; i oto Szerszeń stoi uśmiechając się do nich... Egzekucję przemienili w jatki i trzeba rozpocząć na nowo. Ogarnął ich nagły lęk i opuściwszy karabiny, w beznadziejnej martwocie słuchali wściekłych przekleństw oficerów, z tępym przerażeniem wpatrzeni w człowieka, którego zabili, a który jednak żył. Gubernator wygrażał im pięściami pod samym nosem, krzycząc przeraźliwie, by stanęli w szeregu, wycelowali i co prędzej położyli temu koniec. Był tak samo wytrącony z równowagi jak oni i nie śmiał spojrzeć na straszną postać, która stała, stała i nie chciała paść. Na dźwięk szyderskiego głosu Szerszenia, zwracającego się "w tej chwili do niego, drgnął cały. - Niezręczny wyprowadziłeś dziś oddział, pułkowniku! No pozwól, może ja sobie dam z nimi radę. Dalej, chłopcy! Broń wyżej, ty z lewej strony. U licha, człowieku, toż karabin trzymasz jak patelnię! Wszyscy w ordynku? A zatem! Gotów... - pal! - przerwał pułkownik rzucając się na przód. - Toż to niemożliwe, by ten człowiek wydawał rozkaz na siebie samego! Znów pomieszana, bezładna strzelanina, po czym szereg rozbił się na splot drżących postaci patrzących przed siebie obłąkanym wzrokiem. Jeden z żołnierzy wcale nie strzelił; odrzucił karabin i przycupnął jęcząc z cicha: - Nie mogę... nie mogę! Dym rozwiewał się zwolna, stapiając się z rannym brzaskiem słońca. Ujrzeli nareszcie, że Szerszeń padł; lecz równocześnie ujrzeli, że żyje. W pierwszej chwili żołnierze i oficerowie stali jak skamieniali, wpatrzeni w postać wijącą się i drgającą na ziemi, po czym lekarz i pułkownik rzucili się naprzód z okrzykiem, gdyż przykląkł na jedno kolano i spojrzał na żołnierzy wciąż jeszcze się śmiejąc. - Znów chybione! Spróbujcie... jeszcze, chłopcy... widzicie...-czy nie możecie... Nagle zachwiał się i padł na trawę. - Martwy? - zdławionym głosem spytał pułkownik, a doktor przyklęknąwszy położył rękę na skrwawionej koszuli i cicho odparł: - Zdaje "się... Bogu dzięki. .
nieobecność rodzeństwa Bandrowskich i Hackbeilówny przedłużała się, zwrócono na to wreszcie - p o c z t e r e c h d n i a c h - uwagę w Zakopanem, w pensjonacie, w którym mieszkali, i dano znać do Pogotowia. Cóż, kiedy kierownictwo pensjonatu nie umiało powiedzieć nic więcej, prócz tego, że owi turyści wyszli w góry 23 lipca na j e d n o d n i o w ą wycieczkę i dotychczas jeszcze nie wrócili. Zdumiewająca doprawdy obojętność i bezmyślność! Doświadczony ratownik, jakim był Zaruski nie mógł mieć żadnych wątpliwości, że tylko jakiś poważny wypadek spowodował tak długą nieobecność ludzi, których ekwipunek i zapasy obliczone były na kilkunastogodzinną zaledwie wycieczkę. Gdzież jednak miał skierować wyprawę ratunkową, nie mając żadnych danych. co do trasy obranej przez grupę Bandrowskiego? Widać z tego, jak ważną sprawą jest pozostawienie w pensjonacie i w schroniskach dokładnych informacji o projektowanym szlaku wycieczki turystycznej czy taternickiej. Gdyby ów pensjonat podniósł alarm: we właściwym czasie - tj. już na drugi dzień po wyjściu Bandrowskich - jest więcej niż prawdopodobne, że udałoby się ocalić całą trójkę. Od wczesnego ranka 27 lipca ekipa ratunkowa była przygotowana do wymarszu. Zaruski próbował tymczasem natrafić na jakiś ślad zaginionych, wypytując turystów, którzy w ostatnich dniach byli w górach, telefonując do schronisk po polskiej i słowackiej (ówczesnej węgierskiej) stronie. Wreszcie w godzinach popołudniowych - a więc w momencie gdy Bandrowski już nie żył - udało się Zaruskiemu ustalić, że poszukiwani turyści mieli zamiar wyjść na Granaty i wrócić tego samego dnia do Zakopanego. Masyw Granatów jest rozległy, rozłożysty, wiele w nim możliwości zabłądzenia, wiele stromych ścian i podciętych żlebów. Jednakże pierwszą myślą Zaruskiego był "komin Drege'a", miejsce, które bardziej niż jakiekolwiek inne tworzy naturalną pułapkę górską dla niedoświadczonych. Było już blisko siódmej wieczór, gdy wyprawa Pogotowia dotarła do Czarnego Stawu Gąsienicowego. Tam, w miejscu skąd najlepiej widać ściany Granatów, zatrzymano się i poszły w ruch lornetki. Długi czas lornetowanie nie dawało wyniku. Choć słońce oświetlało jeszcze szczyty, w niższych partiach panował już mrok. Kominy i żleby tonęły w wieczornym zmierzchu. Trudno w takim oświetleniu odróżnić od skalistego i trawiastego otoczenia drobny, nieruchomy punkcik, jaki tworzy ciało człowieka w ścianie. Już ekspedycja miała ruszyć dalej, gdy przewodnik Staszek Gąsienica-Byrcyn dostrzegł postać ludzką na platformie w połowie wysokości "komina Drege'a". Po chwili zobaczył ją Zaruski i inni. W pozycji półsiedzącej, z nogami wiszącymi w powietrzu, jedną ręką wspierała się o ściankę komina, wykonując niezrozumiałe dla ratowników ruchy w tył i naprzód. Wiemy już, że te wahadłowe ruchy ułatwiały Marii Bandrowskiej - bo ona to była - ześlizgiwanie się po płycie skalnej ku przepaści. Po pięciu dniach daremnego wyczekiwania pomocy, po utracie towarzyszki, po dokonanym na jej oczach samobójstwie brata - znajdowała się u kresu odporności nerwowej. Otchłań, w której leżały potrzaskane zwłoki, ciągnęła ku sobie z niezwalczoną siłą. Teraz już połową ciała zawisła nad przepaścią. Jeszcze ułamki sekund i ściany Granatów pochłoną nową ofiarę... Zaruski przyłożył do ust trąbkę sygnałową ((7)), zatrąbił kilkakrotnie, a potem krzyknął wolno i dobitnie: - Czekać spokojnie! Idziemy! .
- Poszycie jest zbyt bujne. - Esperanza ukucnął. Pełzał na kolanach, przeczesując dłońmi ziemię. - Nawet przy świetle ognia jest zbyt dużo cieni. - Musimy ją znaleźć! .
w swym szlafroczku. Strączek szturchnął Dominikę w plecy. - Stało się - rzekł. - Uspokój się już teraz! .
Nauczanie dzieci dyslektycznych powinno być prowadzone w .
prędzej zirytować. .
integracji są bezpośrednią przyczyna zaburzer czynności złożonych jakimi są czytanie i pisanie. Zaburzenia tunky percepcyjnych i motory- .
- Ja również. Gdy zabrzmiała muzyka, chwycił ją mocno za nadgarstek i objął w talii. Cały czas szczerzył zęby w uśmiechu, napawając się swoją chwilową przewagą. Wiedział, że dopóki płyta się nie skończy, niewiele mogła zrobić. - Przy naszym ostatnim spotkaniu - odezwał się - powiedziała mi pani, że żaden ze mnie dżentelmen. Muszę więc poprawić swoje maniery. Roześmiał się, jakby powiedział coś bardzo zabawnego. Zauważyła, że miał już dobrze w czubie. Muzyka dobiegła końca. Zatrzymali się przy otwartych drzwiach tarasu i Reichslinger wypchnął ją na zewnątrz. - Wystarczy już tego - rzekła. .
- Poza tym - podjął znów Martini - te niedostateczne wiadomości, jakie mam o Rivarezie, wcale mnie nie zachęcają do powierzania mu wszystkich tajemnic partii. Mnie on się wydaje nierozważny i komediancki. Powierzać komuś całą kontrabandę stronnictwa - to chyba rzecz poważna. Co wy o tym sądzicie, Fabrizi? .
plastyczne otwieraja z pewnoscia droge do zdobycia nowej .
znowu ma znaczyć ? Wciąż jeszcze nie chce pan porzucić swojej .
- W takim razie? - szepnęła nie podnosząc oczu. .
Na przykład pan Walory jako tramwajarz gadałby ustawicznie o kursach, pasażerach, wajchach itp. W ogóle widziałby życie z okien tramwaju lub zza korby motorniczego. Starczyłoby tego zaledwie na parę felietonów. To samo byłoby, gdybym go zatrudnił, dajmy na to, gdzieś w hucie. Zresztą huty "Warszawa" jeszcze nie było, musiałbym go wysłać do Krakowa. A tak, jako pracujący gdzieś w miejscu bliżej nie określonym, mógł być przeze mnie użyty wszędzie. Nie trafiało to do przekonania moim adwersarzom. Zresztą zarzut braku udziału w produkcji nie był najcięższy, jaki mi postawiono. Były gorsze. Oto zarzucono mi zbrodnię zaśmiecania gwarą kryształowej czystości polskiej mowy, imputując mi wynalezienie tej gwary i uczenie jej niewinnych polskich dzieci. Na ten zarzut nie odpowiedziałem. Kiedy jednak zaatakowano mój tak zwany warsztat pisarski, zacząłem się bronić. .
kandelabr sze¶cioramienny, jakim o¶wietlał drogę lokaj. .
- Nie ma takiej możliwości. Esperanza szybko przeciął sznurek, którym wcześniej spętał Deckerowi ręce i nogi. Mimo że Deckera bolały mięśnie, z rozkoszą zaczął się poruszać. .
- Nie wie pan, która godzina? Bo mnie Ukrainiec zabrał zegarek jeszcze na Sadybie. Ja swój miałem, odpowiedziałem więc, że dochodzi piąta, ale zacząłem się przypatrywać bacznie staremu człowiekowi. Twarz jego wydawała mi się jakaś znajoma. Gdzieś go musiałem widywać. Na jakichś portretach? Ale chyba też i gdzie indziej. I nagle w wyobraźni ujrzałem Krakowskie Przedmieście w świątecznej gali. Wszędzie powiewają flagi. Ludzie stoją w szpalerach na chodnikach. Jezdnią z furkotem chorągiewek kłusuje pluton szwoleżerów. Za nimi powóz. W powozie kłaniając się cylindrem witającym go tłumom wysoki, wyprostowany pan z siwą bródką... Czy to możliwe? Tak, to był on. Za chwilę siostra, czytająca listę wyjeżdżających do Radomska na zwolnienie starszych osób, zniża głos: - Stanisław i Maria Wojciechowscy. Były prezydent Rzeczypospolitej z trudem podnosi się z barłogu. Obok przechodzą butnie z pejczami w rękach, w wysokich lakierowanych butach, dwaj eleganccy gestapowcy. Mimo woli przyszła mi do głowy trawestacja obrazu z Sienkiewiczowskiej Trylogii: Rzeczpospolita leżała w prochu i krwi u nóg esesmana. Ale nie miało to potrwać jóż zbyt długo. Osiem miesięcy później Warszawa była wolna. .
- Może przyjedziesz na Boże Narodzenie? - Głos Roberta był pełen szczerej nadziei - Czy jest jakiś powód, żebym tu wracała? - odwróciła od niego głowę - zupełnie bym zapomniała - zmieniła nagle temat. - Jeszcze w hotelu Cichy prosił, żebym oddała ci tę kopertę przed odjazdem. Cleo wyjęła z kieszeni żakietu białą kopertę i podała ją zdziwionemu Robertowi. Robert otworzył ją i zajrzał do środka. We wnętrzu był plik kilkunastu banknotów studolarowych i zdjęcie. Sięgnął po fotografię. Byli na niej wszyscy. Pamiętał, że zrobili je pierwszego dnia po przyjeździe do Międzyzdrojów. Skorpion, Dorota, Biedrona, Kobra, Iwona, Cleo, Robert i Cichy. Cała ich paczka w komplecie. - Co to jest?- spytała Cleo. .
- Tak mówił. To znaczy, porucznik miał przeczucie, że on tak będzie mówił. Tak się chciał przejechać, dla przyjemności, albo okropnie się śpieszył, bo dostał pilną wiadomość i złapał byle co, pierwsze, co mu pod rękę wpadło. -Coś takiego...! Fakt, właśnie tak mówił. Podobno sąsiad zadzwonił tam, gdzie on akurat był, i powiedział, że jego żonę, strasznie pijaną, jakiś obcy facet przyprowadził do domu. Więc się zdenerwował do niemożliwości i sam już nie wiedział, co robi... Pod uchylonymi drzwiami kuchni, gdzie Pawełek spożywał kolację, pani Krystyna i ciotka Monika popatrzyły na siebie. Z zapartym tchem podsłuchiwały bezwstydnie od samego początku, ale teraz im się urwało, bo na schodach ukazał się schodzący z góry Rafał. -Podobno deser jest u was... - zaczął. W tym momencie zadzwonił telefon. Pani Krystyna dla zachowania pozorów weszła do kuchni, ciotka Monika cofnęła się i podniosła słuchawkę. -Hej, proszę wszystkich! - zawołała gromko. - Porucznik Wierzbiński pyta, czy jeszcze nie śpimy i czy można wpaść na chwilę! Zaprosiłam go, ale w kuchni się chyba nie zmieści, więc może najważniejsze osoby przejdą do pokoju? - Woda się przed chwilą gotowała - powiedziała Janeczka, złażąc ze stołka. - Oni obaj niech jedzą ten deser do końca, bo inaczej nie będzie z nich żadnego pożytku. Wszyscy pójdziemy do pokoju i na pewno on się napije herbaty. Lepiej mu dać. -Nie mam nic przeciwko częstowaniu gości herbatą, ale dlaczego uważasz, że lepiej? - zainteresowała się pani Krystyna. Janeczka miała chwilowy przypływ lekkomyślności, z którego zbyt późno zdała sobie sprawę. - Bo wtedy zrobi się towarzyska atmosfera i głupio mu będzie kogoś z nas aresztować - wyjaśniła - A gdyby nie chciał pić, to będzie znaczyło, że jesteśmy podejrzani. Więc w każdym wypadku dobrze, bo się coś wyjaśni. Pani Krystyna powstrzymała cisnące się jej na usta pytanie, dlaczego ktokolwiek z rodziny miałby być podejrzany i aresztowany, uświadomiła sobie bowiem, że chyba zna odpowiedź. Udało jej się opanować nerwowe drgnięcie wewnątrz. Porucznik bardzo chętnie przyjął zaproszenie na herbatę, z czego wynikało, że rodzina państwa Chabrowiczów nie jest źle widziana w oczach prawa. Co najmniej trzy pełnoletnie, odrobinę .
siebie, było mi obce; obce były mi tłumy na Polach Elizejskich; obcy był .
cudzoziemców, nad którymi bardziej czują się panami. Wielebny .
- I proszę teraz o rzeczywiście twórcze wnioski - powiedział godnie i boleściwie. Twórcze wnioski padły natychmiast. Zaproponowano sprowadzenie dwóch psów, należących do Stefana i Janusza w celu uwiązania ich w korytarzu i przy drzwiach wyjściowych. .
- Chyba nie ma lepszej osoby, w towarzystwie której można by przekroczyć prędkość. Jeśli zatrzyma nas patrol, pokażesz odznakę i wyjaśnisz, że to nagła sprawa. .
szczególno¶ci, bo pan Karol nie chce, powiedział, że ona nie potrzebuje tego. .
o tym nie wiedzieć. Allel recesywny pozostaje w DNA potomstwa i może być z kolei przekazany następnemu pokoleniu. Na przykład dziecko, które miało jednego z rodziców z niebieskimi oczami, a drugiego - z piwnymi, samo będzie miało oczy piwne, lecz będzie nosiło w sobie apel niebieskich oczu. Cecha taka jak niebieskie oczy, która została przekazana potomkowi, lecz się nie ujawniła, nazywana jest cechą recesywną. Jeżeli więc wasz junior ma niebieskie oczy, chociaż i ty, i twój małżonek macie oczy piwne, nie jest to jeszcze powód, by doszukiwać się niewierności małżeńskiej. Sytuacja ta jest zgodna z prawami dziedziczenia Mendla. Oprócz apelu niebieskich oczu ludzie mają wiele innych apeli recesywnych. Jednym z najlepiej znanych jest gen odpowiedzialny za hemofilię. Krew człowieka cie Genetyka klasyczna 49 .
rego wyszedł. - Przekażcie mój rozkaz do punktów obrony. .
.
rewolucyjnych zwiazkow zawodowych, zapewnic dominacje idei libertarianskiego komunizmu w ruchu zwiazkowym. Akcje tych grup powinny byc organizowane przez powszechna organizacje .
.
tego, że pozbywam się tego wzgórza, ponieważ mnie ono .
Po uaktywnieniu Siakti, joga zachodzi spontanicznie od wewnątrz. .
ludzi, fałszywe maksymy, napuszone komunały". .
Kierowcy z sąsiednich samochodów wychylili się również. Ten z pierwszej taksówki wysiadł, popatrzył, podszedł do tamtej, stojącej samotnie z przodu. Dogoniło go jeszcze dwóch, z drugiej i czwartej. Kierowca pierwszej taksówki pochylił się do okienka. - Już cię tu nie ma - powiedział zimnym głosem. .
- Transmutacja jest najbardziej złożonym i niebezpiecznym rodzajem magii, jakiego będziecie się uczyć w Hogwarcie - oznajmiła. - Każdy, kto będzie rozrabiał, opuści klasę i już do niej nie wróci. Zostaliście ostrzeżeni. Potem zmieniła katedrę w prosiaka, a prosiaka w katedrę. Zrobiło to na wszystkich duże wrażenie i nie mogli się doczekać, kiedy sami zaczną zmieniać meble w zwierzęta. A czekali długo. Po zapisaniu mnóstwa skomplikowanych reguł i wskazówek, każdy dostał zapałkę i musiał zacząć od próby zamienienia jej w igłę. Pod koniec lekcji tylko Hermionie Granger coś z tego wyszło; profesor McGonagall pokazała wszystkim jej zapałkę, teraz srebrną i zaostrzoną, a następnie obdarzyła Hermionę łaskawym uśmiechem. Przedmiotem, którego wszyscy wyczekiwali z największą niecierpliwością, była obrona przed czarną magią, ale profesor Quirrell, który tego nauczał, bardzo ich zawiódł. W jego klasie zawsze cuchnęło czosnkiem; mówiono, że spożywał go w wielkich ilościach jako środek przeciw pewnemu wampirowi, którego spotkał w Rumunii, i odtąd żył w nieustannym lęku, że ów wampir odnajdzie go nawet tutaj. Śmieszny turban, który zawsze nosił, był podobno darem od afrykańskiego księcia, który chciał mu się odwdzięczyć za uwolnienie od towarzystwa jakiegoś wyjątkowo uciążliwego zombi, ale nie bardzo wierzyli w tę opowieść. Po pierwsze, kiedy Seamus Finnigan zapytał Quirrella, jak pokonał tego zombi, profesor zrobił się różowy i zaczął mówić o pogodzie, a po drugie, zauważyli, że to turban wydziela okropny zapach. Weasieyowie uważali, że właśnie w nim jest pełno czosnku, mającego wszędzie chronić Quirrella przed wampirem - dlatego się z nim nie rozstawał. Harry z ulgą stwierdził, że wcale nie jest tak bardzo zapóźniony w znajomości świata magii. Wielu uczniów pochodziło z rodzin mugoli i podobnie jak on nie miało przedtem pojęcia, że są czarodziejami. Zresztą nauki było tyle, że nawet tacy czarodzieje z dziada pradziada jak Ron wcale nie byli od nich lepsi. Piątek był ważnym dniem dla Harry'ego i Rona. Wreszcie udało im się trafić do Wielkiej Sali na śniadanie i ani razu po drodze nie zbłądzić. .
- Ochrona zamku jest w rękach WaffenSS. .
Pruderia - zahamowanie, fałszywy wstyd. .
kiem) z jednoczesnym przesłuchiwaniem taśmy, która podaje ten sam tekst do uszu (np. za pomocą walkmana). .
- Jak patrzyła? .
ostro. Horn z cał± serdeczno¶ci± przekonywał Bucholca, że jest złodziejem i .
podkatalogiem). Nazwy katalogów muszą być unikalne. W danyn katalogu nie mogą występować dwa podkatalogi o jednakowych nazwach. .
- O ile dobrze rozumiem, uważa pan doktor MaryDaire Kinę za największy autorytet na świecie w dziedzinie badań DNA. .
- Wycofuję - powiedziała sucho - Wystarczy mi obietnica, że powstrzymacie się od bezpośredniego kontaktu z szaJką złodziei i nie będziecie próbowali nikogo łapać oraz wszelkie informacje Przekazywać porucznikowi .
Myśl, że nauka nie dochodzi do swoich tez w wyniku prostej rejestracji dyktatu doświadczenia, lecz że stwarza dopiero z surowego materiału doświadczenia "fakty nauki" przez językowo-pojęciowe opracowanie, znajduje się także u Le Roy'a <10>. Le Roy łączy ze stanowiskiem skrajnego konwencjonalizmu .
- Powinni zmienić przepisy. Flint mógł strącić Harry ego z miotły. Lee Jordan miał problemy z bezstronnością. .
- To się okaże. .
Umiejętność ta jest bardzo ważna, gdyż aby wykonać żądaną czynność, trzeba czasem wskazać bardzo mały fragment ekranu. Zanim jednak zaczniemy ćwiczyć, zapoznajmy się z pozostałymi informacjami o myszy. .
- Woźnica ściągnął lejce i spojrzał niepewnie la Artemisa. Uspokoił się nieco, widząc elegancko ubranego łżentelmena. - Potrzebna panu dorożka, sir? .
- Taż to bydło zwykłe. .
„Któż zdoła opisać zuchwałe pragnienie mężczyzn i ważące się na wszystko namiętności kobiet władczego serca, które idą w parze z ludzkimi nieszczęściami? Zaś życiem w stadle rządzi okrutna miłość panująca w sercu samicy - zarówno wśród zwierząt, jak i ludzi." .
.
za tłumacza, rzekł do Kandyda; wejdźmy, to widocznie gospoda". .
I tak jest właśnie z mapami. Pokazują one drogi dłuższe lub drogi krótsze. Mogą powiedzieć ci jak dotrzeć do najszybszej trasy, ale ta najszybsza nie musi być tą, którą naprawdę będziesz chciał jechać. Jest to kwestia osobistego wyboru. .
Pruderia - zahamowanie, fałszywy wstyd. .
- Dobra robota, Ron, wspaniale - pochwalił go wspaniałomyślnie Percy Weasiey, kiedy "Zabini, Błaise" został przydzielony do Slytherinu. Profesor McGonagall zwinęła pergamin i zabrała Tiarę Przydziału. Harry popatrzył na swój pusty złoty talerz. Dopiero teraz uświadomił sobie, jak bardzo jest głodny. Paszteciki dyniowe należały już do zamierzchłej przeszłości. Teraz powstał Albus Dumbledore. Rozłożył szeroko ramiona, twarz miał rozpromienioną, jakby nic nie mogło go tak ucieszyć, jak widok wszystkich uczniów. - Witajcie! - powiedział. - Witajcie w nowym roku szkolnym w Hogwarcie! Zanim rozpoczniemy nasz bankiet, chciałbym wam powiedzieć kilka słów. A oto one: Głupol! Mazgaj! Śmieć! Obsuw! Dziękuję wam! I usiadł. Rozległy się oklaski i wiwaty. Harry nie wiedział, czy się śmiać, czy zachować powagę. - Czy on jest trochę... no wiesz... stuknięty? - zapytał niepewnym tonem Percy'ego. .
pytanie skierowane do mojej żony. .
to życzliwie i-z zainteresowaniem. Nawet skupiając na sobie uwagę .
znaczenia. Ukazują tylko pewien sposób myślenia i obserwowania. .
Kilka dni później musiał iść do miasta. Wody rzeki znów były .
skafandrze nie wytrzymał. Pole jako pozycja obronna mogło stać .
"Meter!" Chlup. "Meter!" Chlup. "Meter dwadzieścia!" .
przeobrażony automatycznie, bez żadnego wysiłku. Tukaram .
- Zawsze lepiej być pierwszym w gminie niż ostatnim w stolicy - mawiał Budzyński, wożąc do kościoła wszystkie pary, które chciały mieć ślub na miarę nadchodzących lat sześćdziesiątych. Budzyński obchodzi wołgę, rękawem marynarki wyciera z lakieru resztkę gołębiego łajna, które w ostatniej chwili ugarnirowało jego taksówkę. Jedyny inwentarz, jaki "warszawiak" trzymał, to były właśnie gołębie-brajtszwance. Patrzy na zegarek i naciska klakson: jeśli ma przewieźć na stację całą delegację rodzinną, to będzie musiał dwa razy obracać. Nie ma co czekać. .
U wielu gatunków roślin, zwłaszcza z rodziny Astemceae (takich jak słoneczniki, stokrotki itp.) ilość płatków każdego kwiatostanu to zwykle liczba Fibonacciego, na przykład 5, 13, 55, a nawet 377, jak u przypołudnika. Łuski szyszki sosny układają się w dwie serie spiral od ogonka w górę - jedna zgodnie z ruchem wskazówek zegara, druga przeciwnie. Przebadano ponad 4000 szyszek dziesięciu gatunków sosny i stwierdzono, że ponad 98 procent posiadało ilość spiral w obu kierunkach zgodną z liczbą Fibonacciego. Co więcej, liczby te w ciągu leżały obok siebie lub bardzo blisko, to znaczy, na przykład, 8 spiral w jedną stronę, 13 w drugą albo 8 w jedną, 21 w drugą. Łuski owocostanu ananasa wykazują jeszcze mniejszą zmienność w zjawiskach Fibonacciego: z 2000 prób typowych ananasów żaden nie stanowił wyjątku od tej reguły. Liczby Fibonacciego odnajdziemy często także w ułożeniu liści na pędzie u roślin wyższych. U wielu drzew, zależnie od gatunku, co drugi, co trzeci, co piąty, co ósmy lub co trzynasty liść wyrasta w tym samym kierunku. Te odkrycia z dziedziny botaniki, zoologii i astronomii nie zdziwiłyby starożytnych Greków, którzy byli przekonani o geometrycznej harmonii wszechświata. Obecnie niektóre z przedstawionych tu danych wykorzystała teoria "dynamicznej symetrii", rozwinięta przez amerykańskiego uczonego, Jaya Hambridge'a. Przypisuje on dynamiczne własności sztuki greckiej użyciu "wirujących kwadratów" o boskiej proporcji. Może zostanie odkryta jakaś podstawowa zasada wzrostu, która połączy wszystkie przyrodnicze przykłady złotych zjawisk i wskaże jeszcze inne, dotychczas nie znane ich przejawy i wspólne tło? Może istoty ludzkie nieświadomie wykorzystały zasadę występującą w zjawiskach naturalnych jako standard w ocenianiu dzieł sztuki? Z drugiej strony, równie dobrze możemy mieć do czynienia ze zbiegiem okoliczności. Udowodniono, że ilość dostępnych artyście uporządkowanych wzorów nie jest nieograniczona. Pewne powtórzenia w tym zakresie są zatem nieuniknione. Poza tym, wiele wielkich dzieł sztuki nie ma żadnego widocznego związku z boską proporcją, natomiast większość przytoczonych powyżej przykładów jest tylko pewnym przybliżeniem ideału. Wreszcie, umiłowanie boskiej proporcji może wydawać się obecnie naturalne dopiero w wyniku jej długiego używania przez starożytnych Greków i ich naśladowców. Podobnie w przyrodzie cytowane tu zjawiska mogą być tylko przypadkowymi bądź przybliżonymi przejawami złotej spirali czy sekwencji Fibonacciego. W każdym wypadku przykłady nie dowodzą ogólnej prawidłowości. W wielu dziedzinach przedstawiono konkretne teorie, mające wyjaśnić niektóre specyficzne wypadki, jak na przykład ułożenie liści na łodydze. Teorie te nie mają uniwersalnego zastosowania. Nawet jeśli nigdy nie znajdziemy uniwersalnego wyjaśnienia, badania zjawisk typu Fibonacciego i złotego podziału mogą być traktowane jako użyteczna wprawka w poszukiwaniach jedności i relacji matematycznych w otaczającym nas świecie. W końcu właśnie poszukiwanie było podstawową metodą i celem samym w sobie filozofii greckiej i w dalszym ciągu ożywia współczesną naukę .
Pruderia - zahamowanie, fałszywy wstyd. .
na moście kontaktuje się jakoś z kimś z lądu. Chcę, żebyście prze- .
- Awo patrzaj, Jaśku, jak on tobie teraz grzeczniusio kłania sia - Kaźmierz mówi to przypochlebnie, życzliwie popychając brata w stronę płotu. Kargul tylko na to czekał: robi dwa wielkie kroki i już jest przy samym płocie. Jedną ręką trzyma kapelusz na wysokości piersi, drugą już serdecznie wyciąga nad sztachetami na powitanie gościa. .
- Na co czekasz? - spytała Beth. Decker wpatrywał się w swoją prawą dłoń, którą właśnie miał przekręcić kluczyk. Na czoło wystąpiły mu krople potu. .
Jeśli osobowość i zmysłowość Anny wywarła wrażenie na Bobie, to ona doznała niemal szoku na jego widok. Ten chłopak był ucieleśnieniem jej nimfomańskich wyobrażeń. Jednoczył w sobie wszystkie zalety, które go wyznaczały na idealną zdobycz. Wszyscy ie - zarówno mężczyźni jak i kobiety - skrywają w głębi serc ty tak ciężkie do udźwignięcia, że zostają pogrzebane na zawsze. o w nocy - sny - albo w ciągu dnia - pewne okoliczności ibywają je z podświadomości i domagają się uzewnętrznienia. t była przeźroczysta jak szyby wspaniałego auta. Nie miała tów do ukrycia. Popędy i namiętności, które normalna kobieta ijąca konwencje społeczne ukrywałaby nawet przed najbliższymi ami, Anna okazywała bezwstydnie. ob miał swą tajemnicę przesłoniętą mgłą, tajemnicę, która go ia, dręczyła, pozbawiała radości i osmucała jego serce. cter O'Neill również ukrywał swe sekrety. Oczarowanie Bobem ctesowanie chłopakiem, który nocą przemierzał ulice Nowego i, wynikało z pobudek, które niewtajemniczeni interpretowali na sposób. . . Były to interpretacje fałszywe, gdyż Peter zawzięcie ł swojej tajemnicy i umiał zaciemnić wszystkie swe zamiary, ttkie cele. Bob chwytał niekiedy jego nieodgadnione spojrzenia, zatrzymywały się na nim. Życzliwe, wyrozumiałe, protekcyjne postępowanie O Neilla względem niego wprawiało Boba w zakłopotanie. Był wdzięczny, a mimo to często czuł się przy nim nieswojo. W stosunku do żony Peter był uosobieniem obojętności. W istocie doskonale ukrywał swą gierkę. Ścigał ją swoją nienawiścią, gdyż złościła go sama jej obecność. Nie pozwalała mu swobodnie myśleć, mieć pomysłów twórczych, wzlatywać ponad przeciętność zerwać wszelkie pęta. Znosił ją, jak znosi się nieuleczalną chorobę. - zareagowała na obecność Boba zgodnie z przypuszczeniem : Jego przepowiednie, jego plany się spełniały i to go zachwycało. Znajdował potwierdzenie, że jest doskonałym ludzkiej natury. ;Zaprosiliśmy na dziś kilka osób - powiedział Peter osobiście przyżądzając koktajl dla Boba. - Prezes wytwórni i wiceprezes. Chciałem, abyś ich poznał. Dla Brynera nie jesteś już obcą osobą - Podpisał twój kontrakt. Ale wiceprezes Neville Holm, który się zajmuje produkcją, jest dla ciebie kimś nowym. Jestem jednak pewien, że go sobie zjednasz, podobnie jak pozyskałeś sobie innych. Wszyscy byli obecni przy twoich pierwszych próbach. Neville jest któremu się zdaje, że bez niego wytwórnia by zbank . W rzeczywistości wszyscy ci szanowni administratorzy są .
się w świętej nagonce przeciw temu .
wreszcie schroni się przed pogonią na jakiejś niedostępnej skale .
Branson spojrzał na zegarek. Była ósma dwadzieścia pięć. Jego .
prawości w postępowaniu, a przebywając w jego towarzystwie, .
na podłodze. Wyszedł. Z wygonu wprost na plebanię rwała żwawo stara baba, motając długą spódnicą. .
- Obawia się pan tej konferencji - powiedziała biorąc jednego. - Czy jest aż tak ważna? - Przyjedzie sam Rommel, moja droga. A co pani myślała? .
Minął Volkswagena i przeszedł obok tablicy z napisem "Granica Państwa". Za uniesionym szlabanem stał pootwierany samochód. Rzeczy były wyniesione na drewnianą ławkę. Celnik kończył przeglądanie walizek. Dwie dziewczynki stały obok i czekały na ojca, który odbierał od celnika dokumenty. Celnik przetarł czoło i spojrzał na zegarek. Cichy zwolnił, chciał już zawrócić, ale dostrzegł coś czego na pewno nigdy wcześniej nie widział na tym przejściu: wysoki na dwa metry, aluminiowy słup z płaską blachą z boku. Po lewej stronie jezdni na drodze dla wjeżdżających do Polski dwaj robotnicy ustawiali drugi podobny słup. Ruszył w ich stronę. Żołnierz ochrony pogranicza przechadzał się wzdłuż niskiego ogrodzenia biegnącego równolegle do chodnika dla pieszych turystów. Spojrzał obojętnie na Cichego. Robotnicy łączyli przewody do kostki. Skręcali końcówki. Dalej nie chciał podchodzić. Stanął po środku jezdni. - Co to panowie, myjnię budujecie? - Za duża konkurencja, dzieciaki za grosze myją - odpowiedział niski i tęgi elektryk w pomarańczowym kombinezonie. - To co to jest? - ciągnął zainteresowany. - Pułapka na szczury - tym razem odezwał się drugi, młodszy. - Taki pieniądz w błoto wyrzucili. Po co to komu? - To, panie, ma wykrywać materiały radioaktywne. No, wie pan, jakby kto bombę na eksport wysyłał - wytłumaczył pierwszy robotnik. Cichy spojrzał na wierzchołek słupa. Na jego czubku znajdowała się mała czerwona lampa. Raz po raz mrugała sygnalizując, że system jest aktywny. Cichy odwrócił się na pięcie i ruszył spokojnie w powrotną drogę. Biały Volkswagen właśnie ruszył na przeciwko niego. Cichy zaczął biec. - A jak pan ma na imię - krzyknęła do niego dziewczynka z samochodu. -Cichy. .
ruszający się w takt głosu. Marynarka wisiała nadpleś- .
Śpi w sanitarce. Dostała silne środki uspokajające. Nie wierzy mi pan .
.
Pruderia - zahamowanie, fałszywy wstyd. .
- Oto Bobuś tak długo mną szarpał, aż się zbudziłem! A już była ostatnia chwila! Ściana już się paliła! Byłbym został... .
"zapuścił sępie spojrzenie swoich źrenic," jak to genialnie formuuje .
Un Żyd jest, w to miasto urodzony jest, w to miasto un żyje, ze .
niczego się nie mogła dorobić. "Przewidywałem, rzekł Marcin do .
tworzyły podziw dla naszej roli pioniera pokojowych .
chwila terazniejsza. Nie mozna wrocic i zmienic przeszlosci. Odeszla ! Nie .
- Steve, kupę czasu. Się masz? - odezwał się jeden z nich. Zarówno on, jak jego towarzysz byli zbliżeni wzrostem i wagą ciała do Deckera - sześć stóp, sto dziewięćdziesiąt funtów, wąskie biodra i tors przechodzący w potężne ramiona, które nadawały tułowiu siłę niezbędną przy wykonywaniu zadań specjalnych. Mieli również tak jak on około czterdziestki. Ale w tym miejscu kończyło się ich podobieństwo do Deckera. Jego włosy były piaskowego koloru i lekko falowane, natomiast mężczyzna, który się do niego odezwał, miał włosy rude i ścięte krótko przy głowie. Włosy drugiego kolegi były ciemne, zaczesane gładko do tyłu. Obydwaj mieli, nie pasujące do ich uśmiechów i eleganckich garniturów, grube rysy twarzy i przeszywający wzrok. .
jednak czyni człowiek? Zamiast starać się poznać w sobie tę .
kredytowe, legitymacje prasowe... .
jakby od tych stopni, które on za postępy dostawał, moja własna .
to uosobienie poczciwo¶ci, dobroci i abnegacji. .
oddychaniem i pytaniem "Kim jestem?" Jeśli nadmiar energii jest .
-ożek w belgijskim forcie zostanie zdziesiątkowany w ciągu kilkunastu minut. .
maską kryjącą prawdziwe JA. .
nie jest on łaską. Nadal potrzeba ci będzie dostąpienia .
pewnoscia .
(powiadał) powstały egipany, fauny, satyry,; wielu znakomitych .
opatruje chorych, bo coraz kto¶ zagl±dał przez szyby i znikał z potwierdzeniem .
- Nie, to być nie może, zbyt niebezpieczne. .
- Jeśli? Nie spuszczała oczu z jego twarzy. .
- W jaskółkę strzyżony! .
zmienia. Istnieje dwadzieścia siedem sposobów otrzymania Siakti. .
- W twoich ustach brzmi to zbyt obrazowo - stwierdziła Beth. .
- Przelotnie. Była ze swoim chłopakiem. .
Wreszcie poród, zwykle bardzo higieniczny, ale też bardzo przykry i bezosobowy. Pierwsze wrażenia, jakie atakują dziecko przychodzące na świat w szpitalu, to ostre światło, przeraźliwie głośne dźwięki, straszne zmiany temperatury i mechaniczne dotknięcia rąk. To nie jest powitanie oczekiwanego gościa, tylko taśmowa obróbka: mycie, krępowanie na sztywno w kilka pieluch, zakraplanie czegoś do oczu, zastrzyk. I przede wszystkim samotność. Są już miejsca na świecie, gdzie jest inaczej: dziecko rodzi się do rąk ojca, który z czułością i troską przenosi je na brzuch matki. Myślę, że to zupełnie inny start w życie. .
- Tak, pamiętam. . - Otóż w nocy wstałem i poszedłem do pokoju matki. Był zupełnie pusty i tylko wielki krucyfiks stał w alkowie. Przyszło mi na myśl, że może teraz Bóg mi pomo-że. Ukląkłem i czekałem... całą noc. A rano, gdy oprzytomniałem... Ojcze, to się na nic nie zda... ja tego wytłumaczyć nie potrafię. Nie potrafię ci powiedzieć, co widziałem... sam dobrze nie wiem. Ale to wiem, że Bóg mi odpowiedział i nie śmiem być mu nieposłuszny. Chwilę siedzieli w mroku milcząc. Następnie Montanelli odwrócił się i położył rękę na ramieniu Artura. .
patefonie, zaś major Bobywaniec, leżąc w łóżku, tak długo strzelał z nagana do portretów Rydza-Śmigłego i Mościckiego, że przypominały durszlak... MS "Batory" oddalił się od nabrzeża Dworca Morskiego w Gdyni, a Kaźmierz, mając to wszystko przed oczyma, wycierał rękawem czarnej marynarki cieknące mu ciurkiem łzy. Płakał, bo pomyślał sobie, że kiedy Jaśko pół wieku temu z Hamburga odpływał, nikt mu nie grał polskiego hymnu, najwyżej mu z głodu kiszki marsza grały. Jechał za pożyczone pieniądze, w ojcowych kamaszach, ze zdjęciem ukochanej zrobionym na odpuście. Wyjechał kawalerem i jako kawaler przeżył całe życie, bo widać w nikim się już tak nie zachwycił, jak w Marcysi od Szałajów. A skoro byli dla niego jedyną bliską rodziną, to jak mogli mu odmówić spotkania w Ameryce, choć porę wybrał Jaśko nie .
samym .
Domińika zamyśliła się. .
Pawełek milczał mniej okropnie, ale za to z wyraźnym przejęciem. - Powinno się to powiedzieć psu - mruknął wreszcie. - Albo chociaż mojej siostrze. Podejrzane. - Toteż właśnie - przyświadczył Bartek z lekką ulgą, bo dotychczasowy ciężar rozdzielił się na dwie osoby i zaczął go mniej ugniatać. - Mnie się też tak wydawało. Podejrzane. Nie umiem ci wytłumaczyć, ale coś mi nie grało strasznie. -Mówiłeś mu o tych zasadzkach? .
godzina jest w Stanach Zjednoczonych. Przez całą noc w wielkim pokoju .
- Zabraniam upowszechniania jego treści - powiedział wreszcie. Zło-ż5•ł starannie kartki i wsunął je do koperty, którą wręczył Heydrichowi. - .
- Skoro ci ludzie wciąż przychodzą do szpitala, a nie chce im pani przekazać próbek, proszę mnie o tym natychmiast powiadomić. Przyjadę do Charlottesviue i w imieniu żony złożę w sądzie oświadczenie, że Marina nie życzy sobie wydawania czegokolwiek, jeśli w szpitalu nie pozostanie choć część próbek. Ponieważ Marina była mieszkanką stanu Wirginia i potomkiem jednej z ofiar masakry w domu Ipatiewa, Schweitzer był przekonany, że jego interwencja okaże się skuteczna. Po zniknięciu Mary DeWitt, Schweitzer i Jenkins nadal prowadzili rozmowy. Jenkins zdała sobie sprawę, że szpital czeka narastająca fala żądań o wydanie tkanki. Schweitzer ponownie zaoferował swoją pomoc. Razem z prawnikami pracującymi na rzecz szpitala napisał prośbę do sądu, co umożliwiłoby przekazanie tkanek odpowiedniemu laboratorium. Prace nad nią posuwały się powoli. - Ci prawnicy to ludzie, którzy trzęsą portkami przed radą nadzorczą, innymi prawnikami, firmami prawniczymi, boją się procesów, są powolni i tak dalej. Nie mogliśmy się dogadać; wciąż zmieniali zdanie, a ja wciąż zmieniałem treść prośby, aby dostosować ją do coraz to nowych wymagań. Wreszcie sprawę przejął bystry adwokat Matthew Murray i sprawa ruszyła z miejsca. Trwało to od maja do września, ale gdyby Matt od początku się tym zajął, skończylibyśmy w czerwcu. We wrześniu Schweitzer przekazał sądowi dokument, który władzom szpitala wydawał się odpowiedni. Pracując w szpitalu Schweitzer zaczął się rozglądać za laboratorium, w którym w przyszłości można byłoby przeprowadzić badania próbek. Skontaktował się z Instytutem Patologii Sił Zbrojnych w stanie Maryland, ale nie udało mu się ustalić dość szczegółów. Poza tym instytut nie posiadał próbek tkanek i krwi innych Romanowów, co wykluczało badania porównawcze. Dlatego też Schweitzer zwrócił się do doktora Petera Gilla z FSS, który rzecz jasna posiadał nie tylko wyniki badań DNA szczątków znalezionych w Jekaterynburgu, ale także próbki krwi księcia Filipa, dzięki którym udało się zidentyfikować szczątki cesarzowej Aleksandry. Latem rozpoczął rozmowy z radcami prawnymi przy brytyjskim ministerstwie spraw wewnętrznych w celu utworzenia specjalnej komisji. Ostatecznie podpisano odpowiednie porozunienie. Schweitzer przekazał zaliczkę w wysokości pięciu tysięcy funtów, wpłacając do angielskiego banku jako zabezpieczenie. 30 września 1993 roku Richard Schweitzer zwrócił się w imieniu żony do sądu z prośbą o wydanie tkanki, co motywował następująco: Marina Schweitzer jest mieszkanką stanu Wirginia, wnuczką doktora Eugeniusza Botkina, oraz jedyną mieszkanką stanu, która przez długi czas utrzymywała bliskie kontakty z Anastazją Manahan. Podstawą prawną, zdaniem Schweitzera, było prawo wnuczki Botkina do "poznania prawdy o swoim dziadku; ustalenie tożsamości osoby, która prawdopodobnie przeżyła masakrę, co przyczyniłoby się do poznania prawdy o wszystkich ofiarach, także o dziadku pani Schweitzer". .
- Pozostali mieli zęby w górnej szczęce - tłumaczy Abramow - a wiedzieliśmy, że Botkin miał protezę. Wiedzieliśmy, do kogo należy ta czaszka i nie musieliśmy dalej szukać. Pozostałe siedem czaszek zbadano za pomocą nakładania obrazów. .
Wyjaśniają one wiele metod osiągnięcia stanu jogi, lub samadhi, .
narodzić "Słowo"? Aby dąć odpowiedz na to pytanie wystarczy .
dobiegały pojedyncze dźwięki fortepianu, jakby dziecko uderzało ciągle w dwa klawisze. Ania nacisnęła dzwonek. Fortepian zamilkł. Drzwi uchyliły się na tyle, na ile pozwalał łańcuch. W tej szparze pokazał się łysy człowieczek w kraciastej koszuli. W jego spojrzeniu czaiła się podejrzliwość. Omiótł czujnym spojrzeniem czarno ubranych przybyszy. - Czy tu mieszka Pawlak Jan? - spytał grzecznie Kaźmierz, trzymając kapelusz przy piersi. - Zgadza się -łysy mężczyzna o wystraszonym spojrzeniu uchylił szerzej drzwi. .
czytelników, którzy wyrośli z naiwnego utożsamiania swojego .
Pruderia - zahamowanie, fałszywy wstyd. .
.
Webster i stał przed sędzią jak skała. W uszach brzmiała mu .
- Pracy! Wszyscy na miejsca pracy! Polecenie władzy ludowej. Jazda, rozbiegać się! Joanna, do domu! Tego, chciałem powiedzieć, do pokoju! Zanim dotarłam do siebie, zboczyłam jeszcze pośpiesznie i zajrzałam do Moniki. Siedziała w swoim pokoju, patrząc w okno i paląc papierosa, zupełnie jak przedtem Kacper. Odwróciła się i spojrzała na mnie. - Wyjdź stąd - powiedziała lodowatym głosem. - Wyjdź stąd, bo ja zaraz kogoś zabiję. Wolałabym, żebyś to nie była ty. Pomyślałam sobie, że wobec tego będzie to chyba Olgierd, który też musi wrócić na swoje miejsce przy boku Moniki. Wycofałam się bez słowa, pełna całkowitego zrozumienia, i spełniłam polecenie władzy, tak grzmiąco przekazywane przez Janusza. Zamierzałam wreszcie trochę spokojnie pomyśleć. Konferencja pod lustrem wydała owoce. Obie z Alicją doszłyśmy wspólnym wysiłkiem do olśniewających rezultatów. Tak się szczęśliwie złożyło, że pod kątem widzenia naszych bardziej lub mniej ścisłych przyjacielskich powiązań pracownia dzieliła się dla nas na trzy części. Jedna z tych części była lepiej znana Alicji, druga mnie, a trzecia mniej znana nam obu. O tej trzeciej części wiedziałyśmy niewiele, ale dostatecznie dużo, żeby sobie wszystko, co trzeba, wydedukować. W świetle naszych dedukcji postać świętej pamięci nieboszczyka zaczynała wyglądać mało świetlanie. Kto wie, czy nie gorzej niż nie znana nam postać jego żyjącego zabójcy... Ale nawet przy najlepszych chęciach stosowania się do zasady "de mortuis nil, nisi bene" pewnych rzeczy nie dało się ukryć. Stwierdziłyśmy niezbicie, że Tadeusz był znakomicie poinformowany o wszystkich czynach większości współpracowników. Wiedział o drobnych kłopotach Kazia. Zdarzało się bowiem niekiedy, że na drodze do podnoszenia stopy życiowej Kazio napotykał kłody, które umiał z dużym talentem omijać. Oczywiście daleki był przy tym od ławy oskarżonych, ale za to bardzo bliski utracenia nieskazitelnej opinii, która jako biegłemu sądowemu była mu bardzo potrzebna. Wiedział o beznadziejnej miłości Kacpra do Moniki i znał nastawienie żony Kacpra do owego niestosownego uczucia. Zdegustowana małżonka zagroziła Kacprowi podziałem mienia, do niej po większej części należącego, jeżeli się natychmiast nie odczepi od tej hetery. Kacper przysiągł, że się odczepi, i następnego dnia tę przysięgę złamał. Wiedział o powiązaniach opętanego myślą o wyjeździe Ryszarda z Polserviceem. Wiedział, że to właśnie Ryszard był osobą, która pewnego razu uczyniła kilka nietaktownych uwag do kogoś wysoko postawionego i te kilka uwag spowodowało w Polserviceie potężne zamieszanie. Gdyby lekkomyślność Ryszarda została rozgłoszona, mógłby się na wieki pożegnać z nadzieją wyjazdu. Znał mnóstwo najzupełniej prywatnych spraw Moniki, Danki, Kajtka, Stefana, Wiesi i innnych osób, nie mówiąc już o moich. Znał też nasze wszystkie wewnętrzne machlojki służbowe, godzące wprost w Witka i Olgierda. Niewątpliwie posiadał oprócz tego wiele wiadomości, które nam nie przyszły do głowy i których na razie nie umiałyśmy się domyślić. Jedno tylko było pewne: każda z tych informacji mogła komuś zaszkodzić. Drugą stronę medalu stanowiły długi Tadeusza. .
- Musimy się stąd wynosić! - wrzasnął Decker. Od wybuchu upłynęło nie więcej niż minuta. Ludzie w piżamach, a niektórzy półnadzy, wypadali na balkony i zbiegali schodami w dół, uciekając przed ogniem. Decker uchylił się przed spadającym, płonącym odłamkiem i ruszył w stronę Briana, który właśnie podnosił swojego ojca, otaczając go ramieniem. .
do świątyni. Kiedy ktoś pada ofiarą złudzeń, bez końca wędruje .
Kiedy dotarł do sanitarki, zastał tam doktora O'Hare i April. Jak .
- Potter, to jest Oliver Wood. Wood... znalazłam ci .
polskiego. Równocześnie zaczęła się wydatna praca kulturalna. .
w niej coś bardziej wyszukanego niż zwykła apteczka, zestaw kardio- .
Błysk: lądowanie; iskry na pustyni; tarcza - jak gdy- .
chrześcijanina, ale sam bodaj chrzest nie od razu przyjął. Podobno zresztą i Mieszko sam ochrzcił się w rok dopiero od chrztu kraju, dzięki wpływowi Dąbrówki. . . Dzieje się wtedy coś szczególnego: w ciągu niedługiego czasu domeny chrześcijaństwa niemal podwajają się terytorialnie. Bez wojen za wiarę. Nowi wierni przychodzą sami. Bez zagrożenia, podkreślmy, zewnętrzną agresją. Akurat teraz. Niechaj nie umknie naszej uwadze ta charakterystyczna sekwencja i zbieżność faktów, które poprzedziły myśl Sylwestra II. Coś było w powietrzu Europy Poprzedni władcy Węgrów, przed Gejzą, zakończyli swe rozbójnicze eskapady na Zachód po wielkiej klęsce nad rzeką Lech w Bawarii; zadał im ją w 955 r. Otton I, czyli Otton Wielki, nie bez udziału .
Pozostanie tam, to znaczy w sanitarce, aż zostaną rozdane posiłki. .
koncepcja .
Łącza one i rozdzielają elementy. .
teraz mają szansę się ujawnić. Dlatego kładę nacisk na .
but. .
- Jeśli chcesz, żeby żyła, rób, co ci każę! Beth zdołała wykrztusić kilka zdławionych słów. - Steve, ocal siebie! .
;u, sześciu Odwrócił się. Ujrzałem dziwnie znajomą twarz. ;ni (niepo-Zamrugałem oczami. Ależ to moja, to ja! Trzema su-sami znalazłem się na zewnątrz. Dysząc, ~tpatrywałemsię we własną postać. Gadnej wątpliwości - to by- .
- To jest tylko pani prywatne przekonanie... .
.
Najczęściej w młodszych klasach trudności w czytaniu i pisaniu występują jednocześnie. Wcześniej ustępują trudności w czytaniu, dłużej, a nawet przez całe życie, utrzymują się trudności z poprawną pisownią. Niski poziom graficzny pisma, jeśli nie był poprawiony wskutek specjalnego treningu w pisaniu i ćwiczeń usprawniających pozostaje bez zmian od początków nauki pisania aż do dorosłości i wykazuje również tendencję do pogarszania się. Opisana sytuacja ma miejsce, gdy nie są podjęte właściwe formy pomocy terapeutycz-nej. W wypadku wcześnie i dobrze prowadzonej terapii .
- Serce za tamą'! Przecież to nie moje, to Morcinka. .
Pruderia - zahamowanie, fałszywy wstyd. .
Sadhak ma więc tu niewiele do zrobienia: nie ma tu nic, co .
- Brian, gdzie? - wyszeptał. Przez chwilę nie był pewien, czy Brian usłyszał. Po chwili tamten poruszył się i Decker spostrzegł, że coś mu pokazuje. Gdy wzrok Deckera jeszcze lepiej oswoił się z ciemnością, zauważył niepokojącą białą plamę w odległym kącie dziedzińca. .
Nie wiem sama - odrzekła Arietta. .
- A ty czego nie płaczesz? - spytała Jadźka, odrywając na chwilę twarz od policzka chłopca. .
W Izraelu życie wariata jest usłane różami. Piękny kraj, słońce, gaje .
skacze kiedy nie ma wiatru, tak umysł Guru nigdy nie opuszcza .
- Czy nazywałby mnie pan szaloną, gdybym powiedziała, że po raz pierwszy od wielu lat poczułam się wolna? - spytała. - Nie. Znając pani siostrę i po tym co tu widziałem, miałoby to swój sens. - Jak dobrze pan ją znał? Kochaliście się? Craig uśmiechnął się mimo woli. - Chyba nie oczekuje pani, że na to odpowiem? .
-Niech pani mówi. Sole pachnące. .
Jurek Urban i inni. Moim bezpośrednim przełożonym był Juliusz Garztecki; .
Zwłaszcza że wszystkie sprawdziany odbywały się na pewno w atmosferze napięcia i stresu. Tylko nieliczni w takiej sytuacji mobilizują się i zaczynają radzić sobie lepiej niż zwykle. Większość ludzi gorzej się wtedy skupia, myśląc głównie o czekającym ich niepowodzeniu. A przecież bywa inaczej. Wielki pianista Artur Rubinstein, jeden z nielicznych szczęśliwych geniuszy, w swoich pamiętnikach opowiada o tym, jak po raz pierwszy koncertował publicznie. .
oświetlonej słońcem werandzie zajęto miejsca, podczas gdy .
i nieświadomości, w jego wierze i wątpliwościach, sądzi jednak, .
zmęczenia, zachodzą dwa procesy. Męczysz ciało, aby wszystkie .
Ci, co za niego tworzyli wiek złoty. .
Patrz, volkswagen stoi normalnie, a koło zmieniają w tym obok. Co to jest? - Na moje oko, audi - odparł Pawełek. .
Yogi Johnson wyglądał przez okno. Niedługo przyjdzie pora zamykania fabryki na noc. Ostrożnie otworzył okno, tylko .
- Bóg raczy wiedzieć. Lepiej sama coś wyszukam. Było to jedyne sensowne rozwiązanie, bowiem szafy pękały w szwach zapchane wszelkiego rodzaju sukniami. Jej siostra miała styl, nie było co do tego wątpliwości. Lubiła też drogie stroje. W końcu wybrała luźną, elegancką sukienkę z szyfonu o stonowanej, szaroniebieskiej barwie. Buty były nieco za ciasne, ale będzie się musiała do tego przyzwyczaić. Spojrzała na zegar. Było pięć po siódmej. - Pora wyjść. Maresa otworzyła drzwi. Mijając ją, Genevieve mogła przysiąc, że uśmiechała się do siebie. Od strony schodów nadeszła Chantal, niosąc przykrytą tacę. - Co to jest? - spytała Genevieve. .
- Dlaczego stronić od prawdy? A ty śledziłeś ten pojedynek zczęty na ubitej ziemi, wzruszony zużyciem energii, jakiej nie zędziły, żeby ciebie zdobyć. - Czyżbyś był zazdrosny? .
.
- Ach, tak, Ali, zapewne wszystko co mówisz, jest prawdą, ale ponieważ i tak nie pokażę ci dokumentów związanych z tą sprawą, porozmawiajmy o czymś innym. Poza "byciem następcą tronu" Włodzimierz nie miał innego zajęcia i większość ludzi przypuszczała, że para otrzymuje finansowe wsparcie od Helen Kirby, która odziedziczyła fortunę po ojcu (Amerykaninie) i mieszkała wraz z matką i ojczymem. .
nieszczęśliwi. Wierzymy, że jesteśmy Amerykanami albo Hindusami, .
- Tak ty bierz i smołę gotuj! - Ale to wedle Farenheita! - usłyszeli głos znajomej z .
zrozumiemy jego naturę, umysł sam się uciszy. .
siłę w dokonywaniu tego, czego nigdy nie czynią chlubiąc się tym .
- Nie podoba mi się to, proszę pani - powiedział.Powinniśmy chyba udać się na Bon Street i wynająć detektywa. .
.
tracili wszyscy naokoło niego. .
Cechy osobowościowe .
się w świętej nagonce przeciw temu .
w murze znajdowała się krata, tuż poniżej poziomu podłogi kuchennej, i Arietta mogła przez tę kratę obserwować ogród: kawałek żwirowanej ścieżki i ławeczkę, i krokusy kwitnące wiosną, i płatki osypujące się z niewidocznych drzew, później rozkwitające krzewy azalii, gdy zaś przelatywały ptaki - widziała, jak czuliły się, a czasem biły ze sobą. - Ileż ty godzin tracisz na przyglądanie się tym ptakom! - mówiła Dominika. - A jak trzeba coś pomóc w gospodarstwie, nigdy nie masz na to czasu. Ja wychowałam się w domu, w którym nie było żadnych krat, i byliśmy o wiele szczęśliwsi. No, a teraz idź i przynieś mi kartofel. Arietta, tocząc przed sobą kartofel ze spiżarni zakurzoną dróżką pod deskami podłogi, kopnęła go z taką złością, że wleciał gwałtownie do kuchni, gdzie Dominika stała pochylona nad blachą. - Idź jeszcze raz! - zawołała Dominika, odwracając się z gniewem. - Wpadł mi prawie do zupy. A jak mówię "kartofel", to wiesz dobrze, że nie mam na myśli całego kartofla. Weź nożyczki i odkraj plasterek. - Nie wiedziałam, ile ci trzeba - mruknęła Arietta. .
volkswagen z kierowcą w stetsonie i kraciastej marynarce. Mike Kuper zawsze był przygotowany na każdą okazje. Rzucił kapelusz na siedzenie; zdjął kraciastą marynarkę i włożył ciemny żakiet w prążki, który woził w bagażniku: Sprawdził w lusterku swój wygląd, musnął wąsiki, wydobył kamerę filmową, nastawił obiektyw i z kamerą w ręku wkroczył na dywan przedsionka domu .
- Piątek. Dzisiaj u nas on ma robić. .
- Tak. - Madeline szukała właściwych słów, by wyrazić to, co podpowiadała jej intuicja. - Z pewnością nie jest typowym dżentelmenem. Jest w nim coś, czego nie mają przeciętni ludzie z wyższych sfer. Jest sokołem pośród wróbli. - Dojrzały, ale nadal młodzieńczy sokół pośród wróbli. - Błysk rozbawienia ożywił oczy Bemice. - Cóż za interesujące ! porównanie. Takie poetyckie, a może i metafizyczne w swojej wymowie. .
- Może wy byście, obywatelu Pawlak, chcieli być świadomym fundamentem władzy ludowej i wstąpili do PPR - zaproponował sołtys, który miał z powiatu polecenie stworzenia w terenie organizacji. Na razie jedynym członkiem Polskiej Partii Robotniczej był tylko on sam, ale liczył, że choćby przez złość na Kargula Pawlak zgodzi się wejść w szeregi przeciwników Polskiego Stronnictwa Ludowego. .
- Po ranach postrzałowych? Jakim cudem... .
- Tak jak pozwalają na to okoliczności. - Wzruszył ramionami. - Szkopy. Musi panienka zrozumieć, że teraz wszystko w zamku jest zupełnie inaczej. - Zawahał się. - To straszne, co się stało. Coś jakby zaskoczyło w jej umyśle. Za jego sprawą, wszystko stało się prawdziwe. - Wiesz, co oni chcą, żebym zrobiła? .
- To nie jest śmieszne. I opiekujcie się Ronem. .
- Kto tam? - posłyszałem i wdarła się za mną smuga zielonego światła. Ale ja już byłem w sadzie, skoczyłem za płot i pobiegłem w dół, ciągle w dół. Chaim tymczasem poszedł na poród do Cirli. Zastałem go tam jeszcze nad ranem, bo zbłądziłem. Dopiero o świcie wróciłem do cegielni. Tońki już nie było. Na barłogu znalazłem klucz od jej domu - najdroższą pamiątkę. Od tego czasu minął rok, wspomnienia o Tońce prześladują mnie, że nie mogę się od nich oderwać. Od tamtego czasu przeżyłem tyle strasznych rzeczy, a mimo to nie mija godzina, żeby jej postać nie stała mi przed oczyma, widzę ją wszędzie. Nie można udowodnić, że ona nie żyje. Ale wiem, co znaczy gnić dwa lata we wszach, w polu na gołej ziemi. Fioła można dostać. .
nadejść pomoc ze strony rządowych wojsk irańskich. Albowiem w dal-szym ciągu nie było pewne, czy atak na ambasadę został podjęty za wiedzą .
kosciola .
kierowali się tylko doraźnymi kombinacjami co do związków i sojuszy międzynarodowych, pomniejsza ich decyzje. A już na Islandii w ogóle to nie mogło się liczyć. Szukając Boga .
- Uważam zeznanie za wątpliwe - rzekł tajniak do wachmistrza. - Badanie odłożyć. Co ty masz zamiar zrobić z tym kutasem? Założywszy ręce na biodrach, wachmistrz łajał tajniaka. - Och, to okropne - bronił się tajniak. .
- zapytał Flood. - To nie pańska sprawa. Na razie powinniście zadowolić się tym, że z wami wszystko załatwiłem. Okoliczności zmusiły mnie do przyśpieszenia akcji. Na razie wystarczy mi to, że wierzyciele, może już jutro rano, pojawią się w waszych domach. - Jestem zrujnowany - jęknął Glenthorpe. - Kompletnie zrujnowany. - Tak. - Artemis ruszył w stronę drzwi. - To, oczywiście, nie równoważy tego, co zrobiliście przed pięciu laty, ale przynajmniej będziecie mieli o czym pomyśleć w czasie długich bezsennych nocy, zakładając, że człowiek, który zabił Oswynna, nie zajmie się i wami. - Bodaj cię piekło pochłonęło, ty cholerny draniu - warknął Flood. - Nie ujdzie ci to na sucho. - Jeśli uważa pan, że w jakiś sposób ugodziłem pański honor, proszę przysłać do mnie swoich sekundantów. Flood poczerwieniał ze złości, ale nie odezwał się ani słowem. Artemis wyszedł na korytarz i zamknął za sobą drzwi. Usłyszał jeszcze łoskot, jak gdyby jakiś ciężki przedmiot uderzył w ścianę. Butelka z winem, pomyślał. Zszedł na dół tylnymi schodami i po chwili znalazł się na zewnątrz budynku. Gęsta mgła nie zniechęciła bywalców ogrodów, ale większość gości wybierała atrakcje demonstrowane pod dachem. Kryształowy Pawilon lśnił światłami. Artemis ruszył prosto wąską żwirową ścieżką, wijącą się pomiędzy drzewami oświetlonymi kolorowymi lampionami. Wreszcie miał to za sobą. Zakończyły się pięcioletnie przygotowania i obmyślanie strategii. Oswynn nie żył, a Flood i Glenthorpe byli zrujnowani i im również groziła śmierć z ręki tajemniczego mordercy, który przybrał postać ducha Renwicka Deveridge'a. To wystarczy. Uświadomił sobie, że czeka na coś, co się nie pojawiło. Gdzie uczucie satysfakcji? Radość z dokonania aktu sprawiedliwości? Odzyskany spokój? Słyszał głośne okrzyki i oklaski, dobiegające ze Srebrnego Pawilonu. Zakończył się występ mesmerysty. Artemisowi przyszło do głowy, że przez ostatnie pięć lat znajdował się w pewnego rodzaju transie. Może Madeline miała rację, twierdząc, że stał się dziwakiem? Jaki zdrowy na umyśle człowiek poświęciłby tyle czasu na planowanie zemsty? Znał odpowiedź na to pytanie: taki, który poza zemstą nie ma innego celu w życiu. Uświadomienie sobie tego faktu pogrążyło go w melancholii, równie dokuczliwej i beznadziejnej jak gęsta mgła, ale daleko bardziej przygniatającej jego duszę. Wyszedł przez zachodnią bramę i ruszył w stronę najbliższej z długiego rzędu czekających dorożek. Nagle zobaczył mały czarny powozik, stojący po przeciwległej stronie ulicy. Jego wnętrze tonęło w ciemności, tylko zewnętrzna lampa majaczyła we mgle. - Do diabła! Pustkę, którą przed chwilą odczuwał, zastąpił gniew. Nie wolno jej było tu przyjeżdżać. Podszedł do powozu. Siedzący na koźle Latimer przywitał 2,0 uprzejmie. - Proszę wybaczyć, panie Hunt, próbowałem panią przekoiać, że nie powinna pana śledzić, ale nic to nie dało. - O tym, kto wydaje ci polecenia, porozmawiamy później. Artemis otworzył drzwi pojazdu i wskoczył do nieoświetonego wnętrza. - Artemisie! - Głos Madeline zawierał potężny ładunek smocji, których nie potrafił natychmiast rozpoznać. - Spotkał >ię pan z tymi dwoma mężczyznami, Floodem i Glenthorpe'em. 'roszę nie próbować zaprzeczać. Usiadł naprzeciwko niej. Na twarzy miała gęstą woalkęjak tamtej nocy. Dłonie splotła na kolanach. Nie widział jej dobrze, ale wyczuwał napięcie Madeline. - Nie mam zamiaru zaprzeczać - powiedział. - Jak pan śmiał zrobić coś takiego? Jej gniew zmroził go na parę sekund. - O co chodzi, u licha? .
- Nie wiem, jakie roztoczy przed nim uroki, ale nie liczyłabym, że zatrzyma go na dłużej niż dwadzieścia minut - podjęła Hortensja. - Chantal będzie czekała w twoim pokoju, żeby w razie potrzeby udzielić ci pomocy. - Jeśli wszystko pójdzie dobrze, powinnam dostać się do biblioteki, zrobić zdjęcia i wrócić w ciągu dziesięciu minut - powiedziała Genevieve. - Na balu pojawię się przed wpół do dziewiątej. Z zamkniętego sejfu nic nie zginie i nikt się o niczym nie dowie. - Z wyjątkiem nas. - Hortensja spojrzała na nią z zimnym uśmiechem. - I to, moja droga, w pełni mnie zadowala. .
- Ale żarcie, co? - mruknął zza zasłony Ron. - Zjeżdżaj, Parszywku! Zabiera się do mojego prześcieradła! Harry zamierzał zapytać Rona, czy próbował ciastek z owocami i kremem, ale nie zdążył, bo zasnął. Prawdopodobnie zjadł za dużo, gdyż miał bardzo dziwny sen. Śniło mu się, że ma na głowie turban profesora Quirrella, który (turban) mówił mu, że musi się natychmiast przenieść do Slytherinu, ponieważ takie jest jego przeznaczenie. Harry odpowiedział turbanowi, że nie chce iść do Slytherinu, a turban robił się coraz cięższy i cięższy. Harry próbował go ściągnąć, ale turban zacisnął mu się boleśnie na głowie - i był tam Malfoy, który śmiał się z niego, widząc walkę z turbanem - a potem Malfoy zamienił się w tego nauczyciela z haczykowatym nosem, Snape'a, który śmiał się bardzo głośno, coraz głośniej - aż nagle buchnęło zielone światło i Harry obudził się, zlany potem i drżący ze strachu. Przewrócił się na bok i znowu zasnął, a kiedy obudził się następnego ranka, w ogóle nie pamiętał tego snu. .
mamy syna, mamy tylko naszą Ariettę. Przypuśćmy, że coś .
Dzwony zagrzmiały ponuro, jakby ktoś zły poprzysłaniał serca pakułami. Kurzyła się jeszcze Szabasowa. Duszący dym wisiał przy ziemi. Dziecięce głosy dzwoniły rozpaczą koło kładki przy spalonej szkole. W małej, wąskiej uliczce stały trumny. Kilkoro ludzi z łopatami i rozglądający się dokoła ksiądz w brudnej komży. Na rowach leżały krowy z osmaloną sierścią, z wybałuszonymi oczyma, rzucając racicami przed siebie. Podwórza rozmokły od żaru. W błocie pościel, szkło z drobnych okien, blatrury i blachy kuchenne. Czad ze zrębu kuźni, podkopcone jesiony. Z tlącą się na sobie wełną biegły owce dzikim truchtem przez kostropate podwórza, pod majdan, a tam odbiwszy się od glinianego 60 .
Skoro wiadomo już, na czym polega odreagowanie, chcę jeszcze poradzić Ci, jak z niego korzystać. Otóż przede wszystkim - nie powstrzymywać, jeśli tylko warunki na nie pozwalają. Osobiście bardzo bronię swojego prawa do płaczu i tego samego domagam się dla moich dzieci. Jeżeli trafię w kinie na "wyciskacz łez", staram się pójść drugi raz w celach leczniczych. Moi domownicy, przyjaciele, współpracownicy przyzwyczaili się do tego, że często płaczę. Kiedy ktoś usiłuje uspokoić którąś z moich płaczących córek, cierpliwie tłumaczę, żeby nie przeszkadzać, bo jest im to potrzebne. Nie jest stosownym momentem narada u kierownika ani imieniny cioci, ale sam ze sobą czy z bliskim człowiekiem możesz pozwolić sobie na łzy, bo one uzdrawiają. .
.
- ¦ci±gnę, Józiu! O, wzi±łbym go tak - zacz±ł pokazywać rękami, jak to on weĽmie .
.
- Dziesiąta. Nie martw się. Zdążysz - starał się uspokoić ją Robert. Cleo gotowa była już do podróży. Za kilka godzin poleci samolotem z Berlina do Nowego Jorku. Jej walizka spakowana przez pana Janka spoczywała w bagażniku Mercedesa stojącego na wydmach koło starego, rybackiego portu. Chmielewski stał samotnie na plaży i czekał. Bardzo go prosiła, aby przyjechali jeszcze raz do Międzyzdrojów. Chciała posłuchać szumu morza i zapamiętać zapach plaży. Robert spojrzał na Cleo. Opaska z bandażu przesłaniała jej oczy. Założyła przeciwsłoneczne okulary, żeby wyglądać bardziej "cool". Teraz musiała je poprawiać raz po raz bo zsuwały się jej z nosa. Robert odgarnął jej włosy, żeby pomóc, ale odwróciła głowę w bok. - Wiesz - zaczęła cicho Cleo - zanim tu przyjechałam widok morza przypominał mi dzieciństwo i ojca, ...teraz będę pamiętała nasz wspólny weekend. Uśmiechnęła się do niego. .
bardziej skomplikowany, choć nie mniej dowolny. .
pieniem, że znajdują się na najlepszej drodze obrócenia .
chrześcijaństwa. Gnostycy ufali głębokiej mądrości ukrytej w .
- Jak sam pani powiedział, jest człowiekiem interesu. Nie może pozwolić sobie na zrezygnowanie z zarobku. Czekał na Zachary'ego, żeby jemu przekazać zebrane informacje, które następnego ranka trafiłyby do mnie. Ponieważ zjawiłem się dziś, chłopiec mnie sprzedał SWÓJ towar. Wie, że może mi zaufać. Zachary otrzyma SWÓJ udział. .
czerwienieć się na wodzie i na niebie. Toń stała się .
Porozmawia z kimś właściwym. Przypomni nam, że nic nie trwa wiecznie, .
pracować, chociaż nie ze wszystkimi programami. Te bardziej rozbudowane (których na rynku jest coraz więcej), nie mieszczące się na najbardziej pojemnej dyskietce ( I,44 MB), nie będą mogły być uruchomione. Dlatego proponujemy, aby przy doborze .
wyimaginowanego pługa, twarz wyraża wysiłek oracza, ręka śmiga w powietrzu; poganiając batem konia, aż wpatrzona z uwagą w Anię Shirley klaszcze w dłonie. Już wie o co chodzi: ten duży dziadek orał pole. To plough... .
byłaby mu otwarcie wyznała swoj± miło¶ć, aby tylko usłyszeć to upragnione słowo: .
- I bardzo dobrze - pochwaliła uroczyście. -- Pomożemy panu. - Niewykluczone, że już mi pomogliście. Ta pułapka tutaj... - Co za pułapka? - przerwał nieufnie Pawełek. - Pan sam jeden, to ma być pułapka? Nikogo więcej nie widzę. - Pułapka ma to do siebie, że nie może jej być widać - pouczył porucznik. - Ja sam jeden przyszedłem porozmawiać i dowiedzieć się szczegółów, a reszta czeka w ukryciu. Przy okazji, proszę o pozwolenie wykorzystania ogrodu państwa. Pani Krystyna uczyniła ręką gest, który oddawał mu do dyspozycji nie tylko ogród, ale cały dom razem ze strychem i piwnicami. Porucznik podziękował z lekkim roztargnieniem. Wzrok skierował na Chabra. .
swojego wydatku od klienta. Ponosi stratę i, jak zwracałem uwagę .
- Mam znicz! - krzyknął, wymachując nim nad głową. Mecz zakończył się ogólnym zamieszaniem. .
samym czasie i w efekcie udzielono nam rocznego urlopu na .
~ ; Biustu nie miałem; dobre i to. Panowała cisza. Jakiśptaszek ćwierkał za oknem. Wybrał sobie czas na .
-Na wszelki wypadek -odparła po chwili milczenia. -- On zna takiego, który pewnie zna złodzieja, chyba że sam kradnie, ale to jeszcze lepiej. Coś mi się w tym wszystkim nie podoba. To, co tamten mówił... Pan Zajrzał... - Co za pan i gdzie zajrzał? - przerwał rzeczowo Pawełek, zsuwając się nieco z tapczanu i siadając prosto. - Nigdzie nie zajrzał, on się tak nazywa. Ten od Golfa. Nazywa się pan Zajrzał. - A... To co ten pan Zajrzał? .
Praktykując terapię z takim nastawieniem, wielu ludzi niszczy .
- Precz... do komórki... siedzieć tam... bez jedzenia .
- Wytrzyj gila i popraw grzywkę - wtórował mu Skorpion. .
surowo przestrzegał reguł czystości. Nie jadał mięsa ani ryb. .
.
uzbrojeni w noże do patroszenia ryb. Nie wiem, co by z nami było, gdyby nie .
Pruderia - zahamowanie, fałszywy wstyd. .
Stary Baum siedział w nogach łóżka z kamienn±, zimn± twarz± i rozpalonymi od łez .
i stracić wszystko. Mówi: "Niech pozostanie to, co jest. Z mojej .
Armii ..Wisła", do której nie zdążył dotrzeć. .
rządu nisko, przymówię się zręcznie, żeby mi choć ze dwie włóki .
Członkami Związku Rosyjskiej Arystokracji są potomkowie ludzi, którzy kiedyś współrządzili carską Rosją. W latach dziewięćdziesiątych do związku należało około stu osób regularnie opłacających składki, byli to potomkowie emigrantów, którzy po rewolucji opuścili Rosję. Gdyby ludzie ci nadal mieszkali w carskiej Rosji, tytułowano by ich książętami i księżniczkami, hrabiami i hrabinami. W Ameryce tytułami tymi posługują się na balach dobroczynnych mając nadzieję, iż w ten sposób przyciągną Amerykanów, na których tytuły takie robią duże wrażenie. Organizacja jest w kiepskiej sytuacji finansowej, głównym źródłem jej dochodów jest odbywający się w maju doroczny bal, z którego zysk wynosi od dwunastu do osiemnastu tysięcy dolarów. Z pieniędzy tych opłacany jest czynsz za apartament przy Pierwszej Alei, gdzie mieści się biblioteka związku. To, co zostaje, przekazywane jest dzieciom, osobom starym i chorym. Nikt na świecie nie ma większej wprawy w dochodzeniu stopnia i rodzaju pokrewieństwa zachodzącego pomiędzy członkami rosyjskiej arystokracji niż przewodniczący Związku, osiemdziesięcioczteroletni Aleksy Szerbatow. Prawie całe życie spędził na emigracji, jego rodzina w wyniku rewolucji straciła swój majątek. Po ucieczce Szerbatow mieszkał w Bułgarii, potem we Włoszech, ukończył uniwersytet w Brukseli, w 1938roku przybył do Stanów Zjednoczonych, podczas drugiej - wojny światowej służył w amerykańskiej armii w randze sierżanta. Po wojnie uczył o historii w college'u Dickinsona w New Jersey i na potrzeby historyków tłumaczył dokumenty z rosyjskiego i litewskiego. Jego poglądy polityczne są typowe dla przedstawicieli tego pokolenia: nienawidzi komunizmu, do postkomunistycznej Rosji odnosi się nieufnie, nienawidzi anglii ("Anglia to jedna wielka banda kłamców"). Nigdy nie wierzył, że Anna Anderson to Anastazja. Twierdzi, że to niemożliwe, bo pamięta wielką księżnę - osobiście widział ją w 1916roku, gdy miał pięć lat. .
z jeszcze nie uży- dwie pary nóg wystawały spod szynkwasu, jedna była prosto, raczej falo--bosa, lecz widoku tego nie trzeba było bezwzględnie .
najpierw uruchamiamy łańcuch wspomnień. Osoby, które mają skłonność do dołowania się, przypominają sobie swoje poprzednie niepowodzenia i dosłownie zwieszają nos na kwintę. Do i tak już ciężkiego bagażu przekonania o swoich nikłych szansach dodają nową cegłę i znowu próbują. Nadal bez skutku, tyle że dalej jest im coraz ciężej. Kolekcja niepowodzeń rośnie jak toczona w dół kula ze śniegu. .
strasznym błędzie, bo człowiek ten mógł spaść z drzewa skutkiem .
- Proszę zwrócić się do departamentu reklamy mojej wytwó% Żegnam pana. Odwrócił się od Fultona zdumionego takim traktowaniem. Ale krąg nowojorskich wielbicieli z najlepszego nowojorskiego towarzy wa otoczył Boba. Krótkie błyski fleszy oślepiły rozmawiający Kelner podszedł z tacą, na której w kryształowych kieliszkach perlił szampan. Wzniesiono toast na cześć młodego aktora. Usłyszał okrz zachwytu: - Jakiż on cudowny! .
Pamiętam, jak kiedyś w Orzyszu pijany tajniak rąbnął mnie w zęby, trzymając .
gigantyczną twierdzę, uniemożliwiając jej zatrzymanie niemieckich dy- .
Monstrualny mięczak - przydacznia .
Przed Szczecinem skręcili z autostrady w prawo. Ominęli centrum i wjechali w podmiejską dzielnicę willową. Skręcili ponownie w prawo i zatrzymali się przed metalową bramą. Biały, wysoki na dwa metry mur, bronił dostępu dla wścibskich spojrzeń sąsiadów i przypadkowych przechodniów. Metalowa brama drgnęła. Po prawej stronie na słupie poruszyła się mała, przemysłowa kamera. Prowadziła samochód panoramą aż wjechali do wnętrza, by po chwili powrócić automatycznie na swoje miejsce. Chmielewski stał przy oknie. Monitor małego telewizora w czarno- białych kolorach pokazywał wjeżdżający przez bramę samochód. - Nie, nie. Wszystko w porządku. Już jest. Powiedzcie prokuratorowi, że czekam na niego. Wypijemy razem poranną kawę - odłożył słuchawkę telefonu. Cleo zatrzymała samochód na podjeździe. Wysiadła i trzasnęła drzwiami. Robert nie mógł oderwać wzroku od willi Chmielewskiego. Trzyskrzydłowy dom zamknięty na planie litery "u" dopiero z bliska nabierał właściwej skali. Parterowy z podwyższonym dachem krytym czerwoną dachówką. Ogromne tarasowe drzwi bez trudu mieściły w sobie ochroniarza, który właśnie wyszedł na taras i pomachał przyjaźnie do Cleo. Wysiadła z samochodu i ruszyła w stronę domu. - Jestem zmęczona. Zamówię taksówkę dla ciebie. Robert wysiadł i zamknął za sobą drzwi tak cicho jak łakomczuch lodówkę. Bał się, żeby hałas nie zmącił tej harmonii kształtów i barw jaka otaczała go za sprawą znakomitej architektury i dwóch lat pracy pana Janka, ogrodnika, no i oczywiście półtora miliona dolarów wpompowanych w to przedsięwzięcie pod tytułem "Rezydencja Chmielewskiego". Nie było piękniejszej willi na Pomorzu, a może i w całej Polsce. Przeszli po angielskim trawniku i po stopniach schodów wspięli się na taras. Dwóch techników w pomarańczowych kombinezonach kończyło naprawiać pompę w basenie. - To pewnie panienka się ucieszy, bo jeszcze dziś będzie można się kąpać - łasił się starszy. - "Ciekawe jaką uczelnię skończył Chmielewski?" - przebiegło Robertowi przez myśl pytanie. W ogrodzie zaczynało się codzienne piekiełko upałów. Weszli do holu. Poczuł miły chłód. Sterowana komputerem klimatyzacja gwarantowała stałą temperaturę dwadzieścia stopni. Drzwi same zamknęły się za nimi. Dodatkową nowością był intensywny zapach jałowca, którego na pewno nie czuł w ogrodzie. No cóż. Wszystko dla ludzi. - Cześć - Cleo rzuciła w stronę ojca. Weszła do kuchni i sięgnęła z szafki butelkę wody mineralnej. Zawsze nosiła taką butelkę przy sobie, gdziekolwiek się ruszała. Wyczytała w przewodniku, że woda w Polsce jest zatruta, i że najlepiej jest pić butelkową wodę niegazowaną. Przewodnik był francuski, a zalecana woda alpejska. Chmielewski był człowiekiem impulsywnym. Jako działacz sportowy w największej szczecińskiej stoczni utrzymał się na swym stanowisku prezesa tylko dlatego, że potrafił postępować z ludźmi. Może ktoś by powiedział, że był szorstki, może i był, że lekceważył kolegów, może, ale tylko gamoni, że eksploatował bez umiaru młodych sportowców -no cóż ale mistrzostwa Europy wygrywali jego podopieczni. Znał się na ludziach, ale całkowicie był bezbronny wobec własnej córki. Nabrał powietrza, żeby wgnieść ją ostrym atakiem we włoską glazurę, ale całe powietrze zeszło z niego, gdy spojrzała zielonymi oczami z pod czarnych sennych rzęs. - Mówiłaś, że wrócisz za godzinę. Nie wróciłaś - zaczął niepewnie -Mówiłaś, że zadzwonisz... - Możemy porozmawiać później. Jestem okropnie zmęczona. Odwróciła się zdejmując kurtkę. Upuściła ją na ziemię idąc w stronę Roberta. Sukienka ciasno przylegała do jej bioder. Kilka fałd materiału kołysało się w rytmie jej kroków ocierając się o uda. Chmielewski poderwał wzrok w momencie gdy stawała obok Roberta. - Kolega potrzebuje taxi. Miałam go odwieźć, ale padam - uśmiechnęła się. - Zadzwonię do ciebie w tygodniu - powiedziała Robertowi na pożegnanie. Odwróciła się i chciała odejść ale zatrzymał ją głos Roberta. - Masz mój telefon? .
gracików, pustych żardinierek, paradnych marmurowych kominków, na których się .
umiała zaj±ć i zabawić. .
cymi zarobkami za spółkowanie przed kamerą zarówno z dziewmi jak i chłopakami. To był pierwszy, dość podejrzany kontakt .
cały kraj, wierzy się lub pozoruje wiarę w każdy ”przejęty” .
- Czekaj - szepnął ledwo dosłyszalnie - i uważaj dobrze. .
się w świętej nagonce przeciw temu .
- No to musiałby go przedtem wyjąć z tego gnojowiska! .
do Berlina, aby' dzielić świat między' zuy~cięskie mocarstwa; od lewej u' pierwszyzna rzędzie: .
zwierzę musi w jakiś 69 sposób usuwać zbędne produkty przemiany materii. Każdy organizm dysponuje mechanizmem zmiany składu płynów ustrojowych w celu pozbycia się substancji zbytecznych lub szkodliwych. U zwierząt zadanie to jest realizowane na różne sposoby. Proste zwierzęta (takie jak płazińce) mają układ wydalniczy w postaci kanałów zakończonych specjalnie ukształtowanymi komórkarm. Komórki te czerpią roztwór metabolitów wprost z ciała i kierują go do kanałów otwierających się na zewnątrz. U innych zwierząt (np. skorupiaków) krew jest oczyszczana przez filtrowanie. Może kiedy ostatnio jadłeś homary, zwróciłeś uwagę na zielone narządy u nasady czułków - są one uważane za smakołyk. To są właśnie narządy wydalnicze. ~%n Narządami wydalniczymi V kręgowców są nerki. Krew .
W Polsce tego typu klasy terapeutyczne są nieliczne i stanowią raczej 'zjawisko', niż rozwiązanie organizacyjne, podczas gdy w krajach ościennych (Czechy, Słowacja, Niemcy) w każdym mieście jest kilka-kilkanaście takich klas, a ich działalność potwierdziły do- .
rzymskiej, wdowy po książętach Spoleto i Toskanii, proklamował Rzym republiką i rządził Wiecznym Miastem jako jego patrycjusz przez ponad dwadzieścia lat. Przed śmiercią wymusił na szlachcie rzymskiej przysięgę, że następnym papieżem wybierze jego syna, nieślubnego zresztą, Oktawiana - bo wypada nam pamiętać, że nawet formalnie to przecie nie Kościół powszechny, lecz Rzym, jego szlachta i duchowieństwo, czyli senat i prałaci, wybierali papieża, którego potem lud Rzymu przez aklamację akceptował. Tak się też stało. Onże Oktawian, przybrawszy imię jana XII, niewiele sobie robił z przykazań boskich. Wniosek brytyjskiego mediewisty, Rogera Collinsa ("Europa wczesnośredniowieczna 300-1000"), że ów młokos popierał refornę klasztorów, ponieważ za jego pontyfikatu owa reforma na terenie Italii robiła postępy, mam, delikatnie mówiąc, za przesadny Reforma, jeśli już, odnosiła sukcesy raczej bez niego, albo i wbrew niemu. Był za to ów Jan XII inteligentnym i bardzo zręcznym politykiem: to on właściwie wymyślił odnowienie cesarstwa Karola Wielkiego! We Włoszech nikt nie chciał wspólnej Italii pod władzą jednego króla. Italię stanowiły zresztą jedynie północne ziemie pod władzą króla Longobardów, nikt nie chciał jej rozszerzenia; Półwysep Apeniński jako całość był Italią wyłącznie dla ówczesnych znawców i miłośników literatury łacińskiej. Bano się ambicji margrabiego podalpejskiej Ivrei, Berengariusza II, który uparcie chciał panować nad możliwie dużą częścią Włoch, przynajmniej tych postlongobardzkich; ze strachu przed nim hrabiowie Tusculum, którym świeżo zabrał ich własne księstwo Spoleto, umyślili ze swoim papieżem ściągnąć sobie obronę zza Alp. Otton I już raz poskromił Berengariusza. Była to historia tyleż polityczna, co miłosna; wiadomości o spiskach przeciw Berengariuszowi, prowadzonych aż z. . . muzułmańskim kalifatem Kordowy są doprawdy przesadne, nie o Berengariusza w tych kontaktach akurat chodziło. Wszystko się odbyło znacznie .
- Na ulicy? A jak nadjedzie wóz policyjny? .
27 .
Na pierwsze pytanie najłatwiej jest dać odpowiedź w .
- Właśnie - przypomniałam sobie natychmiast wszystkie wątpliwości, które narastały we mnie przez cały dzień. - Gdzie jest ten papier Jadwigi? - Powoli, powoli - powiedział diabeł, uśmiechając się złośliwie i wyraźnie rozkoszując swoją przewagą. - Zaraz do tego dojdziemy. Słusznie zauważyłaś, że zbrodniarz nie miał czasu szukać notesu Tadeusza. Bardzo słusznie, pod warunkiem, że był tam opisany; Ale jeżeli poszło o jakąś sprawę, której nieboszczyk nie zanotował?... To co? - No, jak to co? To wtedy notes w ogóle był niegroźny. .
niesprawiedliwosci na jaka pozwala. .
Pruderia - zahamowanie, fałszywy wstyd. .
- Tak, na koniec, ale dość to kosztowało trudu. Wielkie nieba, jak strasznie parno! Dostaniemy wszyscy chyba udaru słonecznego podczas procesji. Szkoda, że nie jesteśmy kardynałami, by niesiono nad nami baldachim... Pst! Wujek na nas patrzy. Pułkownik Ferrari spojrzał surowo na obydwu młodych oficerów. Po wczorajszym zajściu był w usposobieniu nabożnym i surowym; zarzucał im też brak należytego odczucia sprawy będącej w jego oczach "przykrą koniecznością". Mistrzowie ceremonii zaczęli się gromadzić i ustawiać tych, co mieli wziąć udział w procesji. Pułkownik Ferrari wstał i posunął się naprzód, skinąwszy na obydwu oficerów, by się doń zbliżyli. Po ukończonej mszy i umieszczeniu hostii za kryształową tarczą celebrant i posługujący mu księża cofnęli się do zakrystii, by tam zmienić szaty, a w kościele dał się słyszeć lekki szmer rozmowy. Montanelli pozostał na swym tronie, patrząc prosto przed siebie, znieruchomiały. Całe morze ludzkiego życia zdawało się przelewać wokół niego i zamierać u jego stóp w ciszę nieprzeniknioną. Przyniesiono mu kadzidło; ruchem automatu podniósł rękę. i włożył je do kadzielnicy nie patrząc ni na prawo, ni na lewo. Księża wrócili z zakrystii i czekali, kiedy zejdzie z tronu. On jednak siedział wciąż bez ruchu. Honorowy diakon, pochyliwszy się, by zdjąć z jego głowy mitrę, szepnął z pewnym wahaniem: - Eminencjo! Kardynał się odwrócił. .
-To pan Wolski, mur beton. Co robimy? .
magnetycznym, jak tylko chcesz, ale miłość wydaje się być najlepszym słowem, bo może wyjaśnić cały zakres, od najniższego do najwyższego. .
dziewczyny stawał się coraz trudniejszy, cięższy; zachwiała się .
- Pamiętaj, daj mi piętnaście minut, nie więcej, a potem, tak jak ustaliliśmy, wywołaj zamieszanie. .
- Angelo, dla przyjaciół. .
Wspomniane uwarunkowania wskazują, jak złożona jest droga tworzenia dobrego przystosowania seksualnego. Wkraczamy na nią uwarunkowani swoją naturą, całą przeszłością, wychowaniem, nastawieniami i poglądami. .
Decydujący głos w sprawie Romanowów należał do cesarzowej-wdowy Marii; pomimo jej wyraźnej niechęci do pani Czajkowskiej, ta ostatnia nadal liczyła na to, że cesarzowa zmieni zdanie. .
.
miejscu. .
coś w końcu przecież umiemy i na czymś się znamy, wyeksponujmy bliską nam dziedzinę). .
ze sobą, nie kłóci się, czy nawet nie rozmawia. Nawet gdy .
- Będzie strzelał! - wrzasnął Decker. Esperanza lekko przyhamował. Gdy Giordano strzelił, oldsmobile cofnął się na tyle, że pocisk przeleciał przed szybą. Giordano zwolnił jeszcze bardziej, ustawiając się do kolejnego strzału. Decker schylił się, żeby schwycić pistolet, który wrzucił do samochodu, gdy wyjeżdżali z domu Giordano. Pocisk wybił dziurę w oknie od strony kierowcy, przeleciał Deckerowi koło głowy i rozbił szybę z tyłu po prawej stronie. Z przodu kawałki szyby rozprysły się i posypały na twarz Esperanzy. .
Miękczył umysły, a nadzieje wznowił: .
- Trzeba jej przekazać naszą historyczną drogę od Krużewników do Ameryki! - A po jaką zarazę?! - wzburzył się Kargul, patrząc z odrazą na wizerunek czarnej pantery, która teraz prężyła się na uwolnionych od stanika piersiach jego wnuczki. .
Po raz pierwszy w życiu O'Neill miał uczucie, że jest jakby bcowany z kręcenia własnego filmu. Wsiadł sam na szybki zek, aby śledzić swobodnie cały wyścig. Jego asystenci postąpili bnie. Uzupełnił swój ekwipunek tubą, lecz przewidywał, że hałas szy jego rozkazy. osażone .
- Mam nadzieję. Dokąd jedziemy? .
Dziecko z ópóźnionym rozwojem ruchowym rąk, z zaburzeniami motoryki, np. z mózgowym porażeniem dziecięcym lub leworęczne przestawione na prawą rękę, którego pismo jest nieczytelne powinno mieć również możliwość pisania na maszynie prac domowych i wpinania ich w skoroszyt, traktowany jako zeszyt. Magnetofon można .
fotele, więc i ja tak zrobiłem. Pierwotny plan, żeby .
KOMPLEKSY AMAZONKI l PALIASATENY .
zwiększania się wagi byka, a ci, którzy patrzyli na jego .
Fatymidzi, najsympatyczniejsza z muzułmańskich dynastii, wspomogą wojska bizantyjskie i miast południowej Italii przeciw Ottonowi II; Kordowa pomaga chrześcijańskim władcom z północy Hiszpanii leczyć się i odzyskiwać utracone trony To niedługo minie. Ale wtedy - krótko, bo krótko - tak właśnie jest. Bez rozważenia mechanizmu tego cudu kulturowego i politycznego trudno rozumieć idee i wielkość Sylwestra II. Bo ten cud przeorał, a może nawet raczej stworzył dla nich grunt, rozstrzygając na cały już bieg historii o dziejach Europy Europa z częścią środkową i wschodnią zjudaizowaną na sposób chazarski lub muzułmańską byłaby czymś zupełnie innym. Nie twierdzę, że gorszym. Ale z pewnością innym. .
- Och, tak, słyszałem o nim. Jest czymś w rodzaju służącego, no nie? .
Pruderia - zahamowanie, fałszywy wstyd. .
- Dlaczego ty nie wziął trąby ze sobą? - pyta teraz John. .
na czoło nauki o poznaniu. .
tak mistyk chrześcijański stara się spotęgować swe siły .
- Pewnie, bo Włodek jest i tak źle widziany w Urzędzie Skarbowym. Kajtek zrobił szalenie skomplikowaną kombinację. Wziął od Włodka skuter na raty, spylił komuś za gotówkę i tę gotówkę wepchnął w Tadeusza. A najśmieszniejsze jest to, że Włodek wziął ten skuter też na raty i jeszcze nie ma prawa go przerejestrować... - Cóż za gniazdo przestępców!... .
otworzył z wysiłkiem oczy. Z takim wysiłkiem, jakby zalepione były ołowiem. Przez chwilę łypał nimi ciężko. Potem spojrzał zdumiony. Olśniło go światło. To słońce świeci mu wprost w oczy. Ktoś tam wstaje i zasłania okno prześcieradłem. Teraz wraca i poprawia mu poduszki pod głową. Miękkie dłonie dotykają skroni, lekko unoszą, a potem te same dłonie głaskają go po głowie. .
- Z jakiego miasta? .
skoczyli już naprzód. .
- Bardzo trafnie się pani miesza. W myśl zeznań sekretarki nikt, poza tymi dwoma panami, nie przebywał od strony sali konferencyjnej, nie ma siły Potem ich nie otworzył, chociaż na pewno miał ten klucz. Powiedziała pani, że ktokolwiek to był, czy jeden z tamtych dwóch, czy ktoś inny, w każdym wypadku drzwi zamknięto od strony sali? Tak Sam pan mówił, że w gabinecie nikt poza nimi sam nie przebywa, a każdy z nich raczej chyba przeszedłby tamtędy i potem zamknął. Prokurator zamyślił się. .
przeszkodą na ścieżce duchowej, jak długo człowiek robi to z .
-Pożyczył mi w końcu sto franków, nawet wtedy nie była to duża suma, no i przyjechałam do Ameryki, zostałam kelnerką. Ot i cała historia. -Nieprawda - powiedział Scripps. - Założę się o wszystko, że jest coś jeszcze. -Czasami, wie pan, mam także takie uczucie - powiedziała kelnerka - że musi być jeszcze coś. Gdzieś musi być jakieś wyjaśnienie.Nie wiem, dlaczego przyszło mi to do głowy dziś rano. -Dobrze, że wyrzuciła to pani z siebie. .
1794 ujął swoją teorię nauk. Jeśli ustalimy, że Fichte - zgodnie .
Josie Propst wciągnął głowę w kołnierz. Zaświecili zapałkę i ten w olimpijskiej kurtce kopnął Josie w brzuch i kazał się zawieźć do kahału. Tonem ojcowskim dodał: - Sprawiłbyś sobie jakąś derkę na konia, bo inaczej straci szpik i co to za interes mówiąc tak szczerze. Z kupy ludzi oderwał się jeszcze jeden, dogonił Josie .
- Muszę jednak przyznać, że niczego nie rozumiem. Przypuszczam, że udała się pani pod niewłaściwy adres. Jeśli istotnie pani pokojówka została uprowadzona, powinna pani kazać stangretowi pojechać na Bon Street. Tam niewątpliwie uda się pani wynająć detektywa, który ją odszuka. Tutaj, na St. James, preferujemy inne, mniej uciążliwe, pościgi. .
- Nie wydaje mi się, aby monarcha konstytucyjny, będący jedynie symbolem jedności narodu, był potrzebny, ponieważ w Rosji nie ma tradycji konstytucyjnych. Najpierw zatroszczyliśmy się o to my, Romanowowie, a potem nasi następcy - komuniści. Tradycja konstytucyjna rodzi się dopiero teraz. Są wybory, w parlamencie różne partie dochodzą do kompromisów. Tak, czasami wybierani są niewłaściwi ludzie, ale to jest właśnie demokracja. Teraz wszyscy są przerażeni, ponieważ jakiś szaleniec o nazwisku Żyrynowski zdobył dwadzieścia pięć procent głosów i wydaje zatrważające oświadczenia. Czy ktokolwiek na zachodzie rozumie, dlaczego ludzie na niego głosowali? Weźmy Rosjanina w moim wieku, który ma dziś siedemdziesiąt trzy lata. Jako żołnierz w wieku dwudziestu dwóch czy dwudziestu trzech lat pokonał największą armię świata, niemiecki Wchrmacht. Przeszedł szlakiem bojowym z Moskwy do Berlina, na szczycie Reichstagu zatknął czerwony sztandar. Przez całe życie był z tego dumny. A dziś, w pięćdziesiąt lat później, co robi ten żołnierz? Żyje z emerytury, której wystarcza na przeżycie zaledwie dwoch czy trzech dni. Czy spodziewa się pan, że będzie szczęśliwy mając świadomość, jak Rosja żebrze o marki niemieckie i widząc cudzoziemców i rosyjskich kryminalistów mknących po ulicach mercedesami i BMW? .
Graty z ciężarówki zostały zrzucone byle gdzie. .
przyrostu rocznego. Wiosną miazga wytwarza naczynia duże i cienkościenne. Później, kiedy wody jest już mniej, naczynia stają się mniejsze i mają grubsze ścianki. Z tego powodu letni przyrost jest ciemniejszy. Występujące na przemian na przekroju pnia podwójne warstewki jasno-ciemne są nazywane słojami drewna. tacie .
Oczywiście nie tylko z pretensjami zjawiali się ludzie w redakcji "czerwoniaków". Ich rosnące z każdym rokiem wpływy powodowały wizyty przedstawicieli wszystkich warstw międzywojennego społeczeństwa. Bywały też różne znakomitości. Dolatujący z hallu piękny, kryształowo czysty głos, wyciągający arię ze znanej operetki: "Brunetki, blondynki, ja wszystkie was dziewczynki..." - oznajmiał przybycie do redakcji świetnego tenora tamtych czasów, Jana Kiepury. Zamiast zapowiadać się telefonicznie przez portiera, Kiepura wkraczał do redakcji z pieśnią na ustach. Otwierała mu ona wszystkie drzwi, wywoływała uśmiech na twarzach. Mimo że było w tym trochę pozy, trochę reklamiarstwa, nikomu to nie przeszkadzało szczerze lubić i z przyjemnością witać miłego gościa. Nie raziła nikogo jego niewinna manierka na ludowość w wysławianiu się. Te wszystkie "jak się mata", "wita co" itp. "chłopaka z Sosnowca", jak lubił się sam nazywać, zjednywały mu ogólną sympatię. Do częstych naszych gości należał również głośny wówczas jasnowidz inżynier Antoni Ossowiecki. Cała Warszawa mówiła o jego zdumiewających doświadczeniach w odgadywaniu myśli na odległość, w przepowiadaniu przyszłości. Mówiono o nim, że trafnie odgadnąć potrafi czyjąś bliską śmierć. Robione były z nim doświadczenia w szpitalach. Ossowiecki przechodził przez salę i nieomylnie odgadywał, kogo z chorych czeka wkrótce zgon. Podobno czuł od takiego nieszczęśnika zapach gorzkich migdałów. Toteż ilekroć się z nim witałem, mimo woli odsuwałem się troszkę w tył. A nuż pociągnie nosem i poczuje te migdały! Wielu sławnych ludzi udało mi się poznać dzięki pracy dziennikarskiej. .
- Signora Bolla! Podniosła oczy. Szarpał frędzle dywanu okrywającego sofę i miał oczy spuszczone. .
przedsiębiorstwo zyskownego utrzymania. .
269 .
- A gdzież mnie czas znaleźć, żeby taki szmat drogi kołdybać sia... Ania odwróciła się twarzą do okna, chcąc ukryć łzy, które napłynęły jej do oczu. Przez te łzy dostrzegła Kargula, który po tamtej stronie podwórza, machając białą kopertą, przywoływał donośnym basem Anielkę, jakby miał dla niej radosną wiadomość. Co to mogło być, co nagle tak ożywiło jej drugiego dziadka? Marynia poszukała okularów i przebiegła wzrokiem linijki napisanego przez Johna Pawlaka listu. - .
- Złożyłeś świętą przysięgę wierności swojemu Fuhrerowi. Powtórz ją teraz. Reichslinger wyklepał: - Będę bezwarunkowo posłuszny Ffihrerowi Rzeszy i narodu niemieckiego, Adolfowi Hitlerowi, naczelnemu dowódcy sił zbrojnych i zawsze jako żołnierz będę gotowy oddać za niego moje życie. - Doskonale. Trzymaj więc język za zębami, bo inaczej zginiesz. I pamiętaj: niepowodzenie jest oznaką słabości. Gdy otwierał drzwi do swojego gabinetu, Reichslinger zawołał: - Chciałbym panu majorowi przypomnieć tylko o jednym. .
- Nie był pan nawet na tyle uprzejmy, by poinformować mnie o swoich planach na dzisiejszy wieczór. Gdyby Zachary nie wspomniał, że wysłał pan listy do dwóch mężczyzn, z którymi wiążą pana interesy, wcale nie wiedziałabym, co się dzieje. Jak pan mógł nie poinformować mnie o tym? .
zobowiązania, których wysokość "rzezało się" na służących temu deszczułkach lub kijach, wyliczano głównie w. . . wieprzach. Tu zaś Ibrahim mówi najwyraźniej o kruszcu! I nie będzie to .
- Czyli, znaczy, z tego wynika, że złodziejom wychodzi to lepiej niż legalnym właścicielom - pomamrotał półgłosem tonem pełnym napięcia. - Jazda, co...? - I to już! - pogonił Pawełek. .
lat życia w Oświęcimiu czy Dachau, aby jechać do Izraela i tam pracować .
- Uważa się, że do mutacji [w rodzinie] może dojść mniej więcej raz na trzysta pokoleń - powiedział. Dodał jednak, że dotyczy to heteroplazmii, którą odkrył, a nie mutacji, która jego zdaniem prawdopodobnie - czego jednak nie mógł udowodnić - jest przyczyną heteroplazmii. .
Ulewa rozpoczęła się o zmroku. Czarne chmury nadciągnęły z północnego zachodu. Silny wiatr poderwał z ulic tumany kurzu. Ludzie w pośpiechu przebiegali przez jezdnie. Miasto wyludniało się. Nawet taksówki zjeżdżały do domów. Nadciągała nawałnica. Raz po raz błyskawica rozświetlała horyzont. O dziwo, nie towarzyszył temu tak charakterystyczny grzmot. Po pół godzinie wiatr uspokoił się. Na pustych ulicach panowała niczym nie zmącona cisza. Spóźniony tramwaj zamknął drzwi i odjechał z przystanku. Spadły pierwsze krople deszczu, duże i ciężkie. Po pięciu minutach nastąpiło oberwanie chmury. Błyskawice, grzmoty i huk spadającej wody, przeraziły nawet osobistego ochroniarza Chmielewskiego. Stał w panoramicznym oknie stacji benzynowej i z pobożnym szacunkiem przyglądał się żywiołom. Chmielewski jak co miesiąc osobiście przeglądał raporty księgowego. Miał podwójną robotę, bo pierwszy raport był dla urzędu skarbowego i musiał się zgadzać co do joty. Drugi był prawdziwym obrazem miesięcznych obrotów jego sieci stacji benzynowych. Ten raport sprawdzał jeszcze staranniej. Nie pozwalał się okradać. Liczył się teraz każdy grosz. Miał przed sobą największą inwestycję swojego życia - autostradę północ-południe. Od trzech godzin siedzieli więc z księgowym i administratorem sprawdzając pozycję za pozycją. Na stacji nie było klientów. Lało niemiłosiernie. Pracownicy obsługi zmyli się do barku na kawę. Cleo zaparkowała białe Suzuki za stojącą na parkingu furgonetką. Była to zbyteczna ostrożność. W taką ulewę mogła podjechać pod samo okno, gdzie stał teraz ochroniarz i też byłaby niewidoczna. Deszcz z wściekłością bił o brezentowy dach. Wyłączyła silnik. Siedziała teraz z Robertem nic nie mówiąc. Sama nie wiedziała dlaczego zgodziła się tu przyjechać. Być może, ciągle miała nadzieję, że Robert nie ma z tym wszystkim nic wspólnego, że tylko przypadkowo dał się wplątać. Wierzyła, że jest nadal tym spontanicznym, trochę nieśmiałym, ale pełnym wdzięku chłopakiem jakiego zapamiętała z ich pierwszego pocałunku nad morzem. Z całego serca chciała w to wierzyć. - Wiesz gdzie on trzyma tę teczkę? - szorstki głos Roberta wyrwał ją z zamyślenia. Kiwnęła potakująco głową. .
-Dwie osoby idą za nim - rozkazała Janeczka - Ja tu jeszcze popatrzę razem z Chabrem, a potem was dogonimy. Pawełek i Bartek nie protestowali. Janeczka naiwyraźniej w świecie miała jakąś myśl, na dyskusje brakowało czasu Pawełek wywijał ciupagą, Bartek niósł na ramieniu ozdobną nogę od stolika Ruszyli za panem Wolskim również wolno, udając zainteresowanie sklepami Janeczka znów pochyliła się do ucha psa .
Zamiast wskazywać wybraną opcję kursorem i przyciskać ENTER, wystarczy przycisnąć pierwszą literę odpowiadającą danej opcji (O, A, S lub C). W trakcie kopiowania na ekranie pokazuje się okienko informujące, jaka część pliku została już skopiowana. .
troską: zbyt skąpo przypuszczono go do udziału w pięćdziesięciu .
uczenie się polisensoryczne, w którym angażuje się motorykę (całe ciato, ręce, narządy mowy) i słuch. Wskazane jest podczas lekcji używanie pomocy dydaktycznych, o których była mowa, także pomo-cy, które służą do ćwiczeń korekcyjno-kompensacyjnych. .
zauważyła, różnych toreb i torebek, pudeł i pudełek, nie .
sxym xaako~m.odowan@u s@ę do nowo powstałych warun- .
Z prawej komory serca wychodzi mięsień płucny. Kieruje się ku stronie lewej, wchodzi pod łuk aorty i dzieli się na tętnicę płucną prawą i lewą. Każda z nich wchodzi do odpowiedniego płuca, biegnie razem z oskrzelem i dzieli się podobnie jak oskrzela na rozgałęzienia coraz drobniejsze. Dochodzi do pęcherzyków płucnych i otacza je gęstą siecią naczyń włosowatych. Dzięki temu, że ściana pęcherzyka płucnego i ściana naczynia włosowatego są zbudowane z pojedynczej warstwy komórek, jest możliwa wymiana gazowa. Z pęcherzyków płucnych przechodzi do krwi tlen i tworzy nietrwałe połączenie z hemoglobiną czerwonych ciałek krwi, zaś z krwi przechodzi do pęcherzyków płucnych dwutlenek węgla. Krew zawierająca tlen przechodzi z łożyska kapilarów przez żyłki do żył większych i wypływa z każdego płuca dwoma żyłami płucnymi, i wpływa do lewego przedsionka serca. Czasem liczba żył płucnych jest mniejsza lub większa, co nie posiada żadnego znaczenia praktycznego. .
- A teraz dobranoc wam. Skierowali się do drzwi. .
Następna była Anka, która się kategorycznie wyparła jakichkolwiek związków z moją szminką na dowód pokazując swoją, istotnie jaśniejszą. Monika sprawdziła efekt na dłoni z najwyższym wstrętem. Wszystkie kobiety pracowni, kolejno pytane, wykazały całkowity brak pamięci w sprawie mojego maquillageu. Wypuściwszy ostatnią, panowie przesłuchujący odpoczywali jakiś czas w milczeniu. Potem prokurator nagłym ruchem wyjął z szuflady chustkę i rozwinął ją w całej okazałości. .
Obiad był najzwyklejszy, na sposób niemiecki. Mało mięsa, a wiele jarzyn. .
Borowiecki ¶lizgał się po błocie i po ¶niegu, potykał się o korzenie drzew i .
.
- Jesteś, jesteś, żyjesz - powtarzała, kolebiąc się jak w jakimś rytmicznym tańcu spełnionej nadziei. .
- Z panem porozmawiam później. No i co, O'Hare? .
- Nie mogę odwrócić wzroku od szosy, żeby spojrzeć we wsteczne lusterko - odezwał się do Beth. - Spójrz do tyłu. Widzisz jakieś światła? .
is too large for Edit. .
.
Jakkolwiek wiele już wiemy o orgazmie, nadal pozostaje on w kręgu pewnych tajemnic. Mam na myśli choćby olbrzymie zróżnicowanie zarówno co do form, jak i intensywności przeżywania. Orgazm uwarunkowany jest osobowością partnerów, postawami wobec ciała i seksu, stylem kultury seksualnej, fizjologią, sytuacją, nastrojem itd. U niektórych osób orgazm graniczy z ekstazą miłosną, u innych jest intensywnym doznaniem fizycznym, ale słabszym psychicznie. Jedna osoba potrafi tracić świadomość w orgazmie, inna rejestruje wszystkie przeżycia i umie je dokładnie odtworzyć. Orgazm może być różny co do czasu trwania - od sekund do kilku minut, a nawet i dłużej. Może wiązać się z osobą partnera, ale potrafi też dotyczyć osoby wyimaginowanej, z wyobraźni. Niektórym wyobraźnia pomaga, innym przeszkadza. Są osoby mające zawsze taki sam orgazm, są inne, które mają różne orgazmy, w zależności od osoby partnera, sytuacji itp. .
posuwał naprzód rozwój. Epoka struła Sokratesa; epoka spaliła .
tętnicę wątrobową, żyłę wrotną i przewód żółciowy wspólny, który powstaje z połączenia przewodu wątrobowego wspólnego z przewodem pęcherzyka żółciowego. Pęcherzyk żółciowy, zwany również woreczkiem żółciowym, leży w zagłębieniu bruzdy podłużnej płata prawego . Jego dno wysuwa się spod dolnego brzegu wątroby, trzon jest zrośnięty warstwą tkanki łącznej z wątrobą, a szyjka przechodzi w przewód biegnący w kierunku wnęki, czyli wrót wątroby. Pęcherzyk jest wyścielony błoną śluzową. W pęcherzyku gromadzi się wytworzona przez wątrobę żółć i ulega tu znacznemu zagęszczeniu. Stosunek wątroby do otrzewnej wygląda następująco: .
- Signor Rivarez, wszystko, co wiem o pańskiej karierze, wydaje mi się złe i szkodliwe, a przez długi czas uważałem pana za człowieka bezwzględnego, gwałtownego i z niczym się nie liczącego. W pewnej mierze i dziś jeszcze podtrzymuję ten mój sąd. Jednakże w ciągu ostatnich dwóch tygodni okazał pan, że jest człowiekiem dzielnym i wiernym wobec swych przyjaciół. Także u żołnierzy umiał pan wzbudzić przywiązanie i szacunek, czego nie każdy zdołałby dokonać. Myślę więc, że może pana osądziłem fałszywie, że może w głębi duszy jest pan lepszy, niż to na zewnątrz okazuje. Zwracam się przeto do owego lepszego ja w panu i solennie pana błagam, zaklinam na sumienie, byś mi powiedział prawdę: jak postąpiłbyś będąc na moim miejscu? Nastąpiła długa chwila milczenia, po czym Szerszeń podniósł nań oczy. - Co najmniej postanawiałbym sam o swoich czynach i przyjmował za nie odpowiedzialność. A z pewnością nie łaziłbym do drugich, by z chrześcijańską tchórzliwością prosić ich o rozwiązywanie za mnie własnych mych zagadnień! Wybuch był tak nagły, a niezwykła jego namiętność i gwałtowność stanowiły takie uderzające przeciwieństwo sztucznej obojętności przed chwilą, że zdawało się, iż teraz dopiero zrzucił z siebie maskę. - My, ateiści - mówił w uniesieniu - rozumiemy, że jeśli człowiek ma do zniesienia jakiś ciężar, to musi go znosić, jak może, a jeśli pod nim upadnie, ha! tym gorzej dla niego. Ale chrześcijanin musi jęczeć przed swym Bogiem lub swymi świętymi, a jeśli oni nie chcą mu pomóc, to bodaj przed swymi nieprzyjaciółmi - zawsze znajdzie sobie czyjeś-barki, by na nie zwalić swój ciężar. Czy to może wasza Biblia albo mszał czy inne jakieś teologiczne bazgroły nakazują pytać drugiego, co czynić? Wielkie nieba! Człowieku, czy sądzisz, iż nie mam już dość własnego ciężaru, że chcesz na moje barki zwalić odpowiedzialność za swoje czyny? Wracaj do swego Jezusa, on wymagał ostateczności, to i wy zróbcie to samo. Ostatecznie zabijecie tylko ateistę, człowieka, który źle wymawia "szibolet" 33, a to chyba nie jest zbrodnią. Urwał, z trudem chwytając oddech, po czym znów wybuchnął: - I wam to mówić o okrucieństwie? Przecież ten osioł dardanelski, pułkownik, nie mógłby mnie tak dręczyć, chociażby się nie wiem jak starał - za głupi na to. Bo najwyżej wymyśli rzemienne więzy, a gdy je już zaciśnie, to wyczerpie się cały jego dowcip. Każdy dureń to potrafi! Ale wasza eminencja... "Racz pan podpisać na siebie wyrok śmierci, bo ja mam zbyt czułe serce, bym sam to mógł uczynić". Och, na to potrzeba być chrześcijaninem, by w ten sposób smagać, delikatnym, współczującym chrześcijaninem, który blednie na widok zbyt ciasnego rzemienia! Powinienem się był domyślić, gdy eminencja wchodził tu niby anioł miłosierdzia... tak wzburzony "barbarzyństwem" pułkownika... że teraz dopiero zacznie się moja męka! Czemu eminencja na mnie tak patrzy? Ależ zgódź się, człowieku, oczywiście, i wracaj do domu na obiad. Cała ta historia niewarta tyle zachodu. Powiedz swemu pułkownikowi, że może mnie zastrzelić albo powiesić, co ładniej, albo też upiec żywcem, jeśli mu to sprawi przyjemność, i niech mu to wyjdzie na zdrowie. Szerszeń zmieniony był w tej chwili nie do poznania; bezprzytomny z wściekłości i rozpaczy, drżał cały i ciężko dyszał, a w oczach migotały mu zielone błyski jak u rozwścieczonego kota. Montanelli wstał i patrzył nań w milczeniu. Nie domyślał się bezpośredniej przyczyny tych namiętnych wyrzutów, lecz rozumiał, jak otchłanny ból je dyktował, a rozumiejąc przebaczył w duszy wszystkie dawne obelgi. - Spokojnie! - rzekł. - Nie miałem zamiaru urazić pana tak boleśnie. Zaiste, nigdy nie chciałem zwalać swego ciężaru na pańskie barki, bo i tak ma pan aż nadto do dźwigania. Świadomie nie postąpiłem tak nigdy wobec żadnej istoty żyjącej... - Kłamstwo! - krzyknął Szerszeń z płonącymi oczyma. - A biskupstwo? *" ..Biskupstwo? .
- Ostrzegam cię, chłopcze - powiedział, przysuwając swoją wielką purpurową twarz do twarzy Harry'ego - wystarczy jeden głupi dowcip... a nie wyjdziesz z komórki aż do Bożego Narodzenia. .
Aby umieścić ikonę w grupie AUTOSTART, najlepiej "przeciągnąć" ją do tej grupy. Jeżeli przed przeciągnięciem przyciśniemy klawisz CTRL, ikona zostanie skopiowana. Gdy klawisza tego nie użyjemy, będzie ona przeniesiona. .
- O! Także o wszystkim i o niczym, generale? .
Dokąd miał iść, kogo prosić o pomoc. Wszystko się zawaliło w jednej sekundzie. Zapłacił taksówkarzowi i nie czekając na resztę, wysiadł. Od rana świeciło słońce. Błękitne niebo, obsiane kilkoma kłębiastymi chmurami, zapowiadało kolejny letni dzień. Przeklęte lato. Taksówka zawróciła na bocznej alejce i odjechała. Stał przed murem willi Czarnego. Nie miał sił ruszyć się z miejsca. Za odjeżdżającą taksówką poderwały się z ziemi kłęby kurzu. Nie starał się nawet przed nimi osłaniać. W głębi lasu śpiewały ptaki. Zachwiał się i aby nie upaść dał krok przed siebie. Niepewnie stawiał kroki kierując się w stronę bramy. Z daleka zauważył, że była niedomknięta. "Pewnie któryś z ochroniarzy właśnie przyjechał i jeszcze nie zdążył jej zamknąć" -pomyślał. Szedł dalej, a kończący się mur odsłaniał widok na podjazd i resztę ogrodu. Ku jego zdziwieniu szare BMW stało na podjeździe. Drzwi do samochodu były otwarte, a obok stała walizka. Wszedł przez otwartą kratę. Podszedł do samochodu. Kluczyki były w stacyjce. Rozejrzał się po okolicy, ale nikogo więcej nie było. Ruszył do głównych drzwi. Wszedł do domu. W ogrodzie panowała cisza. W sztucznym stawie rzuciła się ryba. Fale rozbiegły się po wodzie. Nienagannie utrzymany trawnik biegł od stawu aż po dom. Przy rogu budynku, na ziemi leżał wąż ogrodowy. Lała się z niego woda. Musiała już długo płynąć, bo dookoła utworzyła się duża kałuża. Tuż koło narożnika budynku leżała para butów. Były to wojskowe, niemieckie trapery. Nie widać było jednak, jak są wysokie, bo ich cholewki zasłaniał narożnik domu. Z wnętrza willi przez otwarte okno dobiegło głośne uderzenie. Robert siedział przy długim stole. W jadalni panował półmrok. Stół zastawiony był dla dwóch osób do kolacji, ale siedziała przy nim tylko jedna osoba - Czarny. Robert siedział obok niego przy stole. Nie patrzył jednak mu w twarz. Jeszcze raz uderzył głową w stół. - To nie moja wina, to nie moja wina - powtarzał. Ramiona mu drgały, łapał oddech. - Nie mogłem nic zrobić. Nic. Ramiona Czarnego nie drgnęły. Robert uniósł głowę. Otarł policzki. Wstał i podszedł do siedzącego. Czarny nie poruszał się, bo nie mógł. W jego czole widniał mały otwór o średnicy ośmiu milimetrów, taki jaki pozostaje zwykle po kuli wystrzelonej z pistoletu o podobnym kalibrze. Robert zdjął mu okulary i domknął powieki. Dopiero za trzecim razem, gdy wykręcił numer do Cleo, uzyskał połączenie. Prawie nic nie słyszał. Musiał sobie zatykać prawe ucho ręką, bo na zewnątrz budki z której dzwonił, wyła syrena pogotowia ratunkowego. Tłum ludzi zgromadził się na nabrzeżu i obserwował jakiś wypadek. Budka telefoniczna stała nad kanałem. Przez szybkę widział jak policyjna motorówka podpływa z płetwonurkami pod brzeg. - Halo, halo. To ja - krzyczał do słuchawki. Miał szczęście Cleo była w domu. Nie wyczuwał jednak w jej głosie zadowolenia, że słyszy jego głos. - To ja. Robert. .
jednak na ciemnotę chłopów. Uniknąwszy zemsty zdradzonego męża, .
.
Inna prawidłowość: Próby współżycia seksualnego mogą w okresie przedmałżeńskim dać złudne poczucie przystosowania seksualnego Niby wszystko przebiega idealnie: fascynująca wzajemnie ars amandi, są orgazmy, zadowolenie, zainteresowanie, podobne potrzeby i temperamenty. Później okazuje się, że owo przystosowanie było pozorne i zaczynają się trudności we współżyciu. Wiele impotencji i oziębłości ma charakter wtórny, a nie pierwotny. Udane czy nieudane współżycie przedmałżeńskie jeszcze niczego nie przesądza. Wynika to z faktu, który można odnieść i do innych sfer życia we dwoje, że nic tu nie ma charakteru stałego, niezmiennego. .
zrobiłem. .
- Może nadeszła jakaś wiadomość z Londynu. .
W przypadku Windows również należy wiedzieć o kilku rzeczach, aby rozpocząć pracę, ale system jest znacznie czytelniejszy i bardziej "przyjazny" dla użytkownika. Uruchomienie wybranego programu (aplikacji) ůsprowadza się do wskazania jego tak zwanej ikony i przyciśnięcia lewego klawisza myszy (o sposobie .
dźwignię". Możliwości odnalezienia takiego miejsca nie należy .
- Poza tym, do Beaty nie zabiorę go za żadne skarby świata - oznajmiła stanowczo. - Bo co? - zainteresował się Pawełek. Janeczka dotarła już do furtki i razem weszli do ogrodu. - Bo tam jest małe dziecko. Beata ma siostrzyczkę, prawie dwa lata, obrzydliwy bachor. Byłam z Chabrem raz i nigdy więcej. -Bo co? .
-Masz swojego ptaka? - spytała zdejmując fartuch i składając egzemplarz "Manchester Guardian Weekly". - Zabiorę "Guardiana", jeśli nie masz nic naprzeciwko - powiedziała owijając gazetę fartuchem. - Nie czytałam go jeszcze. -Bardzo lubię "Guardiana". Moja rodzina kupowała go, odkąd pamiętam. Mój ojciec ogromnie podziwiał Gladstone'a. -A mój ojciec chodził z Gladstone'em do Eton - powiedziała podstarzała kelnerka. - Już idę. Włożyła płaszcz i stała gotowa do wyjścia; fartuch, okulary w stalowych oprawkach w zniszczonym czarnym futerale z marokinu, w ręku egzemplarz "Manchester Guardian". -Nie masz kapelusza? - spytał Scripps. .
- Tylko ty, Witia, żartego kota wybierz, co by był kat na myszy!!! .
podniósł wskazaną tackę i powąchał ją, powoli i ostrożnie. Opuszkami .
Pruderia - zahamowanie, fałszywy wstyd. .
* Ponieważ Jaźni nie można zadowolić majątkiem - odparł .
podtrzymywanie, rozpad, skrywanie i udzielanie łaski. Siwa Sutra .
natychmiast się otworzyła. Stała w niej wysoka, czarnowłosa czarownica w szmaragdowo-zielonej szacie. Miała srogą twarz i Harry pomyślał, że nie jest to osoba, obok której można przejść obojętnie. - Pirszoroczni, pani profesor McGonagall - oznajmił Hagrid. - Dziękuję ci, Hagridzie. Sama ich stąd zabiorę. Otworzyła szerzej drzwi. Sala wejściowa była tak wielka, że zmieściłby się w niej cały dom Dursleyów. Płonące pochodnie oświetlały kamienne ściany, podobne jak w podziemiach Gringotta, sklepienie ginęło w mroku, a wspaniałe marmurowe schody wiodły na piętro. Ruszyli za profesor McGonagall po kamiennej posadzce. Zza drzwi po prawej stronie dochodził ożywiony gwar i Harry pomyślał, że reszta uczniów musi już tu być, ale profesor McGonagall zaprowadziła ich do pustej komnaty z drugiej strony. Stłoczyli się w niej, rozglądając niepewnie wokół siebie. - Witajcie w zamku Hogwart - powiedziała profesor McGonagall. - Bankiet rozpoczynający nowy rok wkrótce się zacznie, ale zanim zajmiecie swoje miejsca w Wielkiej Sali, zostaniecie przydzieleni do domów. Ceremonia przydziału jest bardzo ważna, ponieważ podczas całego pobytu w Hogwarcie wasz dom będzie czymś w rodzaju rodziny. Będziecie mieć zajęcia razem z innymi mieszkańcami waszego domu, będziecie spać z nimi w dormitorium i spędzać razem czas wolny w pokoju wspólnym. - Są cztery domy: Gryffindor, Hufflepuff, Ravenclaw i slytherin. Każdy dom ma swoją zaszczytną historię i z każdego wyszli na świat słynni czarodzieje i znakomite czarodziejki. Tu, w Hogwarcie, wasze osiągnięcia będą chlubą waszego domu, zyskując mu punkty, a wasze przewinienia będą hańbą waszego domu, który przez was utraci część punktów. Dom, który osiągnie najwyższą liczbę punktów przy końcu roku, zdobędzie Puchar Domów, co jest wielkim zaszczytem. Mam nadzieję, że każde z was będzie wierne swojemu domowi, bez względu na to, do którego zostanie przydzielone. Ceremonia przydziału odbędzie się za kilka minut w obecności całej szkoły. Zalecam wykorzystanie tego czasu na zadbanie o swój wygląd. Jej spojrzenie spoczęło przez chwilę na pelerynie Neville'a, która była zawiązana pod jego lewym uchem, a następnie na usmolonym nosie Rona. Harry nerwowo przygładził włosy. - Wrócę, kiedy będziecie gotowi - oznajmiła profesor McGonagall. - Proszę zachować spokój. I wyszła z komnaty. Harry przełknął ślinę. - A właściwie jak oni dokonują tego przydziału? zapytał Rona. .
Pruderia - zahamowanie, fałszywy wstyd. .
- Wy z Funeral Home? Pawlak nie odpowiedział, bo nie zrozumiał, że ten człowiek zanim otworzy drzwi, chce się upewnić, że on i Kargul są z domu pogrzebowego. Wcisnął głowę do środka, wołając na całe gardło:Taż my już są Jnaaśku! Ten, kto ich .
.
- Ach, pielgrzym? - Montanelli w jednej chwili odzyskał panowanie nad sobą, choć niespokojne migotanie szafiru na palcu zdradzało, jak bardzo drży mu ręka. - Czy ci czegoś potrzeba, przyjacielu? Późno jest, a katedra w nocy zamknięta. - Błagam waszą eminencję o wybaczenie, jeśli zawiniłem. Widziałem drzwi otwarte i wszedłem się pomodlić, a zobaczywszy kapłana, jak mi się zdawało pogrążonego w rozmyślaniach, czekałem, by go prosić o błogosławieństwo. Wydobył krzyżyk kupiony u Domenichina. Montanelli wziął go z jego ręki i położył na ołtarzu. - Weź to, mój synu - rzekł - i uspokój się, gdyż Bóg jest dobry i miłościwy. Idź do Rzymu i proś o błogosławieństwo Jego namiestnika, ojca świętego. Pokój z tobą! Szerszeń pochylił głowę, by otrzymać błogosławieństwo, i skierował się ku wyjściu. .
usunąć ślady w szelkich przygotowań na przyjęcie komandosów w sto-licy i wynieść się stamtąd, zanim irański kontrwywiad wpadnie na jego trop. .
układów w sprawie małżeństwa. Podział na sceny wynika z: .
niewinnym, i ta, w której czynisz to samo, chcąc na .
bardziej gwałtowna, prowadzona coraz głośniej, coraz bardziej .
Poziom wartości .
łączyła też Fanar i kalifat przeciwko Polsce. Wysłannicy .
Wówczas po upływie kilku dni, pełnych najboleśniejszego smutku, stała się zmiana widoczna w objawach chorobliwego stanu ducha mego przyjaciela. Zwykłe jego nałogi pierzchły. Zaniedbał i zapomniał swych zajęć codziennych. Błąkał się z pokoju do pokoju krokiem porywczym, nierównym i bezcelowym. Bladość jego twarzy nabrała być może bardziej jeszcze widmowych odcieni, lecz połysk, właściwy jego oczom, zgasł całkowicie. Nie słyszałem już tych ostrych tonów głosu, do których dawniej uciekał się chwilami, i drżenie, sprawione, rzekłbyś, najwyższym strachem, cechowało zazwyczaj jego mowę. Czasem doprawdy przychodziło mi do głowy, że nieustannie zaniepokojony umysł jego trawią jakieś zdławione tajemnice i że nie może zdobyć się na niezbędną odwagę odsłonięcia tych tajemnic. Kiedy indziej byłem po prostu zmuszony podejrzewać go o niewytłumaczone wybryki szaleństwa, ponieważ widywałem go wpatrzonego całymi godzinami w próżnię, w ruchu najusilniejszej baczności, jakby nasłuchiwał dźwięków urojonych. Nie dziw przeto, że stan jego przerażał mnie, a nawet zarażał. Czułem, jak dziwny wpływ jego fantastycznych i zaraźliwych zabobonów przenika mnie stopniowo, lecz nieodparcie.Była właśnie noc siódma lub ósma od chwili, gdyśmy lady Magdalenę złożyli w grobowcu - był czas bardzo późny, gdy przed udaniem się na spoczynek nocny odczułem nagle całą przemoc tych wrażeń. Sen nie chciał zbliżyć się do mego łoża. Godziny jedna za drugą mijały, mijały nieustannie. Starałem się wytłomaczyć sobie nerwowy niepokój, który się we mnie panoszył. Usiłowałem wmówić w siebie, że to, czego doznaję, zawdzięczam, jeśli nie całkowicie, to częściowo urocznym wpływom melancholijnego umeblowania komnaty oraz ciemnych poszarpanych draperii, które, poruszane podmuchem nadchodzącej burzy, chwiały się konwulsyjnie na ścianach, szumiąc boleśnie wokół ozdób łoża. .
czy kropla wpada do oceanu, czy ocean wlewa się w kroplę. Ale .
.
- Proszę, by pani zechciała zrozumieć - począł nagle, zwracając się ku niej z miną hardą - że wszystko, co mówiłem przedtem, jest jedynie wytworem wyobraźni. Lubię fantazjować, ale nie lubię, by ludzie brali to na serio. Nie odpowiedziała i znów szli obok siebie w milczeniu. Gdy przechodzili obok bramy pałacu Uffizich, przebiegł w poprzek ulicy i pochylił się nad ciemnym tłumoczkiem leżącym koło parkanu. .
były rzadko u .
- Ile czasu pozostało mi do życia? .
więc weźcie mnie teraz i ukarzcie. Jestem wariatem i nie przyznam się do .
- Podawaliśmy ją sobie nawzajem, gdy nagle usłyszeliśmy w środku jakieś stłumione kołatanie. Przykładając latarkę do podstawy czaszki i zaglądając przez otwór łączący czaszkę z kręgosłupem, dostrzegliśmy w środku przedmiot wielkości niedużej gruszki. Był to wysuszony mózg cara Mikołaja II. Amerykański zespół nie miał trudności z identyfikacją pozostałych szkieletów. Na podstawie badań miednicy stwierdzono, że ciało nr 1 należy do dorosłej kobiety. W lewej części dolnej szczęki znajdował się niezbyt dobrze wykonany złoty mostek. Na tej podstawie ustalono, że szkielet należał do służącej Demidowej. Ciało nr 2 to szkielet dorosłego, wysokiego mężczyzny o płaskim, wysokim czole. Szczątki te jako jedyne miały nie uszkodzoną część tułowia, zlepioną tłuszczowoskiem, białoszarą substancją przypominającą wosk, która powstaje po śmierci w wyniku połączenia tkanki tłuszczowej z wodą. Rosjanom udało się wydobyć z niej dwie kule, jedną z okolicy miednicy, drugą z kręgosłupa. W lewej części łuski czołowej czaszki znajdował się otwór po kuli. W żuchwie tkwiło kilka zębów, w górnej szczęce nie było żadnego. Fakt, iż proteza doktora Botkina przed ponad siedemdziesięciu laty została odnaleziona przez Sokołowa na Uroczysku Czterech Braci, pomógł Maplesowi i Leio vine'owi zidentyfikować szczątki jako należące do doktora. Ciało nr 8zidentyfikowano jako szczątki Charitonowa, czterdziestoośmioletniego kucharza, a ciało nr 9jako szczątki Truppa, sześćdziesięciojednoletniego lokaja. Szkielet Charitonowa został najbardziej rozczłonkowany. Wrzucono go do szybu jako pierwszy i prawdopodobnie został niemal całkowicie zanurzony w kwasie. Szkielet Truppa spoczywał bezpośrednio pod szczątkami cara. W wyniku rozkładu niektóre ich kości połączyły się. Dziś Maples uważa, że bez badań DNA nie uda się stwierdzić, które ich fragmenty należą do cara, a które do jego lokaja. Pozostałe trzy szkielety, ciała nr 3, 5i 6, należały do młodych kobiet, których czaszki charakteryzowały się wydatną potylicą, podobnie jak ciało nr 7 (cesarzowa Aleksandra). Zjawisko to występuje zaledwie u pięciu, sześciu procent populacji, co pozwala z dużym prawdopodobieństwem stwierdzić pokrewieństwo pomiędzy trzema młodymi kobietami a ich matką (ciałem nr 7). Ponadto w szczękach kobiet znaleziono liczne wypełnienia wykonane podobną techniką, co wskazywałoby na to, że ich zębami opiekował się tensam dentysta. Najstarsza z młodych kobiet (ciało nr 3) zginęła w wieku około dwudziestu lat. Choć brakowało kości jarzmowych oraz żuchwy, kształt czaszki, odznaczającej się niezwykle wydatnym czołem, przypominał głowę wielkiej księżnej Olgi. Ta kobieta była już w pełni dojrzała; Olga w dniu śmierci miała dwadzieścia dwa lata i osiem miesięcy. Kości nóg (udowe, strzałkowe, piszczelowe) zostały wprawdzie przepiłowane, ale porównując ich długość z długością kości przedramion Maples oszacował jej wzrost na sto sześćdziesiąt pięć centymetrów. Doktor Levine odkrył w pełni wykształcone korzenie zębów mądrości, co stanowiło dalsze potwierdzenie opinii Maplesa, że była już osobą dorosłą. Na rany po kulach wskazywał otwór w żuchwie; kula najprawdopodobniej wyszła przez otwór w przedniej części czaszki. - Taka trajektoria - wyjaśnia Maples - występuje, gdy lufę pistoletu przystawia się ofierze bezpośrednio do szyi i strzela w górę, lub gdy strzela się do - leżącego człowieka. Następna z córek, której szczątki opisano jako ciało nr 5, była, zdaniem Maplesa, "kobietą niespełna dwudziestoletnią". .
świecie, tylko wewnątrz - w człowieku. Ale myśl i postrzeżenie .
.
nii „B", czekiwania na sprzyjające warunki atmosferyczne, Hitler coraz częściej .
- Ależ to nieprawda - zaprotestował Decker. - Widziałem ekipę dwa miesiące temu. Ja... .
demokratycznych, jakie będą wyciągnięte na światło dzienne; silne trzęsienie ziemi nawiedzi Kalifornię, wywołując olbrzymi wylew morza, który pochłonie San Francisco; wylądują w USA goście -pasażerowie latających talerzy - którzy wzbogacą naszą wiedzę medyczną i spowodują przełom w leczeniu raka, ale równocześnie pojawi się tajemniczy grzybek, który zatruje żywność... - Taż ja by nie wytrzymała w takiej niepewności żyć, jak oni w tym imperializmie żyją - Marynia ze zgrozą pokręciła głową. .
Jeżeli nawet dane osoby uznają specyfikę zaburzeń seksualnych, jakimi są dewiacje, to zakładają, że są one nieuleczalne, wrodzone .
ważając-~°eh sił, działających brutalnie, mających jedyny cel: dokonać wyłomu w linii obrony nieprzyjaciela. Gdv .
WALKA O ŻYCIE .
i Oddzielne, samodzielne mieszkanie byłoby najlepszym zapoczątkowaniem życia małżeńskiego. Zamieszkiwanie u rodziny któregoś z małżonków stanowi potencjalne niebezpieczeństwo i tylko wyjątkowo .
lecz zafascynowany przemianą nie pojmowałem ani .
czarnoskóry policjant, Ania porwała walizkę i ruszyła ku wyjściu. Stanęła jak wryta, kiedy szklana ściana rozsunęła się przed nią bezszelestnie. Wystarczyło zrobić krok, by jak Kolumb postawić stopę na ziemi, którą przyjechali odkryć... .
- Zrób, żeby się poruszył - poprosił ojca płaczliwym tonem. Wuj Vernon zastukał palcami w szybę, ale wąż ani drgnął. .
misji. Pirx pomyślał, że zgodnie z prostą logiką rzeczy .
w połowie 1943 roku zarzucono ten plan, gdyż Stalin obawiał się, że za- .
- Informacja - odezwała się jakaś kobieta. - Dla jakiego miasta? .
Polski poddana już to więcej, już to mniej, lecz nigdy dla .
.
W wielu związkach brak orgazmu wiąże się jednak nie tylko z ujemnymi następstwami dla harmonii związku, ale również z przykrymi następstwami zdrowotnymi, rozdrażnieniem i napięciem u kobiety. Zrozumiałe, że w tych przypadkach pomoc lekarska staje się potrzebna. .
- Po pierwsze to kto to jest my, a po drugie, kto to jest ten niewinny? .
W życiu seksualnym wachlarz działających bodźców erotycznych obejmuje m. in. skórę, dotyk, zwłaszcza dłoni. Atrakcyjność zewnętrzna mężczyzny jest jednym z wielu ważnych bodźców zmysłowych. Coraz częściej zauważa się wielu nawet młodych mężczyzn z wydatnym brzuchem. Nie cierpią oni z tego powodu na kompleksy, tak dalece perspektywa ciała umknęła im z pola potrzeb psychicznych. Ich partnerki nie wzbudzają tych potrzeb, ceniąc zalety innego typu. .
Jeśli podświetlimy wybrany plik i przyciśniemy F3, na ekranie pojawi się jego zawartość. Ponieważ zwykle mieści się tam tylko początkowy fragment pliku, korzystając z klawiszy sterujących położeniem kursora możemy wyświetlić kolejną jego część. Oprócz strzałek korzystamy z PGUP (PGDN) do przesunięcia zawartości pliku o jeden ekran w górę (w dół), a także HOME (przejście na początek pliku) i END (przejście na koniec). .
popchnęła w jaki¶ korytarzyk wysłany dywanem i wybity czerwono. .
.
po to, aby .
-~ Co to? - spytał nieinteligentnie. .
- Nie. Oderwij ten cholerny statek od ziemi. .
świata kryje się poza tymi faktami. Fakty te są dla św. Jana .
Collins tylko wytrzeszczył oczy. A po chwili nie było również i jego... .
To zaszczyt dla mnie, Bob. Podziwiam pański talent. .
Ilekolwiek byśmy nie praktykowali technik, ilekolwiek byśmy nie .
dostąpił. Ale na samym końcu to "ja" też trzeba porzucić, bo .
nazwalismy, .
na próżno gubił się w domysłach i przypuszczeniach. .
Dlaczego? Skąd bierze się ta dodatkowa energia? Wczoraj .
Tłoczy na zimę wyborne jarzyny. .
Dwóch mężczyzn jechało w kierunku mostu przez Zbiornik Loch Raven, kiedy zauważyli jaskrawo oświetlone UFO, które później opisywali jako "duży, płaski, jajowaty obiekt, wiszący nad jeziorem w odległości około czterdziestu metrów od mostu". Kiedy zbliżyli się na odległość dwudziestu metrów do wjazdu na most, silnik i reflektory samochodu zgasły i nie udało się włączyć stacyjki. Pasażerowie oglądali UFO jeszcze przez około pół minuty, po czym zobaczyli oślepiający błysk i usłyszeli głośny dźwięk. Dziwny przedmiot począł wznosić się pionowo z dużą prędkością i zniknął w pięć do dziesięciu sekund. Później kilku innych świadków stwierdziło, że widzieli dziwne światło w okolicach mostu. (Vallee, Challenge to Science, 1966) 1 września 1974, 22:00, Saskatchewan, Kanada .
zabawnie. Może nawet słodko. Inaczej niż wtedy na froncie. W końcu chłopcy zmiękli. Przeprosili za ekscesy i zaczęli gromadzić dobre uczynki, by ich nie zabito. To była czwarta faza wojaczki - łagodnienie. .
nowił oży~~ić tę legendę w swoim zamku. Wyznaczył d~runastu Obergrup-penfuhrerów, z których każdy otrzymał dębowe krzesło z wysokim opar-ciem krytym świńską skórą i niewielką srebrną tabliczką z nazwiskiem, ustawione przy- okrągłym dębowim stole, ~~ komnacie szerokiej na 30 i długiej na 40 metrów. ~' ty-m magicznym kręgu, w którym wszv•scy byli .
się w świętej nagonce przeciw temu .
Nic mi nie jest - odparł równie cicho jak Leslie Carter, z tą różnicą, że w jego łagodnym tonie brak było ujarzmiającej siły. Wstał. Był podobny do rzeźby Praksytelesa. - Muszę już iść. Nie chcę spóźnić się na występ. .
prospekt pielgrzymki dla amerykańskich katolików, jak .
Pan Szymiczek sypiał w łóżku w tamtej swojej budzie na kołach. Na kanapie kładł się Kucharczyk, a Hanys z małpką wybrał sobie miejsce koło kanapy. Rozścielał na podłodze jakieś grube maty, nakrywał prześcieradłem, zwijał poduszkę, kładł się i zasypiał. Małpka zaś chrapała skulona w skrzyni obok Hanysa. Czasem wychodziła ze skrzyni i pchała się do Hanysa. Hanys pozwalał jej sypiać obok siebie. Wówczas małpka obejmowała go za szyję i dmuchała mu przez spłaszczony nosek do ucha. .
.
- Dlaczego nie chcesz i¶ć za niego? .
ręką. .
musimy postępować podobnie. .
WIĘŹ PSYCHICZNA WE WSPÓŁŻYCIU SEKSUALNYM .
Samadhi, to głęboki sen, stan nieświadomości. .
Dawniejsze sprawy, z powodu których sen rzeźbiarza i jego płaskorzeźba stały się kwestią tak wielkiej wagi dla mego wuja, są tematem drugiej części obszernego manuskryptu. Okazuje się, że niegdyś profesor Angell ujrzał piekielne zarysy niesamowitego potwora, głowiąc się nad jakimiś nieznanymi hieroglifami, i usłyszał złowieszcze sylaby, które można było odtworzyć tylko jako "Cthulhu"; a wszystko w tak pełnym zamętu i strasznym powiązaniu, że trudno się dziwić, iż molestował młodego Wilcoxa pytaniami i domagał się szczegółowych danych. To wcześniejsze zdarzenie miało miejsce w 1908 roku, siedemnaście lat temu, podczas dorocznego zebrania Stowarzyszenia Amerykańskich Archeologów w St. Louis. Profesor Angell, stosownie do swego autorytetu i osiągnięć naukowych, spełniał czołową rolę we wszystkich rozważaniach, był też jednym z pierwszych, do którego zgłosiło się kilka osób spoza stałego grona, jako do wybitnego przedstawiciela tego zebrania, z prośbą o prawidłową odpowiedź na ich pytania i fachowe rozwiązanie nurtujących ich problemów. Głównym przedstawicielem grona outsiderów, który zresztą wkrótce stał się centralnym obiektem zainteresowania całego zgromadzenia, był mężczyzna w średnim wieku, o dość pospolitym wyglądzie, który przyjechał aż z Nowego Orleanu, aby zdobyć pewne informacje, raczej szczególnej natury, nieosiągalne w żadnym z lokalnych źródeł. Nazywał się John Raymond Legrasse i był inspektorem policji. Przywiózł ze sobą przedmiot będący celem tej wizyty, groteskową, budzącą odrazę i niewątpliwie bardzo starą kamienną statuetkę, której pochodzenia nie był w stanie ustalić. Trudno przypuszczać, aby inspektor Legrasse interesował się choćby w najmniejszym stopniu archeologią. Wręcz przeciwnie, jego pragnienie, aby wyjaśnić tę zagadkę, miało charakter czysto profesjonalny. Statuetka, bożek, fetysz, cokolwiek to było, została znaleziona kilka miesięcy temu w lasach rosnących na moczarach na południe od Nowego Orleanu podczas obławy na czarnoksiężników, którzy mieli odbywać tam swoje zgromadzenia; tak niezwykłe i tak niesamowite były obrzędy związane z tą statuetką, że policja nie miała wątpliwości, iż natknęła się na jakiś tajemniczy kult, zupełnie nieznany i o wiele bardziej szatański niż wszelkie znane dotąd, najbardziej mroczne kulty czarnoksiężników afrykańskich. O jej pochodzeniu, poza chaotycznymi i wprost niewiarygodnymi opowieściami, jakie z trudem wydobyto od schwytanych członków zgromadzenia, nie dowiedziano się absolutnie niczego; stąd usilne dążenie policji, aby nauka o starożytności pomogła zidentyfikować ten przerażający symbol i przyczynić się do wyśledzenia kultu aż po samo jego źródło. Inspektor Legrasse nie spodziewał się, że statuetka wywoła aż taką sensację. Jedno spojrzenie wystarczyło, aby wszyscy zebrani tam ludzie nauki popadli w stan euforycznego podniecenia; stłoczyli się wokół niego, by przyjrzeć się maleńkiej statuetce, której niepojęta osobliwość i autentyczny powiew najbardziej odległej starożytności otwierały zupełnie nieznane możliwości. Żadna ze sławnych szkół rzeźbiarskich nie potrafiła rzucić światła na ten niesamowity przedmiot, a jednak na jego zielonkawej powierzchni z nieznanego kamienia były wyryte ślady setek, a nawet tysięcy lat. Figurka która zaczęła przechodzić z rąk do rąk dla dokładniejszych oględzin, miała około siedmiu a nawet ośmiu cali wysokości i została wykonana w sposób mistrzowski i wysoce artystyczny. Przedstawiała potwora o niewyraźnych antropoidalnych kształtach, głowie ośmiornicy i twarzy pełnej macek, tułowiu gąbczastym i pokrytym łuskami, ogromnych szponach na przednich i tylnych łapach i długich, wąskich skrzydłach z tyłu. Zdawała się zionąć przerażającą i jakąś nienaturalną złośliwością, była jakby trochę wypukła i korpulentna i osadzona na kwadratowym bloku albo postumencie pokrytym nieczytelnymi znakami. Końce skrzydeł dotykały tylnego brzegu podstawy, podczas gdy długie, zakrzywione szpony skrzyżowanych i podkurczonych zadnich nóg obejmowały brzeg od przodu i sięgały jedną czwartą długości pod spód podstawy. Głowa wyrastająca jakby z nóg była pochylona do przodu, tak że koniuszki czułek na twarzy ocierały się o wielkie przednie szpony obejmujące podkurczone i uniesione kolana. Statuetka wyglądała jak żywa i tym bardziej budziła lęk, że jej pochodzenie było tak całkowicie nieznane. Nie ulegało wątpliwości, że jej wiek był nieogarniony; nawet w najdrobniejszym szczególe nie wykazywała związku z żadnym rodzajem sztuki przynależnym do młodej cywilizacji - a właściwie do żadnej cywilizacji znanej na tym świecie. W tej całkowitej odrębności i wyizolowaniu nawet tworzywo, z którego została wykonana, było tajemnicze, ponieważ miękki, zielonoczarny kamień ze złocistymi i opalizującymi cętkami i prążkami nie przypominał żadnego znanego w geologii czy mineralogii kamienia. Znaki na podstawie były równie zaskakujące i nie do odczytania; nikt spośród obecnych, choć zgromadziła się reprezentacja ekspertów w tej dziedzinie z połowy świata, nie potrafił znaleźć choćby najmniejszego podobieństwa do jakichkolwiek znanych im nawet najstarszych języków. Znaki te, podobnie jak sama statuetka i materiał z którego została wykonana, przynależały do jakichś bardzo odległych czasów, nieznanych rodzajowi ludzkiemu; sugerowały, napełniając grozą, ogromnie dawne i bezbożne życie, w którym nasz świat i nasze wyobrażenia nie mają żadnego udziału. A jednak, kiedy członkowie tego zgromadzenia potrząsali głowami jeden po drugim i przyznawali zgodnie, że nie potrafią rozwikłać problemu inspektora, znalazł się ktoś, komu wydawało się, że chyba wie co nieco o tej przerażającej statuetce i piśmie na postumencie, po czym z pewnym onieśmieleniem opowiedział dziwną historię. Był to William Channing Webb, profesor antropologii w Princeton University, badacz naukowy raczej mało znany. Profesor Webb został zaangażowany czterdzieści osiem lat temu jako członek wyprawy badawczej do Grenlandii i Islandii w poszukiwaniu pewnych napisów runicznych, których jednak nie udało mu się znaleźć; a daleko na zachodnim brzegu Grenlandii natknął się na niezwykłe plemię czy też kult zdegenerowanych Eskimosów, odprawiających dziwne obrzędy ku czci szatana, a już szczególnie zmroziła go ich pełna premedytacji i odrażająca żądza krwi. Była to religia, o której inni Eskimosi raczej mało wiedzieli, a na którą reagowali jedynie wzruszeniem ramion mówiąc, że pochodzi z okresu bardzo dawnych eonów, jeszcze przed stworzeniem świata. Oprócz potwornych obrzędów i ofiar składanych z ludzi odprawiali jakieś niesamowite, odziedziczone po przodkach rytuały, przeznaczone dla nadrzędnego, starszego diabła albo tornasuka; z tych rytuałów profesor Webb sporządził fonetyczny zapis słuchając wiekowego angekoka albo duchownego-czarownika, odtworzywszy te dźwięki za pomocą rzymskich liter w miarę możliwości jak najdokładniej. Teraz jednak największe znaczenie miał bożek, którego w tym kulcie otaczano czcią i wokół którego wykonywano tańce, gdy zorza polarna wznosiła się wysoko nad okryte lodem urwiska skalne. Była to, jak stwierdził profesor, bardzo prymitywnie wykonana kamienna płaskorzeźba, a na niej szkaradny obraz i jakieś tajemnicze pismo. Zgodnie z tym, co zapamiętał, przypominała w ogólnych zarysach tego właśnie leżącego teraz przed zebranymi potwora. Powyższe dane, przyjęte przez zebranych z największym zdumieniem i powątpiewaniem, wzbudziły jeszcze wieksze zainteresowanie inspektora Legrasse; zasypał profesora pytaniami. Mając zanotowany i przepisany tekst rytuału czarowników na moczarach, których jego ludzie aresztowali, zwrócił się z prośbą do profesora, aby przypomniał sobie możliwie najdokładniej sylaby, jakie zapisał wśród diabolicznych Eskimosów. Nastąpiły teraz wyczerpujące porównania szczegółów, po czym zapanował moment naprawdę przerażającej ciszy, kiedy zarówno detektyw jak i naukowiec ustalili identyczną zgodność frazy obu diabelskich rytuałów odległych od siebie o taki szmat świata. To, co w istocie zarówno eskimoscy czarownicy, jak i kapłani na moczarach w Luizjanie śpiewali maleńkim bożkom, tak się mniej więcej przedstawiało - poszczególne słowa można było odgadnąć na podstawie przerw ustalonych tradycyjnym zwyczajem w śpiewanej frazie: .
Przewidywał, że w wyniku niesprzyjających warunków lub potyczek z żoł-nierzami irańskimi liczba śmigłowców może się zmniejszyć. Dlatego z lot- .
będzie on miał również bajkowe zakończenie. .
- Neville, możesz już patrzyć! - krzyknął Ron. Ne ville od pięciu minut szlochał z twarzą ukrytą w kurtce Hagrida. Harry szybował już w dół. Wszyscy zobaczyli, jak zakrywa sobie usta rękami, jakby miał zwymiotować - wylądował prawie na czworakach - zakaszlał - i coś złote go spadło mu na dłoń. .
ludzi byłoby i kosztowne, i niepotrzebnie obciążało psychikę żołnierzy; 84 .
mogily rozciagaly sie wokol wiekszych wiosek. Mieszkancy Kambodzy .
- Dobra robota, Ron, wspaniale - pochwalił go wspaniałomyślnie Percy Weasiey, kiedy "Zabini, Błaise" został przydzielony do Slytherinu. Profesor McGonagall zwinęła pergamin i zabrała Tiarę Przydziału. Harry popatrzył na swój pusty złoty talerz. Dopiero teraz uświadomił sobie, jak bardzo jest głodny. Paszteciki dyniowe należały już do zamierzchłej przeszłości. Teraz powstał Albus Dumbledore. Rozłożył szeroko ramiona, twarz miał rozpromienioną, jakby nic nie mogło go tak ucieszyć, jak widok wszystkich uczniów. - Witajcie! - powiedział. - Witajcie w nowym roku szkolnym w Hogwarcie! Zanim rozpoczniemy nasz bankiet, chciałbym wam powiedzieć kilka słów. A oto one: Głupol! Mazgaj! Śmieć! Obsuw! Dziękuję wam! I usiadł. Rozległy się oklaski i wiwaty. Harry nie wiedział, czy się śmiać, czy zachować powagę. - Czy on jest trochę... no wiesz... stuknięty? - zapytał niepewnym tonem Percy'ego. .
Zamknij się, Flood - rzucił Keston. Madeline odwróciła głowę, by spojrzeć na potężnego mężczyznę, siedzącego obok niej. - Pan nazywa się Flood? .
wojennej. w- której służył do 19 łb r. Po demobilizacji praco, ał w firmie prawniczej .
egoistycznego) tworzy podstawy rozwoju kulturalnego czlowieka. .
cji", tzn. rodzic stale czuwa nad tym, co się dzieje. Znajduje się więc w .
.
się w świętej nagonce przeciw temu .
(Myślała: "Jeżeli dziś nie pomogę tatusiowi, to następnym razem nie będzie chciał mnie zabrać"). Lecz Strączek wyjaśnił: - Lepiej już ja sam... Powybieram takie kawałki, jakie będą mi potrzebne - To przecież ja będę sporządzał nową szczotkę. .
wypluwany lub połykany. .
Nie wiem, czyli się cieszyć, czyli mam się smucić .
widzi chwałę Jaźni .
Zrobiłem ci przysługę. .
pomiędzy nimi. Jeśli zauważymy pierwszy, zawsze oczekujemy .
szlachetno¶ć, to wszystko, czego pamięć wobec niej, tam u Endelmanów, nie .
wszystkich nieszczę¶ciach, jakie ludzi spotykaj±. .
zadygotał mi w rękach. Wielki Boże, co ze mnie zosta- ło? Bałem się spojrzeć nawet na własny palec. Grzbietdłoni porastały grube, rude włosy. Zatrząsłem się cały.Wstałem, opierając się o ścianę, z zawrotem głowy. .
- Jest czysty - oznajmił inny, gruby głos. .
podnosiła się coraz bardziej, potężniała i zaczęła się już wdzierać przez okna i .
atrakcja, lecz bardzo droga" -odparł. Uzgodniliśmy ostatecznie cenę i zabrał mnie tam. To była stara rezydencja. Patrzyłeś przez szczelinę w murze. Wzdłuż całego muru stali ludzie i zaglądali przez szpary. Można było dostrzec poprzez nie mundury mężczyzn ze wszystkich krajów sprzymierzonych, wielu przystojnych .
sprawy i przekonujemy się czyśmy myśleli prawidłowo. Albo .
Moryc również był ol¶niony projektem i w my¶li prawie już dodawał do dwóch .
Pruderia - zahamowanie, fałszywy wstyd. .
spowoduje, że "spis treści" okienka będzie się przesuwać tak długo, aż kursor sztabkowy znajdzie się na ostatniej pozycji. Dalsze naciskanie tego klawisza nie będziejuż wówczas zmieniało pozycji kursora (porównaj z działaniem klawisza END). .
Karol stał pod oknem Anki, ale rozmawiali tak cicho, że nic słychać nie było. .
.
Że głośnym bóstwom składa część z narodem. .
kwestia .
dla szlachty wenecjańskiej, że wszelako przyjmują tam bardzo .
myślałeś: ach, nie warto, bo i tak musi być coraz gorzej. Nawet jeszcze wtedy, jak padałem, nie dopuszczałem myśli, że jesteś człowiekiem, któremu słońce już znikło z oczu. - Co ty wiesz, co ja myślałem - powiedział ten z ciemności. - Gadasz jak ksiądz, który nabija beczkę słowami w wielkim pośpiechu. Rozumiem twoje rozdrażnienie, ale dlaczego ty nie zastanowiłeś się, to by mogło niejedno wyświetlić. - Co wyświetlić? - spytał przybyły. .
- Po co ma głęboko oddychać? To pomaga? .
żej utrzymać aliantów w przekonaniu, że plan niemiecki nie ulegl zmia- .
najrychlej opuścić ten zwariowany kontynent. Ruszyły szpule magnetofonu, z głośników rozległ się przeciągły ryk. Kaźmierz zastrzygł uszami jak ułański koń, kiedy usłyszy dźwięk trąbki sygnalisty. Ten ryk wydał mu się dziwnie znajomy. W jego tle pojawił się chór gęgającegostadka gęsi, przetykany brzękiem wiadra o cembrowinę studni, niczym koncert symfoniczny dźwiękiem czyneli. .
- Mógłbym wszystkim powiedzieć, że byłem głupcem, i na próżno ryzykowałem życie. Renata znów zacznie mnie obserwować i na pewno usłyszałaby o tej kłótni. Uwierzyłaby w nią. Szczególnie jeśli wyjechałbym z Santa Fe, a ty byś została. Beth płakała coraz gwałtowniej. .
- Brat Wiesia, mówię, ma złamaną nogę i leży w domu. Wiesio musiał dla niego coś tam załatwiać, znaczy, dobrze wiemy, co załatwiać, i nadział się na Bartka. W pierwszej kolejności wyrwało mu się, że jego brata ktoś pobił zeszłej nocy! Na Ursynowie! .
- Ja bym powiedział. I żeby nie było, że gołosłowne i tak dalej, niech go zobaczą na własne oczy Trzeba zadzwonić, ale już! - W takim razie Jedno koło nie wystarczy, muszą być dwa - Zawyrokowała z zimną krwią Janeczka, która bez trudu odgadła do końca myśl Bartka. - Załatw sprawę, a ja poszukam telefonu. Z byle kim rozmawiać nie będę, tylko z porucznikiem. Telefoniczne bóstwa były widocznie przeciwne złoczyńcom i stały po stronie praworządności, bo Janeczce udało się zrealizować zamiar ze zdumiewającą łatwością. Nie szukała automatu, weszła po prostu do jednego z pawilonów handlowych i grzecznie spytała, czy mogłaby skorzystać z telefonu. Uczyniła na właścicielce wrażenie tak doskonale, że uzyskanie pozwolenia nie stanowiło żadnego problemu. Porucznik Wierzbiński był jeszcze w pracy. .
wynagrodzeniu pieniężnym. Von Gogh był na pewno wielkim artystą .
kot.000 .
Na podwórze zleciały dwie sroki, nastroszywszy ogonki zajrzały do stajni. Szaja wydął usta, pociągnął nosem, splu-119 .
- Witia, nie dość tego patrzenia? .
bezmyslnej (albo tez przekaze sie ja automatom), do maksimum zas .
najlepiej jest, gdy koń padnie ze zmęczenia. .
.
spróbował potraw, były pyszne. Wtedy zaczął się zastanawiać: * .
- Aż nie chcę myśleć, jak to będzie - wykrzywiła się - gdy przestaną działać środki przeciwbólowe. - Zdołała na moment zacisnąć palce na jego dłoni. Jej uścisk zelżał. Z trudem utrzymywała otwarte oczy. - Dziękuję. .
- Co też pani mówi, chłopak jak brzytwa! - zawołał Leszek. - O rany, ość!... Sam bym się za niego wydał! Że mu tam te trochę włosów brakuje?... - Ja mu urody nie odmawiam, on jest nawet jeszcze piękniejszy, niż się wydaje. Widział go pan kiedy bez odzieży? - A pani widziała?! - zainteresował się Leszek tak gwałtownie, że o mało się nie udławił kawałkiem ryby. - Widziałam. Na Wiśle, na żaglówce. I na basenie. Żeby on miał taki charakter jak figurę, to ja bym mu własnoręcznie buty czyściła. - A żeby miał taką figurę jak charakter?... .
Pruderia - zahamowanie, fałszywy wstyd. .
fabrykantów i życie fabryk, to wiesz tak dobrze o tym jak i ja. Pomy¶l, co za .
- W takim razie? - szepnęła nie podnosząc oczu. .
zewnętrznego. Taki jest skutek Siaktipatu. Może dać nam tak .
życiowa a samoocena .
swojej fabryce. .
- Mister Flynn jest moim gościem. Zachowaj resztę, Joe! - Dziękuję, mister Dahl. Jared mrugnął porozumiewawczo. .
- Chciałem znaleźć coś na Dudleya. .
Wiliam Faulkner, pisarz nie ustępujący rangą Putramentowi widział Polaków .
- Od jakichś piętnastu miesięcy. .
tylko pod tym jednym względem wtedy .
- Chuneczke!!! - wołała kobieta. .
średnich wieków, następnie Waszyngtona, Lafayetta, Kościuszki i .
tylnych drzwiach ukazał się O'Hare. .
- Ty mnie nie kołuj - syknął mu do ucha ostrzegawczo. .
Tour .
Tabliczka Ouija .
mantry Siddhajoginów zawsze przynoszą owoce. Ktoś, kto w pełni .
apriorycznych mają swój sens i znaczenie tylko jako zasady, .
można dostąpić, bo taki jest punkt wyjścia. Jeśli odejdziesz od .
- Dalej z nią zerwał, ożenił się, tymczasem ona urodziła to dziecko, o czym mu wcześniej nie mówiła ze względów honorowych i teraz on przez to dziecko utrzymuje z nią kontakty. To właśnie Wiesio. - Skąd wiesz? Hania go zna? .
Pruderia - zahamowanie, fałszywy wstyd. .
.
warto się tą sprawą więcej zajmować; tu grosza nie zarobimy. .
- Dlaczego nie chcesz? - nacierała Dominika ostro.Dzisiejszy dzień nadaje się doskonale. Idźcie nie dalej niż do frontowych drzwi. Skoro tak się denerwujesz, to zostaw ją pod zegarem, żeby mogła w każdej chwili czmychnąć przez mysią dziurę. W każdym razie niech dziewczyna coś zobaczy! Arietto! - zawołała. Arietta przybiegła pędem, ale Strączek znów próbował protestować. - Słuchaj, Dominiko... - zaczął. .
Porządnie tym razem przestraszona Margie otrzymała płatny urlop, ja zaś opuściłem biuro w towarzystwie Einara Johnsona. Miał masę pieniędzy i nie widział nic złego w ich wydawaniu. Dla kogoś, kto potrafi przenieść się w dowolnej chwili do bankowego skarbca, pieniądze naprawdę nie są żadnym problemem. Oczami wyobraźni widziałem nieszczęsnych urzędników, tłumaczących się przed kontrolerami, ale to już nie był mój problem. Zamknąłem za sobą drzwi biura i powiesiłem na nich wywieszkę z informacją, że jestem chory i nie wiem, kiedy wrócę do pracy. Zeszliśmy na parking, wsiedliśmy do mego samochodu i w tej samej chwili znalazłem się na zacienionym patio w Beverly Hills. Tak po prostu. Żadnych sensacji z utratą przytomności czy przewracaniem żołądka na lewą stronę. Nic z tych rzeczy. Po prostu tak: samochód - patio. .
Czego szkoda? .
- Nie ma obawy, panie, ja jestem niezachwiany. Rozwinąwszy papier i ujrzawszy wielką złotą monetę, pogardliwie rzucił ją za okno. Zamierzał właśnie otworzyć usta, aby wypowiedzieć swoje życzenie, i ja musiałem odejść, bo właśnie zbliżał się tajniak. Wziął mnie do siebie i zaczął na nowo. - Widzisz, chcieliśmy z tobą pomówić o pewnej rzeczy. Czyś ty nie myślał o tym, żeby dobrze zarobić? Mógłbyś pomóc nam i odkuć się. Mam wrażenie, że starczyłoby ci na całe życie. Siedziałbyś do późna w łóżku z filiżanką prawdziwej kawy i nikt by ci nie przeszkadzał. Z drugiego pokoju dobiegał stuk maszyny do pisania. Z placu dochodził dźwięk i klekot ciesielskiej roboty. - Trzeba się trochę rozerwać - powiedział tajniak, przygładził palcami baczki i wziął kapelusz. - Wypijesz piwo? Powiem ci, co zamierzam uczynić. Dam ci na razie prawo głośnego wymyślania na Szwabów i metr owsa. Tombak siedział, mocno zaplótłszy ręce, i kołysał się, nie wiadomo dlaczego. Oczy miał zamknięte. Tajniak szukał czegoś w szufladzie, otwierał szafę, wreszcie zbliżył się i położył rękę na ramieniu Tombaka. Nogi w bryczesach podrygiwały, wsparty lewą ręką na jego plecach, prawą odwinął i uderzył go w twarz. Tombakowi zęby zachrzęś-ciły, w oczach pobłękitniało i jakby drobne jajeczka nasia-dały. Za każdym głębokim tchnieniem coś w nim pęczniało, zaczął się czuć ogromny i zamglony. Ale to się wszystko zachwiało, coś pomyślał i zaczął obelżywie krzyczeć. Tajniak chlusnął mu trochę benzyny na twarz i zapalił. Musiał to dusić na sobie rękawami. 42 .
- Proszę nie zapominać, że rosyjscy naukowcy wiele czasu poświęcili na rekonstrukcję szkieletów oraz fragmentów kości i czaszek. Po wykonaniu tej żmudnej pracy mnie i moim współpracownikom wystarczył jeden rzut oka. Choć Amerykanie nie znali rosyjskiego, byli zdumieni brakiem jakiejkolwiek koordynacji i współpracy pomiędzy rosyjskimi naukowcami. Wyglądało na to, że każdy z nich specjalizował się w badaniu innej części ciała i stosował przy tym inną metodę. Ekspert z Saratowa specjalizował się wyłącznie w ludzkich nadgarstkach i wyczytywał z nich całą wiedzę o szkielecie, włącznie z wiekiem. Michael Baden twierdzi, że najlepszą metodą na określenie wieku szkieletu jest przeprowadzenie badań nie tylko czaszki, ale także zębów, kręgosłupa i miednicy. .
- Wrażenie ci się. No!... .
- Nadal jestem przekonana, że to była ona - powiedziała pani Krzesińska. - Gdy na mnie spojrzała, tymi swoimi oczami, to było to. To był imperator. . . to było spojrzenie cara. Ci, którzy widzieli oczy cara, nigdy ich nie zapomną. Drugim członkiem rodziny Romanowów, który poparł Annę Anderson, była kuzynka Anastazji, księżna Ksenia. W wieku osiemnastu lat wyszła za spadkobiercę właścicieli kopalni cyny, Williama B. Leedsa, i zamieszkała w jego posiadłości na Long Island. Ksenia była o dwa lata młodsza od Anastazji i po raz ostatni widziała ją na Krymie w 1913 roku, gdy Anastazja miała dwanaście lat. Po czternastu latach Ksenia zaprosiła do siebie panią Czajkowską; po sześciu miesiącach wnikliwej obserwacji oświadczyła: "Jestem przekonana, że to ona". Natomiast jej starsza siostra Nina była bardziej ostrożna: "Kimkolwiek jest ta kobieta, z pewnością pochodzi z wyższych sFer". .
W czwartej czakrze znika ego. W piątej czakrze znikają wszelkie nieczystości i wtedy masz wolę, nie możesz więc tą wolą ranić. W istocie rzeczy nie jest to już twoja wola, jest to wola Boga, gdyż ego znika w czwartym ośrodku, wszystkie nieczystości znikają w piątym. Teraz jesteś najczystszym istnieniem, samym nośnikiem, narzędziem, posłańcem. Teraz masz wolę, ponieważ cię nie ma - teraz wola Boga jest twoją wolą. .
były otwarte na oścież. Cóż to za rozkoszne uczucie móc .
przygl±dał się staremu i rozmy¶lał, czy mu zaproponować interes, czy nie. .
.
karcie. Był do niej przypięty mały skrawek papieru. Wszystkie .
-Możesz jechać i mówić dalej - zadysponował Pawełek. - Nic wielkiego się nie dzieje. - On w końcu zwróci uwagę na to moje pudło - zatroskał się Rafał, ruszając. .
Tab.1 Zmiany występujące w poszczególnych okresach r.z.s. Okres: I (wstępny). .
- Przepraszam - powiedział Harry - co jest takie ciekawe? Pan Ollivander utkwił w nim blade spojrzenie. .
miłość nie trwa wiecznie, że później zacznie dominować przyzwyczajenie, że zmniejszy się atrakcyjność seksu w związku i fascynacja partnerem. To poczucie zagrożenia mobilizuje do walki o utrzymanie miłości. Różne są formy tej walki: uatrakcyjnianie współżycia, uprzyjemnianie życia partnerowi, troska o własną atrakcyjność fizyczną, dom, standard materialny, rozrywki itp. .
- Proszę pana, ja je we wszystkich warszawskich salonach ¶piewałem. .
.
Moralizowanie, prawienie kazań, owe słynne i zawsze znane wybrzydzanie na teraźniejszość, gloryfikacja przeszłości „tamtego" .
- Możecie zaczekać w przedpokoju - zwrócił się do straży. . - Wasza eminencja raczy zważyć - zaczął sierżant zniżonym głosem i z widocznym niepokojem - pułkownik uważa więźnia za bardzo niebezpiecznego i sądzi, że byłoby lepiej... Nagły błysk pojawił się w oczach Montanellego. - Możecie zaczekać w przedpokoju - powtórzył spokojnie, a sierżant, salutując i mamrocząc usprawiedliwienie, z wylękłą twarzą opuścił pokój wraz ze swymi ludźmi. - Proszę usiąść - rzekł kardynał po ich wyjściu. Szerszeń usłuchał w milczeniu. - Signor Rivarez - odezwał się po chwili kardynał - chciałbym panu zadać parę pytań i byłbym bardzo zobowiązany, gdyby pan zechciał na nie odpowiedzieć. Szerszeń się uśmiechnął. - G...g...głównym moim zajęciem jest t...teraz w...wysłuchać pytań. - I nie odpowiadać na nie? Słyszałem o tym; ale te pytania zadają panu urzędnicy badający pańską sprawę, którym obowiązek nakazuje zużytkować odpowiedzi pana jako dowód. - A w...waszej eminencji? - Ukryta obelga tkwiła raczej w tonie zapytania niż w słowach i kardynał natychmiast ją odczuł; niemniej twarz jego zachowała wyraz niezmąconej łagodności. - Czy pan odpowie czy nie, wszystko pozostanie między mną a panem. Gdybym dotknął pańskich tajemnic politycznych, to oczywiście, że mi pan nie odpowie. W przeciwnym jednak razie spodziewam się, że jakkolwiek jesteśmy całkiem obcy, nie odmówi mi pan odpowiedzi - z osobistej grzeczności dla mnie. - Jestem w...w z...zupełności do usług waszej eminencji. - Powiedział to zlekkim ukłonem i wyrazem twarzy, który mógł każdemu odebrać ochotę domagania się grzeczności. - Przede wszystkim więc obwiniają pana o przemycanie broni do tego okręgu. Do czego broń ta miała służyć? - D...d...do z...zabijania szczurów. .
Zamknij się, Flood - rzucił Keston. Madeline odwróciła głowę, by spojrzeć na potężnego mężczyznę, siedzącego obok niej. - Pan nazywa się Flood? .
- Powiedziałem, że wy ją chyba zawiadomicie. Życie i cała groza życia pojawiły się znów na twarzy Martiniego. - Ja jej to mam powiedzieć?! - wykrzyknął. - Tak samo moglibyście żądać, bym jej nóż wbił w piersi. Och, jakże ja jej mogę powiedzieć... jak mogę? Obie ręce splótł na oczach; nie widząc jednak, poczuł, że przemytnik siedzący obok niego drgnął nagle. Odjął ręce od oczu i spojrzał. W drzwiach stała Gemma. - Cezarze, słyszałeś? - rzekła. - Już po wszystkim. Rozstrzelany. .
przyczyniac .
w Hiltonie pojęcia. Dochodziła jedenasta w nocy, gdy .
Pruderia - zahamowanie, fałszywy wstyd. .
Marcin; te jego cienie, to ohydne plamy. - To ludzie robią te .
- Zajmę się tym - powiedział Priem. - I dam pani znać. .
- Gemmo! Toż to najzjadliwsze z całej satyry. Nienawidzę tego zaciekłego ujadania na wszystko i wszystkich! .
Mordercze pszczoły .
nie trzeba tego robić. Uważam - mówi ADAN 300 - .
- Wiem, o jakich ziołach pani mówi. Są bardzo rzadkie. Dostaję je dwa lub trzy razy do roku. Niestety, w tej chwili nie mam ich na składzie. AMANDA QillCK - Och, Boże! Jakże mi przykro. W całym mieście jest tylko kilka aptek, w których można kupić zioła z Vanzagary. Odwiedziłyśmy już wszystkie, ale żadna nie miała ostatnio świeżych dostaw. - Szkoda, że nie przyszłyście panie przed dwoma tygodniami. Otrzymałam wówczas dużą dostawę. - Pani Moss spojrzała na wysoki pusty słój stojący na półce. - Pewien dżentelmen, członek Towarzystwa Vanzagarian, kupił wszystko, co miałam. Madeline zaparło dech. Powstrzymała się, by nie wymienić spojrzeń z ciotką. Bemice uniosła brwi. - Powiada pani, że ten klient kupił cały zapas? Widocznie ma bardzo poważne trudności ze snem. Pani Moss potrząsnęła głową. - Nie sądzę, żeby miał kłopoty z bezsennością. O ile wiem, prowadzi pewne eksperymenty z wywoływaniem halucynacji. - Zastanawiam się, czy ten dżentelmen nie odstąpiłby nam małej ilości tych ziół - powiedziała z namysłem Bemice. Może wiedząc, jak bardzo potrzebne są mojej bratanicy, byłby tak uprzejmy i podzielił się z nami. - Przypuszczam, że nie byłoby w tym nic niestosownego, gdyby go panie o to spytały. - Pani Moss wzruszyła ramionami. - Kupił te zioła lord Clay. zy pan Hunt już wrócił? .
- Kto tu jest? - zaskrzeczała Gruba Dama. Harry nic nie odpowiedział i ruszył cicho korytarzem. Dokąd iść? Zatrzymał się i nagle serce zabiło mu mocno. Ależ tak! Do biblioteki, do działu Ksiąg Zakazanych. Będzie mógł szperać tam do woli, czytać co zechce i zostać tak długo, aż znajdzie coś o Flamelu. Otulił się szczelnie peleryną i zdecydowanym krokiem wszedł do biblioteki. W bibliotece było ciemno i niesamowicie. Zapalił lampę, żeby widzieć drogę wzdłuż rzędów książek. Lampa wyglądała, jakby sama płynęła w powietrzu. Czuł, że ją trzyma, ale mimo to na ten widok dreszcze przebiegały mu po plecach. Dział Ksiąg Zakazanych mieścił się w samym końcu sali. Harry przeszedł ostrożnie ponad sznurem oddzielającym ten dział od reszty biblioteki i uniósł lampę, by widzieć tytuły książek. Niewiele mu mówiły. Złuszczone, wyblakłe złote litery składały się na słowa w nieznanych mu językach. Niektóre księgi w ogóle nie miały tytułów na grzbiecie. Na jednej była ciemna plama, która wyglądała jak dawno zaschła krew. Poczuł mrowienie w karku. Może to sobie wyobraził, a może nie, ale. miał wrażenie, że książki szepcą coś cicho, jakby wiedziały, że ogląda je ktoś, kto nie powinien tu być. Trzeba od czegoś zacząć. Postawił ostrożnie lampę na podłodze i zaczął przeglądać najniższy rząd w poszukiwaniu czegoś ciekawego. Jego uwagę zwrócił wielki, czarno-srebrny wolumin. Wyciągnął go z trudem, bo okazał się bardzo ciężki, wsparł na uniesionym kolanie i otworzył. Ciszę przerwał przeszywający, mrożący krew w żyłach wrzask. Harry zatrzasnął książkę, ale wrzask trwał i trwał .
żadne streszczenie. Idea Hamleta stała się dla niego osobistym .
intronizacja w pewnych stowarzyszeniach politycznych czy .
-Wylądowałem we Francji w maju 1917... - zaczął Yogi. .
myśleć o najwłaściwszej obronie i sposobach umknię- .
niczego sobie, kłopot w Wildholzem, pięć procent zażądał łajdak, .
- Nie ma obawy, nie zdołam bardziej, niż już masz pomieszane. No co, nie miałem racji z prokuratorem? Z uczuciami, które mnie przepełniały niejako warstwami, zrobiło się nagle coś takiego, jakby ktoś przewrócił naczynie do góry nogami. Na wierzchu znalazły się jasne oczy i piękna, asymetryczna twarz. - Ale z przepisami prawnymi nawet ty nie dasz sobie rady - powiedziałam wbrew sobie z satysfakcją. - Dobrze wiesz, że nie może mnie poderwać przed zakończeniem śledztwa. - W duchy wierzysz - oświadczył diabeł pogardliwie. Milczał chwilę, przyglądając mi się drwiąco. - No to wracamy do tematu - zażądał, dokonując tym na nowo przewrotu mojego wnętrza. - Sama widzisz, że sprawa ma dużo stron i taka bardzo jasna nie jest. A ty ją zaciemniasz jeszcze więcej - powiedziałam zniecierpliwiona. - Najpierw upierałeś się przy Zbyszku, potem przy Monice, potem wyszła na jaw Jadwiga, a teraz wrabiasz Witka. Zdecyduj się na coś! - Jeszcze czego. Ja ci podsuwam myśli, a ty sobie sama wyciągaj wnioski. Nie mam co robić, tylko pracować za ciebie! No, teraz się możesz zastanowić, gdzie są te brakujące rzeczy. - Albo spłynęły kolektorem do Wisły, jeżeli je zabrał morderca - powiedziałam, zamyślając się - albo zostały gdzieś ukryte przez Tadeusza. Wiesz - dodałam, patrząc bystro na diabła - że nawet to drugie bardziej mi się podoba. Trudno przecież przypuszczać, że jedyne materiały, jakimi dysponował, były zawarte w notesie. To były tylko podręczne notatki, zasadnicze rzeczy powinien trzymać gdzie indziej, zręcznie ukryte. Diabeł uczynił coś w rodzaju ukłonu. .
(pan Kummer, lat osiemdziesiąt dwa), grubszy jeszcze od Pileta, .
ograniczone. .
kabałę... I co ja mam do roboty w Waszyngtonie? Za- .
- Nic ci nie jest? - zapytał centaur, pomagając Harry'emu wstać. .
Bądźcie mu dobre, wy, ptaki i drzewa. .
Jak Bartek Bartkiem, nigdy go tak nie nurtował żal. Wyraźnie .
metoda, o której nie mówiłem. Zwykle mówimy o metodach budzenia .
Do tych którzy pragną iść pierwszą drogą przemawia tak: .
W poprzednim wydaniu tej książki, które ukazało się w połowie 1994 pisaliśmy o tym zestawie jako o standardzie. Dziś jest to minimum, gorzej wyposażone zestawy komputerowe nie są już sprzedawane przez firmy, które się tym zajmują. Należy więc oczekiwać, że za rok o tej porze minimum oferowanym na polskim rynku będzie komputer klasy 80486 (a za dwa lata może Pentium, który dziś jeszcze jest stosunkowo drogi i osiągalny tylko dla nielicznych?). .
postępować tak, aby nie ściągnąć na siebie gniewu Stalina. Po wejściu do gabinetu zatrzymał się tuż za drzwiami, oczekując na pozwolenie podejścia do stołu ustawionego pod lewą ścianą, gdzie sie-działo już paru oficerów. Kątem oka dostrzegł marszałka Gieorgija Żuko-wa, zastępcę naczelnego wodza, co zapowiadało, że narada będzie doty-czyła spraw najważniejszych. Stalin, który siedział za biurkiem i przeglą- .
pocałowała j± w rękę. .
Minął Volkswagena i przeszedł obok tablicy z napisem "Granica Państwa". Za uniesionym szlabanem stał pootwierany samochód. Rzeczy były wyniesione na drewnianą ławkę. Celnik kończył przeglądanie walizek. Dwie dziewczynki stały obok i czekały na ojca, który odbierał od celnika dokumenty. Celnik przetarł czoło i spojrzał na zegarek. Cichy zwolnił, chciał już zawrócić, ale dostrzegł coś czego na pewno nigdy wcześniej nie widział na tym przejściu: wysoki na dwa metry, aluminiowy słup z płaską blachą z boku. Po lewej stronie jezdni na drodze dla wjeżdżających do Polski dwaj robotnicy ustawiali drugi podobny słup. Ruszył w ich stronę. Żołnierz ochrony pogranicza przechadzał się wzdłuż niskiego ogrodzenia biegnącego równolegle do chodnika dla pieszych turystów. Spojrzał obojętnie na Cichego. Robotnicy łączyli przewody do kostki. Skręcali końcówki. Dalej nie chciał podchodzić. Stanął po środku jezdni. - Co to panowie, myjnię budujecie? - Za duża konkurencja, dzieciaki za grosze myją - odpowiedział niski i tęgi elektryk w pomarańczowym kombinezonie. - To co to jest? - ciągnął zainteresowany. - Pułapka na szczury - tym razem odezwał się drugi, młodszy. - Taki pieniądz w błoto wyrzucili. Po co to komu? - To, panie, ma wykrywać materiały radioaktywne. No, wie pan, jakby kto bombę na eksport wysyłał - wytłumaczył pierwszy robotnik. Cichy spojrzał na wierzchołek słupa. Na jego czubku znajdowała się mała czerwona lampa. Raz po raz mrugała sygnalizując, że system jest aktywny. Cichy odwrócił się na pięcie i ruszył spokojnie w powrotną drogę. Biały Volkswagen właśnie ruszył na przeciwko niego. Cichy zaczął biec. - A jak pan ma na imię - krzyknęła do niego dziewczynka z samochodu. -Cichy. .
Moryc wrzeszczał, żeby robotnika oddalić natychmiast, bo mu ubliżył. .
Pruderia - zahamowanie, fałszywy wstyd. .
inwestowanie w sprzet, nie zas w informacje, ludzka wiedze i inne .
wania prasy i polityków. Tymczasem na drugim końcu świata stało się coś .
krzykliwo¶ci± barw, w jakie upstrzono ¶ciany i okna, a w którym również nikt i .
Dramaty życiowe zaczynają się zwykle później, gdy pierwsze liście .
się w świętej nagonce przeciw temu .
szmat najrzadszego lasu wybrał i nikt mu się nie sprzeciwiał, bo .
Czwarta faza - wytrysk nasienia na zewnątrz i uczucia temu towarzyszące. Wytrysk może następować pod ciśnieniem i towarzyszą mu wtedy intensywne skurcze ciała, nóg. Może też wystąpić w formie wycieku, a sarg orgazm może być mało zauważalny. U starzejących się mężczyzn coraz częściej występuje wyciek przy zmniejszonym ciśnieniu lub jego braku. .
gniewnie wielkie album próbek na ziemię. - Bucholc przyj±ł pana na moje .
- Rivarez, czy może wam czegoś potrzeba? Nie otrzymawszy odpowiedzi podszedł do łóżka. Szerszeń, śmiertelnie blady i siny, spojrzał na niego i w milczeniu potrząsnął głową. .
- Więc dobrze! Nikogo z obecnych tutaj nie podejrzewa się, przeszukałem wszystko, więc sprawa załatwiona! - i poszedł, zabierając z sobą opis zegarka. .
ci sami .
artyleria stacjonująca w parku wzięła płonący stos za .
namowom narkomanów i ofertom sprzedawców kokainy...Pił pomyje ! i prosił,by mu ponownie napełniono szklankę.Nie upijał się.Wracał dręd ył go niepokójl Do d d rozjaśniał mu się umysł,n,m bardziej ział si óź nie%,ze Joan Harlow,"wielka .
domagały się bardziej urozmaiconych kontaktów i to z lu% .
.
- Z pewnością nie - odparł z absolutnym przekonaniem. ięga Tajemnic, jeśli przyjąć, że kiedykolwiek istniała, była jisana, jak twierdzą, w starym języku vanzagara, a nie iszaniną greki i egipskich hieroglifów jak ta książeczka. ;sztą Księga Tajemnic to podobno obszerna praca, a nie ły tomik. adeline była zadowolona z werdyktu Pitneya, ale z jakichś vodów nie satysfakcjonował jej w pełni. Wsunęła stopy aantofle, wzięła świecę i zdecydowanie ruszyła w stronę wi. Jeśli mam nie spać do rana, to muszę sobie przynieść ;uchni coś do zjedzenia, pomyślała. Kawałek sera albo pozostawiony z kolacji plaster pieczeni pomoże mi zapomnieć o koszmarnym śnie. Naciskając klamkę, przypadkowo dotknęła klucza tkwiącego w zamku. Zawahała się, czując pod palcami chłód metalu. W jej wyobraźni pojawił się zakrwawiony klucz, leżący na podłodze. Otrząsnęła się szybko i wyszła na korytarz. Niemal bezszelestnie zeszła do holu i skierowała się do ciemnej kuchni. Postawiła świecę na stole i rozpoczęła poszukiwania. Wyczuła czyjąś obecność w drzwiach za sobą, akurat w momencie, gdy znalazła resztki ciasta z jabłkami. Zaskoczona postawiła talerz na stole i odwróciła się. W drzwiach stał Artemis. Dłonie miał wciśnięte głęboko w kieszenie czarnego jedwabnego szlafroka, włosy w nieładzie. - Wystarczy dla dwóch osób? .
dojść do wolnego od sprzeczności poglądu na świat, to musimy .
wiedziona jakąś nadzieją - wyrwała jej z rąk kopertę, wydobyła gęsto zapisany arkusz i pokryty stemplami blankiet. Przebiegła wzrokiem linijki listu, po czym - ku zdumieniu Kaźmierza -zarzuciła mu ramiona na szyję i jęła wykrzykiwać: "Jedziemy do Ameryki"! Podsunęła przed oczy zaskoczonego dziadka oficjalne zaproszenie dla Karguli i Pawlaków. Teraz Zenek nie będzie miał już nic do powiedzenia! - Oczadziała czy jak? - Pawlak patrzył na wnuczkę jakby była niespełna rozumu. .
współtworzy tę rzeczywistość, gdy poznaje świat. Podobnie jak .
od odpowiedzialności za jakieś faktyczne czy domniemane prze- .
Pruderia - zahamowanie, fałszywy wstyd. .
Na szczęście zdolność do odreagowania można odzyskać. Wystarczy dać mu szansę czyli zapewnić sobie dobrego słuchacza i bezpieczne warunki (żeby nikt nie podglądał, nie przerywał itp.), a odreagowanie przyjdzie samo, jeżeli zdecydujesz się poruszyć jakiś bolesny temat z przeszłości. Może być konkretny, jeśli na przykład byłeś bity lub upokarzany jako dziecko i zechcesz o tym komuś szczegółowo opowiedzieć. Może też być ogólny: opowieść o Twoim życiu, dzieciństwie, rodzinie, o przykrych zdarzeniach, dotkliwych stratach czy porażkach. Twoja mądra psychika sama wybierze z tego ogólnego tematu takie wątki, które potrzebujesz odreagować. Gdybyś spróbował, przekonałbyś się, że opowieść na ten sam temat za każdym razem będzie inna. Dlatego jeśli widzisz, że ktoś bliski mówi o czymś z przejęciem i zbacza z zapowiedzianego tematu, nie trzeba zwracać mu uwagi - najpewniej zdrowy instynkt prowadzi go we właściwą stronę. Od siebie też nie musisz w podobnych sytuacjach wymagać żelaznej logiki, bo kieruje Tobą logika emocjonalna. .
Przez wiele lat kraj ten był najmier- .
.
- A co pani o tym wiedziała? - spytał kapitan ostro, przyglądając mi się coraz bardziej nieżyczliwie. - Nie wiem - wyznałam w przypływie szczerości. - Przypuszczam, że nic. Gdybym coś wiedziała, to przecież nie wygłupiałabym się tak przeraźliwie, żeby to rozgłaszać awansem po całej pracowni! Kapitan zaczął nabierać coraz dziwniejszego wyrazu twarzy. Nie wiadomo, czemu znów rzucił okiem na nieszczęsny obraz i spytał Janusza: - Kiedy pan tam poszedł? W tym momencie do pokoju wszedł Jarek z zespołu kosztorysów. - Bardzo przepraszam - powiedział gdzieś w przestrzeń między Januszem a kapitanem. - Janusz, do ciebie przyszło dwóch facetów z gumy. Nie wiem, co zrobić. Kapitan nagle zamknął oczy, ale szybko je otworzył, bo zadziwiająca informacja Jarka poderwała Janusza z miejsca. .
- Żeby pani z piekła nie wyjrzała za ten swój pomysł .
Jeśli nawet nie było to państwo, z którym można by się .
- To źle - wystękał Agee. - To bardzo źle. .
objawienia, to dzisiejsza cierpi pod hegemonią dogmatów .
- Ju¶ci prawda, Socha on jest, a ja jego żona i przy¶li¶wa prosić wielmożnego .
.
siebie. Lęk go ochrania, złość prowokuje go do walki z innymi, .
Brahmadewa: "Ten, kto wdaje się w zwyczajne rozumowanie, kto .
poprzednie. Oficerom dokonującym wyboru żołnierzy do nowej jednost-ki chodziło o ludzi twardych, odpornych i zdrowych psychicznie, zdecy- .
- Tylko refleks słońca załamany w kolorowych witrażach, eminencjo. - Refleks słońca? Taki czerwony... Zstąpił ze schodów i ukląkł przed ołtarzem potrząsając kadzielnicą to w tę, to w ową stronę. Gdy ją oddawał, migotliwy promień słońca padł na jego odkrytą głowę i rozszerzone, ku,górze wzniesione oczy, zapalając szkarłatną łunę na, białej zasłonie, którą nań zarzucali ministranci. Z rąk diakona wziął świętą hostię w krysztale i wstał a równocześnie chór i organy zagrzmiały hymnem tryumfalnym: Pange, lingua, gloriosi Corporis mysterium, Sanguinisque pretiosł Quem in mundi pretium, Fructus ventris generosi Rex effudit gentium. Rozpostarto nad nim jedwabny baldachim, a honorowi diakoni ustawili się obok niego po obu stronach, zsuwając długie fałdy jego płaszcza. Kościelni podjęli szatę spływającą na podłogę, a świeckie bractwa, rozpoczynające pochód, podwójnym szeregiem wyruszyły z nawy trzymając w rękach płonące świece. Stał przed nimi przy ołtarzu, nieruchomy pod białym baldachimem, pewnymi rękoma wznosząc do góry hostię i patrząc na przechodzących. Parami, trzymając świece, chorągwie i pochodnie, krzyże i wizerunki, sunęli powoli wzdłuż szerokiej nawy, wśród ukwieconych filarów, by przez otwarte drzwi, strojne w szkarłatną kotarę, wypłynąć na oślepiającą jasność ulicy; a dźwięki ich śpiewów, rozpływając się w głośnym szmerze, tonęły w powodzi coraz to nowych głosów, gdyż z każdą chwilą zwiększał się nieskończony pochód i coraz to nowe kroki rozlegały się echem w nawie kościoła. Bractwa miejscowe przesunęły się w białych szatach i zasłonach na twarzach; za nimi ruszyli bracia miłosierdzia, w czerni od stóp do głowy, z oczyma słabo błyszczącymi przez otwory w kapturach. Dalej mnisi w uroczystych szeregach; bracia jałmużnicy w posępnych habitach, z bosymi, opalonymi nogami, i biało odziani, poważni dominikanie. A oto władze świeckie: dragoni, karabinierzy i urzędnicy policji; gubernator, w galowym uniformie, mający obu braci oficerów przy sobie. Za nimi kroczył diakon z ogromnym krzyżem, pomiędzy kościelnymi niosącymi płonące świece; a gdy odsunięto całkiem szkarłatne kotary, by im ułatwić przejście, Montanelli stojący pod baldachimem ujrzał przelotnie część ulicy wysłanej kobiercami i zalanej słońcem, udekorowane domy i dzieci w bieli, rzucające róże. Och, róże! Jakie one czerwone! Procesja posuwała się coraz dalej w ustanowionym porządku: bractwo za bractwem, barwa za barwą. Długie, białe komże ustępowały miejsca strojom bogatym i barwnym. Teraz przesunął się ogromny, złoty krzyż wzniesiony wysoko ponad płonące świece; za nim kanonicy katedry w białych płaszczach. Przeszedł kapelan niosąc wielki krzyż między dwiema pochodniami, następnie kościelni postąpili krok naprzód, potrząsając kadzielnicami w takt muzyki. Baldachim podniesiono wyżej, licząc kroki: raz, dwa, raz, dwa; i Montanelli wstąpił na drogę krzyżową. Zszedł ze stopni i kroczył wzdłuż nawy; koło galerii, skąd huczały i grzmiały organy; pod odsuniętą zasłoną, tak czerwoną, tak strasznie czerwoną; wreszcie znalazł się na zalanej słońcem ulicy, gdzie leżały i więdły róże krwawoczerwone, zdeptane na czerwonym kobiercu stopami przechodniów. Na krótką chwilę procesja zatrzymuje się w drzwiach, gdyż świeccy urzędnicy ujmują drążki baldachimu; po czym rusza dalej, a on z nią, ściskając w rękach monstrancję; wokół niego rozbrzmiewają i cichną głosy chórzystów, w takt poruszają się kadzielnice i słychać miarowe stąpanie nieprzejrzanego pochodu. v Veibum caro, panem veium, Yerbum cornem eflicit; Sitque sanguis Christi merum... Wszędzie krew, krew dookoła! Kobierzec rozpościera się przed nim niby krwawa rzeka, róże jak krew rozlane pokamieniach... O Boże! Zaliż Twa ziemia i niebiosa stały się czerwone? Ach, cóż to Ciebie obchodzi, Ty, potężny Boże... Ty, którego usta zbryzgane są krwią Tantum ergo Sacramentum, Veneiemur cernui. Przez kryształową tarczę spojrzał na zamkniętą hostię. Co to wycieka z opłatka... spływając na jego białą szatę? Co on to widział cieknącego... cieknącego z podniesionej ręki? Trawa w podwórzu była zdeptana i czerwona... całkiem czerwona... tyle tam było krwi. Spływała z policzka i z przebitej prawej ręki i gorącą czerwoną strugą buchała z boku. Nawet kosmyk włosów był w niej skąpany... włosów całkiem mokrych i przylepionych do czoła... ach, potem śmiertelnym wywołanym męką przedzgonną... Głosy chórzystów wzbiły się tryumfalnie: Genitori, genitoque, Laus et jubilatio, Salus, honor, yirtus quoque, Sit et benedictio. Och, to już przechodzi miarę. Boże, co siedzisz na spiżowym tronie niebios i śmiejesz się krwawymi usty, spoglądając na mękę i śmierć, zaliż Ci nie dosyć? Po-trzebaż Ci jeszcze tego szyderstwa chwały i czci? Ciało Chrystusa rozdarte dla zbawienia ludzkości, krew Chrystusa przelana dla odkupienia grzechów; czyż nie dosyć? ,Ach, wołaj większym głosem! bo może śpi." Czy śpisz naprawdę, drogie kochanie, i nie zbudzisz się już nigdy? Albo grób tak zazdrośnie strzeże swej ofiary, a czarna jama pod drzewem nie zwolni cię choćby na chwilę, serce mego serca ... Zza kryształowej tarczy odpowiedziano, a krew ociekała przy tych słowach... ,Uczyniłeś wybór, a teraz go żałujesz? Zali życzenie twe nie zostało spełnione? Spójrz na tych ludzi kroczących w świetle i odzianych w jedwab i złoto: dla nich złożono mnie w czarnej jamie. Spójrz na te dzieci rzucające kwiaty i słuchaj ich śpiewu, jaki jest słodki; dla nich usta me przegryza proch, a róże krwawią się od fontanny bijącej z mego serca. Spójrz na tych ludzi przyklękających, by wypić krew ociekającą z rąbka twej szaty. Dla nich została przelana, dla zaspokojenia ich szalonego pragnienia. Bo napisano: "Większej miłości nad tę żaden nie ma, jeno gdyby kto duszę swoją położył za przyjacioły swojeż." Och, Arturze. Arturze! Jest jeszcze miłość większa? Gdy kto oddaje duszę swego najbardziej ukochanego, czy nie jest to miłość większa? A zza tarczy znów odpowiedziano: ,,Kto Jest twym najbardziej ukochanym? Zaprawdę, nie ja". A gdy on chciał przemówić, słowa zamarły mu na ustach, bo pieśni hórzystów przeleciały nad nimi jak wiatr północny nad lodowymi polami i zmroziły je w milczenie... Dedit fragilibus corporis ferculum, Dedit et tristibus sanguinis poculum, Dicens: Accipite, quod trado va.sculi.im Omnes ex eo bibite. Pijcie, chrześcijanie, pijcie ją wszyscy! Azali krew ta nie jest wasza? Dla was czerwona struga krwawi trawę," dla was żywe ciało poćwiartowane i rozdarte. Jedzcie je, kanibale, jedzcie je wszyscy! To wasza uczta i orgia wasza, to dzień waszej radości! Śpieszcie się i przybywajcie. na ucztę, przyłączcie się do procesji i chodźcie z nami; kobiety i dzieci, młodzi i starzy - chodźcie do podziału ciała! Chodźcie czerpać krew-wino i pijcie, póki czerwone; bierzcie, spożywajcie ciało... O Boże! Twierdza! Ponura i czarna, o zmurszałych budynkach i ciemnych wieżach, pośrodku nagich wzgórz, patrzyła na procesję ciągnącą poniżej drogą pełną kurzu. Żelazne sidła szczerzyły swe kły nad czeluścią bramy; jak zwierz przyczajony na górze, twierdza zachowała zdobycz. A jednak, chociażby kły zacisnęły się najmocniej, zostaną wyłamane i skruszone, a grób w podwórzu odda swą ofiarę. Bo zastępy chrześcijańskie zbliżają się, zbliżają w tłumnej procesji na sakramentalną ucztę krwi, jak rzesza zgłodniałych szczurów pędzi do zbiorów, a ich hasłem: "Przynieś, przynieś", i nigdy nie rzekną: ,Dosyć". ,Albo się nie możesz nasycić? Dla tych ludzi poświęciłeś mnie; zniszczyłeś mnie, by oni mogli żyć; i patrz oto: każdy z nich droga swoją pójdzie, a nie ustąpią ze ścieżek swoich. Oto armia chrześcijan, wyznawców twego Boga: ...lud wielki a mocny... Przed obliczem jego ogień pożerający, a za nim płomień spalający; ta ziemia jest przed nim jak ogród Edenu, ale po nim będzie pustynią pustą i nie wyjdzie nikt przed nim." A jednak, wracaj, wracaj do mnie, ukochany, bowiem żałuję swego wyboru! Wracaj, a wymkniemy się obaj i wpełzniemy w jakiś mroczny, cichy grób, gdzie nas nie znajdzie chciwa armia; ułożymy się obaj, spleceni uściskiem, i będziemy spać, spać, spać! A zgłodniali chrześcijanie przejdą nad naszymi głowami w bezlitosnym świetle słońca, ich wycia o krew i ciało zaledwie dojdą do naszych uszu; i pójdą dalej swą drogą, a nas zostawią w spokoju. I znów odpowiada: "Gdzież mam się ukryć. Zali nie napisano: ...Po mieście chodzić będą, po murze biegać, na domy wstąpią, a okny wlezą jako złodzieje. Gdy sobie zbuduję grób na szczycie góry, czyż oni go nie otworzą? Gdy go wykopię w łożysku rzeki, czyż go nie rozewrą? Zaprawdę, zapamiętale, jak psy gończe, szukają swej zdobyczy; i dla nich krwawią me rany, aby mieli co pić. Czy nie słyszysz ich śpiewów?" I znów śpiewali wchodząc do katedry pod rozsunięte szkarłaty kotary, bo procesja się skończyła i rozrzucone już wszystkie róże... Ave, verum Corpus, natum De Maria Yirgine: Vere passum, immolatum In ciuce pro homine! Cujus latus perfolatum Undam fluxit cum sanguine; Esto nobis praegu&tatum Moptis m examine. A gdy przestali śpiewać, wszedł do kaplicy mijając ciche szeregi klęczących mnichów i kapłanów z jarzącymi świecami w rękach. I ujrzał zgłodniałe ich oczy wlepione w świętą hostię, którą niósł, i wiedział, dlaczego pochylali przed nim głowy. Bo czerwony strumień spływał po jego białych szatach, a na posadzce katedry stopy jego wyciskały krwawe ślady. Tak przeszedł aż do końca nawy, tu ludzie niosący baldachim przystanęli, on zaś wstąpił na schody ołtarza. Po prawej i lewej stronie klęczeli biało odziani chłopcy potrząsając kadzielnicami, kapłani zaś wznosili do góry płonące pochodnie; oczy ich błyszczały pożądliwie w łunie świateł, wpatrzone w Ciało Ofiary. I gdy tak stał przed ołtarzem wznosząc do góry krwią zbroczone ręce, z rozdartym i poszarpanym ciałem swego zamordowanego kochania, głosy gości sproszonych na ucztę przenajświętszą znów wzbiły się hymnem potężnym... Oh, salutaris Hostia, Quae coeli pandis ostium; Bella premunt hostiiia, Da robili, tez auxilium! Ach, a teraz przybywają spożyć Ciało... Idę więc, serce drogie, spełnić gorliwie swe przeznaczenie i otworzyć bramy niebieskie dla tych zaciekłych wilków, którym odmówić nie podobna. Bramy otwarte dla mnie - wiodą do najgłębszych piekieł. Gdy honorowy diakon ustawił na ołtarzu święte naczynie, Montanelli osunął się na kolana i padł na stopień, a z białego ołtarza ponad nim strugą płynęła krew ściekając mu na głowę. A głosy śpiewaków wzbijały się rozbrzmiewając pod łukowym sklepieniem i echem odbijać się od wypukłego stropu... Uni tiinoque Domino Sit sempiterna gloria; Qui vitam sine termino Nobis donet in patria. Sine termino... sine termino! * Och, szczęśliwy Jezu, że mogłeś paść pod krzyżem! Och, szczęśliwy Jezu, że mogłeś rzec: ,Dokonało się". Te losy nie dokonują się nigdy, wieczne są jak gwiazdy w swym kołobiegu. To robak, który nie umiera, ogień, który nie gaśnie. Sine termi...no... sine termino! Wyczerpany, cierpliwie brał udział w dalszym ceremoniale, wypełniając mechanicznie, z dawnego nawyku rytuał nie mający dlań żadnego już znaczenia. Następnie po udzieleniu błogosławieństwa znów ukląkł przed ołtarzem i zasłonił sobie twarz, a głos księdza odczytującego listę rozgrzeszeń podnosił się i opadał jak daleki odgłos ze świata, do którego on już nie należał. Głos księdza zamilkł, wówczas Montanelli wstał z klęczek i ruchem ręki nakazał milczenie. Niektóre bractwa cofały się już ku wyjściu, lecz teraz odwracały się spiesznie, szeleszcząc, a po katedrze rozległ się szept: "Jego eminencja będzie mówić!" .
-O co chodzi? - odwrócił się zirytowany. Może, mimo wszystko, żałował jej. Ciekawe. .
wodami na istnienie ewolucji. W swym wspaniałym eseju Kciuk pandy Steven Jay Gould zwrócił uwagę na fakt, że dobrze przystosowane organy, na przykład oko, nie mogą być uważane za dowody na istnienie ewolucji, ponieważ można je równie przekonująco wytłumaczyć w kategoriach celowego stworzenia - kreacji. Dopiero takie organy jak wyrostek robaczkowy u człowieka lub kciuk pandy mogą dostarczyć poszukiwanego dowodu. Panda, daleka kuzynka szopa, utraciła swój kciuk na wczesnym etapie rozwoju. Kiedy zmieniło się środowisko, w którym żyło to zwierzę, i liście bambusa stały się podstawą jego pożywienia, posiadanie czegoś w rodzaju kciuka okazało się korzystne, bo ułatwiało odrywanie liści od łodyg. W drodze ewolucji pandzie wyrosła z boku kości nadgarstka dodatkowa okrągława kostka podobna do kciuka. Nie jest to oczywiście kciuk najlepszy z możliwych - gdybyś projektował to .
czy ów sąd syntetyczny a priori jest prawdziwy, wtedy sąd ten .
- AAAAU! Harry podskoczył w powietrze; wszedł jedną nogą na coś wielkiego i rozlazłego, co spoczywało na macie przed drzwiami - coś żywego! Na górze pstryknęły światła i Harry, ku swemu przerażeniu, zobaczył, że to coś wielkiego i rozlazłego było twarzą jego wuja. Wuj Vernon leżał pod drzwiami w śpiworze, najwyraźniej chcąc się upewnić, że Harry nie zrobi tego, co właśnie próbował zrobić. Wrzeszczał na Harry'ego przez pół godziny, a potem kazał mu iść do kuchni i przynieść filiżankę herbaty. Zrozpaczony Harry powlókł się do kuchni, a kiedy wrócił, listy akurat wpadły przez szparę prosto w ręce wuja Vernona. Harry zdążył zauważyć trzy listy zaadresowane tym samym zielonym atramentem. .
Liczby Fibonacciego .
Narząd wzroku składa się z gałki ocznej i z jej narządów dodatkowych jak: .
ordynarn±, ciemn± masę milionów. To kwestia nie potrzeby, zamiłowania, sztuki, a .
wychowując swoje dzieci, pod warunkiem, że robi to .
drobni rzemieślnicy i kilku znudzonych lewych intelektualistów; wszyscy oni .
- Gdzie? - Widząc jadącego na rowerze mężczyznę machnął lekceważąco ręką. .
Bad command or file name .
- Pyszne. .
- Stan beznadziejny. Agonia potrwać może najwyżej dwa do trzech dni, i koniec. Jedziemy na ciuchy do Milanówka. .
ani z tym niskim, pofałdowanym czołem, nad którym leżały rozczesane na ¶rodku .
przerw w pracy zam kał sł Szukał samotności, podczas y się w garderobie, powtarzał repliki albo j j%< pływacy anu źa niż lekturą dla przyjemności. Zagłębiał się w nie ją się w morzu, pragnąc czym prędzej stracić wszelki kontakt z atmosferą i pogrążać się coraz głębiej, coraz głębiej. . . .
Przypuśćmy, ktoś sobie postanawia; chcę tak zapłodnić moje .
- Jaką przysługę? - Bennie najwyraźniej bał się odpowiedzi. .
my¶lał o jego obawach spolszczenia Łodzi, bo czuł w tej chwili, patrz±c na .
)3 - Seks partnerski .
- Mogło to być dla niego niebezpieczne - tłumaczy Riabow. - Nie chciał rozgłosu. Uważał, że na ujawnienie prawdy nie przyszedł jeszcze czas. Toteż Riabow wziął na siebie całe ryzyko, jednocześnie przypisując sobie wszystkie zasługi. Tylko w jednym przypadku Riabow zastosował się do rady Awdonina. W artykule zamieszczonym w "Rodinie", w trzy miesiące po wywiadzie dla Moskowskich Nowosti", znalazła się wprawdzie dokładna informacja o lokalizacji grobu, jednak, zgodnie z sugestią Awdonina, Riabow opisał miejsce oddalone o ponad pół kilometra od prawdziwego miejsca "pochówku". Gdy tylko pismo dotarło do Swierdłowska, w lesie pojawiły się ciężkie maszyny, zaczęto kopać i z "fałszywego grobu" wywieziono całą ziemię. - To robota KGB - twierdzi Awdonin. Awdonin i Riabow nie rozmawiają już ze sobą. Riabow, wykorzystując swoją sławę "odkrywcy grobu", napisał list do królowej anglii Elżbiety II, krewnej Romanowów, prosząc o wstawiennictwo, aby zostali oni pochowani po chrześcijańsku. Nie otrzymał odpowiedzi. W 1991 roku, gdy nowy przywódca Rosji Borys Jelcyn nakazał naukowcom przeprowadzenie ekshumacji, Awdonin spotkał się z Riabowem po raz ostatni i powiedział: - Przyjedź. Dokonamy ekshumacji. Riabow odmówił. .
śmiechem. Ponieważ ich szczęśliwość była ciągle świeża, nie .
- W porządku - dobiegła odpowiedź Kokeszki. .
Nie przeszło. .
wyjątków. I myślę, że przyjmowali je lepiej i chętniej .
.
paradoksalne na swój sposób, że dzisiejszy islam nie odwołuje się do tej swojej imponującej przeszłości, do chwały "renesansu muzułmańskiego" końca pierwszego tysiąclecia. Północ to byli dla tamtej kultury "dzicy". Nie tylko duńscy i norwescy wikingowie, najeżdżający Brytanię, licytujący się liczbą niemowląt nadzianych na jedną włócznię. Nie tylko Węgrzy, zapuszczający się w swych łupieżczych wyprawach aż po ziemie przyszłej Francji. Wszyscy Toledański sędzia z XI wieku, Sajd, tłumaczy barbarzyńców z Północy, że tam "słońce nie rzuca swych promieni prosto na ich głowy, toteż klimat jest zimny, a powietrze przesłonięte mgłą. W kon sekwencji temperament tych ludzi stał się zimny, humor szor stki, podczas gdy ich ciała rozrosły się wszerz, cera jest jasna, a włosy długie. Brak im ostrości dowcipu i przenikliwości intelektu, za to biorą górę głupota i szaleństwo" (cyt. za Dzie jami Arabów P H. Hittiego, tłum. W. Dembski). Cywilizacja była więc tam, nie u nas. Tak to widziała i nasza Europa tamtych czasów. Mamy świadków: w drugiej połowie X wieku pewna .
W obecnych przemianach obyczajowych wiele dojrzewających .
Agathodaemona, zaproponował mu do kawy kieliszek .
- Wywiad przesłał mi szczegóły przemówienia, jakie niedawno Rommel wygłosił do swoich generałów. Powiedział, że jeżeli nie pokonają nas na plażach, to przegrają tę wojnę. - Chyba miał rację, sir. Eisenhower odwrócił się. .
- Nigdy mnie nie kochałeś - powtórzyła z posępnym uporem. .
nym, jakby pomłodniałym basem rzekł: .
głosowy i mięśniowy. Spoczywa na blaszce chrząstki pierścieniowatej. Chrząstka tarczowata składa się z dwóch blaszek połączonych ze sobą, z przodu pod różnym kątem zależnym od wieku i płci. U dzieci i u kobiet jest to kąt rozwarty, u mężczyzn kąt ostry lub zbliżony do prostego, dzięki temu chrząstka ta wystercza z przodu na szyi i jest zupełnie dobrze wyczuwalna i widoczna. Chrząstka pierścieniowata ma kształt sygnetu, jej część wyższa zwana łukiem jest zwrócona do przodu, część szersza zwana blaszką, ku tyłowi. Na przejściu łuku w blaszkę są powierzchnie stawowe dla rogów dolnych chrząstki tarczowatej, zaś na blaszce są powierzchnie stawowe dla chrząstek nalewkowatych. Chrząstka nagłośniowa ma kształt porównywalny do liścia bzu, który u góry jest owalny i szerszy, a zwęża się ku dołowi. Układ chrząstek krtani jest następujący: .
- Moje uznanie - powiedział. - Zaczynam naprawdę wierzyć, że do czegoś dojdziesz. Gdzie? - A ty wiesz, gdzie? .
- Dobry wieczór, Anto¶, masz fiołki! - zawołała i odpi±wszy od wydatnego gorsu .
.
- O mój Boże, nic Chyba się układa sympatycznie Ma bardzo miłą żonę i zupełnie nie wygląda na nieszczęśliwego - No to na razie byłoby wszystko Może sobie teraz zapalimy? Przedstawiciele praworządności wyglądali na nieco zmęczonych, ale nie zrezygnowanych Prokuratorowi oczy płonęły jasnym blaskiem i trzeba uczciwie przyznać, że mi się coraz bardziej podobał Myśl o poderwaniu zaczęła mi powoli rywalizować z pragnieniem wykrycia mordercy - Panowie, po co wam te szmaty, które zbieracie po całej pracowni? - spytałam z zaciekawieniem - Dowie się pani po zakończeniu śledztwa .
Kaide zwierzę jest sumą 32 układów jego narządów. Komórki, które żyją w twoim ciele (i ciałach wszystkich zwierząt), nie są bezładnie rozsypane, lecz składają się na narządy, takie jak żołądek lub serce. Narządy te z kolei wchodzą w skład układów, takich jak układ pokarmowy lub krwionośny. Dopiero zestaw układów tworzy całe zwierzę. Układ pokarmowy .
- Karetka przyjedzie lada chwila. - Decker odezwał się do Beth. Jej czoło było wilgotne i zimne. - Wszystko będzie dobrze. - Muszę ją okryć, przeszło Deckerowi przez myśl. Musi być jej ciepło. Szybko otworzył szafę, chwycił płaszcz i rozłożył go na Beth. Policjant pochylił się bliżej Deckera i mówił głośniej. Teraz Decker usłyszał. .
mówiąc, bezduszną motywację do samobogacenia. Taka przemiana nie .
.
- Pańskie dzieło... Ach, taki Znów sobie zasłonił oczy, w namiętny, silny uścisk ująwszy jej rękę. Wokół zaległa cisza zdająca się nie mieć końca. Nagle w ogrodzie rozległ się świeży sopran śpiewający łamaną francuszczyzną uliczną piosenkę: Eh, Pieirotl Danse Pierrotl Danse un peu, mon pauvre Jeannotl Vive la danse et lallegieasel Si mol je pleure ou moi je soupire, si moi je fais la triste figurę, Monsieur, ce nest que pour lirę! Ha! ba! ha! ha! Monsieui, ce nest que pour zire! Na dźwięk pierwszych słów Szerszeń wyrwał palce z ręki Gemmy i cofnął się ze stłumionym jękiem. Ona oplotła mu ramię otoiema rękami, ściskając je silnie, jak-by ściskała rękę człowieka poddającego się operacji chirurgicznej. Gdy śpiew zamilkł, a w ogrodzie rozległ się śmiech i oklaski, podniósł oczy z wyrazem torturowanego zwierzęcia. .
Kule bzykają niby muchy, niby bąki z daleka lub przelatują ze .
Zielonych ¦wi±tek. .
.
Skoro mogę wypełnić swoją osobowością kwadratowy pokój o boku .
będ± mnie prze¶ladować i ja będę bardzo, ogromnie... strasznie... nieszczę¶liwa, .
.
ktorych .
Pruderia - zahamowanie, fałszywy wstyd. .
mentarze, zjadliwe bądź wściekłe chrząknięcia, ale .
obecnie zaś chlubi się studebakerem. .
- Och, najmocniej przepraszam, wielmożny panie Baronie - powiedział przymilnym tonem. - To mój błąd, moja pomyłka... nie widziałem pana... no tak, bo jest pan niewidzialny... racz wybaczyć staremu Irytkowi ten głupi żart... .
- A Włochy będą Jego świątynią, gdy oni zostamą wypędzeni... Urwał, w odpowiedzi zaś spłynęły łagodne słowa: .
sem - i czyjaż to kolej teraz? Kleista powierzchnia .
.
odróżnialną częścią „agresora". Udało się nam - mó- .
- Do jasnej... - Złapał równowagę, pospieszył niżej, ukucnął i przyjrzał się twarzy Deckera w świetle latarki. - Jesteś cały we krwi. Nic ci się nie stało? .
Serce jest narządem zbudowanym z mięśnia sercowego. Leży w klatce piersiowej, bardziej po stronie lewej. Ma kształt spłaszczonego stożka wielkości mniej więcej odpowiadającej wielkości pięści. Oś długa serca biegnie od strony prawej, góry i tyłu, ku stronie lewej, ku przodowi i ku dołowi. Podstawa serca jest zwrócona ku tyłowi i na prawo, a koniuszek serca przylega do przedniej ściany klatki piersiowej, w piątym międzyżebrzu po stronie lewej. Serce spoczywa na środku ścięgnistym przepony. Zależnie od sąsiedztwa wyróżnia się na sercu powierzchnię przeponową, mostkowo_żebrową i płucną. Serce składa się z czterech części, z dwóch przedsionków, prawego i lewego oraz dwóch komór, prawej i lewej. Podział serca zaznacza się na jego powierzchni zewnętrznej. Między przedsionkami i komorami biegnie bruzda okrężna zwana bruzdą wieńcową serca, między komorami biegnie bruzda międzykomorowa przednia i tylna. Obie te bruzdy schodzą się przy koniuszku serca. Wewnątrz serca między przedsionkami znajduje się przegroda międzyprzedsionkowa, cienka, błoniasta, między komorami znajduje się przegroda międzykomorowa, która w odcinku dolnym jest mięsna, w odcinku górnym, znacznie mniejszym, jest błoniasta. Pomiędzy prawym przedsionkiem i prawą komorą jest ujście przedsionkowo_komorowe prawe, a w nim jest zastawka trójdzielna. Między przedsionkiem lewym i lewą komorą jest ujście przedsionkowo_komorowe lewe, a w nim zastawka dwudzielna. Do prawego przedsionka wpada żyła główna górna, żyła główna dolna i zatoka wieńcowa serca. Wszystkie te trzy naczynia prowadzą krew żylną. Ze ściany przedniej przedsionka prawego wyrasta uszko prawe, które posiada na swej powierzchni wewnętrznej pasma mięsne ułożone mniej więcej równolegle, zwane mięśniami grzebieniastymi. Pozostała część przedsionka posiada ściany zupełnie gładkie. Komora prawa ma na swej powierzchni wewnętrznej Liczne różnokierunkowo ułożone beleczki mięsne oraz trzy mięśnie brodawkowe, które wpuklają się do światła komory. Od szczytów mięśni brodawkowych odchodzą nitki ścięgniste, które przyczepiają się do komorowej powierzchni płatków zastawki trójdzielnej. Obecność tych nitek umożliwia wygięcie się zastawki do przedsionka. Z prawej komory wychodzi pień płucny, a jego odejście posiada zastawkę złożoną z trzech płatków w kształcie gniazd jaskółczych, stąd nazwa zastawka półksiężycowata. Każdy płatek posiada w środku swego wolnego brzegu mały guzeczek, który uszczelnia płatki zastawki przy zamykaniu się. Przedsionek lewy jest podobny do prawego. Z jego ściany przedniej wyrasta uszko lewe, mniejsze od prawego, posiadające mięśnie grzebieniaste, reszta przedsionka jest gładka. Do przedsionka uchodzą cztery żyły płucne prowadzące krew tętniczą. Komora lewa posiada podobnie jak prawa mięśnie brodawkowe, ale w liczbie dwóch i odchodzące od nich nitki ścięgniste od płatków zastawki dwudzielnej. Powierzchnia wewnętrzna ma beleczki mięsne. Z lewej komory wychodzi największa tętnica zwana aortą. Jej odejście posiada zastawkę półksiężycowatą, tak jak odejście pnia płucnego. Ściana serca jest zbudowana z trzech warstw podobnie jak ściana naczynia krwionośnego. Wnętrze serca wyściela wsierdzie, delikatne przeźroczyste. Główną masę ściany tworzy mięsień sercowy. Jest on zależnie od odcinka serca różnej grubości. Ściany przedsionków są cienkie, ściana komory prawej ma około 3 mm grubości, ściana komory lewej jest trzykrotnie grubsza od ściany komory prawej, dochodzi do grubości jednego centymetra. Na zewnątrz serce jest okryte osierdziem, czyli błoną surowiczą, która jest gładka, lśniąca i przeźroczysta, tak że widać kolor mięśnia sercowego czerwono_brunatny i biegnące powierzchownie naczynia krwionośne serca. Między przedsionkami i komorami w otoczeniu ujść przedsionkowo_komorowych i odejścia pnia płucnego, i aorty znajdują się cztery pierścienie włókniste, które wraz z oddzielającymi je od siebie dwoma trójkątami tworzą tak zwany szkielet serca. Nazwa pochodzi stąd, że te warstwy tkanki łącznej służą za miejsca przyczepu warstwy mięsnej przedsionków i komór. Każdy przedsionek posiada wwłasną warstwę mięsną i na zewnątrz mięsień wspólny, podobnie komory, każda ma własną i wspólną zewnętrzną warstwę. Łącznikiem między mięśniami komór i przedsionków jest układ przewodzący serca. Serce posiada własny układ krążenia. Od części wstępującej aorty odchodzą dwa naczynia wieńcowe, tętnica wieńcowa prawa i lewa. Tętnica wieńcowa prawa przechodzi na stronę tylną serca leżąc w bruździe wieńcowej i unaczynia prawy przedsionek, prawą komorę, część tylną przegrody międzykomorowej i częściowo komorę lewą. Tętnica wieńcowa lewa dzieli się na gałąź międzykomorową przednią i gałąź okalającą. Gałąź przednia biegnie w bruździe międzykomorowej przedniej, zaś gałąź okalająca przechodzi na stronę tylną serca. Tętnica wieńcowa lewa unaczynia lewy przedsionek, lewą komorę, część przednią przegrody międzykomorowej i częściowo komorę prawą. Ze ścian serca krew odpływa żyłami które zbierają się w zatokę wieńcową serca,leżącą w bruździe wieńcowej, która uchodzi do prawego przedsionka serca. Serce posiada podwójny system nerwowy. Serce jest unerwione przez splot sercowy, powstały z wymieszania rozgałęzień nerwów układu sympatycznego, które przyspieszają czynności serca, i układu parasympatycznego, które zwalniają czynność serca. Oprócz tego serce posiada specjalny układ zwany układem przewodzącym, złożony ze zgrupowań komórek i łączących je włókien. Grupy komórek leżą w prawym przedsionku jako węzeł zatokowo_przedsionkowy i przedsionkowo_komorowy. Z węzła Przedsionkowo_komorowego wychodzi pęczek włókien, który biegnie po obu stronach przegrody międzykomorowej i dochodzi do mięśni brodawkowych i beleczek mięsnych na ścianach komór. Układ przewodzący reguluje kolejność pracy poszczególnych odcinków serca - skurcz przedsionków, skurcz komór i rozkurcz. .
głupio złapać, a teraz ¶miej± się ze mnie! .
Na początku trwania związku zazwyczaj dominują potrzeby seksualne mężczyzny, po kilku latach sytuacja zmienia się na odwrotną, a prawidłowość ta wynika nie z cech temperamentu, a z wielu przemian hormonalnych i fizjologicznych. Nie oznacza to bynajmniej, aby temperament tak dalece był nieuchwytny do określenia, że staje się nieistotny. Sam ,dobór" obu stron, rozumiany w kategoriach pociągu erotycznego, wzajemnej atrakcyjności seksualnej, najczęściej ma charakter instynktowny i podświadomy, właśnie dzięki podobieństwom przyciągających się temperamentów. Brzmi to może mało konkretnie, ale dopiero niedawno odkryto pojęcie tzw. biopola (biologiczne promieniowanie u każdego człowieka), będącego m. in. cechą temperamentu. Usiłowanie ,sprawdzenia" temperamentów przez kontakt seksualny jest zatem pozornie prawdziwym testem. .
osiągnął, to umysł pełen wątpliwości i głowę przeładowaną .
Ponieważ rozwój sprzeczności klasowych postępował .
jednak pewien rodzaj samo obserwacji, która pyta o prawa własnej .
iż bierze go do niewoli. .
się w świętej nagonce przeciw temu .
- Nigdy nie wiem - zawołał Harry do Hagrida, przekrzykując hałasujący wózek - jaka jest różnica między stalagmitami a stalaktytami! .
odwoluje .
- Gdy Płaksin spytał mnie o zdanie, to ja zdecydowałem, że powinniśmy badania przeprowadzić w anglii. Zarówno AFIP, jak i laboratorium FBI w Waszynktonie są znakomite, ale ja wybrałem Petera Gilla, ponieważ znałem go osobiście, a brytyjski Ośrodek Medycyny Sądowej jest najlepiej przystosowany do przeprowadzenia tego rodzaju śledztwa - badania DNA mitochondrialnego. Poza tym brałem już pod uwagę zwrócenie się o pomoc do księcia Filipa. Wiedziałem, że będzie skłonny nam pomóc, jeśli badania zostaną przeprowadzone w anglii. Należało znaleźć sponsorów. W przypadku naukowców rosyjskich zawsze najważniejszą sprawą są fundusze. Nie ma barier politycznych, ale są finansowe i nie wszystko jest możliwe. 15 września 1992 roku Paweł Iwanow znalazł się na pokładzie odrzutowca lecącego z Moskwy do Londynu. W bagażu podręcznym, zapakowane próżniowo w folię polietylenową, znajdowały się próbki kości udowych pobrane z dziewięciu szkieletów z jekaterynburskiej kostnicy. Na lotnisku Heathrow Iwanow spotkał się z Nigelem McCrery, producentem z telewizji BBC, który brał udział w negocjacjach związanych ze sprowadzeniem kości do anglii. .
Okazuje się, że życie we dwoje jest procesem ewolucyjnym, stale zmieniającym się, a jego przebieg zależy w równym stopniu od naszych cech, dyspozycji, jak i od umiejętności przewidywania. Stąd m. in. w wielu krajach postuluje się nauki przedmałżeńskie, przygotowanie do życia w rodzinie, w których kładzie się nacisk na rozbudzenie wyobraźni i ukazanie ewolucyjnego i zmiennego charakteru życia we dwoje, podaje najbardziej typowe prawidłowości, frustracje i konflikty. .
iał o różnych sławnych postaciach, które dla niego były .
.
w ten sposób, że nikt jego nie widział ani on nikogo. Jedynym .
- Tak, ale tylko dlatego, że mnie tam zaciągnęli. Wie pan, że nie lubię takich rzeczy. Nie jestem... Jak by to powiedzieć... nie mam takich skłonności jak inni mężczyźni. - Glenthorpe znów nerwowo zacisnął dłonie. - Tak czy inaczej wycofałem się. Tamci śmiali się ze mnie, ale nie przejmowałem się tym. Chciałem odejść. Dziewczyna uwolniła się. Wybiegła w noc. Potem był wypadek. Spadła ze skały. - A co pan zrobił? .
- Ty koniosraju jeden - zadudnił basem, unosząc widły i bodąc nimi powietrze przed twarzą chłopca. .
dejść, lecz nie przystępować do ataku, czekając aż nadejdą posiłki. Kilku komandosów z „Wbite Element", jadących ulicą Roosevelta, zbli-' żyłoby się do północnego krańca ambasady, tam wyskoczyłoby z ciężaró-wek i przedostało się przez mur na teren ambasady, aby .
- Tu sami swoi - Kokeszko zatoczył ręką szeroki krąg, ale widząc skamieniałą twarz Kargula, skurczył się w sobie. .
- Traci pan wyczucie sytuacji, Branson. - W głosie O'Hare nadal .
- Nie słyszę - odkrzykiwałem. .
- Nie wiem, jak się tego domyśliłam - wspomina Jenkins - ale od razu wiedziałam, że to Willi Korte. Przed zakończeniem rozprawy Korte wstał i szybko opuścił salę. Z perspektywy czasu, jaki upłynął od rozstrzygnięcia sprawy, Richard Schweitzer domyśla się, co wówczas zaszło: .
propozycji. Kiedy opowiadałem to ludziom tutaj, pękali ze śmiechu. .
- A widzisz! Sprawiedliwy jeste¶ dla siebie, to będzie jeszcze z ciebie .
najlepszy ze wszystkich możliwych światów. - Dałby Bóg, mówiła .
- Słucham, mamselle. Maresa zniknęła w łazience i do Genevieve dobiegł odgłos puszczanej wody. Gdy pokojówka wróciła, Genevieve dodała: - Jak będę w wannie, możesz rozpakować walizki i posprzątać tu. Kiedy znalazła się w łazience, niedbale rzuciła ubranie na podłogę, jak to robiła jej siostra, odkąd skończyła pięć lat. Weszła do wanny. Nie wiedziała, co ma myśleć o Maresie, czy, na przykład, nie zdawała ona komuś raportów o AnnieMarii. Na swój sposób była ładna, miała nie narzucający się typ urody. Pozornie cicha i układna, ale Genevieve przypomniała sobie to nienawistne spojrzenie jej oczu, gdy przyjechała rano do zamku. Przez chwilę rozkoszowała się gorącą kąpielą. Po chwili od drzwi rozległo się dyskretne pukanie. - Jest szósta trzydzieści, mamselle. Kolacja będzie dziś o siódmej. - Jeśli się spóźnię, to się spóźnię. Poczekają. Zastanowiła się, czy nie lepiej byłoby zyskać trochę na czasie. Mogłaby wymówić się zmęczeniem i zostać w pokoju. Należało jednak mieć na uwadze generała. Im wcześniej go spotka, tym lepiej. Niechętnie wyszła z wanny, sięgnęła po wiszący za drzwiami jedwabny szlafrok i wróciła do sypialni. Usiadła przy toaletce, a Maresa natychmiast zaczęła szczotkować jej włosy. Denerwowało to Genevieve, lecz zmusiła się do spokoju i siedziała tam, gdyż tak zrobiłaby AnnaMaria. - W co mamselle się ubierze? .
Rosji nie przyniósł polepszenia bytu zwykłego człowieka, jaki .
Pruderia - zahamowanie, fałszywy wstyd. .
złotemu cielcowi. Tradycje nazywacie trupami, szlachectwo przes±dem, a cnotę .
posługiwałem się tylko w tym celu, aby zwrócić uwagę czytelnika .
potraktowałjako przedstawicieli domu pogrzebowego, z pewnym zaskoczeniem patrzył na walizy. Nagle przeniósł spojrzenie na Anię i wreszcie pojął swoją pomyłkę. Otworzył szerzej drzwi i objął przekraczającą próg delegację pełnym współczucia .
wpływająca do nerki jest oczyszczana w licznych tzw. kłębuszkach naczyniowych, nefronach, które są elementami czynnościowymi nerek. Krew jest tam filtrowan, a następnie niektóre substancje są ponownie wchłaniane, a reszta przepływa z nerek do pęcherza moczowego i stamtąd jest wydalana poza organizm. Nerki to w istocie skomplikowane fabryki chemiczne, które zachowują równowagę różnych substancji w organizmie, w tym także wody. Są wyspecjalizowane w utrzymywaniu równowagi wodnej twojego organizmu-możesz wypić tylko litr wody dziennie albo aż kilkanaście w czasie jednego posiedzenia i ciągle jeszcze będziesz żył. Jednak nerki nie mogą produkować moczu o stężeniu soli większym niż 2 procent. Jeżeli wypijesz roztwór podobny do wody morskiej (która ma 3 procent soli), to nerki muszą zabrać dodatkową wodę z twojego organizmu, żeby rozcieńczyć nadmiar soli w moczu. Wskutek tego procesu organizm ulega odwodnieniu. Wyjaśnia to sens cytatu z Pieśni o starym żeglarzu S. T. Coleridge'a: "Dookoła woda, woda, ale do picia ani kropli". ~%'~ Biała część ptasich od/ 1 chodów to mocz. U człowieka ciekłe pozostałości przemiany materii są zbierane w pęcherzu moczowym i wydalane jako płynny mocz. U owadów, gadów i ptaków jest inaczej. Woda jest zabie Rozmnażanie sig i rozwój zwierząt 35 .
- A on czego tu łapę pcha? .
Nelson, który cierpiał szalenie z powodu swego niskiego wzrostu i .
przerywamy operację przeglądania. Sekwencja klawiszy CTRL+C (lub CTRL+BREAK) jest bardzo często wykorzystywana do przerwania działania komend DOSa. Działanie wielu programów komputerowych również można przerwać, stosując te klawisze. Warto o tym pamiętać. .
.
dyktatura zagradza naszemu krajowi drogę rozwoju jak zbutwiała .
- To się zobaczy. W każdym razie jedzenie ci przy-szlemy Domińką - powiedział Chuny. Chaim stal i patrzył na mnie, a kiedy oddałem mu jego pistolet, zaśmiał się głośno. Zbyt głęboko zakorzeniła się moja przyjaźń do niego, aby się ją dało czym bądź przysłonić. Nie było sensu kryć w sobie tego wszystkiego, na co zasłużył, nikt tego nie oduczy i nie odmówi. - Tak - mówił - oddaj pistolet. Spojrzał mi prosto w oczy i pokręcił głową. Ach, żeby szczęśliwie wrócić i po prostu wszystko mu wyjaśnić. - No, a teraz - powiedział Wąskopyski - trzymaj się mocno - podał mu swoją ogromną rękę i westchnął głęboko, łatwo było odgadnąć, że jest wzruszony. 254 .
-Skąd to wiesz? Janeczka odwróciła się i popatrzyła na brata. Pawełek wetknął twarz pomiędzy fotele. -Od Zbinia. Stefek doniósł. A Zbinio od brata Wiesia, wczoraj mu się wygadał wieczorem. W nerwach. .
- Uważa się, że do mutacji [w rodzinie] może dojść mniej więcej raz na trzysta pokoleń - powiedział. Dodał jednak, że dotyczy to heteroplazmii, którą odkrył, a nie mutacji, która jego zdaniem prawdopodobnie - czego jednak nie mógł udowodnić - jest przyczyną heteroplazmii. .
Pozostał sam i te obawy samotno¶ci, te jakie¶ dziwne, ciemne trwogi zaczęły mu .
- Daj spokój o tym chamie. A może Bernard Endelman podoba ci się? .
-Opatrzność zesłała - odparł uroczyście -Leszek i stanął wreszcie nieco chwiejnie na nogach. - Wyleciał z biurka? - spytał z żywym zainteresowaniem Wiesio, spoglądając na mnie. - A może komuś z kieszeni? - powiedziała niepewnie Monika. - No więc? - powtórzył kapitan równie ostro jak poprzednio: - Co to było? Co tu się w ogóle dzieje? - Stypa - wyjaśniła uprzejmie Alicja. - Wyprawiamy stypę... Kapitan patrzył na nas wzrokiem pełnym potępienia. Wahał się przez chwilę i prawdopodobnie zastanawiał się, co można zrobić w obliczu takiej gromady pijanych świadków. Istniała duża szansa, że po wytrzeźwieniu nikt nic nie będzie pamiętał. - Proszę się nie ruszać - rozkazał. Przeszedł do gabinetu, zostawiając za sobą szeroko otwarte drzwi i nie spuszczając z nas wzroku podniósł słuchawkę. Aparat Matyldy leżał na podłodze w charakterze drobnych szczątków. - Wezwał stosowne posiłki i wrócił. Przyjrzał się uważnie trwającym posłusznie w bezruchu uczestnikom stypy i zwrócił się do mnie. - Pani jest też pijana? .
Krytyka .
nacisk premiera Bieleckiego sprawił, że doszło do podpisania dokumentu o „przyszłym" (!) nawiązaniu stosunków dyplomatycznych; minister Skubiszewski znowu .
- Nie powiem złego słowa o Biuu Maplesie, ponieważ jest świetnym specjalistą - powiedział jeden z niedoszłych szefów zespołu. - Ale była to oferta złożona Rosjanom przez sekretarza stanu, a my byliśmy członkami zespołu rządowego. Z punktu widzenia śledztwa przypuszczam, że bylibyśmy najlepszymi specjalistami w Ameryce, zwłaszcza w przypadku analizy DNA, ponieważ Maples nie mógł przeprowadzić takich badań i ostatecznie i tak zostały one przeprowadzone w anglii. Posiadamy jedno z nielicznych laboratoriów na świecie, w których można przeprowadzać badania DNA mitochondriamego. Posiadamy olbrzymie laboratorium patologii wyposażone w najnowocześniejszy sprzęt, to samo dotyczy z resztą laboratoriów FBI. Jako zespół amerykańskich specjalistów pracujących na zlecenie rządu mogliśmy rzeczywiście reprezentować Stany Zjednoczone. A po tej historii nikt nam nawet nie zechciał nam podziękować, czy choćby wyrazić ubolewania. Przez długi czas był to tutaj drażliwy temat. .
przychodzą do nas w stanie snu. Są jak sny, powiększają się i .
Racjonalnej i Sprawiedliwej Organizacji Państwa" F.BASTIAT'a, i .
- Nie to nie. Wcale się do niego nie pchamy. Możliwe, że... Przyszło jej do głowy, że na ulicy Tuwima był pan Wolski. Zawahała się. Porucznik już odzyskał równowagę po swoim chwilowym wybuchu, patrzył na nią pytająco. .
- W porządku!... - woła ktoś z gromady. .
trzeba, gotowym w sprawach zawodowych na wszystko. Lubił przy .
- Zbadaliśmy waszą planetę i postanowiliśmy ją skolonizować. - Było to po prostu stwierdzenie faktu, bez cienia wahania czy wątpliwości. Spojrzałem na niego ze zdumieniem. .
biegł Chrysler. Prezydent spojrzał na niego zamglonym wzrokiem. .
filtry masek, ani tym bardziej tego, że rozmaite gru- .
intensywnej praktyce, prawdziwy Guru w pełni rozwinął swoją .
Związek partnerski może powstać w przypadku istnienia dojrzałych osobowości partnerów. Dojrzałość psychoseksualna jest jednym z elementów dojrzałości całej osobowości kierowanej przez system wartości. Dojrzałość ta, to m. in. harmonijne scalenie wszystkich struktur psychicznych (intelektualnych, emocjonalnych, motywacyjnych, seksualnych...), umiejętność realizacji celów życiowych, zdolność do poznania siebie, osiągnięcie niezależności emocjonalnej, ekonomicznej, zdolność do pełnienia określonych ról społecznych wynikających z płci, wykształcenia, zawodu, postawy wobec innych osób, określającej ich jako równych sobie w godności, szacunku. .
gdy to zdarzenie w nas zachodzi, wygląda na współczucie .
eferat na jekaterynburskiej konferencji w lipcu 1992 roku wygłosił doktor Paweł Iwanow. Obiektem zainteresowań Iwanowa, wesołego, ciemnowłosego, czterdziestojednoletniego biologa molekularnego z Moskiewskiego Instytutu Biologii Molekularnej im. Engelchardta (wchodzącego w skład Rosyjskiej Akademii Nauk) było badanie DNA. Iwanow powiedział, że pod koniec 1991 roku Władysław Płaksin, szef Instytutu Medycyny Sądowej, zwrócił się do niego z prośbą o zbadanie możliwości wykorzystania nowej metody badawczej do identyfikacji kości odnalezionych przez Aleksandra Awdonina i Gelija Riabowa. Iwanow zdawał sobie sprawę, że nie można tego zrobić w Moskwie. Nikt w Rosji "nie posiadał wystarczającego doświadczenia w badaniu kości tą metodą" - wyjaśnił na konferencji, poza tym w Rosji brakowało też odpowiedniej aparatury badawczej. Pomimo to, przebywając w grudniu 1991 roku w Londynie, odwiedził ośrodek kryminalistyki w Aldermaston, w Berkshire, należący do ministerstwa spraw wewnętrznych i rozpoczął negocjacje w sprawie utworzenia wspólnego zespołu, który składałby się z angielskich i rosyjskich specjalistów. Na początku lipca 1992 roku, już w dwa tygodnie po konferencji, rosyjskie ministerstwo zdrowia i brytyjskie ministerstwo spraw wewnętrznych zawarły porozumienie. Wspólne badania prowadzone będą w Aldermaston; weźmie w nich udział doktor Peter Gill, dyrektor Centrum Badań Molekularnych z Ośrodka Medycyny Sądowej (FSS) ministerstwa spraw wewnętrznych, sir Alec Jeffreys z uniwersytetu Leicester (twórca metody, która za pomocą DNA pozwala ustalić tożsamość) oraz doktor Erika Hagelberg z uniwersytetu Cambridge (genetyk molekularny specjalizujący się w analizie fragmentów kości). Rosyjskim naukowcem w tym zespole miał być sam Iwanow. Wszystkie wydatki z wyjątkiem kosztów podróży miał pokryć brytyjski Ośrodek Medycyny Sądowej, a koszty podróży (ograniczające się właściwie do przelotu do anglii i z powrotem) będą opłacone przez władze okręgu swierdłowskiego, które przychylnie ustosunkowały się do tego projektu. Iwanow wyjaśnił na konferencji, że testy przeprowadzone w anglii pozwolą stwierdzić, czy pomiędzy dziewięcioma ekshumowanymi szkieletami występuje pokrewieństwo. Ponadto, o ile ze szczątków uda się pozyskać pozbawione zanieczyszczeń próbki DNA, i jeżeli żyjący potomkowie carskiej rodziny wyrażą zgodę na pobranie od nich próbek krwi, możliwe stanie się ostateczne rozstrzygnięcie, czy w grobie rzeczywiście spoczywały szczątki cara Mikołaja II i jego rodziny. .
Burza szalała teraz już nie wokół Goleniowskiego - twierdzenie, jakoby był carewiczem, już dawno przez rosyjską emigrację zostało uznane za "absurdalne", "śmieszne", "sowieckie fałszerstwo" - ale wokół ojca Jerzego. Duchowny został brutalnie zaatakowany przez wydawaną w Ameryce rosyjską prasę. Przełożeni zakazali mu ochrzczenia małej Tatiany, musiał też przy każdej okazji powtarzać, że nazwisko "Romanow" jest w Rosji tak częste jak "Smith" w Ameryce, że jako ksiądz nie mógł odmówić ślubu parze mającej do tego prawo, że Goleniowski nie może być tym Aleksym Mikołajewiczem Romanowem, oraz że jego obecność na ślubie nie oznacza, jakoby cerkiew popierała roszczenia pana młodego. Wyjaśnienia ojca Jerzego nie były przekonujące dla jego oskarżycieli, zwłaszcza gdy wyszło na jaw szerokie na trzy szpalty ogłoszenie w piśmie GournalAmerican" zapłacił podobno sam pułkownik Goleniowski), że przed ceremonią ojciec Jerzy pięciokrotnie odwiedzał Goleniowskiego w jego mieszkaniu. Grabbego poproszono o rezygnację z członkostwa we wszystkich rosyjskich organizacjach emigracyjnych i przez pewien czas był bojkotowany. Trzydzieści lat później ojciec Jerzy, dziś emerytowany biskup Grzegorz, wyjaśnia motywy swego postępowania. 30 września 1964 roku o godzinie piątej rano zadzwonił do niego Goleniowski mówiąc, że jego żona zaraz będzie rodzić i że ma wszystkie dokumenty. Ojciec Jerzy udał się do ich mieszkania, gdzie czekali na niego spodziewający się dziecka państwo młodzi oraz wydawca o nazwisku Robert Speuer. Goleniowski wręczył księdzu zezwolenie na ślub wystawione na nazwisko Aleksego Mikołajewicza Romanowa oraz sądowy wyrok potwierdzający zmianę nazwiska z "Michał Goleniowski" na "Aleksy Romanow. .
W wyciu wiatru, w szumie ulewy nie słyszano jego odpowiedzi. Zamachał dwa razy ramieniem i ręką wskazał w kierunku grani pomiędzy Małym Jaworowym a sąsiadującą z nim turnią. Czy chciał jeszcze przeszukać żleb, leżący za grzędą, czy wydało mu się, że słyszy wołanie Szulakiewicza, czy też widząc stromą, wąską półkę skalną, która zaczyna się na grzędzie i biegnie w prawo, sądził że szybciej wydostanie się nią na grań i zejdzie bezpiecznie na południową stronę? - nie dowiemy się tego nigdy. Zginął im z oczu za skalną krawędzią. Pozostali na miejscu pełni niepokoju pomimo odrętwienia i zmęczenia. - Wracajcie, Klimku! - krzyknął jeszcze raz Zaruski. .
A książka jest to "Puszcza wodna w lesie" .
Wśród cudacznych pomysłów mego przyjaciela znalazł się jeden, którego duch abstrakcji nie ogarnął tak wyłącznie i który można, chociaż w słabym stopniu, oddać opisem słownym. Był to mały obraz, przedstawiający wnętrze piwnicy czy też podziemi niepomiernie długich, prostokątnych, o murach niskich, wygładzonych, białych, bez żadnych ozdób, bez żadnych przerw. Pewne szczegóły dodatkowe kompozycji ułatwiały zrozumienie tego, że ów tunel znajduje się niezwykle głęboko pod powierzchnią ziemi. Nie widać było żadnego wyjścia w całej jego olbrzymiej rozciągłości. Nie widać było żadnej pochodni, żadnego źródła sztucznych świateł, a mimo to wylew wezbranych promieni snuł się od końca do końca i zatapiał wszystko fantastycznym i niepochwytnym blaskiem. .
- Czym mogę panu służyć, sir? - zapytał, gdy Artemis zatrzymał się obok niego. W pytaniu tym, wypowiedzianym z należytym szacunkiem, Artemis wyczuł ostrzeżenie. Nie ulegało wątpliwości, że mężczyzna, ubrany w płaszcz z peleryną, w kapeluszu nisko nasuniętym na oczy, pełni nie tylko rolę stangreta, ale i przybocznego strażnika. .
oddziały pokażą na co je stać, jeszcze nadej- .
z nikim. Czytywał więc Wujka, i nic dziwnego, że nie tylko jego .
ka. To dlatego w 1943 roku doszedł do wniosku, że tylko jasnowidz może .
- To już milicja dokładnie zbadała. Siedziała jak kamień bez przerwy i tylko raz weszła do gabinetu, nie zamykając za sobą drzwi. Wtedy właśnie prysnął Jarek, który cały czas na to czatował, ale zrobił to jeszcze za życia. To znaczy za życia Tadeusza. Jak wracał, to już go wszyscy zauważyli. - No, no. I nic nie wiadomo? Kogo oni podejrzewają? .
135 .
siebie wiódł martwym, cofniętym w tył wzrokiem po głowach kolegów, czerniej±cych .
westchnął, litując się nad anachronizmem tych poglądów. - Trzeba politycznie myśleć, a ty, Kaźmierz, zawsze masz pretensje do całego świata. - Bom prawdziwy Polak - bez wahania odparł Kaźmierz, uderzając się kułakiem w miejsce, gdzie w wewnętrznej kieszeni marynarki tkwił portfel. .
- zapytała zdumiona Bemice. - Właśnie tak. Potrzebny jej jestem wyłącznie do znalezienia tego cholernego ducha, który ją prześladuje. Jestem dla niej wynajętym pracownikiem, a nie kochankiem. - Och, rozumiem, co pan ma na myśli. - Bemice wydęła wargi. - Tak, istnieje problem ducha Renwicka. Czekał przez moment, ale ona nie próbowała podważać jego wniosku. Wstał i podszedł do okna. - Nie sądzę, żeby darzyła mnie jakimiś cieplejszymi uczuciami. - Próbował pan ją o to zapytać? .
W przypadku Windows również należy wiedzieć o kilku rzeczach, aby rozpocząć pracę, ale system jest znacznie czytelniejszy i bardziej "przyjazny" dla użytkownika. Uruchomienie wybranego programu (aplikacji) ůsprowadza się do wskazania jego tak zwanej ikony i przyciśnięcia lewego klawisza myszy (o sposobie .
- Iwanow już dawno pytał mnie, czy bylibyśmy zainteresowani w przeprowadzeniu tych badań - mówi Gill. Kiedy mnie o to poprosił, musiałem udać się do ministerstwa spraw wewnętrznych. Tam wzięto pod uwagę wszystkie polityczne aspekty tej sprawy i w końcu udzielono nam zgody. Politycznych aspektów było wiele, na różnych płaszczyznach. Najbardziej oczywistym problemem były stosunki panujące pomiędzy rządem Johna Majora a prezydentem Borysem Jelcynem. Obydwaj politycy byli zainteresowani urzeczywistnieniem przedsięwzięcia, które od dawna już planowano: wizyty królowej w Rosji. Rosji od 1908roku, kiedy to król Edward VII wraz z królową Aleksandrą przypłynęli jachtem do Tallina (wówczas Rewola), aby złożyć wizytę carowi Mikołajowi II i cesarzowej Aleksandrze, nie odwiedził żaden monarcha Angielski. .
wymagać od ludzi, aby w nie wierzyli. Kiedy opowiadałem ludziom, jak żyje .
Cząsteczki gromadzone były w małą, zagęszczoną kulę. Obecni tam .
Eksploracyjno-Kolonizacyjną ONZ, która wykorzystywała nowo .
- Co ja jestem, Opatrzność?! Boże, co za banda kretynów! Wszyscy robicie, co tylko można, żeby podpaść, a ja mam was teraz bronić! Niech was wszystkich piorun trafi! Następna niewinna się znalazła! Nie wiem, co pani ma zrobić, pomodlić się o miłosierdzie boskie i życzyć milicji powodzenia! - Niech pani nie będzie podła megiera, cała moja nadzieja w pani - powiedziała Jadwiga stanowczo. - Niech się pani wypcha swoją nadzieją. Teraz już mnie pani dobiła, ręce mi opadają. Dość mam tego całego śledztwa i tej waszej niewinności i dajcie mi święty spokój!!! Nie słuchając dalszych błagań Jadwigi uciekłam do pracowni. Najbardziej denerwowało mnie to, że jej informacje muszę zachować w tajemnicy, bo nie ma na świecie takiej władzy śledczej, która by w tej sytuacji uwierzyła w jej niewinność. Zresztą, nawet jeśli go zabiła, to postąpiła bardzo słusznie i niech jej nie wykryją!... A jeśli nie ona, to kto? Kto wreszcie ukatrupił tego Stolarka?! Zbyszek? Wiesio? Witek? Ryszard, Kacper, Monika?... Żeby to wszyscy diabli wzięli!!! . W pokoju zastałam sądny dzień. W czasie mojej rozmowy z Jadwigą Janusz dostał wiadomość, że za dwie godziny musi dostarczyć Ance oprawiony projekt architektury siedmiu budynków w celu przedstawienia go orzecznikowi konstrukcji. Projekt architektury był na razie w wyświetlarni!... W momencie kiedy wróciłam, Janusz zdążył już przynieść z przekupionej na kredyt wyświetlarni część śmierdzących amoniakiem odbitek i cały zespół obcinał je w szaleńczym pośpiechu. Moje przybycie wywołało dziki vybuch entuzjazmu. - Siadaj! - krzyknął Janusz. - I pisz! Masz tu wszystko, papier, kalkę, formularze, pisz! Wódkę ci postawię, krakowiaka będę z tobą tańczył, tylko skończ za dwie godziny! !! - Z byka spadłeś - powiedziałam z wściekłością. - Piętnaście stron za dwie godziny! Idiota! Nie wdając się w dalsze rozważania jego stanu umysłowego usiadłam do maszyny, bo opisy techniczne musiały być oprawione razem z resztą projektu, a szybciej ode mnie pisała tylko Matylda. Z góry było wiadomo, że na nią nie ma co liczyć. Wyładowywałam swoją furię, łupiąc w nieszczęsną maszynę, a reszta zespołu szalała nad oprawami. Wiesio składał rysunki, Witold je spinał, waląc z hukiem w nadpsuty zszywacz, Janusz kleił w okładkach, Leszek robił grzbiety i przyklejał na wierzchu nalepki, a Anka z rozwianym włosem wydzierała mu z rąk każdy kolejny egzemplarz. Istne piekło! Pisałam cały czas i w chwili oprawiania pierwszego budynku byłam dopiero w połowie opisu. Każdy następny miał kilka stron więcej, co było zupełnie pozbawione sensu, ale mieliśmy nadzieję, że śpieszący się orzecznik nie będzie tego dokładnie sprawdzał. Po trzech godzinach katorżniczej pracy oddaliśmy Ance ostatni budynek i odetchnęliśmy z ulgą. - Uff! - westchnął Janusz, ocierając sobie pot z czoła i rozmazując przy tym po twarzy smugę kleju. - Ale nam popędu dodała! Niech to szlag trafi! Wiesio postanowił kategorycznie nic już tego dnia nie robić. Zgodnie z tym postanowieniem nie drgnął nawet, kiedy wszedł Witek i zażądał od niego wyszukania matrycy urbanistyki skarpy w Płocku. Wydawszy owo polecenie Witek wyszedł, a Wiesio siedział dalej. - Bardzo dobrze wiem, gdzie ta matryca jest - powiedział z głębokim zadowoleniem. - On ją tam sam schował, a teraz zapomniał. Ale nie pójdę do niego od razu, niech myśli, że jej tak długo i z takim wysiłkiem szukam. Otumaniona wszystkimi kolejnymi rewelacjami, a potem szaleńczym waleniem w maszynę, również straciłam zapał do pracy. Spojrzałam na Wiesia i przypomniała mi się Jego tajemnica. Mój Boże, co on znów takiego mógł wymyślić i czy ja się tego kiedyś dowiem? W gruncie rzeczy Wiesio był skryty... Witold, który nie lubił niepotrzebnie tracić czasu, wściekły na to obłędne oprawianie projektu, z obitą ręką, ze śmietnikiem na stole, postanowił iść do domu. Zebrał swoje rzeczy i znikł. Lekkomyślnie spojrzałam w kąt za jego pustym stołem. Oczywiście, diabeł zmaterializował się natychmiast, jakże mogło być inaczej. Odwrócił krzesło Witolda, ustawiając je twarzą do mnie, wyjął zza ucha bardzo długiego papierosa, zapalił go, używając moich zapałek i usiadł wygodnie. Przypatrywałam mu się bardzo niechętnie i czekałam, co powie. Diabeł milczał. Nie zamierzałam się do niego pierwsza odzywać, bo byłam wściekła, a on najwyraźniej w świecie traktował mnie lekceważąco. Rozglądał się po pokoju, omijając mnie wzrokiem, aż wreszcie zatrzymał spojrzenie na Wiesiu. Wpatrywał się w niego i wpatrywał, a Wiesio siedział sobie beztrosko, nie wiedząc wcale, że jest przedmiotem obserwacji złego ducha. Wreszcie nie wytrzymałam nerwowo. - Gdybyś był dobrze wychowany, tobyś przynajmniej powiedział "dzień dobry" - oświadczyłam zgryźliwie. - Niby dlaczego? - zdziwił się diabeł, spoglądając wreszcie na mnie. - Przecież cały dzień cię widzę. Zamurowało mnie. Rzeczywiście, to bydlę mogło się przez cały czas koło mnie pętać, a ja bym o tym nic nie wiedziała. Okropna myśl! - Wczoraj też mi siedziałeś nad głową? - spytałam, tknięta niepokojem, kiedy już odzyskałam głos. - A coś ty myślała? Taką idiotkę mam zostawić samo-pas? .
(Jak to przyjemnie móc powiedzieć po prostu "Dorota"... Jak to brzmi śmiało i swobodnie!) - Jest gruba i ma czarny wąsik nad wargą. Przygotowuje mi co wieczór kąpiel i sprawdza, czy nie nabiłem sobie guza i czy nie zadrapałem się w łokieć, i mówi, że sprawi mi któregoś dnia tęgie lanie. Chłopiec wyrwał z ziemi kępkę trawy i spojrzał na nią nachmurzony. Arietta zauważyła, że jego dolna warga ciąży gniewnie. - Moja matka mieszka w Indiach - rzekł. - Powiedz mi, dlaczego utraciliście te wszystkie wasze bogactWa. - Otóż - zaczęła opowiadać Arietta - kocioł w kuchni pękł, gorąca woda przeciekła przez podłogę i zalała nasze mieszkanie i wszystko, co tam stało, i już sięgała zakratowanego okienka. Najpierw gorąca, potem zimna. Mój tatuś pracował dzień i noc, próbował ratować nasze rzeczy. A to było w marcu i strasznie wiało przez kratę, i tatuś przeziębił się, zachorował i nie mógł wychodzić na pożyczanie, więc wuj Henryk musiał go zastępować. I wszystkie nasze rzeczy były po tej powodzi uszkodzone, a najbardziej ten ptak, zimorodek. Piórka mu powypadały i wielka skręcona sprężyna wyskoczyła zjego boku. przez całą wiosnę tatuś pracował, żeby wszystko naprawić, a głównie drzwi, żeby się zamykały i żeby nie było przeciągów, bo z kraty wciąż wiało - a piórka zimorodka mama wetknęła w swój pilśniowy kapelusik. I w tym czasie ja właśnie przyszłam na świat, a tatuś wyzdrowiał i znów zaczął wychodzić na pożyczanie. Ale tatuś jest zmęczony i nie lubi wdrapywać się na firanki, szczególnie jeśli nie mają frędzelków... - Pomogłem mu trochę - rzekł Chłopiec - gdy zobaczyłem go z tą filiżanką. Drżał cały. Przypuszczam, że się wystraszył. - Mój ojciec miałby się wystraszyć? - zawołała Arietta gniewnie. - Bać się... ciebie? - dodała wyniośle. - Może nie lubi wdrapywać się tak wysoko - wyraził przypuszczenie Chłopiec. - Bardzo lubi - odpowiedziała Arietta. - Tylko nie lubi firanek. Mówiłam ci już. Firanki go męczą. Chłopiec żuł w zamyśleniu źdźbło trawy. .
b) ci wszyscy ludzie są fałszywi, niby się śmieją, ale naprawdę to wrogowie, .
129 .
Skóra jest cienka, wilgotna i chłodna, a na skutek zaburzeń czynnościowych ze strony naczyń krwionośnych mogą się pojawiać parestezje lub sinica palców rąk. .
Posuwali się powoli stojąc w rzędzie samochodów czekających na wjazd do Polski. Przejście graniczne w Kołbaskowie nie jest szczytem elegancji ani dobrej organizacji. Formalnie należy do Niemców. Ponieważ sto metrów obok rozpoczęto budowę nowego przejścia, więc stare porzucone i nie konserwowane umierało śmiercią naturalną. Ogólny nastrój apatii udzielał się również straży granicznej. Kontrolowali tylko niektóre samochody, a i to bez szczególnego entuzjazmu. Celnicy snuli się między blaszanymi barakami pamiętającymi jeszcze wczesne lata siedemdziesiąte. Raz po raz spoglądali na zegarki. Był wczesny wieczór i do końca zmiany pozostawało jeszcze sześć godzin. Robert wyłączył radio. Spojrzał przez przednią szybę. Żołnierz z ochrony pogranicza ruchem ręki nakazał Biedronie podjechać na wysokość blaszanego baraku. Robert podjechał Mercedesem w ślad za nimi. Stanął jednak dobrych pięć metrów w tyle. Biedrona wysiadł z samochodu i podszedł z celnikiem do bagażnika. Cichy stanął obok żołnierza, który sprawdzał paszporty. Spojrzał w stronę Roberta i mrugnął porozumiewawczo. Z baraku wyszło dwóch żołnierzy uzbrojonych w pistolety maszynowe. Jeden z nich pchnął Biedronę na klapę bagażnika zanim ten zdążył ją jeszcze otworzyć. Drugi chwycił Cichego za nadgarstek i skuł kajdankami. Nawet nie zdążył się odwrócić. Nie miał zresztą po co. Drugi żołnierz pochwycił jego rękę i wykręcił do tyłu, tak że chrząstka trzasnęła w łokciu. - "Wiedziałem" - przemknęło Robertowi przez myśl. Ale w tym momencie przed maskę Mercedesa wszedł celnik. Spojrzał na tablicę rejestracyjną, potem na Roberta. Obejrzał się za siebie, żołnierze odprowadzali Cichego i Biedronę do baraku. Celnik obszedł samochód i stanął przy drzwiach. - Kontrola celna. Poproszę dokumenty samochodu, paszport, prawo jazdy. Robert wygrzebał dokumenty z półki koło radia i podał je celnikowi. - Do kogo należy samochód? - Przyjaciel matki pożyczył, żebym skoczył do domu na dwa dni. Pojutrze wracam. - Nazwisko właściciela? - Tam pisze - odparł. Celnik podniósł wzrok na Roberta. Przez chwilę wpatrywał się prosto w oczy. - Mówi się, jest napisane. Nie uczyli w szkole? Czy zgłasza pan jakieś towary do oclenia? - Nic takiego nie mam. - Czy przewozi pan w samochodzie rzeczy, które nie należą do pana? Robert zawahał się. - Nie. Celnik przyglądał się Robertowi. - Proszę zjechać na bok i otworzyć bagażnik. Wskazał palcem wolne pobocze obok dużej ciężarówki Volvo stojącej na poboczu. Zabrał dokumenty i odszedł do baraku. Robert miał kłopoty, żeby drżącą ręką uchwycić kluczyki w stacyjce. Zjechał na wskazane miejsce, zatrzymał samochód, wyłączył silnik. W baraku za metalową żaluzją Cichy i Biedrona coś tłumaczyli straży granicznej. Biedrona najwyraźniej był w dobrym nastroju. Kpił sobie z żołnierza, bo ten, poczerwieniał na twarzy. Poderwał się do niego z pięściami, ale w porę wyhamował i nie doszło do rękoczynów. Cichy spojrzał przez okno i dostrzegł Roberta w samochodzie. Ich spojrzenia się spotkały. Robert wysiadł z samochodu i przeszedł do kufra bagażnika. Zanim podniósł klapę spojrzał na barak celników. Biedrona tłumaczył coś zawile wymachując rękami. Cichy bezczelnie śmiał się, nic nie robiąc sobie z przedstawienia. Kontrolnie spojrzał w okno. Dostrzegł Roberta otwierającego klapę bagażnika i jego twarz spoważniała. Robert pochylił się nad walizką i nacisnął równocześnie zamki po obu stronach. Nie odpuściły. Powtórzył mocniej, ale bezskutecznie. Spojrzał na barak. W oknie obok Cichego i Biedrony pojawił się celnik z dokumentami w ręku. Otworzył paszport, wystukał numery na klawiaturze komputera. Spojrzał w okno. Robert szarpnął leżącą na wierzchu walizkę. Była ciężka. Nie pamiętał aby tu leżała, gdy Cichy przepakowywał swoje rzeczy z toreb. Pod nią leżała druga skórzana walizka. Wyciągnął ją na wierzch i szarpnął za zamki. Tym razem odskoczyły posłusznie. Podniósł wieko i znalazł w jej wnętrzu kupione przez Cichego koszule. Wziął pierwszą z wierzchu i rozpakował ją. Celnik wyszedł z blaszaka i skierował się w stronę Mercedesa. Jedynym tematem zaprzątającym jego myśli od dwóch tygodni, był wyjazd na urlop. Wykupił wczasy w miejscowości o wdzięcznej nazwie Swomygace. Zafascynowała go nazwa i obecność szczupaków w pobliskim jeziorze. Wspominając zeszłoroczne połowy podszedł do Mercedesa, a nie widząc kierowcy ruszył w stronę otwartego bagażnika. Robert stał tyłem. Wyglądało na to, że się przebrał. Miał na sobie czarne spodnie i jasną koszulę. - Co to piknik? - złośliwie zapytał celnik. Robert gwałtownie się odwrócił. Nie mógł odpowiedzieć, bo właśnie mył zęby. Skończył szorowanie szczoteczką; wyjął z walizki plastykową butelkę z mineralną wodą. Nie spiesząc się odkręcił ją, nabrał w usta łyk i chwilę płukał po czym splunął na asfalt tuż pod nogi celnika. - Do dziewczyny jadę. Muszę się odświeżyć - posłał celnikowi swój najlepszy uśmiech. Jeszcze raz sięgnął do walizki. Wyjął swoją starą podkoszulkę i starł nią resztki pasty z policzków, wysmarkał nos i odrzucił z powrotem do walizki. - Chce pan przejrzeć co jest wewnątrz? - zapytał celnika. Celnik nie chciał. - Tak wygląda chamstwo, gdy się dorwie do szmalu - mruknął pod nosem. Rzucił paszport do wnętrza walizki, zawrócił w miejscu i odszedł. Robert zamknął bagażnik i siadł za kierownicą. Jak długo sięgnął pamięcią wstecz nigdy nie potrafił się na nikogo wściekać. Można by powiedzieć, że jego zewnętrzna ekspresja miała równie urozmaicony wykres co elektrokardiogram nieboszczyka. Często sam miał do siebie o to pretensje. Tego wieczoru jednak coś w nim pękło. Poczuł się dotknięty do żywego. Zlekceważono go, oszukano, bezwzględnie wykorzystano. Przez moment myślał, że Cichy jest równym kumplem, cwaniakiem, który wplątał się w przemyt, ale jednak kumplem. Pomylił się. Włączył silnik. Spojrzał na okno blaszanego baraku. Cichy patrzył na niego wzrokiem bez wyrazu. Do okna podszedł żołnierz i przekręcił żaluzję. Cichy zniknął. Jadąc do Szczecina złożył sobie święte przyrzeczenie - "Nigdy, nigdy więcej". Nie mógł Mercedesem jeździć nocą po mieście, bo od dziesiątej wieczór policja kontrolowała wszystkie lepsze auta. Nie mógł zaparkować pod domem, bo mógł go ktoś zobaczyć. Przecież nie był Miss Polonią, żeby nagle wygrać Mercedesa. Na ulicy samochód z niemiecką rejestracją postałby może siedem, a może dziesięć minut zanim by go skradli. Pojechał do Czarnego. - Papiery, kluczyki. Te rzeczy też są Cichego - postawił walizki na posadzce. Zdjął skórzaną kurtkę i rzucił obok razem z dokumentami i kluczykami od Mercedesa. - A gdzie Cichy? - spytał Czarny. Płomień na kominku lizał okopcone krawędzie marmurowych kolumn. Czarny siedział w głębokim fotelu. Obok w drugim siedział Skorpion, wyjątkowo przytomny tego wieczoru. Kobra rozłożony na skórzanej kanapie zażerał winogrona. Robert poluźnił krawat, ale nie mógł go do końca rozpiąć., - Został na granicy - odpowiedział niepewnie. Czarny poważnie przyglądał się Robertowi. Był dobrym psychologiem. - Sam został? - spytał. .
- A teraz, panie Burton, proszę powiedzieć, co pan wie o Młodych Włoszech. .
- zdziwiła się Madeline. - Odbyłam z nim interesującą rozmowę w tym czasie, kiedy ty i pan Hunt byliście w domu pana Pitneya. Miałam okazję bliżej go poznać. Jest to bywały w świecie dżentelmen. - Naprawdę? .
Funkcjonalność programu ogranicza się do elementarnych możliwości: wysyłanie nowej wiadomości, odpowiedź pocztą (reply), odpowiedź na grupę (followup), przesłanie wiadomości z newsów dalej pocztą (forward), zapisanie wiadomości do pliku. Nie ma możliwości zakładania - bardzo popularnych wśród użytkowników news - filtrów eliminujących z wyświetlanego wykazu listy, których ze względu na temat bądź osobę autora nie mamy ochoty czytać (tzw. killfile). Podobnie jak w Minuecie, brak obsługi MIME, a więc polskich liter możemy używać "na własne ryzyko" (choć w newsach w zdecydowanej większości przypadków powinny one raczej być przetransmitowane poprawnie). .
- Kiedyś tak było. Zmarła na białaczkę w 1938 roku. .
.
- Siadaj - powiedział Bennie do Deckera, gdy Esperanza wrzucał monety do automatu. Decker usadowił się w fotelu naprzeciwko Benniego, przekonany, że pod oddzielającym ich biurkiem znajduje się pistolet. .
- Big deall - powiedziała Ania, wzruszając ramionami. .
będzie musiała zerwać wszystkie połączenia ze swoimi .
Dom Czarnego jak zwykle jasno oświetlony, jak latarnia z daleka naprowadzał przyjezdnych pod bramę. Tym razem nie było ochroniarza, a uchylone skrzydło kraty pozwalało bez przeszkód wjechać na parking pod domem. Robert postawił motocykl na nóżkach i zdjął kask. Jeep z żółtą plandeką na dachu stał obok żółtej Corvetty. Samochody były pootwierane, a kluczyki wisiały w stacyjkach, co nie było niczym dziwnym, ponieważ kradzież spalonej zapałki z tej posesji byłaby aktem samobójczym. Zwyczajem tego domu były kolacje na które zapraszano mamę Cichego. Urocza kobieta obdarzona niezwykłym humorem i kompletnym brakiem poczucia rzeczywistości z zawodu i zamiłowania była malarką. Czarny zakupił nawet jeden z jej obrazów na akcji charytatywnej, z której dochód przeznaczono na pomoc dzieciom niepełnosprawnym. Kupił wtedy kilka obrazów miejscowych malarzy, ale tylko tego jednego nie spalił. Naprawdę polubił w nim pewną tajemnicę. Niby nic. Obraz przedstawiał dziewczynę stojącą między drzewami na skraju jeziora. Intrygujące w nim było to, że dziewczyna spoglądała gdzieś w bok poza ramy obrazu, a jej twarz zdradzała niepokój. Robert wszedł po schodach na korytarz. Świtało a gwar rozmowy docierał z jadalni. Przystanął w półmroku korytarza ukryty za szklaną szafą. W całym domu roiło się od porcelany. W szklanych gablotach stały filiżanki, chińskie wazy, rodzajowe figurki przedstawiające sceny myśliwskie lub pary zakochanych uchwycone w miłosnych pozach. Kolekcja imponująca i warta ciężkie pieniądze. Z jadalni dobiegał kobiecy głos: - Dołóż sobie synku, wystarczy dla wszystkich. No i co dalej chłopcy. Jakie plany? - Mamo - Cichy starał się bronić przed jej czułościami. Odkąd rozstała się z jego ojcem, a było to rok po urodzeniu syna, nie zaznał spokoju. Cała potrzeba ofiarowania miłości przelała się na niego. Na dłuższą metę było to obezwładniające. Nie miał jednak sumienia wyprowadzić się z domu i pozostawić mamy samej sobie. Nadal czuła się potrzebna swemu dziecku. I tak mogło trwać do emerytury, jego oczywiście, bo matki to nie mogło dotyczyć. Była niezniszczalna. - Jakieś studia, co? - rozejrzała się dookoła. Przy stole siedzieli Kobra, Cichy, Skorpion i Biedrona. Czarny stał na werandzie i rozmawiał przez telefon. - Trzeba stanąć na własnych nogach. Pieniążki trzeba zarabiać - tłumaczył Skorpion. - Studia to dzisiaj szkoła zawodowa. My studiujemy życie - dorzucił Kobra wymiatając resztki smażonej ryby z talerza. - Życie towarzyskie na wydziale erotycznym. Zajęcia prowadzi dziekan Waliszewska - dorzucił Skorpion spoglądając na Kobrę. - Dorotka zresztą - dodał Kobra. - Mamo. Dzisiaj trzeba żyć szybko i mocno, póki jest się młodym. Robert stał w cieniu korytarza i słuchał dobiegającej go rozmowy. Przez szczelinę drzwi obserwował stół i biesiadników. - Zwłaszcza młodym i pięknym - szepnął Skorpionowi Biedrona. Obaj spojrzeli na Cichego. - Kto zje rybki? - mama Cichego zwróciła się z otwartym pytaniem. - Ja! - prawie krzyknął Kobra i zanim Biedrona chwycił widelec do ręki, zgarnął ostatnią rybę na swój talerz. - Nasmażyłam, a wy nie jecie - narzekała mama. Robert wszedł do jadalni. Pierwszy dostrzegł go Cichy. Gestem ręki zaprosił do stołu. - Dzień dobry - powiedział ogólnie. - Dzień dobry - odpowiedzieli zgodnym chórem Biedrona i Kobra. - Jak tam Amerykanka - Kobra nie dawał spokoju. - Wyszła z Prymusem, Casanova niech spierdala - bronił go Cichy. - Nie ważne. Dopadnie ją. Mały nie ma szans - powiedział rozbawiony Biedrona. Robert odłożył kask motocyklowy na stolik i siadł obok Cichego. Biedrona podsunął mu kawałek niedojedzonej ryby, ale Robert podziękował. Cichy zignorował złośliwości. Pochylił się do Roberta. -To świetna dziewczyna, nie rezygnuj. Dogadaj się z panienką i jedźcie sobie gdzieś w góry. Jak nie masz forsy to pogadaj z Czarnym, on ci pożyczy. Czarny stał na tarasie i dojadał z talerza rybę. Właśnie zakończył długą rozmowę przez telefon. Wyszedł na taras, żeby nie przeszkadzać przy stole. Teraz stał oparty o słup i wydłubywał smakowite kęsy ze smażonego pstrąga. Robert zadał pytanie i stanął w drzwiach czekając na odpowiedź. W końcu Czarny podniósł na niego wzrok. - Ile? Pięć, dziesięć, sto milionów? I z czego oddasz? - Znajdę jakąś pracę i ci oddam - zapewniał Robert. Czarny pokiwał przecząco głową. - Wyprujesz z siebie flaki, a potem kopną cię w dupę, tak jak twojego starego. Robertowi nabiegły do oczu łzy. Chciał się rzucić na Czarnego z pięściami. Nikt nie miał prawa obrażać jego ojca. To prawda, że wszyscy o nim zapomnieli. Gdy był świetnym sportowcem, drzwi się nie domykały od kolesi i działaczy. To prawda, że na ostatnią operację kolana wydali resztkę oszczędności. Wszyscy się odwrócili. Nie było już dawnego klubu sportowego, nie było związku, nie było prezesów. Pozostali sami, ale dumni. Robert odwrócił się do drzwi i ruszył do wyjścia, ale zawahał się. Czarny wiedział o Robercie więcej niż chciał to ujawnić. Znał jeszcze jeden szczegół z jego życia, o którym na razie nie wspomniał. Nie musiał. Robert nie wyszedł. Po jego ostatnich słowach mógł się obrazić, ale prawda o życiu osłabiała charaktery. - Jest robota. Za duże pieniądze. Jeden dzień pracy i na kilka lat spokój - usłyszał za sobą Robert. - Jeśli naprawdę jesteś inteligentny, to nie będziesz biedny - dodał Czarny. .
- Ale tam. .
- I kto ma to zrobić? - zainteresował się zgryźliwie porucznik. - Ja czy wy? Janeczka poczuła się nagle bezradna. Szajka, którą chcieli szybko i dokładnie zlikwidować, stanowczo przerastała ich siły. Praworządność wyglądała jakoś dziwnie i sprzecznie ze zdrowym rozsądkiem. W żaden sposób nie mogli zyskać wpływu na obrady sejmowe i wszystko to razem prawie nie mieściło się w głowie. - Okropne - powiedziała ze wstrętem. - Ja się na to nie zgadzam. Trzeba coś zrobić przeciwko temu bałaganowi i tym ludziom, ale wcale nie wiem co. - Ja mniej więcej wiem - odparł pocieszająco porucznik. - I oprócz mnie jeszcze kilka osób. Pułkownik... mój zwierzchnik, który się tymi aferami zajmuje, wyłożył to nawet w punktach, w piśmie skierowanym do odpowiednich władz. Ponadto już się dość dużo zrobiło. Kilkunastu przestępców zostało zatrzymanych i zapewniam was, że na dłużej niż dwie doby. A ich szefowie, chociaż ciągle bezkarni, jednak mają kłopoty. No, mogę wam też powiedzieć, że Niemcy bardzo się ucieszyli. Te kradzione samochody, które miały przyjechać tranzytem, już do nich wróciły. Złapaliśmy także sprzedawcę, który dostarczał złodziejom informacji o kupowanych samochodach i dorabiał kluczyki. Zlikwidowaliśmy dwa warsztaty, przerabiające numery. To już coś... .
Wkrótce po wyzwoleniu, chyba w roku 1946, byłem z żoną w Katowicach. Miałem bardzo zamożnie wyglądającą przedwojenną walizę opatrzoną zagranicznymi nalepkami. Jej to widocznie zawdzięczając, dostałem bez czekania w pierwszorzędnym hotelu podwójny pokój na pierwszym piętrze, opatrzony numerem 51. Boy hotelowy zabrał walizkę i skierował się na schody, ja stanąłem przed lożą portiera dla załatwienia formalności. Portier, poważny łysy pan, otworzył książkę meldunkową, wziął w rękę pióro i rozpoczął urzędowanie. .
Błysk: lądowanie; iskry na pustyni; tarcza - jak gdy- .
Pamiętaj, samo wyglądanie na człowieka nie oznacza, że jesteś człowiekiem. Dopiero wtedy, gdy zaczyna funkcjonować czwarty ośrodek, stajesz się człowiekiem. Wielu ludzi umiera jak zwierzęta, nigdy nie wznoszą się oni ponad seksualność. Nigdy nie poznają, że jest pewien rodzaj miłości, który jest ponad przeciwieństwami i który jest ogromnie spełniający, gdyż nie ma w nim konfliktu. Miłość jest bezwarunkowa, seks jest warunkowy. W seksie jest dawanie i przyjmowanie. W miłości po prostu wylewasz siebie. Nie domagasz się, nie ma zapotrzebowania. Nie chodzi o to, że nic nie dostajesz - dostajesz po tysiąckroć więcej, ale nie domagasz się tego. Dzieje się to po prostu samo z siebie, cała egzystencja obsypuje cię we wzajemności, odpowiada echem. .
się w świętej nagonce przeciw temu .
.
.
W opracowaniu opisujemy wersję 4.0 programu. Pomiędzy tą wersją i poprzednią zachodzi kilka istotnych różnic. Ponieważ wersja 3.0 jestjeszcze czasem używana, staramy się wskazywać najważniejsze spośród nich. .
- Hmm. Chwilę... Która godzina? Decker prowadził samochód trzymając przy uchu słuchawkę telefonu. .
- Owszem, będę. Posmutniał i rzekł: .
wystawami sklepów zapełnionych tandet± albo odpływali drobnymi strumykami do .
.
nalewał zachęcaj±c: .
Wychowani w tradycjach harmonii antycznej, w autorytecie dla współczesnej wiedzy mamy naturalną skłonność do kategoryzowania innych, inaczej mówiąc - do szufladkowania ich w ramach pewnych pojęć. W ten właśnie sposób dzielimy ludzi na uczuciowych, egoistów, lekkomyślnych... Trwałość tych ocen jest tak duża, że nawet ewidentna ich sprzeczność z realiami nie zmienia raz wydanej opinii. Niekiedy jednak spotyka się osoby wyłamujące się z wszelkich schematów. Mam tu na myśli, nieliczne wprawdzie, ale istniejące osobowości barwne, bogate, o wielu cechach złożonych i sprzecznych. Istnieje w nich jakby wielość natur: alłruisłycznej i egocentrycznej, wrażliwej i brutalnej, cynicznej i subtelnej, władczej i biernej, uczuciowej i chłodnej. Ta rozpiętość charakterologiczna wikła widzenie tej osoby przez otoczenie, które wyraża różne opinie, bo też i sprzeczne są zachowania tej osoby. Tego typu osobowości niepokoją, irytują, a także fascynują. Specyficzna sytuacja powstaje w związku, w którym partner usiłuje jasno sprecyzować cechy charakteru trudnego diagnosłycznie partnera, nie mieszczącego się w typowych schematach. Nieokreśloność i barwność takiej osoby prowokuje do jej rozgryzienia, irytuje rzekomą niekonsekwencją i zmiennością. Często usiłuje się wychowywać ją, aby pasowała do czarnobiałego obrazu: czasem i w psychoterapii popełnia się tego typu błędy. Związek z tego rodzaju nietypową osobowością może być fascynujący. Bogactwo jej cech niweczy monotonię, ubarwia codzienność. 21 Natomiast u osoby statecznej, ceniącej utarte ścieżki i jasne sytuacje, taki partner budzi irytację, przekonanie o jego nieodpowiedzialności, niedojrzałości: "Cenię sobie spokój, zajmowanie się domem, wspólne wieczory przy telewizji, zabawy z dziećmi. On natomiast ma jakieś dziwne zainteresowania i pomysły, czyta książki filozoficzne, to znów techniczne, encyklopedie; z jednej strony lubi towarzystwo, lecz bywają takie dni, że chce być samotny, jest taki zmienny, że nie mamy ze sobą wspólnego języka". Natomiast u osób nietypowych rodzi się uczucie niezrozumienia, przebywania w różnych światach, dystansu: "Nie znoszę monotonii i stale powtarzającego się tego samego rytmu życia. Potrzebuję przyjaciół, wizyt, lektur, lecz także i samotności, bezczynności. Człowiek nie może wszystkiego planować jak komputer: przecież dzisiaj mogę mieć chęć na film, a jutro na spacer. On natomiast pragnie porządku, jak w sądzie, chce, abym na kilka dni naprzód określiła swoje chęci i plany. Jesteśmy z innych planet". Największy konflikt powstaje wówczas, gdy jedno z partnerów reprezentuje cygański styl życia (intensywne przeżywanie danego dnia, nieliczenie się z jutrem, ciągła improwizacja, żywość emocjonalna, autentyzm bez uwzględniania reakcji otoczenia), a drugie - stateczną mieszczańskość. Można sobie zadać pytanie, w jaki sposób powstał ten związek? Odmienność potrafi przyciągać. Natury żywe, zmienne, sprzeczne oczekują bezpiecznej przysłani, równowagi u partnera, i odwrotnie. Nie zawsze jednak dochodzi do jedności przeciwieństw, zaczyna bowiem przeważać to, co dzieli. Najczęściej proces ten zaczyna się w okresie narastania instynktu gniazda u kobiety. W czasie chodzenia razem, na początku związku, cygańskość partnera bywa źródłem fascynacji, zauroczenia. W przypadku stabilizacji i organizowania ogniska rodzinnego zmieniają się oczekiwania i potrzeby wobec partnera. Jemu natomiast ideał stabilizacji i organizacji gniazda może nie odpowiadać, nie jest głównym celem życia: "Jego styl bycia bardzo mi odpowiadał, ale było to dobre wtedy, kiedy nie mieliśmy dzieci. Teraz jest mi potrzebny mąż i ojciec, który pomoże mi w domu, będzie przy mnie i przy dziecku, który na pewien okres zrezygnuje ze swych potrzeb czytelniczych i poznawczych, ze swych wariackich pomysłów i będzie spokojnie zajmował się domem", Mamy zatem do czynienia ze zmianą oczekiwań i potrzeb, skądinąd zrozumiałych, ale wymagających innego stylu bycia i myślenia u partnera. Nie zawsze jednak dochodzi do takiego przeobrażenia. Specyficzną formą sprzecznych zachowań bywają zachowania seksualne: one również wyrażają sprzeczności i zmienności tkwiące w osobowości: "Nie mogę jej zrozumieć. Jednego dnia oddaje mi się jak dziewica, jest uczuciowa, delikatna. Widzę w niej kobiecość, wrażliwość. Innego dnia jest wulgarna, wyuzdana. Jeszcze kiedy indziej zachowuje się jak opiekunka, starsza i bardziej dojrzała partnerka 22 wobec młokosa. Muszę powiedzieć, że jej nie znam, nie potrafię przewidzieć, kiedy jaka będzie, nie wiem, czy to nie choroba. Ale ona taka zmienna jest we wszystkim". Inny przykład: "Nie wiem, co sądzić o moim mężu. Jest to idealny ojciec, mąż, przyjaciel i kochanek. Jednocześnie bez skrupułów zdradza mnie, nie ma żadnych wyrzutów sumienia. Na ogół jest dobry i wrażliwy, bywa jednak okrutny, zimny, brutalny. Potrafi poruszyć piekło w obronie swych podwładnych, ale potrafi też zrazić się i chować urazę. Kocham go i czasami nienawidzę, jego koledzy i podwładni chyba podobnie czują, a jednocześnie nie chciałabym mieć nikogo innego. Gdybym zaczęła życie od początku, też wybrałabym jego". Partnerzy o osobowości złożonej, skomplikowanej stawiają specjalne wymagania. 2ycie z nimi zależy od nastawienia, stopnia tolerancji, zrozumienia przez partnerów. Jeżeli trafią na współpartnerów akceptujących ich "nietypowość" i zdolnych do stworzenia wspólnoty, związek taki może być bardzo szczęśliwy. MAŁŻEŃSTWA MIĘDZYNARODOWE Zagadnienie związków partnerskich między osobami o różnej narodowości jest w naszym piśmiennictwie rzadko poruszane. Wynika to zapewne z faktu ich rzadkości oraz ich "eksportowego" charakteru, gdyż większość tych małżeństw opuszcza Polskę. W krajach wielonarodowościowych, jak np. USA, ZSRR, zagadnieniem tym zajmują się publikacje popularne oraz fachowe, ale trudno przenieść na nasz teren podawane w nich informacje; sam fakt wielonarodowości spotykanej w życiu codziennym, w zakładach pracy, czyni z tego zjawiska coś powsz< Sinego. W staropolskiej obyczajowości również mieliśmy do czynienia z wielością kultur na-24 rodowościowych i częste były małżeństwa mieszane; ich dzieje przedstawione są w literaturze, która raczej zgodnie podkreśla ducha tolerancji i zgodności współżycia. Trudno mi powiedzieć, ile jest w Polsce małżeństw zawartych między osobami o różnych narodowościach; wyłączam z tych rozważań małżeństwa z kręgu dawnej wielonarodowej Rzeczypospolitej, np. Polaka z Ukrainką itp., istnieje tu bowiem naturalny charakter swojskości. Koncentruję się jedynie na związkach Polaków z przedstawicielami narodów niesłowiańskich. Zrozumiałe, że doświadczenie wyniesione z gabinetu lekarskiego może zniekształcać proporcje, ponieważ przychodzą do Innie potrzebujący pomocy. Jeżeli jednak do tego typu doświadczeń dodam osobiste znajomości, to ryzyko zbytniego uogólnienia własnych spostrzeżeń nie będzie chyba tak duże. Czy małżeństwa mieszane narodowościowo są ogólnie bardziej udane od innych, czy też nie? Otóż odpowiedź na to pytanie wymaga najpierw prześledzenia typowej fazowości więzi w tych związkach. Początkowy okres trwania tych związków, tzn. taniec godowy w okresie przedmałżeńskim, pierwsze lata małżeństwa, jesł zazwyczaj bardzo atrakcyjny i fascynujący. Partnerzy są zaintrygowani innością obyczajów, stylów bycia, egzotyzmem drugiej osoby, charakterystyczną atrakcyjnością rasy, narodowości. Wspomniane wyżej różnice są silnym czynnikiem wzajemnego przyciągania, dostarczają wielu ciekawych odkryć, porównań, dają posmak przygody życiowej, a także skupiają na sobie zainteresowanie rodzin, otoczenia, co również zwiększa atrakcyjność więzi. Jeżeli dodamy do tego możliwości wyjazdów zagranicznych, a w wielu przypadkach i dość dobrego standardu materialnego, to można ocenić start tych związków za udany. Również odmienności obyczajowe w zakresie seksu nie są tu bez znaczenia. Partnerzy przenoszą do swojego związku pewne odmienności ról seksualnych, partnerskich, style ars amandi, upodobania co do atrakcyjności zewnętrznej, co również może sprzyjać atrakcyjności związku. Kolejną ważną sprawą może być swoisty awans społeczny, poczucie przynależności do innego kręgu środowiskowego itp., co również sprzyja większemu poczuciu satysfakcji z tego związku, a przejawy zazdrości ze strony otoczenia, ciekawość, zainteresowanie podnoszą poczucie własnej wartości. Z tych właśnie względów wiele związków mieszanych ma ogólnie lepszy start do życia we dwoje i większe poczucie atrakcyjności więzi. Komplikacje zaczynają się później, kiedy powszednieje egzotyka partnera, następuje stabilizacja życiowa, rozwijają się kontakty rodzinne i środowiskowe. Wówczas pojawia się pewien naturalny dystans i jako ważne stają się różnice, które właśnie teraz dają o sobie znać. Okazuje się np. że inność w postawach wobec roli mężczyzny i kobiety, wynikająca z uwarunkowań kulturowych, inność stylów bycia, zainteresowań zaczyna rzutować na więź uczuciową, a także 25 i seksualną, na poczucie satysfakcji z życia. Na tym łle pojawiają się konflikty między partnerami i okazuje się, jak silne są nasze uwarunkowania kulturowe, wychowawcze i narodowościowe, gdyż partnerzy walczą ze sobą argumentami dotykającymi dumy narodowej, wyższości lub niższości danej kultury. Z moich kontaktów z tego typu związkami wynika, że np. Polkom najczęściej zarzuca się: nadmierną pewność siebie, niezależność, skłonność do dominacji, małą aktywność seksualną, potrzebę uzewnętrzniania swego standardu w celu wywyższenia się nad innymi. Natomiast naszym panom zarzuca się; chwiejność uczuciową, brak dbałości o wygląd zewnętrzny, zbyt małą adorację wobec kobiet, rozpolitykowanie, irracjonalność. W związkach mieszanych po 10 i więcej latach trwania konflikty są znamiennie częste i dlatego proces osiągania harmonii wymaga wiele wysiłku, dyplomacji i taktu wobec uczuć narodowych. W tym okresie ujawnia się również przewaga ciążenia ku danej narodowości, jej kulturze. Inaczej mówiąc, w związkach mieszanych nie ma federacji narodowości, ale przeważa dominacja jednej z nich i poczucie przynależności do niej partnera, który jakby zmienia skórę. Nieraz wynika z konieczności, czasem z warunków, lub też z dominacji partnera i narzucenia przez niego stylu życia. Pozostaje jeszcze problem jesieni życia, w której wiele osób ujawnia tendencje emocjonalnego powrotu do swych korzeni, źródeł pochodzenia. Pojawia się np. potrzeba powrotu do kraju, miasta swego dzieciństwa, nostalgia (bardziej charakterystyczna dla Polaków); mogą wówczas nasilić się konflikty wynikające z przynależności narodowościowej. Wiele osób rozwiązuje tego typu problemy przez szukanie kontaktów z przedstawicielami własnej narodowości, stwarza sobie azyl psychiczny, który może im poprawiać samopoczucie. W wielu udanych związkach jedno z partnerów na tyle generalizuje pozytywne uczucia wobec partnera, iż obejmują one i jego narodowość, przez to powstaje poczucie przynależności do tej narodowości. Jak więc z tych rozważań wynika, małżeństwa mieszane - po przeważnie udanym i fascynującym starcie - muszą włożyć wiele wysiłku w osiągnięcie wzajemnej harmonii i przystosowania. Nie zawsze jednak udaje im się to osiągnąć. W zasadzie każda osoba decydując się na taki związek powinna dobrze poznać obyczajowość narodu partnera, aby później nie przeżywać rozczarowań. Posłużę się konkretnymi przykładami z własnej praktyki. W małżeństwie Polki z Włochem, osiadłym w rodzinnych stronach męża, pojawiły się konflikty, kiedy okazało się, że postacią centralną jest matka męża. 2ona zorientowała się, że pozostaje w jego uczuciach na drugim planie. Na domiar złego dziecko zostało całkowicie przejęte przez rodzinę męża - zatem do jednej frustracji dołączyła się druga. W innym znów małżeństwie Polki z Murzynem, należącym do jedne-26 go ze szczepów afrykańskich, konflikty pojawiły się wtedy, kiedy żona nie była w słanie zaakceptować jego poligamii, natomiast mąż potraktował fakt pisania przez nią pamiętnika jako "uwięzienie" jego ducha. Od zerwania z jego strony tego związku wybawił ją sąd plemienny. W innym małżeństwie polskokolumbijskim pojawił się konflikt, kiedy mąż - zgodnie z duchem machismo - stworzył trwały związek pozamałżeński, traktowany jako oczywista realizacja męskości. Mógłbym tego typu przykłady mnożyć. Małżeństwa te zgłaszały się do mnie w czasie spędzania w Polsce urlopów. Psychoterapię małżeńską musiałem" poprzedzić analizą lektur etnograficznych, filozoficznych, aby lepiej rozumieć specyfikę problemów. Podobne zresztą problemy mają psychoterapeuci np. w USA, których formacja została ukształtowana w duchu anglosaskiego protestantyzmu. Ich "aparat" myślowy i diagnostyczny okazał się całkowicie nieprzydatny w tego rodzaju narodowościowych problemach małżeństw mieszanych. Inaczej mówiąc, psychoterapia małżeństw mieszanych wymaga znajomości specyfiki kultur, co stawia duże wymagania terapeucie; ważna jest zwłaszcza umiejętność dystansowania się wobec własnych korzeni kulturowych i teoretycznych. Dotychczas koncentrowałem się głównie na związkach problemowych, konfliktowych, ale jest wiele takich, w których właśnie specyfika obyczajowości i tradycji kulturowych okazała się czynnikiem mocno spajającym więź i zwiększającym atrakcyjność związku. Dotyczy to partnerów, których oczekiwania i potrzeby zostały w tych związkach optymalnie zaspokojone. Również posłużę się przykładami. Wiele cudzoziemek w związkach z Polakami wysoko sobie ceni bezpośredniość kontaktu, rycerskość, brak cech rasizmu. Wielu Polaków w małżeństwach z kobietami Dalekiego Wschodu odkryło kobiecość ciepłą, uległą, nastawioną na prymat mężczyzny, jego satysfakcję z życia seksualnego. Nic zatem dziwnego, że przy określonej strukturze potrzeb psychicznych właśnie obyczajowość danej narodowości może dać znacznie wyższy poziom satysfakcji. Małżeństwo mieszane może zatem okazać się bardziej atrakcyjne w wielu wymiarach i sprzyjać dobremu przystosowaniu. Tego typu związki są częste, a konflikty w nich są o wiele rzadsze. W miarę upływu czasu więź partnerska ulega pogłębieniu i partnerzy mają poczucie nie tylko optymalnego wyboru, ale i świadomość szczęścia. Być może uda się w przyszłości stworzyć antologię, pamiętniki opisujące losy małżeństw mieszanych. Wydaje mi się, że wśród wielu pamiętników, które ukazały się w naszym piśmiennictwie, tego typu lektura byłaby pasjonująca. Można założyć, iż w dobrze przystosowanym związku, opartym na miłości i dojrzałości partnerów, przekroczenie granic swej kultury, obyczajowości, uwarunkowań środowiskowych może wzbogacać osobowość, poszerzać horyzonty. Dowodem łego są losy niektórych osób, których narodowa inność sprzyjała 27 fascynacji daną kulturą i oryginalności spojrzenia na nią. Niejednokrotnie dystans przestrzenny i obyczajowy wobec własnych korzeni kulturowych właśnie zwiększał atrakcyjność własnej narodowości, a partnerzy stawali się w odległych stronach przysłowiowymi ambasadorami swego narodu. Jednym z najważniejszych problemów w małżeństwach międzynarodowych jest różnica systemów wartości danej kultury, z której pochodzą partnerzy. Konflikty powstają najczęściej wówczas, gdy usiłuje się narzucić drugiej osobie ten system lub udowodnić jego wyższość. W wielu związkach, na szczęście, partnerzy potrafią stworzyć odpowiedni system tolerancji, szacunku dla wartości wyznawanych przez drugą osobę. Ma to szczególnie ważne znaczenie w funkcjach wychowawczych, dzieci bowiem mogą być wychowywane w obrębie jednego systemu kulturowego lub w obu systemach. Wyniki badań nad rodzinami polonijnymi wyraźnie wskazują, że takie dwa rozwiązania są często spotykane; w pierwszym dochodzi do utożsamiania się z kulturą kraju, w którym się żyje, a w innych do zachowania tradycji, języka i pamięci o kulturze kraju pochodzenia jednego z rodziców. Dla partnerów płaszczyzna kulturowego porozumienia z dziećmi ma duże znaczenie. WOLNY CZAS A WIĘŹ PARTNERSKA Rokowanie co do przyszłości danego związku oraz ocena jego atrakcyjności dla partnerów zależy od wielu czynników: głębokości uczuć, seksu, dopasowania charakteru itp. Zapomina się niekiedy, iż również ważnym czynnikiem jest styl spędzania wolnego czasu przez partnerów. Wiemy aż nadto dobrze, że typowe małżeństwo nie ma go za wiele dla siebie, tym bardziej jest więc ważna jakość jego realizacji. Jeżeli przyjrzymy się temu bliżej, to okaże się, że styl spędzania wolnego czasu przez partnerów jest czułym testem istniejącej między nimi więzi, ich wzajemnej atrakcyjności oraz losów przyszłości. W wielu związkach wolny czas jest tylko pozornie spędzany razem, po prostu każde z partnerów zajmuje się czymś innym, "są razem ciałem, ale nie duchem". Inne związki rzucają się w wir aktywności zewnętrznej; życie łowa-29 rzyskie, kino, brydż iłp. l łu również są i zarazem nie są razem. Natomiasł szczere rozmowy ograniczają się do konkretnych sytuacji domowych, wynikających z opieki nad dziećmi, organizacji gospodarstwa, planów weekendowych czy urlopowych. Powstaje zatem dość często spotykana sytuacja, iż wolny czas zamiast "do" wyraża tendencje "od". Innym typowym rozwiązaniem wolnego czasu jest przenoszenie do domu swych problemów z pracy zawodowej; partner jest słuchaczem monologu na temat stosunków w pracy, przykładów walki, rywalizacji, niekiedy prosi się go o poparcie, wyrażenie zdania, ale najczęściej szuka się w nim sojusznika dla zajmowanej w pracy postawy. Na początku trwania związku sprawy wynikające z pracy zawodowej mogą być czynnikiem "do", poznaje się bowiem bliżej środowisko i potrzeby partnera, ale po pewnym czasie zaczyna to być nużące, a rola słuchacza tych samych spraw i odgromnika może nawet zniechęcać do drugiej osoby. Inni, zmęczeni codziennym rytuałem pracy, zajęć, szukają w wolnym czasie rozrywki, a partner ma być jednym z jej uczestników, towarzyszem, l tu również partnerzy tylko w części są razem. Nieraz zdumiewa wręcz rzadkość sytuacji, w których partnerzy otwierają szczerze swoje wnętrze wobec drugiej osoby, a dialogi na temat więzi seksualnej należą do szczególnie rzadkich. Tego typu rozmowy często wzbudzają zaskoczenie, iż tak bardzo różnimy się między sobą, a partner ujawnia nowe, nieoczekiwane uprzednio cechy, potrzeby. Małżonkowie po szczerych, stymulowanych przez terapeutów rozmowach bywają zaskoczeni, iż tak mało siebie znają, tak wiele zalegało w nich odległych spraw. Inna rzecz, że często świadomie ucieka się od tzw. trudnych rozmów przez spłycenie i bagatelizowanie problemów. Istnieje również często spotykana inność płci: dla wielu kobiet możność wygadania się stanowi ważną katharsis dla ich psychiki, a dla wielu mężczyzn jest to banalność, wolą lakoniczną rzeczowość, która z kolei zniechęca kobiety. Sztuką dialogów partnerskich jest umiejętność słuchania i pobudzanie do otwarcia się i mówienia. Nieraz godzinna szczera rozmowa więcej znaczy dla przyszłości związku niż obfitość rozrywek. Sztuka spędzania wolnego czasu, dostosowana do potrzeb partnerów i sytuacji związku, należy do jednej z trudniejszych umiejętności. Wspólne dialogi, bycie razem, przeżywanie muzyki, lektur, wymiana czułości i pieszczot nie tylko ograniczających się do przysłowiowego łóżka, mogą więcej uczynić dla spójności i satysfakcji związku niż najbardziej bogate w rozrywki i wysoki standard życie. To samo dotyczy zresztą wychowania dzieci i znalezienia z nimi wspólnego języka. Stale słyszymy o braku wolnego czasu, a jego nieliczne godziny umykają w drugo i trzeciorzędne działania. Chociaż zabrzmi to może nieprawdopodobnie, uważam, że do większości dramatów małżeńskich i nieporozumień nie doszłoby, gdyby 30 partnerzy w odpowiedniej chwili znaleźli czas dla siebie i szczerze otworzyli wobec siebie swe serca; podobnie wygląda sprawa w przypadku problemów seksualnych. Wolny czas jest zatem szansą udanej więzi. Wolny czas jest również swoistym testem zainteresowania życiem małżeńskim i rodzinnym. Wypełnianie go wieloma pracami, hobby, działalnością zawodową może być formą ucieczki od domu. Zdarza się również, że niektóre osoby tak dalece wciągają się w działalność zawodową, społeczną czy w realizowanie swych zainteresowań, że wprost tracą zdolność wypoczynku w kręgu rodziny, a dom staje się dla nich przysłowiowym hotelem. W udanych małżeństwach, rodzinach wolny czas jest planowany w taki sposób, aby przybliżyć wszystkich członków rodziny do siebie, ceni się w nim każdą godzinę. Znam małżeństwa, w których dokładnie planuje się wypełnienia czasu wolnego w sposób maksymalnie wartościowy F dostosowany dla dobra wszystkich członków rodziny. DOJRZAŁOŚĆ MIŁOŚCI W wieku dojrzałym ujawniane są różne rodzaje miłości, począwszy od seksualnej, a kończąc na oblubieńczej, wszechstronnej. Można powiedzieć, że człowiek w każdym wieku jest zdolny do miłości. Czterdziestolatek może być romantyczny, sentymentalny, nastrojowy, ale i burzliwie namiętny, zapamiętały, może przeżywać amok. U jednych miłość w tym wieku jest łagodna i spokojna jak przystań, u innych pełna namiętności, burzy, zmiennych nastrojów. Miłość partnerów, którzy wkroczyli w swym związku w wiek dojrzały, bywa odmienna od tej wczesnej, młodzieńczej. Zazwyczaj jest mniej nastrojowa, sentymentalna, bardziej zrównoważona, spokojna. Dzięki osiągniętej znajomości siebie, stworzeniu wspólnoty domu, rodziciel-32 stwu, przystosowaniu seksualnemu miłość w udanym związku staje się bardziej dojrzała, tzn. cierpliwa, wyrozumiała, łagodna, altruistyczna, przebaczająca, ufna. Miłość ta obejmuje całego partnera, z jego wadami i zaletami, traktuje konflikty jako wprawdzie nieuniknione, ale wymagające rozwiązania najmniejszym kosztem. Miłość ta mniej wymaga słów, dowodów jej istnienia, przekonywania, strategii, przebiega bardziej w pozasłownym przekazie; partnerzy po prostu żyją nią na co dzień, są w niej. Dzięki dojrzałości psychicznej i rozwiniętej ars amandi ich miłość znalazła wiele nowych form wyrazu i pogłębiła się, dając poczucie bezpieczeństwa i oparcia, jednoczy we wspólnym celu życiowym, zapewnia wzajemną przyjaźń, pomoc i poświęcenie. Należy jednocześnie zdać sobie sprawę z tego, iż następstwa braku lub niedosytu miłości w wieku dojrzałym są o wiele większe niż w wieku młodzieńczym, istnieje bowiem lęk przed upływem czasu, potrzeba zyskania akceptacji swej męskościkobiecości, poczucie niezaspokojenia potrzeb seksualnych. Dojrzałość miłości m. in. wyraża się w tym, że partnerzy mają stałe poczucie więzi z drugą osobą, niezależnie od tego, czy są razem, czy oddzielnie, często ich systemy myślowe, sposoby przeżywania, a niekiedy i wygląd zewnętrzny upodabniają się do siebie. Są rzeczywiście jednym ciałem i jednym duchem. Niektórzy partnerzy określają swoją więź jako telepatyczną, potrafią bowiem wyczuć, że np. drugiej osobie przytrafiło się coś złego, że cierpi, że się zbliża itd. Niekiedy tego typu więź rzeczywiście jest na pograniczu zjawisk określanych jako paranormalne, ale nie można się temu dziwić, skoro więź psychiczna przebiega na wielu kanałach informacyjnych i przekracza granice czasu, przestrzeni. Jednym z ważniejszych zagadnień seksu dojrzałego jest odpowiedni poziom jego atrakcyjności. Muszę przyznać, że idea uatrakcyjniania współżycia seksualnego u wielu Czytelników rodzi niepokój, iż w ten sposób seks staje się sztuką dla sztuki, że traci swój więziotwórczy charakter, staje się zbyt techniczny, a nie uczuciowy. Zapewne, gdyby założyć istnienie idealnego związku partnerskiego, to żadne uatrakcyjnianie współżycia nie jest mu potrzebne, gdyż ich atrakcyjność miłości i współżycia są trwałe na wysokim poziomie. Książka nie jest jednak adresowana do ideałów, lecz do konkretnych ludzi, u których atrakcyjność seksualna zmienia się z czasem wobec partnera, a poziom podniecenia seksualnego stopniowo spada i dlatego wymaga odpowiedniego pielęgnowania i dopingu. Dzięki nim właśnie można utrzymać atrakcyjność więzi partnerskiej, która tak jest ważna dla podtrzymania więzi uczuciowej. Relacje między miłością a seksem są dwustronne, a nie jednostronne i dlatego w tej części pracy są omówione różnorodne fenomeny seksu dojrzałego, < celem przedstawionych rozdziałów jest podtrzymanie, rozwijanie • pogłębianie atrakcyjności seksualnej związku partnerskiego. Nie 3 - Seks do|rzały 33 odkrywam łu zresztą niczego nowego, gdyż zasada potrzeby uatrakcyjniania więzi seksualnej jesł znana od dawna i służyły jej różnorodne wskazówki i porady udzielane przez starsze pokolenia, podręczniki ars amandi, publikacje. Postęp seksuologii wymaga jednak odpowiedniego przedstawienia idei uatrakcyjniania więzi seksualnej, sama bowiem świadomość jej potrzeby to jeszcze nie wszystko. Fenomeny seksu dojrzałego wiążą się z okresem największej wiłalności ciała w sferze seksualnej, rozkwitu atrakcyjności erotycznej, wyuczeniem odruchowości i reaktywności seksualnej (zwłaszcza u kobiet). Młodość jest raczej okresem prób i błędów w sferze seksu, przystosowywania się partnerów, poznawania siebie w roli seksualnej. Natomiast wiek dojrzały jest kontynuacją i rozkwitem swego JA seksualnego. W związku partnerskim następuje przesunięcie zainteresowań w stronę więzi psychicznej i atrakcyjności więzi seksualnej. Fenomeny seksu dojrzałego obejmują strukturę potrzeb seksualnych, typy aktywności seksualnej, więzi partnerskiej, podtrzymywanie atrakcyjności współżycia. Tym zagadnieniom będzie poświęcona właśnie ta część pracy. POTRZEBY SEKSUALNE Struktura potrzeb seksualnych w wieku dojrzałym zmienia się w porównaniu z wiekiem dojrzewania, młodzieńczym. W młodości u wielu mężczyzn potrzeby seksualne były wyrazem presji biologii (potrzeba rozładowania napięcia seksualnego), trudności w opanowaniu podniecenia, wypływały z chęci sprawdzenia własnej męskości w sensie ilościowym, natomiast u wielu kobiet wiązały się z nastrojowością, 38 ciekawością, uczuciem wobec partnera (potrzeba oddania się), chociaż biologiczna presja tych potrzeb mogła być słaba, a sama kobieta nie była jeszcze rozbudzona seksualnie. W wieku dojrzałym struktura potrzeb seksualnych ujawnia duże zróżnicowanie oraz charakterystyczną odmienność płci. Potrzeby seksualne obejmują: zaspokojenie potrzeby przyjemności, równowagi służącej zdrowiu (odczuwany jest pozytywny wpływ współżycia na stan zdrowia, harmonię psychiczną, zadowolenie z życia) potwierdzanie swej męskokobiecej atrakcyjności, potrzebę więzi i bliskości z partnerem, miłości. ^Niekiedy współżycie seksualne służy potrzebom twórczego rozwoju osobowości. W przypadku rodzicielstwa współżycie seksualne w niektórych związkach nabiera nowego wymiaru - jednoczy partnerów w świadomości, iż seks przekracza granice ich osobowości, służąc przekazywaniu życia i powstawaniu nowej osoby. Ustabilizowany seksualnie i uczuciowo związek może wiązać się z przyzwyczajeniem w zaspokajaniu potrzeb seksualnych, które stają się codziennością podobną do innych czynności. Ma to swoje plusy, ale i minusy. Pozytywną stroną przyzwyczajenia seksualnego jest dostępność i łatwość zaspokajania potrzeb seksualnych, nawyk utrzymujący aktywność seksualną organizmu, cykliczność współżycia, korzystny jego wpływ na stan zdrowia, równowagi emocjonalnej. Negatywną natomiast stroną przyzwyczajenia seksualnego jest powstanie pewnej rutyny, zmniejszenie atrakcyjności - zwłaszcza w tańcu godowym, czyli zachowaniach adoracyjnych. Współżycie traci swoją odświętność, fascynację, a po pewnym czasie może wymagać dopingu, aby utrzymać aktywność seksualną. Takim dopingiem staje się np. pornografia, wyobraźnia erotyczna, podstawienie innej osoby w fantazjach towarzyszących aktowi. Potrzeby seksualne w jednym związku charakteryzują się cyklicznością, w innym stałością, w jeszcze innym dominują fazy przypływu i odpływu. Zdarza się również, iż ujawnia się rozbieżność między partnerami. Na przykład współżycie dla jednej osoby stale wyraża te same potrzeby i jest w pełni satysfakcjonujące, natomiast partner odczuwa potrzebę jego urozmaicenia, jakiejś nowości, przełamania rutynowej codzienności. Druga osoba tego typu oczekiwania może rozumieć i wyjść im naprzeciw, ale zdarza się, iż traktuje je nieufnie lub odrzuca i w tym związku pojawia się kryzys więzi seksualnej. Istnieje również pewna specyficzna odmienność płci, która sprowadza się do typowej prawidłowości: w młodych stażem związkach partnerów przeważnie dominują potrzeby seksualne mężczyzny, a kobieta jest mało rozbudzona, natomiast w 10Ś15 lat później sytuacja w tym związku staje się odwrotna. Nie jest to powszechnie obowiązująca reguła, a jedynie statystyczna prawidłowość. Różnie można ją tłumaczyć: zmianami w układzie hormonalnym, stopniowym rozwojem poczucia bezpieczeństwa u kobiety, wyuczaniem odruchów seksual-39 nych, zaprogramowaniem genetycznym itp. Stwarza to jednak problem często spotykanej rozbieżności potrzeb seksualnych partnerów. Inny rodzaj odmienności płci, to zmiana postaw wobec seksu. U wielu kobiet często się spotyka ewolucję z nastawienia uczuciowego, romantycznego wobec współżycia do prozaicznego, bardziej biologicznego. O ile dawniej kobieta oczekiwała czułych słów, nastroju, kwiatów itp. w scenerii współżycia, o tyle w wieku dojrzałym oczekuje sprawności seksualnej u partnera i zaspokajania jej potrzeb, z jednoczesnym zredukowaniem pieszczot wstępnych. U mężczyzn natomiast jego młodzieńczy seks ,,sportowy" ewoluje w stronę bogatszej ars amandi i oczekiwania wzrostu aktywności seksualnej partnerki; spada również zainteresowanie seksem do poziomu innego hobby czy zainteresowania, np. zawodowego. Partnerzy nie zawsze znają kierunek tej ewolucji, a ujawnia się ona w snach i fantazjach seksualnych, selekcji lektur na tematy seksualne. Kierunki ewolucji potrzeb seksualnych zależne są m.in. od temperamentów partnerów, ich osobowości, ars amandi, więzi uczuciowej, miłości. W jednych związkach struktura potrzeb seksualnych w wieku dojrzałym staje się zatem bardzo bogata, zróżnicowana, a w innych ubożeje, będąc sprowadzana do wymiaru czysto biologicznego. Ewolucja potrzeb seksualnych zależy również od drugiego partnera, zwłaszcza od tego bardziej dominującego. Zdarza się zatem, że wpływa on na akceptację np. wymiany partnerów, seksu grupowego, kształtując w ten sposób potrzeby orgiastyczne u drugiego partnera. Inny natomiast partner potrafi ukierunkować ewolucję w odwrotnym kierunku i wygasić potrzeby orgiasłyczne na rzecz więziotwórczych, uczuciowych. Patrząc wstecz każdy człowiek będący w wieku dojrzałym potrafi sobie odpowiedzieć na pytanie - na ile w sferze seksu się zmienił, w jaką stronę przebiegała jego ewolucja, czy bardziej akceptuje siebie w wydaniu młodzieńczym, czy bardziej w wydaniu dojrzałym. U wielu osób istnieje konfrontacja potrzeb seksualnych z systemem normatywnym. Zdarza się np., że są odrzucane normy i zasady religijne dotyczące spraw seksu. Pojawia się również i konfrontacja z postawami wobec seksu u własnych dzieci. Patrząc z perspektywy czasu można uznać, że należało inaczej postępować i wówczas rzutuje się na dzieci własne problemy w tym zakresie. W wielu związkach dopiero w wieku dojrzałym można ocenić stopień przystosowania seksualnego, temperamenty seksualne. Dopiero wówczas może się okazać, czy partnerzy pod tym względem dobrali się jak w korcu maku, czy też mają odmienne natury i temperamenty. PRAWO DZIOBANIA" W SEKSIE Odpowiedniki wielu zachowań seksualnych człowieka można znaleźć w świecie przyrody i chyba nie ma w tym niczego dzwnego skoro ewolucja świata obejmuje około 2 miliardy lat a ewoluOa kultury kilkadziesiąt tysięcy lat. Wspomniane P,^'"^3^3^23uważalne w rytuale pocałunku, pieszczot, zachowania godowego, urządzenia gniazdadomu, modeli mono i poligamu, a także w wychowaniupotomstwa, w rytuale zabaw itp. W zasadzie dotąd nie wiemy, Fak głff^ie jest tkwiące w nas dziedzictwo świata przyrody i!e podświadomych mechanizmów tkwi w bardzo odieg e) przeszłość,. trudno również niekiedy przeprowadzać linię demarkacy^ą między otrzymanym dziedzictwem a światem specyficznie ludzkim. Istnieje 41 również pojęcie ewolucji jednostki jako takiej, czyli formowanie przez nią samą przestrzeni kultury we własnym JA, świata wartości egzystencjalnych. Wspomniane fenomeny potrafią nadać zachowaniom seksualnym inny wymiar i można wówczas powiedzieć, że mają one charakter osobowy. Warto zwrócić uwagę na pewien określony mechanizm zachowań seksualnych niektórych ludzi wiążący się z ,,prawem dziobania", czyli z zasadą hierarchii. W życiu społecznym niektórych gatunków miejsce w hierarchii społecznej wiąże się z prawem posiadania partnerów oraz specyfiką ich seksualnej dominacji. Na przykład samiec A - zajmujący o kilka szczebli wyższą pozycję od samca B - może korzystać z większej liczby partnerek seksualnych, które okazują mu swoją uległość, kokietują go i rywalizują między sobą o jego względy. Nie jest to bynajmniej mechanizm typowy dla wszystkich społeczności świata zwierzęcego, ale dość powszechny i zauważalny. Zapewne u podstaw tego mechanizmu nie tkwi zasada przyjemności seksualnej lub zasada rekompensaty trudów związanych z miejscem w hierarchii, a raczej m.in. interesy gniazda, doboru genetycznego, zdrowia populacji, przystosowania itd. Trudno natomiast wypowiedzieć się, w jakim stopniu mogą tu odgrywać rolę względy prestiżu, potrzeby awansu w hierarchii itp. "Prawo dziobania" w społeczności ludzkiej występuje nie u wszystkich, ale jest na tyle zauważalne, że warto mu przyjrzeć się bliżej. Z jednej strony można je również tłumaczyć mechanizmem etologicznym, czyli podświadomą potrzebą założenia gniazda, doboru genetycznego, przystosowania. Jednakże zachowania kokieteryjnouległe wobec osób znajdujących się wyżej w hierarchii prestiżu seksualnego ujawniają jeszcze wiele innych podświadomych i świadomych potrzeb. Należą do nich: potrzeba zyskania znaczenia i awansu, zaspokojenia świata marzeń, oczekiwań. Przykładem może być dość często spotykany mit Kopciuszka, czyli oczekiwanie na księcia z bajki, który pozwoli przenieść się w wymarzony i upragniony świat Olimpu społecznego. Można również mówić o znaczeniu rywalizacji i walki o partnera znajdującego się wyżej w hierarchii seksualnej, dopingującego do wysiłku w celu uzyskania jego względów. Nie zamierzam tu rozwodzić się nad wszystkimi możliwymi przyczynami powstania tego typu mechanizmu zachowań, można by bowiem sięgać aż do struktury życia rodzinnego i miejsca w niej danej osoby, odczuwającej potrzebę wspinania się coraz wyżej, robienia tzw. kariery, którą można przecież robić i przez przysłowiowe łóżko. Istnieją również uwarunkowania społeczne. Każde społeczeństwo i kultura ma swój Olimp, czyli czarowny upragniony świat, do którego pragnie się dostać. Kiedyś Olimpem była arystokracja, jest nim świat biznesu, aktorski itd. Bycie w tym gronie dawało niejako automatycznie wyższe miejsce w hierarchii seksualnej. Co jeszcze, poza przynależnością do Olimpu danej społeczności, 42 należy do hierarchii seksualnej? Niewątpliwie dobre miejsce daje atrakcyjność, aparycja, uroda. Wiele kobiet np. zrobiło zawrotne kariery dzięki swej urodzie, wdziękowi. Wysokie miejsce daje również seksapil, sława, bogactwo, pozycja społeczna, dar uwodzicielski i związany z nim posmak sensacji. Gdyby dobrze się przyjrzeć wszystkim związkom pozamałżeńskim, ponownie zawieranym małżeństwom, to w wielu przypadkach moglibyśmy rozpoznać wspomniane ,,prawo dziobania", czyli okazanie kokieterii i uległości seksualnej wobec partnera stojącego wyżej w hierarchii od dotychczasowego. Seksuologa może interesować styl zachowań seksualnych danej osoby wobec partnera, który postrzegany jest jako atrakcyjniejszy od dotychczasowego, zapewniający awans i przesunięcie się wzwyż w hierarchii. Mając np. możliwości porównania ars amandi danej kobiety w dotychczasowym i nowym związku dostrzega się kilka prawidłowości. Jedną z nich można nazwać: ,,pozwala na więcej". W poprzednim związku istniała pewna bariera dla pewnego rodzaju form pieszczot i np. nie dochodziło do pieszczot oralnogenitalnych, zmian w pozycjach współżycia. Tymczasem w nowym związku wspomniane pieszczoty i zmiany technik seksualnych stają się nie tylko dopuszczalne, ale istnieje gotowość przyjęcia każdej propozycji ze strony partnera. Co ciekawe, jeżeli nawet nowy związek okaże się przejściowy i nastąpi powrót do poprzedniego partnera, to również następuje powrót i do poprzedniego stylu ars amandi, chociaż nie dostarcza on już uprzedniego poziomu satysfakcji. Przykładem innej prawidłowości jest: ,,więcej się stara". W nowym związku powstaje większa mobilizacja do zaspokojenia potrzeb seksualnych partnera, a nawet potrzeba okazania się dla niego doskonałym i niezbędnym współpartnerem, l tak np. w poprzednim związku typowa była postawa oczekiwania aktywności ze strony partnera przy równoczesnej własnej bierności, tymczasem w nowym sytuacja diametralnie się zmienia, jeżeli takie wymagania ma partner. Co więcej, owo "więcej się stara" wynika nie tylko z chęci zyskania akceptacji, ale staje się wyrazem własnej przyjemności, potrzeby. Niekiedy tego rodzaju metamorfoza wzbudza uczucie zaskoczenia i stwierdzenie, iż nie poznaje się siebie, że jest się tak innym, co najczęściej przypisywane jest jakimś tam zaletom erotycznym nowego partnera, np.; "Bo on tak działa na mnie" itp. Istnienie wspomnianych wyżej prawidłowości może prowadzić do daleko idących zmian w zachowaniach seksualnych, a nawet do całkowitej zmiany postaw seksualnych. Akceptowane bywają i traktowane jako subiektywnie przyjemne nawet takie zachowania seksualne, które dotychczas były oceniane jako nieprawidłowe czy dewiacyjne. Spotykamy również kolejną prawidłowość: "silniej reaguje". Atrakcyjność nowego związku, staranie o akceptację ze strony partnera, poczucie zaspokojenia własnych potrzeb i oczekiwań mogą prowa-43 dzić do wzrostu natężenia reakcji seksualnych i wówczas to, co dotychczas działało przeciętnie silnie, teraz okazuje się działać nader ekscytująco, l tu równie często przypisuje się te odczucia oddziaływaniu osoby partnera, np.: "Wystarczy jego dotyk, a ja już czuję prądy w całym ciele". Zapewne zdarza się, że inny partner może działać znacznie bardziej podniecająco dzięki bioprądom seksualnym, wyższej fascynacji erotycznej, ale w tym przypadku chodzi mi o działanie będące konsekwencją wspomnianego "prawa dziobania". Należy również wspomnieć o jeszcze innej prawidłowości, jaką jest zmiana roli, i tak np. dana osoba, będąca w poprzednim związku dominująca, głosząca hasła feminizmu, partnerstwa itp., w nowym przyjmuje rolę uległą, podporządkowaną." Ponieważ nasz intelekt odznacza się dużą elastycznością, to i ta metamorfoza bywa uzasadniona, np.; "Dopiero przy nim poczułam się jak prawdziwa kobieta". Okazuje się zatem dość często, jak pozornie trwałe bywają nasze role w związkach uczuciowych i nasze samooceny. Z istoty "prawa dziobania" wynika uległość i podporządkowywanie się osobie znajdującej się wyżej w hierarchii seksualnej. Nie oznacza to bynajmniej, iż zmiana roli również jest niezmienna. Znane jest chociażby zjawisko mitu Pigmaliona, czyli obrośnięcie w piórka w nowym związku. Wyczuwany wzrost własnej pozycji u partnera może prowadzić do przyjęcia roli nadrzędnej wobec niego i z kolei "on jest dziobany". Niektóre osoby, przeskakujące dzięki kolejnym związkom na coraz wyższe poziomy Olimpu, potrafią kilkakrotnie zmieniać swoje role, a co za tym idzie wspomniane prawidłowości "pozwala na więcej", "więcej się stara", "silniej reaguje" dotyczą tylko kolejnego etapu, a wygasają w poprzednich. Czy jest kres tej drogi i jaki jest obraz ostateczny? Wszystko zależy od tego, na ile dany związek jest trwały, na ile zostały zaspokojone oczekiwania i dopiero wówczas rodzi się nieskrępowany już autentyzm. "Prawo dziobania" znajduje również swój naturalny kres z upływem wieku i uzyskaną rolą. Chociaż prawo' to nie należy do uniwersalnych prawidłowości związków między partnerami, pozwala jednak na wysunięcie pewnego wniosku ogólniejszej natury. W zasadzie jedynie związek oparty na bezinteresownej miłości, przyjaźni, więzi międzyosobowej pozwala zachować autentyzm zachowań seksualnych, w którym "pozwala na więcej"... "więcej się stara"... "silniej reaguje" należy do natury miłości i więzi erotycznej bez ukrytych podtekstów. W tego rodzaju związku partner dzięki miłości jest na szczycie hierarchii seksualnej i mówiąc zwyczajnie nie ma konkurencji, chociaż może nie należeć do Olimpu. 44 AKTYWNOŚĆ SEKSUALNA Wiele osób zadaje sobie pytanie, czy poziom ich potrzeb seksualnych, częstotliwość współżycia, czas trwania stosunku mieszczą się w granicach normy, czy są podobne do jakiejś przeciętnej. W związkach, w których partnerzy różnią się potrzebami seksualnymi, często dochodzi do wzajemnego przekonywania o normalności własnych potrzeb i jako dowód służą przykłady z życia znajomych. W taki sposób niejedna kobieta potrafi udowodnić, że normalne jest współżycie raz w miesiącu, a niejeden mężczyzna, że kilka razy dziennie. Granice normy są bardzo szerokie i wyrażają pewne prawidłowości statystyczne. 45 Dla ilustracji przedstawię wyniki własnych badań przeprowadzonych na populacji 200 związków partnerskich, wylosowanych na zasadzie próby. Odczuwane potrzeby współżycia; 70% mężczyzn i 65% kobiet odczuwa potrzebę współżycia kilka razy w tygodniu; 18% mężczyzn i 6% kobiet codziennie; 24% kobiet i 12% mężczyzn potrzebuje 3Ś4 kontaktów miesięcznie. Natomiast kontakty rzadsze ujawniają jedynie te bsoby, które mają zaburzenia seksualne. Można zatem wyprowadzić wniosek, iż statystyczna norma mieści się od średnio jednego współżycia na tydzień do stosunków codziennych. Częstotliwość kontaktów seksualnych: 70% kobiet i mężczyzn współżyje kilka razy na tydzień, 22% mężczyzn i 24% kobiet jeden raz na tydzień, a codziennie - 4% kobiet i mężczyzn. Jeżeli porównamy te dane z powyższymi, to okazuje się, że u około 30% ludzi istnieje rozbieżność między oczekiwanym a realizowanym współżyciem seksualnym i to zarówno w stronę zbyt rzadkich, jak i zbyt częstych stosunków. 75% populacji utrzymuje regularne, ustabilizowane kontakty. Aktywność własna i partnera: 72% mężczyzn i 35% kobiet deklaruje potrzebę wzajemnej aktywności we współżyciu, natomiast 60% kobiet woli aktywność mężczyzny, a jedynie 14% mężczyzn własną. Istnieje zatem wyraźna rozbieżność między płciami co do oczekiwań aktywności. U kobiet dominuje raczej bierność lub odwzajemnianie pieszczot, natomiast u mężczyzn wyraźna jest potrzeba współaktywności; 6% kobiet woli własną aktywność, a 12% mężczyzn aktywność kobiety. Hierarchia bodźców seksualnych; U kobiet istnieje następująca hierarchia oczekiwanych bodźców seksualnych: pieszczoty ciała, pobudzanie łechtaczki, ruchy frykcyjne w pochwie, a do rzadziej ujawnianych należą oralizm, wytrysk w pochwie. U mężczy.zn natomiast na pierwszym miejscu atrakcyjności jest sam stosunek, dalej wytrysk w pochwie, pieszczoty narządów płciowych, oralizm, natomiast na bardziej odległym miejscu jest pobudzanie łechtaczki i pieszczoty ciała. Ujawnia się zatem wyraźna rozbieżność między partnerami, co zresztą wiąże się z często spotykanymi rozczarowaniami seksualnymi u wielu kobiet, gdyż ich pierwszoplanowe potrzeby u partnerów są na dalszym miejscu w hierarchii. Można stwierdzić, iż wielu mężczyzn nadal pomija stymulację najbardziej optymalną z punktu widzenia seksualności kobiety. Natomiast w przypadku mężczyzn frustracja w tej sferze ma mniejszy zasięg. Pozycje współżycia: Zdecydowanie najbardziej popularna jest pozycja klasyczna, którą stosuje 70% badanych. U kobiet na drugim miejscu popularności jest pozycja boczna z twarzami do siebie, dalej tzw. na jeźdźca, odwrotna, natomiast do najmniej lubianych należą pozycja stojąca i od tyłu. U mężczyzn na drugim miejscu popular-46 ności jest pozycja odwrotna (kobieta na mężczyźnie), boczna, na jeźdźca. Jak więc widać, rozbieżność między płciami jest mała. Hierarchia pozycji współżycia jest zupełnie odmienna w związkach przypadkowych; w nich najmniej atrakcyjna jest klasyczna, natomiast chętnie się ją zmienia, np. na boczną, od tyłu, odwrotną; częsty jest również oralizm. Można z tego wyciągnąć wniosek, iż w małżeństwie dominuje tradycja, a w związkach pozamałźeńskich swoboda w wyborze pozycji. Ma to jednak pewne znaczenie dla trwałości i atrakcyjności więzi partnerskiej - w przypadku małżeństw z urozmaiconym życiem seksualnym i rożnymi pozycjami są one wyższe. Czas trwania stosunku: Około 10% związków ma stosunek trwający do 3 minut; 55% do 10 minut, a 35% powyżej 10 minut; w tym ostatnim przypadku sprzyja to większej atrakcyjności współżycia u kobiet. Wiele badań ankietowych i eksperymentalnych wskazuje na fakt, iż dłuższy czas pieszczot wstępnych i stosunku sprzyja wyższemu poziomowi satysfakcji seksualnej i przeżyciu orgazmu u kobiet. Nie jest to jednak obowiązującą regułą, część kobiet osiąga bowiem orgazm szybko i nawet bez gry wstępnej. W trakcie współżycia część kobiet onanizuje się (w przebiegu stosunku lub po jego zakończeniu). Dotyczy to kobiet, które mają typ orgazmu wyzwalanego przez stymulację łechtaczki i w tych przypadkach albo partner jej nie pobudza lub pobudza niewystarczająco. Innym powodem samopobudzania jest zbyt krótki czas trwania kontaktu i rozbudzona kobieta dąży do orgazmu wyręczając w tym swego partnera. Te kobiety częściej ujawniają od innych rozczarowanie więzią seksualną w związku. Ogólnie rzecz biorąc zdecydowanie więcej kobiet w porównaniu z mężczyznami skarży się na rozczarowania we współżyciu, niedostatek miłości ze strony partnera i jego starań o atrakcyjność w ars amandi. Te skargi mogą wyrażać poczucie, iż w seksie stać je na więcej, a z winy partnera nie mogą tego osiągnąć, ale mogą również wynikać z oczekiwań wzbudzonych przez lektury, koleżanki. U kobiet częstsze niż u mężczyzn są wahania potrzeby współżycia, zainteresowania nim i skali przeżyć seksualnych, co wynika z ich struktury emocjonalnej. U mężczyzn natomiast większa jest stałość częstotliwości współżycia, sprawności seksualnej, ale za to stopniowo opada ona aż do andropauzy. Wyraźnie też mniejszy jest wpływ przeżyć emocjonalnych. Inaczej mówiąc, wielu mężczyzn jest w stanie mieć udane współżycie po denerwującej rozmowie, kłótni, a dla wielu kobiet jest to niemożliwe aż do załagodzenia konfliktu i rozbudzenia w nich dobrego nastroju. Porównania między kolejnymi generacjami wskazują, iż we współczesnym pokoleniu większy jest zakres częstotliwości współżycia, form 47 stymulacji seksualnej, zdolności osiągania orgazmu przez kobieły, bardziej urozmaicone współżycie (zwłaszcza w zakresie technik, pozycji, oralizmu). Zapewne jest to m.in. efektem przemian obyczajowych. Mówiąc o aktywnos'ci seksualnej należy również wspomnieć o jej zmianie w miarę upływu wieku. Z poniższego wykresu wynika, że zmniejszenie średniej częstotliwości współżycia jest stopniowe i w okresie przekwitania ulega stabilizacji. Należy jednak pamiętać o tym że wykres ilustruje przeciętną statystyczną tendencję, natomiast w wie lu związkach częstotliwość ta może przebiegać zupełnie inaczej. l3 S o |2 o (O ar N J u 1 18-24 25-34 35-44 Wiek 45-54 55 i więcej AKTYWNOŚĆ MĘŻCZYZNY ŚŚi Aktywność seksualna mężczyzny uwarunkowana jest różnymi czynnikami: temperamentem seksualnym, atrakcyjnością partnerki, własnymi potrzebami psychicznymi, obrazem męskości, sytuacją. Przyjrzyjmy się temu bliżej na przykładzie tabeli ze str. 50. Widać jak bardzo wszystkie te grupy różnią się między sobą, z tym że grupa kontrolna i grupa alkoholików były zbliżone wiekiem, natomiast grupa narkomanów mieściła się w wieku do 25 lat. Można zatem powiedzieć, iż u mężczyzn w stosunkowo małym stopniu aktywność seksualna jest uwarunkowana modelem dominacji seksualnej mężczyzny. Wyraźnie ten model jest w zaniku, a w młodej populacji prawie nie istnieje. Mężczyźni z grupy kontrolnej odczuwają potrzebę wzajemnej aktywności seksualnej, wiążącą się ze strukturą ich potrzeb psychicznych, zwłaszcza potrzebą partnerstwa. Postawa ta jest wyrazem upowszechniającego się modelu partnerskiej współodpowiedzialności za współżycie. W przypadku mężczyzn mających problemy seksualne w wyniku uzależnień lub chorób rosną oczekiwania na pomoc ze strony partnerki. Pojawia się również nowe zjawisko - wzrost oczekiwań na aktywność ze strony partnerki w młodych populacjach mężczyzn. Dotyczy to zwłaszcza tych partnerów, którzy wobec partnerki przyjmują postawę dziecka, które mają im zatem matkować i w sytuacjach łóżkowych. Istnieje wiele nieporozumień co do granicy możliwości aktywności seksualnej płci. Zrozumiałe, iż kobiecie przypisuje się brak takiej granicy, z racji bowiem swej budowy ,,zawsze może". Nie jest to zresztą prawdą, każda bowiem kobieta ma swoją subiektywną granicę wytrzymałości i tak np. dla jednej 1 stosunek jest wystarczający i nie jest w stanie odbyć następnego, a dla drugiej nie ma proolemu i z 20 stosunkami w jednym dniu. Można jednak założyć, iż u typowej kobiety zdolność odbycia kilkakrotnych stosunków dziennie jest realna, aczkolwiek nie muszą się one wiązać z orgazmami. W przypadku mężczyzn istnieje wyraźny spadek aktywności (zwanej 4 - Seks dojrzały 49 Tabelo 1 Aktywność seksualna mężczyzny Grupa Alkoholicy Narkomani kontrolna (%) Wo) (°/o) Ulubiona forma aktywności: własna aktywność 15 7 14 aktywność kobiety 30 64 12 wzajemna aktywność 55 29 74 Uwarunkowania typu aktyw ności : temperament seksualny (poziom libido), sprawność 30 62 6 atrakcyjność partnerki 4 2 10 własne potrzeby psychiczne 5 6 70 obraz męskości 15 1 12 czynniki sytuacyjne 45 29 2 popularnie potencją) w miarę upływu wieku. O ile w młodości dany partner jest w słanie mieć kilka wytrysków, jeden po drugim, to w miarę upływu wieku możliwości zmniejszają się, a partnerka jest w słanie wyczuć granicę możliwości u swego partnera, zatem wie, "ile razy on może". Niektóre kobiety wykorzystują znajomość tego faktu do swoistego zapobiegania ewentualnym zdradom ze strony mężczyzny. Polega to na tym, że doprowadzają go do granicy, jaką jest wyczerpanie, zmęczenie. Jest to jednak dość naiwna postawa, gdyż w kontakcie z daną kobietą mężczyzna potrafi dojść do nieprzekraczalnej granicy zmęczenia, ale wkrótce jest w słanie odbyć udany stosunek z inną kobietą. Tego typu zdolność jest wyraźna w seksie grupowym, w którym średnia aktywność danego mężczyzny jest wyższa niż w kontaktach z jedną partnerką. Aktywność seksualna mężczyzny obejmuje również zainteresowanie osobą partnerki, ars amandi. Można powiedzieć, iż zachowanie mężczyzn w czasie całego współżycia, we wszystkich jego fazach, jest wyrazem nie tylko jego kultury, znajon.ości ars amandi, ale i czułym testem uczuć wobec kobiety i postaw wobec nrej. Z tego zachowania można wyciągnąć znacznie więcej trafnych wniosków niż z deklaracji słownych. Należy tu jednak wprowadzić taryfy usprawiedliwiające mężczyzn. Po pierwsze wielu z nich ujawnia w życiu seksualnym nieporadność, skrępowanie, zahamowanie, wynikające z wychowania i to niezależnie od upływu wieku. Po drugie wielu mężczyzn we współżyciu seksualnym koncentruje się jedynie na dotyku, a pomija kontakt słowny. Między partnerami nie ma wymiany informacji, zatem optymalna ars amandi jest często trudna do stworzenia. W wielu związkach partnerskich w miarę upływu wieku maleje aktywność seksualna mężczyzny, a wzrasta jego oczekiwanie na wzrost aktywności i pomoc ze strony partnerki. Proces ten wynika z biologicznego spadku libido (wpływ wieku, a zwłaszcza chorób, alkoholu, palenia, braku troski o higienę i sport). Wiąże się z tym stwierdzone w wielu krajach zjawisko rosnącej patologii zdrowia mężczyzn. Dla wielu mężczyzn świadomość spadku u siebie libido jest bolesnym doświadczeniem i zagraża poczuciu wartości męskiej. Im mniej dany mężczyzna ma poczucia seksu i osiągnięć na innych płaszczyznach życia, tym większa będzie jego frustracja seksualna. Jedynie część mężczyzn podchodzi do tych spraw z umiarem, dystansem i spokojem, akceptując siebie takimi, jakimi są. Leczenie czy porada mogą ta wprawdzie pomóc, ale w zakresie możliwym do stanu organizmu, np. nie można wrócić 50latkowi wigoru 20latka. Wiele frustracji i antyfeminizmu u mężczyzn powstaje właśnie w latach wieku dojrzałego przy odczuwanym spadku libido, istnieje bowiem poczucie zagrożenia, iż nie zaspokojona seksualnie partnerka zainteresuje się kimś innym. Zachowanie poczucia wartości męskiej zależy zatem również od postawy partnerki i przebiegu związku partnerskiego. 50 AKTYWNOŚĆ KOBIETY Wiele kobieł na początku więzi seksualnej z danym partnerem, a szczególnie w pierwszych w życiu kontaktach, nie wie, jak właściwie ma się zachowywać. Targają nimi różne potrzeby: sprawienia radości swemu partnerowi, własnej ekspresji seksualnej, wypadnięcia dobrze, chęć dobrego zaprezentowania się. Nieraz nie wiedzą, czy ujawnienie jakiejś własnej aktywności nie obróci się przeciw nim, może bowiem partner uzna, że są wyrafinowane i zbył doświadczone. Inne są zablokowane lękiem, że zostaną ocenione jako prowincjuszki i staromodne w tej dziedzinie. Jeżeli uważają, że partner jest bardzo doświadczony, obawiają się porównania z poprzednimi jego partnerkami i rośnie zagrożenie. Często pomaga kobiecie w tym wszystkim właściwa jej naturze intuicja i improwizowanie w trakcie zbliżenia, ale nie wszyscy są obdarzeni intuicją. Dla innych wyjściem z sytuacji jest szukanie porad w lekturach, modelu techniki seksualnej. Wolne od potrzeby określania takiej lub innej własnej aktywności seksualnej są jedynie te kobiety, które czują swą wysoką pozycję u mężczyzny, wiedzą, że są adorowane, zdobywane. Wystarcza wówczas sam fakt zgody na zbliżenie, aby partner był usatysfakcjonowany. Jeżeli natomiast współżycie z partnerem jest traktowane na zasadzie partnerstwa lub potrzeby zdobycia mężczyzny, to sprawa komplikuje się. Wspomniana niejasność co do własnej aktywności seksualnej wzbudza skrępowanie, stan napięcia i postawę obserwowania reakcji partnera. W zasadzie można powiedzieć, że w pierwszych kontaktach seksualnych danej pary ujawnia się wzajemna postawa, zasada partnerstwa lub hierarchiczności (podporządkowania, dominacji); widać, kto kogo zdobywa, adoruje, komu na czym zależy w ars amandi. Narzucanie sobie powinności w życiu seksualnym nie sprzyja jednak jego harmonii i udanemu przebiegowi. Zamiast autentyzmu, relaksu, 52 radości pojawia się napięcie, obserwacja, odgadywanie życzeń, oczekiwań. W rozmowach w gabinecie mogłem się nieraz przekonać, jak często obie strony potrafią rozwiązać sobie ten problem jeszcze przed nawiązaniem kontaktów seksualnych. Jedni milczą i niczego sobie nie przekazują, licząc na to, że samo wyjdzie, i tak już pozostaje. Młodsi wiekiem nieraz podsuwają sobie lektury lub wprost mówią o swych oczekiwaniach, upodobaniach lub też kierują aktywnością partnera, np. kładą jego dłoń na piersiach, narządach płciowych i mimicznie dają wyraz swym odczuciom. Stosunkowo rzadką, chociaż przyjemną formą, jest rozmowa figlarna, w której umiejętnie przekazuje się drugiej osobie swoje oczekiwania. Tego typu forma możliwa jest jednak u osób z dużą kulturą osobistą, zakresem słownictwa nie będącego ani żargonowym, ani medycznym. W przypadku gdy nie ma żadnych rozmów ani wymiany informacji, konieczne jest po prostu czekanie na przebieg kontaktów i nietraktowanie ich już od samego początku jako zadania do wykonania, wykazania się. 2ycie seksualne w końcu jest sztuką i dlatego wymaga czasu, cierpliwości, umiejętności rejestrowania i odczytywania wzajemnych sygnałów wynikających z zachowania partnerów. Nie jest natomiast dobrze, jeżeli narzuca się sobie jakąś grę, aktywność pod partnera. Należy pamiętać o tym, że druga osoba też wyczuwa naturalność lub sztuczność zachowań i może to mieć wpływ na ocenę partnerki. Wiele kobiet wstydzi się swej nieporadności seksualnej, inne natomiast zgrywają się na dziewicę, doświadczoną, ekstatycznie przeżywającą, lubiącą te rzeczy. Te gry wcześniej czy później zostaną rozszyfrowane i nie wpłyną pozytywnie na więź. Jednym z motywów gry seksualnej kobiet jest potrzeba zawarcia małżeństwa. Współżycie seksualne staje się narzędziem do realizacji tego celu. Dopiero po ślubie okazuje się, że ekscytujący seks był pozorem, maską, a rozczarowanie partnera jest oceniane negatywnie. Może również po ślubie zmniejszyć się motywacja do starań o radość ze współżycia z partnerem i zaczyna dominować własny interes, codzienność. Bądźmy zatem sobą, naturalni i autentyczni, nie stwarzajmy iluzji co do własnej osoby. l REAKCJE KOBIET WOBEC MĘSKIEJ FIZJOLOGII SEKSUALNEJ Dla mężczyzny atrakcyjność więseksualnej obejmuje rówzi nież postawy i reakcje partnerki wobec jego fizjologii seksualnej (erekcji, wytrysku). Wiele kobiet nie zdaje sobie nawet sprawy z tego, jak bardzo to może być ważne dla harmonii psychicznej ich związku. W celu dokładniejszego omówienia tego zagadnienia pomijam oczekiwania męskie adresowane wobec partnerki, a które również prowokują ją do takich lub innych reakcji. W tradycyjnej obyczajowości seksualnej kobieta przyjmowała postawę bierną, oczekiwała pieszczot swego ciała, a źródłem satysfakcji seksualnej mężczyzny była jego sprawność we i współżyciu oraz fakt przeżycia orgazmu przez partnerkę. W partnerskim modelu więzi seksualnej obie strony są aktywne, dążą do osiągnięcia satysfakcji przez partnera, uatrakcyjnienia współżycia. Zrozumiałe zatem, że postawa partnerki wobec reakcji seksualnych partnera ma dla niego duże znaczenie i jest jednym z wyrazów uczucia do niego, oceny atrakcyjności jako mężczyzny. W początkach kontaktów seksualnych, np. w petłingu, wiele młodych kobiet poznając męskie ciało ujawnia sprzeczne postawy, np. ciekawości i niechęci, fascynacji i lęku; niektóre reagują szokiem na erekcję członka, obawiając się, że taki jest duży i dlatego może uszkodzić pochwę. Niekiedy tego typu lęk powoduje unikanie współżycia, pochwicę. Reakcja kobiety na erekcję i wytrysk mężczyzny jest wypadkową jej uczuć wobec niego, postaw wobec ciała i seksu, wyobraźni i postaw estetycznych. Nic zatem dziwnego, że wiele kobiet odczuwa nawet i w dojrzałym wieku sprzeczne uczucia, a niektóre nigdy nie wyzbędą się dystansu, a nawet i pewnego wstrętu wobec płciowości męskiej. Okazuje się, że wspomniane postawy kobiet często nie mają związku z ich przeżyciami seksualnymi, np. kobieta mająca orgazm może odczuwać niechęć do ciała partnera, a kobieta z anorgazmią fascynację itp. 54 Reakcje kobiet są zatem bardzo zróżnicowane i w zasadzie można je sprowadzić do kilku najczęściej występujących: Reakcje orgiastyczne Niektóre kobiety są tak dalece zafascynowane płciowością męską, że przyjmują one charakter zgoła fełyszu, pobudzają członek na wszelkie możliwe sposoby, jakie podsuwa wyobraźnia, wolą oralizm od innych form kontaktu, pragną kontaktu z nasieniem na całym swym ciele, podnieca je jego zapach, często również stosują spermatofagię (połykanie nasienia). Wspomniana fetyszyzacja prowadzi do tego, że nie tyle jest ważrfa osoba partnera co atrybuty jego męskości. Niekiedy zachowanie tych kobiet wzbudza paniczny lęk u partnera, obawia się on bowiem tak zapamiętałego podniecenia, połączonego z gryzieniem narządów i nie kończącej się stymulacji. Reakcje awersyjne U niektórych kobiet erekcja, a częściej wytrysk, wzbudzają uczucie wstrętu i np. współżycie kojarzy się im z zabrudzeniem - stąd potrzeba szybkiego mycia się; zapach nasienia przyprawia je o mdłości. Tego typu reakcje mogą być wyrazem odrzucania osoby partnera, ale bywają również wyrazem postawy wobec seksu (manicheizm, ukryły homoseksualizm), objawem nerwicy natręctw. Reakcje obojętne Reakcje tego typu były bardzo częste w starszych pokoleniach, wynikały z wychowania niechętnego wobec ciała i seksu, z narcyzmu kobiecego. Często towarzyszą oziębłości seksualnej kobiet, u innych są wynikiem braku wrażliwości pochwy na ruchy frykcyjne lub odczucie wytrysku. Przy okazji warto wspomnieć, iż około 60% nie czuje wytrysku w pochwie i to niezależnie od zdolności przeżywania orgazmu w trakcie stosunku. U wielu innych kobiet płciowość męska jest aseksualna, a we współżyciu koncentrują się na sobie; ta postawa ujawnia się również w reakcjach na porno - interesuje je to, co dotyczy kobiety. Reakcje ambiwalentne Odczucia sprzeczne, np. przyjemności i obrzydzenia, ciekawości i lęku, nie należą do rzadkości. Częstsze są u kobiet zaczynających życie seksualne, nawiązujących romans, ale występują również często u kobiet rygorystycznie wychowanych, a obdarzonych dużą zmysłowością. Reakcje pozytywne Reakcje tego typu obejmują szeroki zakres - od przyjemności do fascynacji, koniecznej do osiągania orgazmu. Są np. kobiety, które mogą przeżyć orgazm dopiero po odczuciu wytrysku u partnera. 55 W obecnej obyczajowości seksualnej coraz więcej kobiet odczuwa przyjemność w pieszczeniu narządów partnera, wyczuwaniu jego podniecenia, widzeniu erekcji, wytrysku. To wszystko jest dla nich ważnym bodźcem seksualnym i to niezależnie od poziomu zaangażowania uczuciowego. Reakcje pozytywne, jako prawidłowe, są wyraźnie efektem przemian obyczajowości seksualnej, która dowartościowała seks i ciało, są również konieczne dla partnerstwa w ars amandi i stanowią jeden z fundamentów kultury seksualnej. Szczególny swój wyraz i pełnię osiągają w miłości partnerskiej, kiedy cały partner jest akceptowany i kochany. W wielu dojrzałych stażem związkach reakcje pozytywne są u partnerów te same, powiązane z pewną figlarnością i poczuciem humoru. Dialogi erotyczne w tych związkach są finezyjnie zmysłowe i pogodne. Gdyby ujawnić prawdziwe przyczyny rozpadu wielu związków i nawiązania nowych przez mężczyzn, to okazałoby się, że często wynikały one z reakcji kobiet na ciało, płciowość mężczyzny. Reakcje pozytywne są zatem wyrazem nie tylko postawy wobec seksu i partnera, ale również mają znaczenie dla przyszłości związku, poczucia swej wartości przez mężczyznę i atrakcyjności partnerki w jej roli seksualnej. PIESZCZOTY CZŁONKA Zakres pieszczot partnerek wobec swoich partnerów jest bardziej ograniczony niż partnerów wobec nich. Z jednej strony można to tłumaczyć faktem inności psychofizjologii seksualnej płci, gdyż sfery erogenne kobiet są liczniejsze niż u mężczyzn; również potrzeby bodźców dotykowych są u nich większe. Nie oznacza to jednak, iż mężczyźni są pozbawieni podobnych potrzeb. Z drugiej strony natomiast istnieje jeszcze ciążenie tradycji kultury seksualnej, w której stroną aktywną był mężczyzna, a bierną kobieta. Jakkolwiek zmiany obyczajowe zaszły daleko, jednak w modelu współżycia seksualnego wielu związków nadal istnieje opór wobec pieszczot narządów płciowych mężczyzny, jakby były one jakimś tabu. Dla przykładu posłużę się wynikami badań 150 kobiet w wieku 17Ś45 lat, z różnym wykształceniem i pochodzących z różnych środowisk. Tego typu populacja nie jest bynajmniej obrazem całości, ale daje pewien pogląd na problem. Otóż na 150 współżyjących seksualnie kobiet - 55 nigdy nie pieści ani nie dotyka członka partnera. Wynika to z oporów, niechęci, braku takiej potrzeby; 42 kobiety ograniczają się do nieśmiałych pieszczot, tzn. poprzestają na samym dotknięciu członka, krótkim trzymaniu go w ręce lub jedynie wprowadzają go do pochwy przed stosunkiem. Wspomniane pieszczoty nie są dla nich źródłem przyjemnych odczuć. Podobnie jak w poprzedniej grupie członek partnera ma określoną rolę - jest źródłem doznań w stosunku i nic więcej. Obie grupy kobiet reagują też obojętnie na bodźce wzrokowe, dotyczące płciowości mężczyzny; jego nagość jest aseksualna. Niektóre kobiety (31) w ars amandi dotykają członka partnera i odwzajemniają pieszczoty oralnogenitalne, ale wspomniane formy pieszczot są dla nich potrzebą sprawienia przyjemności partne-57 rowi; im samym natomiast nie są potrzebne do wzrostu podniecenia: "Robią to, aby jemu zrobić przyjemność" - to typowy motyw aktywności w tej grupie. Natomiast 24 kobiety stosują zróżnicowane formy pieszczot narządów partnera: pobudzają ręcznie, zręcznie imitując stosunek; pieszczoty oralnogeniłalne sprawiają im przyjemność, potrafią w nich bardzo umiejętnie pobudzać żołądź członka. W przypadku zaburzeń erekcji lub w celu większego podniecenia partnera zręcznie pobudzają członek. Wspomniane pieszczoty są dla nich źródłem pozytywnych doznań i są potrzebne do uzyskania wzrostu podniecenia seksualnego. Analizując głębiej postawy kobiet wobec płciowości męskiej, potrzeby pieszczenia narządów płciowych partnera, można wyróżnić kilka częściej spotykanych: Członek partnera Jest aseksualny, jest źródłem niechęci, wstrętu lub też jest tabu dotykowym; istnieje wewnętrzna bariera uniemożliwiająca dotykanie i pieszczenie partnera, chociaż on sam jest akceptowany. W ars amandi uczucie zażenowania, wstydu i skrępowania utrudniają przyjęcie aktywnej postawy i istnieje zahamowanie wobec pieszczenia członka partnera. Ta postawa wynika z wychowania, pruderii. Poczucie powinności, obowiązku wobec partnera mobilizuje partnerkę do obdarzania go pieszczotami, jest odpowiedzią na jego oczekiwania i potrzeby oraz działaniem profilaktycznym, aby nie poszedł do innej. Potrzeba zrobienia przyjemności swemu partnerowi, poświęcenia się dla niego staje się źródłem własnej przyjemności nie tyle seksualnej, co uczuciowej. Naturalna współaktywność w ars amandi, pieszczenie partnera, jest wyrazem własnych potrzeb, fascynacji płciowością partnera, jest jednym z bodźców seksualnych potęgujących stan podniecenia. Tego typu postawa występuje w związkach dobrze przystosowanych, wzajemnie się akceptujących. Pieszczoty członka partnera mogą być objawem erotomanii i wówczas są źródłem podniecenia seksualnego. Nie tyle osoba partnera, co jego budowa jest bodźcem seksualnym. Druga możliwość to kult falliczny, czyli prościej mówiąc, niektóre kobiety są jakby niewolnicami członka, pieszczoty stają się wyrazem hołdu płciowości męskiej i własnego poddaństwa. Z innych badań wynika, że większość kobiet stopniowo dojrzewa do współaktywności seksualnej i darzenia partnera pieszczotami. W przystosowanym związku, w którym istnieje dobra więź uczuciowa i erotyczna, narasta akceptacja płciowości partnera i wówczas darze",. go »sp,n,n,.ny., P^^^r^.^pS ^r'p'0^: ^^^"^"r^ r.i.ć b,.k ł.ki.j poł'"b». ^""'.•^"^"Sgip^iły^ims.k^In^^^^^^^ ne partnerki. 58 ZACHOWANIA MASTURBACYJNE Badania dotyczące zachowań masturbacyjnych (przyczyny, częstość i forma, towarzysząca fantazja, uczucie) są co pewien czas przeprowadzane w różnych krajach w celu uzyskania danych co do ich ewolucji. Z różnych raportów socjoseksuologicznych jednoznacznie wynika, że masturbacja jest zjawiskiem powszechnym, staje się coraz częstsza u dziewcząt; wewnętrzne konflikty na tym tle są coraz rzadsze. Istnieje jednak pewien margines zachowań masturbacyjnych, który ujawnia związek z rozwojem dewiacji, tzn. wyobrażenia różnych patologicznych lub dewiacyjnych zachowań seksualnych w trakcie masturbacji mogą się utrwalić i przerodzić w trwałą tendencję. W Polsce były również przeprowadzane tego typu badania, najbardziej dokładne (na dużej populacji) przeprowadził A. Jaczewski. 60 Obecnie przedstawiam własne badania, przeprowadzone w latach 1981Ś1984 na terenie Warszawy na populacji 800 osób. Tabelo 2 Zachowania masturbocyjneMężczyźni (odsełki)Kobiety (odsetki) Przyczyna rozpoczęcia masturbacji:4,01,0 podpatrzenie35,04,0 rówieśnicy12,09,0 publikatory49,086,0 samoistnie Fantazje towarzyszce masturbacji: brak, czynność mechaniczna7,0 72,05,0 17,0 dotyczqce drugiej ptci dotyczące obu ptci dotyczące własnej ptci16,0 5,041,0 37,0 Uczucia towarzyszące masturbacji: poczucie winy, czegoś złego zadowolenie i akceptacja11,0 73,0 16,031,0 69,0 0,0 obojętność Same wyniki niewiele jeszcze mówią, dopiero ich powiązanie z wieloma innymi danymi, które były uzyskane w tych badaniach, pozwalają je zinterpretować. Okazuje się, iż u dziewcząt źródłem rozpoczęcia masturbacji były potrzeby seksualne, najczęściej związane z wyobrażaniem sobie scen intymnych z kimś bliskim lub wyimaginowanym. Inaczej mówiąc, masturbacja jest czynnością zastępczą wobec braku współżycia seksualnego, wyobrażaniem sobie jego przebiegu. Natomiast w przypadku młodych mężczyzn poza powyższym motywem istnieje inny, równie częsty - zachęta ze strony rówieśników, l w tym drugim przypadku mamy do czynienia z wieloma wariantami motywacji. Jedni robią to z naśladownictwa, chcą czuć się wtajemniczeni, dorośli, inni ujawniają ukryte tendencje homoseksualne lub też są prowokowani przez osoby mające takie tendencje; dla wielu osób ta forma masturbacji jest początkiem rozwoju orientacji homoseksualnej. Uderza nowe zjawisko - podobna częstość masturbacji u obu płci, wynikająca z erotycznego działania publikatorów (najczęściej fotografie aktów, rysunki, teksty opisujące fizjologię współżycia). Niekiedy kryje się w tym reakcja na wydawnictwa pornograficzne. W krajach, w których tego typu wydawnictwa są dostępne, tego rodzaju start do masturbacji jest znacznie częstszy. Istnieje jednak jakościowa różnica między wpływem publikatorów a pornografią. W przypadku publikatorów dostarczają one materiału dla wyobraźni dotyczącej 61 współżycia seksualnego, nałomiasł pornografia dostarcza modelu kontaktów seksualnych z silnym ukierunkowaniem na sam seks, technikę stymulacji seksualnej, instrumentalne traktowanie ciała drugiej osoby. Fantazje dotyczące drugiej płci w wyobraźni towarzyszącej masturbacji są zdecydowanie częstsze u mężczyzn. Fantazje te obejmują c;ało kobiety, jej narządy płciowe, zachowanie, nagość - są zatem wyrazem potrzeb wzrokowej stymulacji, dość zresztą typowej u mężczyzn. W przypadku kobiet najbardziej typowe są fantazje dotyczące kontaktu seksualnego obu płci oraz własnej płci. W pierwszym przypadku najczęściej wyobrażana jest scena intymna, sceneria kontaktu seksualnego, z towarzyszącym temu nastrojem podniecenia, mniej natomiast jest lub wcale nie ma - ukierunkowania na fizjologię, narządy. Natomiast w fantazjach dotyczących własnej płci kryją się tendencje narcystyczne lub homoseksualne. Poczucie winy wynikające z masturbowania się, przekonanie, że te coś nienormalnego jest obecnie coraz rzadsze, ale występuje częściej u kobiet - blisko '/3 z nich ma takie odczucia. Wynika to z wychowania, poczucia wstydu, zażenowania oraz lęku, iż masturDacja może stwarzać utrudnienie dla przyszłego współżycia. U obu płc. przeważa akceptacja tej formy realizacji potrzeb seksualnych oraz poczucie zadowolenia, przyjemności. W przypadku mężczyzn 16% odczuwa obojętność w trakcie masturbacji, a ona sama jest zwykłą czynnością mechaniczną dla zdrowia. Tego typu zachowanie wiąże się później z podobnym traktowaniem współżycia, które ma służyć zdrowiu, wyładowaniu się, niezależnie od osoby partnerki. Powyższe badania potwierdzają zatem stwierdzenie, iż różne są źródła, formy i następstwa masturbacji, której nie można traktować jedynie jako formy zastępczej. Ponadto widoczna jest inność psychoseksualna płci, która najpełniej ujawnia się w późniejszym życiu seksualnym. Przeprowadzone badania nie ujawniły natomiast związku między samym faktem masturbacji a późniejszym udanym lub nieudanym życiem seksualnym. Zdarza się natomiast, zwłaszcza u mężczyzn, że wiążą oni aktualne problemy w życiu seksualnym z masturbacją w wieku młodzieńczym (tzw. kompleks onanisłyczny), dzięki temu znajdują oni pozornie prawdziwą przyczynę swych niepowodzeń. Piszę pozornie, gdyż w zdecydowanej większości przypadków nie ma takich związków. Negatywne następstwa masturbacji ujawniają się wówczas, gdy towarzyszyły jej: nadmiernie rozbudowana wyobraźnia (np. drobiazgowe wizje kontaktu, dokładny scenariusz zachowania drugiej osoby), wyobraźnia typu dewiacyjnego lub orgiastycznego (zaczerpnięta z pornografii) lub też zachowania masturbacyjne o charakterze jawnie lub skrycie homoseksualnym. Zachowania masturbacyjne są częste i w wieku dojrzałym. Mogą one stanowić formę zastępczą zaspokajania potrzeb seksualnych, np. w przypadkach dłuższej nieobecności partnera, ciąży partnerki, koniecznej abstynencji w wyniku choroby partnera, trwałego uszkodzenia jego zdolności współżycia (np. mężczyzna po urazie kręgosłupa), w braku partnera. Innym źródłem zachowań masturbacyjnych jest rozczarowanie więzią seksualną lub osiąganie wyższej satysfakcji w masturbacji w porównaniu ze wspóżyciem. Zdarza się również, że masturbacja traktowana jest leczniczo, np. mężczyzna zaniepokojony zaburzeniami wzwodu członka sprawdza jego reaktywność w ręcznej stymulacji itp. Zachowania masturbacyjne u partnerów mających kontakty seksualne dość często spełniają rolę uzupełniającą. W przypadku mężczyzn potrzeba masturbacji może wynikać z faktu, iż partnerzy mają zbyt rzadkie (jak na jego oczekiwania) stosunki, masturbacja wyrównuje zatem potrzeby ilościowe. Innym przykładem uzupełniającej masturbacji jest niezdolność osiągnięcia wytrysku w trakcie stosunku w przypadku uczucia nadmiernego luzu (zmiany poporodowe, nadmierne lubricałio, szeroka pochwa i wąski członek). W tych wypadkach po stosunku, w którym nie doszło do wytrysku, masturbacja służy uzupełnieniu stosunku przez silniejsze bodźce dotykowe; w wielu związkach partnerka pomaga partnerowi w osiągnięciu wytrysku przez ręczną stymulację, ale nie wszystkie kobiety mają tego typu gotowość. W przypadku kobiet uzupełniająca masturbacja najczęściej wynika z faktu, iż partner zbyt krótko lub nieumiejętnie pobudzał łechtaczkę i dlatego po zakończeniu stosunku utrzymujący się wysoki poziom podniecenia skłania je do uzupełnienia współżycia przez samopobudzanie. Jest to bardzo częste zjawisko i ruchy feministyczne wysuwają hasło samowystarczalności seksualnej kobiety, głosząc pogląd o wyższości orgazmu osiąganego w ten sposób w porównaniu ze stosunkiem. W niektórych związkach istnieje zjawisko wzajemnej masturbacji, kiedy partnerzy wyżej sobie cenią ręczną stymulację od stosunku. Niekiedy masturbacja jest wyrazem negacji i walki z partnerem, np. partner nie zgadza się na współżycie i dosłownie na oczach drugiego doprowadza się do orgazmu przez samopobudzanie; oznacza to ujawnienie postawy: Nie jesteś niezbędna, wolę być samowystarczalny. Zachowania masturbacyjne w wieku dojrzałym mają zatem różne znaczenia, nie należą do rzadkich i bywają wyrazem nieprzystosowania seksualnego partnerów lub walki między nimi. ORGAZM W wieku dojrzałym ogólne prawidłowości orgazmu są podobne do opisanych w innej mojej książce ("Seks partnerski"). Istnieją jednak i pewne charakterystyczne ewolucje oraz zmiany, którym będzie poświęcony ten .rozdział książki. U kobiet w wieku dojrzałym dochodzi do rozkwitu zdolności orgazmicznych i skrócenia czasu koniecznego do wywołania orgazmu. Kobieta zaczyna dochodzić do poznania swoich możliwości w tym zakresie. Okazuje się np., iż dysponuje zdolnością przeżywania orgazmu bardziej intensywnego w doznaniach, częstszego, niekiedy powstają i nowe drogi jego wyzwalania, np. przez wiele lat osiągała orgazm jedynie w wyniku stymulacji zewnętrznej, a teraz potrafi osiągnąć go również w wyniku stosunku. U wielu kobiet orgazm 64 może również powstać w wyniku ręcznego pobudzania sklepienia pochwy i okazuje się, że sposób ten bardziej satysfakcjonuje w porównaniu do innych form stymulacji. Wiele kobiet doświadcza atrakcyjności własnego seksu i jego dużych możliwości, niektóre potrafią przeżywać wielokrotny orgazm, inne o bardzo wysokim Dpziomie doznań. Potwierdza się znana zresztą prawidłowość, iż orgazm u kobiet jest zjawiskiem wyuczonym, a zakres tego wyuczenia potrafi być bardzo różny, zależnie od temperamentu seksualnego kobiety, bogactwa form ars amandi, atrakcyjności osoby partnera, poziomu więzi uczuciowej w tym związku, wzajemnych starań o bogactwo form więzi seksualnej. Ewolucja orgazmu u kobiet nie zawsze przebiega w kierunku jego rozkwitu. Zdarza się, iż różnorodne problemy partnerskie, zmiany poporodowe (którym jest poświęcony odrębny rozdział), zmęczenie, przeciążenie różnorodnymi obowiązkami, choroby ginekologiczne oraz inne zakłócają przebieg orgazmu lub prowadzą do zaniku zdolności jego przeżywania. Zdarza się również, iż powstają komplikacje wynikające z bardziej atrakcyjnych doświadczeń pozamałżeńskich. Od czasu, w którym pisałem "Seks partnerski", pojawiły się nowe prace poświęcone fenomenowi orgazmu u kobiet. Okazało się np., że pojęcie orgazmu jest pewnym uproszczeniem. Obecnie wielu seksuologów skłania się ku teorii, iż orgazm może być sromowy (w wyniku pobudzania zewnętrznych narządów płciowych), maciczny lub mieszany. W tzw. orgazmie macicznym jego wyrazem może być stan krótkotrwałego bezdechu, uniesienia macicy, brak jest natomiast skurczów czy pulsowania pochwy. Istnieje również stworzone przez Rosenberga pojęcie orgazmu częściowego, tzn. ograniczonego do okolicy narządów płciowych, oraz totalnego, w którym następuje reakcja całego organizmu oraz utrata świadomości, kontaktu z rzeczywistością. Orgazm totalny wymaga lepszego przystosowania seksualnego partnerów, więzi uczuciowej, rozbudzenia zmysłowego kobiety oraz powstania u niej postawy seksualnej, polegającej na zaangażowaniu się w seks, przyjemność seksualną. Istnieją specjalne ćwiczenia służące rozwojowi zdolności orgazmu totalnego, który może być wywoływany przez zróżnicowanie pobudzenia różnych okolic ciała. Znany badacz orgazmu kobiet - Markoff - podkreśla, iż rozwojowi zdolności orgazmicznych u kobiet sprzyjają: wyćwiczenie mięśnia łonowoguzicznego, wiek dojrzały, wyższe wykształcenie, osobowość aktywna i optymistyczna, ekstrawertywna. Badania nad fenomenem orgazmu nadal trwają i pojawiają się monografie naukowe na ten temat, oparte na różnorodnych badaniach eksperymentalnych. Można przypuszczać, iż wiele w tej dziedzinie zostanie jeszcze powiedziane. W niektórych związkach pojawia się paradoksalne zdawałoby się zjawisko nieprzystosowania seksualnego po istniejącym uprzednio 65 5 - Seks dojrzały okresie dobrego przystosowania. Posłużę się typowym przykładem: niejedna kobieta w wieku 35Ś40 lat odczuwa wzrost poziomu libido oraz potrzeb seksualnych, zdolność szybkiego i częstego przezywania orgazmu. Oczekuje zatem częstszych kontaktów, krótszej gry wstępnej, bardziej intensywnych ruchów frykcyjnych, zdolności powtórzenia stosunku przez partnera. Tymczasem u jej partnera zachodzi proces odwrotny: wydłuża się czas rozwoju erekcji, stosunku, zmniejsza się zdolność powtarzania współżycia, częstotliwości kontaktów. Powstałe w ten sposób nieprzystosowanie seksualne stwarza napięcie w związku, poczucie zagrożenia u mężczyzny i rozczarowanie kobiety. Tego typu prawidłowość skłania niektóre kobiety do romansowania z młodymi mężczyznami; a inne do mobilizowania partnera w aktywności seksualnej. Istnieje w związku z tym znany stereotyp gorącej kobiety w wieku balzakowskim, co, jak widać, ma uzasadnienie. Zdolność przeżycia orgazmu na podobnym poziomie częstotliwości i intensywności u wielu kobiet utrzymuje się aż do okresu przekwitania, później jest z tym różnie: spada, utrzymuje się status quo, a czasem, choć rzadko, nawet i wzrasta. Zjawisko to należy tłumaczyć zarówno zmianami hormonalnymi (wzrost poziomu testosteronu), typowymi dla wieku dojrzałego kobiety, czynnikami psychicznymi (stabilizacja uczuciowa, harmonia psychiczna, psychoseksualnymi (pełne rozbudzenie seksualne, poznanie swych możliwości, rozkwit atrakcyjności kobiecej), kulturowymi (doping kultury masowej w stronę długotrwałej młodości, wiłalności, radości używania uroków życia), środowiskowymi (doping ze strony innych kobiet, szczere zwierzenia dostarczające stymulacji seksualnej, ale też i praktycznych informacji) itp. Można zatem powiedzieć, iż wiek dojrzały służy rozkwitowi seksu. Ewolucja orgazmu w seksualności mężczyzny jest nieco odmienna. W większości przypadków maleje zdolność co do częstotliwości jego przeżywania, aczkolwiek w wolnym stopniu. Zależy to od stanu zdrowia mężczyzny, a szczególnie alkoholu, palenia, leków, chorób. Inne zjawisko to wolniejszy rozwój podniecenia seksualnego, erekcji, a także skrócenie czasu między odczuciem zbliżającego się wytrysku i samym wytryskiem. Sam wytrysk ma stopniowo coraz mniejsze ciśnienie, zmniejsza się objętość nasienia. U zdrowego mężczyzny proces ten rozwija się bardzo wolno, ale zawiera w sobie potencjalnie pozytywne możliwości - w wieku dojrzałym mężczyzna jest w stanie stosować formy technik przedłużonego współżycia. Wydłużona ars amandi, np. w technice Carezza, buddyjskiej, TAO czy też po prostu w umiejętnym rytmie przerywanego podniecenia może wprowadzić partnerów w świat zupełnie nowej więzi seksualnej o bardzo wysokim poziomie atrakcyjności, graniczącym z mistyką. Partnerzy poznają nowy świat wrażeń, przeżyć o wyjątkowym uroku i dzięki temu ich więź ulega pogłębieniu, a atrakcyjność ich związku niepomiernie wzrasta. Wiek dojrzały daje zatem mężczyźnie potencjalną możliwość ewolucji w głębszy wymiar przeżyć seksu, uczuć, przejścia postawy ilościowej we współżyciu w jakościową. Jak już wspomniałem - jest to potencjalna możliwość, a jej realizacja ma związek z taką potrzebą u partnerów, wiedzą o przedłużonych formach stymulacji seksualnej, ze współdziałaniem ze strony partnerki, z dobrym stanem zdrowia oraz czasem na rozwijanie ars amandi. U części mężczyzn w wieku dojrzałym pojawia się zdolność do przeżywania wielokrotnych orgazmów, w których wytrysk występuje jedynie raz lub kilka razy. Okazuje się, że orgazm mężczyzny niekoniecznie musi mieć związek z wytryskiem nasienia, łzw. orgazm psychiczny oraz mięśTliowy jest równie silny jak orgazm połączony z wytryskiem. W kulturze TAO ten typ orgazmu jest wysoko ceniony. W wyniku wydłużania się czasu trwania pobudzenia seksualnego u części mężczyzn pojawia się opisany w 1977 roku przez Petersena tzw. miniorgazm, czyli stan przyjemności poprzedzający wytrysk, dzięki temu istnieje jakby orgazm ,,mniejszy", a później "większy". Wielokrotny orgazm może polegać na serii takich miniorgazmów. Stwierdzona ewolucja seksualności mężczyzn w wieku dojrzałym jest przez nich różnie traktowana. U jednych dokonuje się wybór na korzyść potencjalnej możliwości, jaką jest wzbogacanie ars amandi, inni zawiązują typowe dla tego wieku romanse, mające potwierdzać męskość, które są próbą sprawdzenia swej sprawności, atrakcyjności. Czasem pojawia się u niektórych mężczyzn histeryczna reakcja paniki i rezygnacji z seksu, lęk przed współżyciem i poczucie kończenia się. Wielu mężczyzn zaczyna szukać możliwości dopingu seksualnego, np. przez zmianę diety, trybu życia, zażywanie leków pobudzających, mnożenie form podniecania (oralizm, analizm, zmiany partnerek, rozbudowywanie wyobraźni seksualnej). Zdarzają się również ewolucje w stronę zachowań dewiacyjnych jako mniej zagrażających i zastępczych (pedofilia, opóźniony homoseksualizm, ekshibicjonizm itp.). Wybór takiej lub innej drogi rozwoju seksualności przez mężczyznę wynika z wielu czynników, a szczególnie z wiedzy na ten temat, postaw wobec JA męskiego, seksu, wpływu środowiska (zwierzenia między kolegami), adoracyjnego zachowania ze strony młodych kobiet (które również wyraża ich potrzeby). Istnieje jeszcze inny, bardzo ważny czynnik determinujący wybór rozwoju seksualności - jest nim postawa partnerki. Jeżeli zna ona omawiane prawidłowości i związek jest udany, prawdziwie partnerski, to wybór przebiega w kierunku wzbogacenia więzi seksualnej. Jeżeli natomiast partnerka jest zimna seksualnie, obojętna wobec spraw seksu lub krytyczna wobec sprawności seksualnej partnera, to może wywołać u partnera powstanie stresu, który wyzwoli różne mechanizmy obronne, formy zastępcze, potrzebę sprawdzenia się iłp. O tym, że w fenomenie orgazmu, i to niezależnie od płci, istotne znaczenie ma wiedza, świadoma postawa, ars amandi, a nie tylko T czynniki biologiczne związane z wiekiem, ilustruje poniższy schemat Dayidsona: Poziom podniecenia Siła percepcji Stan świadomości Organ orgazmu (struktura psychoseksualna) Emisja nasienia Skurcz macicy Odczucia genitalne Skurcz mięśni Narząd genitalnomiedniczny Orgazm, jak wynika ze schematu, jest w zasadzie bipolarny: biologicznopsychiczny. Badacze zagadnienia orgazmu u kobiet podkreślają zgodnie, iż wiele jest jeszcze kontrowersji dotyczących lokalizacji "centrum orgazmicznego" w narządach płciowych. W najnowszych publikacjach coraz więcej uwagi przywiązuje się do tzw. przestrzeni Grafenberga (okolica pochwy pod pęcherzem moczowym), której drażnienie u niektórych kobiet wyzwala orgazm. Biologiczne czynniki orgazmu u kobiet nadal zatem kryją w sobie zagadki. WIELOKROTNY ORGAZM ". , " ... Wielokrotny orgazm jest rzadkim fenomenem psychologii seksualnej. Chociaż występuje u małej populacji kobiet, jest również spotykany u mężczyzn, nie jest zatem fenomenem seksualizmu kobiecego. Wiele osób chciałoby osiągnąć tego typu umiejętności. Zetknięcie się z informacją o możliwości głębszych przeżyć seksualnych wywołuje potrzebę ich przeżycia. Zdolność osiągnięcia wielokrotnego orgazmu nie jest jednak takim prostym i łatwym zadaniem. Najpierw należałoby określić, co należy rozumieć przez pojęcie wielokrotny orgazm. W wielu przypadkach współżycia seksualnego po stosunku zakończonym orgazmem partnerzy podejmują grę miłosną i rzeczywiście są w słanie przeżyć jeszcze jeden lub więcej orgazmów. Tego typu zjawisko jest często spotykane u młodych mężczyzn i niektórych kobiet (niezależnie od wieku). Natomiast seria orgazmów występujących jeden po drugim w wyniku stymulacji seksualnej jest o wiele rzadszym zjawiskiem. Jak stwierdziłem, dotyczy to wyjątkowo małej liczby partnerów. Zdolność przeżycia wielokrotnego orgazmu zależy przede wszystkim od właściwości seksualizmu danej osoby, czyli od jej temperamentu, fizjologii seksualnej. Możemy tu zatem mówić o predyspozycjach wrodzonych. Zdarza się również, że zdolność wielokrotnego orgazmu może być wykształcona w wyniku specjalnych ćwiczeń, ale jest to bardzo trudna droga i również muszą istnieć pewne predyspozycje u danej osoby. Wielokrotny orgazm u kobiet najczęściej polega na powtarzaniu się orgazmów jeden po drugim, a u niektórych na tzw. status orgasmicus, czyli długotrwałym orgazmie, W przypadku mężczyzn wielokrotny orgazm polega na występowaniu kolejnych orgazmów psychicznych (bez wytrysku) i jednym lub dwu orgazmach z wytryskiem. Wspomniałem, że wielokrotny orgazm można osiągnąć w wyniku pewnych ćwiczeń. Jednym z nich jest wykształcenie umiejętności przedłużonego stosunku, np. przez praktyki Carezza. Techniki przedłużonego stosunku są znane w niektórych kulturach, np. w buddyzmie, taoizmie, w tantryzmie. Są one poprzedzone żmudnymi ćwiczeniami T typu jogi, medytacji, koncentracji, wymagającymi wielomiesięcznych seansów. Dopiero wówczas partnerzy przenoszą zdobyte doświadczenia na własne życie seksualne. Warto przy okazji wspomnieć, że wielokrotny orgazm i technika przedłużonego współżycia mają pewne podobieństwa ze stanami mistycznymi. W tantryzmie i taoizmie są one nawet stosowane jako metoda doprowadzania siebie do stanu mistycznego, który prowadzi do wydłużenia czasu ars amandi. Osoby, mające doświadczenia z technikami medytacyjnymi, z jogą, potrafią przenosić te doświadczenia na własne życie seksualne, które nabiera nowych cech w wyniku przedłużenia czasu trwania i wzrostu zakresu przeżyć seksualnych. Jak widać, określone fenomeny seksualizmu wynikają z predyspozycji wrodzonych (temperamentu, reaktywności układu nerwowego, siły działania doznań zmysłowych), jak również ze zdolności poszerzenia zakresu przeżywania, koncentracji psychicznej, formowania zdolności medytacyjnych. Dopiero na tego rodzaju bazie odpowiednia kultura seksualna i dobra więź partnerska umożliwiają wzbogacenie zakresu doświadczeń seksualnych. W całym tym procesie ważna jest rola partnera, a zwłaszcza stopień więzi psychicznej i fascynacji nim. Im wyższy jest poziom fascynacji i głębsza więź uczuciowa, tym lepsze warunki do zwiększania bogactwa przeżyć seksualnych. Warto o tym pamiętać, gdyż wiele osób sądzi, iż istnieją jakieś sztuczki seksualne, których poznanie odkryje nowe horyzonty doświadczeń i przeżyć seksualnych. Tymczasem wyższy poziom ars amandi jest uzależniony od predyspozycji danej osoby, stopnia więzi między partnerami, długotrwałych ćwiczeń. Rozważania o wielokrotnym orgazmie dotyczą nie tylko małej populacji osób, ale i wyjątkowej elitarności tego typu kultury seksualnej. Trudno wyrazić słowami, co jest przeżywane na tak wysokim pułapie ars amandi, dotykamy tu bowiem słownictwa bardziej przypominającego stan ekstatyczny aniżeli język obiegowy. Warto jednaK pamiętać o tym, że fenomen wielokrotnego orgazmu jest tak dalece złożony, trudny do osiągnięcia i rzadki, że należy ,,mierzyć siły na zamiary". Podobnie, jak jesteśmy zróżnicowani co do zakresu uzdolnień, witalności i typów osobowości, tak również różnimy się co do zakresu ars amandi i doznań seksualnych. Podkreślam to dlatego, że popularyzacja zagadnień seksualnych sprzyja podwyższaniu oczekiwań od siebie, partnera, przymierzaniu się do określonego modelu na zasadzie "chcę tego". Może powstać wówczas niepokojące zjawisko, jak rozbieżność między realnymi możliwościami a oczekiwaniami. Prowadzi to jedynie do pomniejszania wartości tego, co się już osiągnęło i co się przeżywa. Osoby zainteresowane wzbogacaniem swej ars amandi nie mogą uzyskać gwarancji, że ćwiczenia medytacyjne doprowadzą je do fenomenu wielokrotnego orgazmu, ale z pewnością wzbogacą nie tylko współżycie seksualne, lecz i osobowość. Warto również pamiętać o tym, 70 że bogata ars amandi jest nierozerwalnie powiązana z bogactwem i kulturą osobowości, więzi między partnerami, a zagadnienia technik seksualnych są tu zupełnie wtórnym, dodatkowym elementem. PRZESTRZEŃ W ORGAZMIE Jeżeli zbadamy dokładniej przeżycia, wrażenia towarzyszące współżyciu seksualnemu, to okaże się, że istnieją określone typy przestrzeni psychicznej w orgazmie. Autoerołyzm Osoba przeżywająca podniecenie, pożądanie narastające aż do orgazmu, jest skoncentrowana na sobie, zamyka się w granicach swego JA. Rejestruje wszystkie bodźce, reakcje swego ciała, przeżywa radość dla siebie i swoją własną. Partner jest w zasadzie narzędziem wyzwalającym rozkosz, instrumentem grającym na ciele. Jeżeli towarzyszy współżyciu wyobraźnia erotyczna, to również ogranicza się do własnej osoby, którą widzi się w konkretnej akcji, przeżywaniu, w fizjologii, a osoba partnera jest jakaś nieostra, nieokreślona, zamazana. Taki typ przestrzeni, ograniczonej do JA, najczęściej występuje u osób narcystycznych, egocentrycznych, z przewagą postaw biorę. Przeżycia i poczucie satysfakcji u partnera są ważne o tyle, o ile potwierdzają wartość działania swego JA, jego atrakcyjności. Jeżeli i partner ujawnia podobny typ przestrzeni psychicznej, to możemy w zasadzie mówić o wzajemnym samozaspokajaniu się. Ekspansja JA U wielu osób w trakcie współżycia seksualnego pojawiają się fantazje, przeżycia związane z poczuciem zdobywania, posiadania osoby partnera. Moje JA staje się posiadaczem drugiej osoby, dominuje nad nią, zagarnia ją dla siebie. Taki zdobywczy seks częściej wystę-71 puje u mężczyzn i w słownictwie seksuologicznym znajduje potwierdzenie w zwrotach typu "posiadłem ja", "zdobyłem", "miałem ją". Ekspansja JA występuje również u kobiet i wyraża się w poczuciu "on jest mój", "zdobyłam go". Częściej występuje u osób z potrzebami dominacji, podporządkowania sobie drugiej osoby. Naturyzm Niektóre osoby w trakcie współżycia seksualnego ujawniają fantazje i przeżycia świadczące o poczuciu jedności ze światem przyrody, natury. Wchodzą jakby w cykl przemian przyrody. Interakcja partnerów sprowadza się do więzi: samiecsamica. Niekiedy pojawia się wyobrażenie kontaktów seksualnych zwierząt. Wtopienie w świat przyrody potwierdza poczucie przynależności do niej - "służymy naturze". Pojawiają się również fantazje i skojarzenia typu "zapładniam glebę", "urodzajna ziemia". Wyższemu poziomowi naturyzmu towarzyszą przeżycia typowe dla medytacji wschodnich, kiedy ma się poczucie jedności z kosmosem, jednością świata, zatracenia własnej indywidualności na rzecz natury. Można również być przekonanym, iż miłość i więź seksualna są w zasadzie podporządkowane prawom natury, przekazywania życia, służenia gatunkowi, a idea miłości, erotyzmu jest jedynie złudzeniem człowieka, stworzonej przez niego kultury. Świat partnerski MY Silna fascynacja wzajemną męskościąkobiecością, poczucie odrębności własnego JA, płciowości, bycia częścią MY, może wyzwalać przeżywanie więzi seksualnej jako wyrazu pełni, całości. Motyw ten przypomina Eros u Platona. Zjednoczenie w przestrzeni MY daje przekonanie o jej wyższości nad przestrzenią JA. Interakcja między partnerami wynika z fascynacji swą odmiennością płciową i erotyczną. W wyobraźni i fantazji seksualnej pojawiają się obrazy innych zjednoczonych par, przynależności do świata męskiegokobiecego. Wyobraźnia podsuwa również obrazy idealnej męskości i kobiecości, stylu kontaktów między nimi i np. część kobiet wyobraża sobie, że jest zdobywana, gwałcona, ponieważ taki mają stereotyp męskości. W innych fantazjach czy zachowaniach mogą pojawiać się obrazy partnerstwa, czyli równości partnerów. O tym typie przestrzeni wiele mówi ulubiony styl ars amandi, pozycji seksualnej - w związku partnerskim jest z reguły więcej wzajemnej aktywności, wymiany pieszczot, zróżnicowania pozycji. Celem współżycia jest m.in. wzajemne dostarczanie sobie satysfakcji seksualnej, nastawienie na przeżycia i doznania, radość drugiej osoby. Przestrzeń mistyczna Zależnie od typu medytacji, systemu wartości, światopoglądu - więzi seksualnej partnerów towarzyszy poczucie przekraczania prze-72 strzeni swego JA i MY w inne typy przestrzeń. (transcendentdn^ kosmicznej, religijnej itp.). Partnerzy przezywała ^d"0"6"^ 'ak0 przekraczające wymiar teraźniejszości, m.osca, swych osób. O tym typie przestrzeni i sposobie jej rozwijania pisałem w książce "Seksuolog radzi", wydanej przez MAW (1981). mistyczny egocentryczny autoerotyczny partnerski natury styczny Warunkiem bogatej, pełnej miłości, ars amandi Jest - o czym zgodnie donoszą wszystkie wielkie kultury - przekraczanie przestrzeń. A w stronę partnerskiej przestrzeni MY, która ma różne poziomy intensywności. ZACHOWANIE PO ORGAZMIE Zachowanie kobiet Zróżnicowanie zachowań kobiet po orgazmie, wynika z ich uczuć wobec partnera, typu pobudliwości seksualnej (u jednych kobiet szybko znika podniecenie, u innych wolniej), z odczuć w narządach płciowych (np. odczuwanie bolesności - przeczulicy, znieczulenia), ze stopnia zmęczenia psychicznego (jedne oczekują kontynuowania kontaktu, inne czują się senne, zmęczone) oraz różnych sytuacyjnych czynników (np. brak warunków intymnych, pośpiech itp.). Gdybyśmy mieli dokonać typologii zachowań kobiet po orgazmie uwzględniając 73 wymienione przyczyny, to najczęściej mamy do czynienia z następującymi zachowaniami: Reakcja typu modliszki. Z chwilą przeżycia orgazmu cel współżycia został osiągnięty i osoba partnera przestaje interesować, jego doznania są obojętne. Inaczej mówiąc ,,Murzyn zrobił swoje i może odejść". Tego typu zachowanie ujawniają kobiety egocentryczne, negujące partnerstwo, a również i takie, w których osobowości ukryte są cechy homoseksualne. Reakcja księżniczki. Ujawnia się w niej cecha narcystyczna. Zabiegi partnera doprowadziły do celu, jakim był orgazm, a później brak jest zainteresowania osobą partnera, brak motywacji do kontynuowania z nim współżycia. Partner powinien być zadowolony z samego faktu, iż został dopuszczony do łaski bycia razem! Dominuje zatem postawa biorcy. Reakcja typu kastracyjnego. Po orgazmie prowokuje się partnera do dalszych stymulacji seksualnych, przekraczających jego możliwości, np. wymaga się od niego wielokrotnych wytrysków, długotrwałego dalszego stosunku, zmiany wariantów pobudzania seksualnego. Jego niemożność wyzwala krytyczne uwagi, sądy i podsumowania jego męskości. Tego typu reakcje ujawniają kobiety z dużymi potrzebami dominacji, z odwróceniem ról męskokobiecych, czujące potrzebę poniżenia mężczyzny, ośmieszenia go. Wzrost pobudzenia seksualnego. U części kobiet przeżycie orgazmu wyzwala energię, dynamizm, wzrost podniecenia seksualnego, oczekują zatem kontynuowania kontaktu. Dopiero wtedy osiągają pełnię podniecenia seksualnego. Tego typu reakcje występują u kobiet z dużym temperamentem, zdolnych do wielokrotnych orgazmów, ze specyficznym typem pobudliwości seksualnej, w którym przeżycie orgazmu jest jedynie etapem do dalszego wzrostu podniecenia. Dla wielu partnerów są to idealne partnerki, ale dla innych mogą być źródłem poczucia zagrożenia, mężczyzna bowiem może nie dysponować możliwościami przedłużania kontaktu seksualnego. Wspomniany typ partnerski pasuje do przedłużonych technik współżycia i wówczas ars amandi daje dobre wzajemne przystosowanie seksualne. Nagły spadek podniecenia seksualnego. U części kobiet bezpośrednio po przeżyciu orgazmu występuje szybki spadek podniecenia seksualnego, niekiedy połączony z nieprzyjemnymi doznaniami (np. przeczulica pochwy, sfer erogennych, bolesność pochwy), W tym przypadku nawet krótkotrwałe kontynuowanie stosunku wiąże się z przykrymi doznaniami. Tego typu reakcje wymagają kontaktu, w którym partnerzy jednocześnie przeżywają orgazm. Wówczas zakończenie kontaktu nie daje negatywnych przeżyć i związek jest dobrze przystosowany. 74 Reakcja partnerska. Po przeżyciu orgazmu kobieta oczekuje osiągnięcia go i przez partnera. Jego orgazm dostarcza wiele przyjemności, wyzwala poczucie radości, wzajemności przeżyć, wspólnoty doznań i więzi. "Jego radość jest i moją radością". W tego typu postawie partnerzy mają jakby podwójnie pozytywne przeżycia - własne i wynikające z doznań partnera. Można mówić o pełni więzi partnerskiej. Na zakończenie warto wspomnieć, iż istnieją kultury seksualne, w których mężczyzna świadomie unika wytrysków i w większości kontaktów jedynie kobieta przeżywa orgazm (np. w taoizmie). Są również typy więzi partnerskich, w których jakkolwiek przeżycie orgazmu daje wiele przyjemności kobiecie, ale pełniejszą satysfakcję daje jej fakt przeżycia orgazmu przez mężczyznę. Czuje się wówczas w pełni wartościowa jako kobieta, atrakcyjniejsza dla partnera, zatem jej orgazm jest dopiero częścią pełnej satysfakcji seksualnej. Zachowania mężczyzn Specyfika seksualizmu męskiego obejmuje m.in. naturalną zdolność przeżywania orgazmu, który w przypadku kobiet musi się dopiero rozwinąć. U mężczyzn częściej faza orgazmu jest intensywna, ale krótkotrwała, szybciej ustępuje podniecenie, istnieje również częstsze rozdzielenie przeżyć seksualnych i uczuciowych. Ta ostatnia prawidłowość wiąże się z tendencją do autonomizacji sfery seksu i koncentracji na doznaniach zmysłowych, wykazania się w roli partnera seksualnego, gdy więź uczuciowa z partnerką może być bardzo różna: od obojętności do miłości. Tak więc pewna inność psychofizjologii seksualnej płci wiąże się z inną typologią zachowań seksualnych mężczyzn po orgazmie. Do najczęściej spotykanych należą: Reakcja samca. Po orgazmie następuje szybki gwałtowny spadek podniecenia seksualnego, zobojętnienie seksualne, uczucie zmęczenia i poczucie dystansu wobec patnerki. Mężczyzna obojętnieje uczuciowo wobec niej, jeśli już przedtem nie czuł obojętności, odwraca się i zasypia, nie jest zainteresowany tym, co przeżywa partnerka, a jej oczekiwania na dalsze pieszczoty i czułe wyznania są traktowane jako w tej sytuacji zbędne. Tego typu mężczyzna ujawnia pewną twardość, ma mały zakres ekspresji emocjonalnej. Dla niego celem i sensem współżycia seksualnego było posiadanie partnerki, przeżycie orgazmu, a nie więź uczuciowa. Jeżeli natomiast odczuwa biologiczną możność powtórzenia stosunku, wówczas dąży do niego, co utożsamia z dobrą tężyzną i potencją. W jego życiu seksualnym dominuje potrzeba wyżycia się, aż do uczucia zmęczenia. Interesujące jest to, co poprzedza i co jest w trakcie współżycia, a nie po nim. Reakcja don Juana. Po orgazmie gwałtownie zanika zainteresowanie osobą partnerki, która przecież została zdobyta. Cel został osiągnięty, nie ma potrzeby pieszczot, okazywania czułości. Zainteresowanie wzbu-75 dza natomiast ocena siebie jako partnera: czy wykazał się odpowiednią potencją, czy dogodził partnerce, jaka była jego sprawność, jakimi dysponuje jeszcze możliwościami? Na te pytania odpowiada sobie sam, oceniając własną osobę oraz zaobserwowane reakcje partnerki. Źródłem przyjemności ze współżycia jest poza orgazmem ocena siebie w roli kochanka. Fakt zdobycia kobiety zmniejsza zainteresowanie jej osobą i rzadko kontakt seksualny z tą właśnie partnerką bywa powtarzany w przyszłości. Reakcja lękowa. U mężczyzn niepewnych swej sprawności seksualnej, mających epizody lub długotrwałe okresy niepowodzeń we współżyciu, zakompleksionych, mających partnerki z dużym doświadczeniem seksualnym lub nie osiągające orgazmu, po wytrysku faza przyjemności szybko mija i pojawia się lęk, jak partnerka oceni współżycie. Analizuje się cały przebieg współżycia, jego poszczególne fazy. Niepewność co do własnej oceny w roli partnera (nawet jeżeli kontakt był udany) sprawia, że czas po orgazmie nie daje poczucia radości, relaksu. Wobec partnerki ujawniane są oczekiwania oceny. Okazywanie jej pieszczot i czułości często ma na celu zmniejszenie niepokoju. Natomiast u innych mężczyzn mogą następować reakcje agresywne, depresyjne itp. Reakcja smutku. U części mężczyzn bezpośrednio po orgazmie i krótkim czasie odczuwalnej radości pojawia się uczucie smutku i przygnębienia, chociaż przebieg współżycia był najzupełniej udany. Tego typu reakcje występują w przypadkach, gdy współżycie wiąże się z poczuciem winy, partnerka jest darzona sprzecznymi uczuciami, a wobec sfery seksu przyjmuje się nazbyt racjonalną postawę. W tym ostatnim przypadku smutek może mieć charakter egzystencjalny (to wszystko marność). Reakcja badacza. U mężczyznerudytów, oczytanych w seksuologii, wyczulonych na poziom zadowolenia partnerki, ceniących zasadę urozmaicania współżycia może ujawniać się po przeżytym orgazmie potrzeba chłodnego analizowania przebiegu współżycia, reakcji partnerki, a niektórzy wręcz zbierają od niej "wywiad seksuologiczny" w celu uzyskania informacji; jak było, czy lepiej niż z innymi, co było najlepsze, a czego brakowało? Należy tu stwierdzić, że lektury różnych publikacji z tego zakresu coraz częściej prowokują do przyjmowania takiej postawy w celu porównania własnego życia seksualnego z modelowym z owych publikacji. Jeżeli w ogóle podejmuje się pieszczoty wobec partnerki i istnieje jakaś kontynuacja czułości - to dlatego, że jest to zalecane, wskazane. Reakcja uczuciowa. Zakres przeżyć we współżyciu seksualnym i radość orgazmu wyzwala poczucie wdzięczności wobec partnerki. Okazywane pieszczoty są wyrazem tej wdzięczności, poczucia zjednoczenia. Czułe słowa, wyznania miłości stanowią naturalną kontynuację więzi psychicznej, wzajemne przeżycie radości jakby ją podwajało. 76 Partnerzy są przytuleni, przyjemnie zrelaksowani, jedni tak zasypiają w objęciach, inni darzą siebie czułościami, jeszcze inni rozmawiają w sposób dla siebie przyjemny. W tym przypadku współżycie seksualne obejmuje kilka faz, a faza po orgazmie jest jedną z nich, równie ważną. Okazuje się, że jakość fazy po orgazmie i ten styl zachowania mężczyzny potrafi bardziej pogłębiać wzajemną więź psychiczną niż sam orgazm partnerów. Można nawet stwierdzić, iż faza po orgazmie partnerów jest czułym testem ich prawdziwej więzi psychicznej, atrakcyjności, miłości. Poza wymiehionymi istnieją również i inne typy zachowań po orgazmie. Dramatyczne bywają np. przeżycia mężczyzn świadomych, że kolejne współżycie było tylko dla nich przyjemne. Duże poczucie zagrożenia i stresu powstaje wówczas, gdy orgazm mężczyzny był zbyt wczesny i uniemożliwił partnerce dojście do orgazmu. Własna radość szybko staje się przykrością, reakcje mężczyzny w takiej sytuacji mogą zmierzać do różnych form wynagrodzenia jej doznanego zawodu. Inni cierpią zawstydzeni, milczą. Tego typu milczenie leżących obok siebie partnerów jest bardzo wymownym wyrazem frustracji seksualnej, a często i poczucia kompromitacji, utraty twarzy. Zróżnicowanie reakcji mężczyzn po orgazmie wynika w dużym stopniu z uczuć wobec partnerki. Jest to dobry test postaw wobec niej. Niektóre kobiety oceniają te zachowania jako test osobowości partnera, jego kultury, co jest tylko częściową prawdą, gdyż osoba kobiety mobilizuje do bardzo różnych reakcji: od agresywnych do bardzo czułych, od poczucia posiadania do poczucia partnerstwa, od zaspokojenia potrzeby wyżycia się do potrzeby wyrażenia miłości. Zatem ten sam mężczyzna ujawnia różne reakcje wobec różnych kobiet, a także różne reakcje wobec tej samej partnerki, w zależności od sytuacji i więzi między nimi. WZBOGACANIE ARS AMANDI W książkach seksuologicznych szczególnie łego typu rozdziały wzbudzają wiele kontrowersji i niektórzy przypisują seksuologom różne negatywne motywacje. Samo hasło "urozmaicanie współżycia", lub "uatrakcyjnianie współżycia" u jednych kojarzy się z mnożeniem technik seksualnych w celu poddania człowieka zmysłowości, a u innych wyzwala apokaliptyczną wizję społeczeństwa "rozseksualizowanego". Zapewne w tego typu postawach ujawniają się osobiste problemy, np. zahamowania seksualne, manicheizm, lęk przed seksem, brak rozbudzenia seksualnego, oziębłość płciowa, ale mogą to być również potrzeby przeciwdziałania autonomizacji seksu i sprowadzania więzi seksualnej jedynie do poziomu przyjemności, techniki, a partnera do poziomu rzeczy, fantomu do ćwiczeń seksualnych. Idea wzbogaca-78 nią więzi seksualnej rodzi zatem różne odczucia, nastawienia, ale ważne jest też i poznanie jej celu i znaczenia. Pośrednio była już o tym mowa w poprzednich rozdziałach, które wskazały, iż bogata ars amandi sprzyja pogłębieniu więzi uczuciowej, trwałości związku. Wzbogacanie ars amandi jest naturalną potrzebą w związku partnerskim, który przez współżycie realizuje różne potrzeby seksualne: więzi, przyjemności, radości bycia razem, wzajemnej atrakcyjności. Zrozumiałe, iż w niektórych związkach wzbogacanie ars amandi służy jedynie przyjemności, ilościowemu traktowaniu współżycia, traktowania partnera jako mzeczy i przedmiotu, instrumentu do podniecania, osiągania coraz większej i bardziej wyrafinowanej rozkoszy. Jednak te same potrzeby mogą być realizowane i w związku ubogim w pomysły, mającym tylko jedną pozycję współżycia, rutynową, i ubogą formę pieszczot. Zanim zatem oceni się taką lub inną ars amandi, należy przyjrzeć się prowadzącej do niej motywacji. W postawach wobec seksu kultury Zachodu dominuje potrzeba panowania nad przyrodą, ascezy, czyli panowania nad sobą. Zrozumiałe zatem, iż idea wzbogacania ars amandi jest traktowana nieufnie jako anłyascetyczna, poddanie się przyrodzie (czyli zmysłowej naturze). Może dlatego właśnie przez wiele wieków różnorodne techniki i pozycje seksualne były ukrywane, przekazywane w tajemnicy, otoczone atmosferą sensacji i zakazanego owocu, a praktycznie realizowane w związkach pozamałżeńskich lub w domach publicznych. W kontemplacyjnych i bardziej nastawionych na mistykę kulturach Wschodu seks jest drogą prowadzącą do ekstazy, mistyki, stąd przywiązywanie tak dużego znaczenia do bogatej ars amandi. Wymagała ona żmudnych ćwiczeń koncentracji, poszerzania percepcji wszystkich zmysłów, współpracy partnerów dążących do przeżywania intensywnej rozkoszy zbliżającej ich do mistyki. Chciałem o tym przypomnieć .na początku tego rozdziału, gdyż urozmaicenie ars amandi służy różnym celom i różne daje następstwa. Być może w przyszłości będzie mogła ukazać się praca poświęcona mistyce seksualnej, ćwiczeniom służącym jej rozwijaniu. Obecnie omówię tylko niektóre zasady ars amandi. przykłady wzbogacania Wrażliwość zmysłowa. Wiele na ten temat pisała w "Sztuce kochania" doktor M. Wisłocka. Tu chciałbym wskazać na pewną podstawową prawidłowość: człowiek ma wprawdzie określony zakres percepcji zmysłowej, odmienny niż w świecie przyrody, ale zawsze dąży do przekroczenia tych granic. Dzięki mikroskopowi, teleskopom, potężnej aparaturze elektronicznej, dźwiękowej itp. niepomiernie przekroczył zakres percepcji zmysłowej. Ćwiczenia medytacyjne, kontemplacja również umożliwiają człowiekowi poszerzenie granic odczu-79 wania rzeczywistości zmysłowej. Ma to również odniesienie do życia seksualnego. Wydłużenie czasu trwania pieszczot dzięki zwiększeniu kontaktu dotykowego pozwala nie tylko lepiej poznać mapę ciała partnera, jego strefy erogenne, poziom ich wrażliwości, ale zwiększa również zakres tych bodźców. Pocałunek ust może być przelotny, ograniczyć się do muśnięcia, ale może również stać się bogatą formą pobudzenia, dzięki któremu poszerza się zakres doznań z tej okolicy i zwiększa się poziom podniecenia. Dotyczy to zresztą dotyku każdej strefy erpgennej. Znana jest wartość słowa jako bodźca seksualnego i uczuciowego. Można ograniczyć się do milczenia, zdawkowych słów, ale można również stworzyć finezyjny, pełen humoru i ciepła język erotyczny znany tylko partnerom i wyrażający całą gamę ich przeżyć i uczuć do siebie. Słowo spełnia wówczas rolę poznawczą (więcej wiem o partnerze, jego seksualności), pobudzającą i wreszcie więziotwórczą. Kontakt wizualny jest równie znanym bodźcem seksualnym, obecnie w coraz większym stopniu akceptowanym przez kobiety. Nie chodzi w nim jedynie o widok ciała, ale też i o wzbudzenie podziwu dla jego harmonii, piękna. Zbliżenie narządów płciowych podczas stosunku seksualnego w niektórych pozycjach jest niewidoczne (np. w klasycznej), a w innych odkryte, co również ma duże znaczenie stymulujące. Dla wielu osób fakt użycia w sypialni luster pachnie dewiacją, fetyszyzacją współżycia, i rzeczywiście może to właśnie oznaczać lub być wyrazem wyrafinowania, ale przecież w wielu związkach zastosowanie lustra we współżyciu poszerza zakres kontaktu z partnerem, podobnie jak słowo czy dotyk. Odkrycie seksualnego znaczenia feromonów wzmogło zmysłową percepcję. Znane jest przecież podniecające znaczenie różnych zapachów perfum, dezodorantów. W życiu seksualnym ważne jest również znaczenie zapachów naturalnych ciała, a zwłaszcza okolic genitalnych. Okazuje się, że reakcja na nie wyraża uczucia wobec partnera (fascynację, wstręt lub obojętność). Dobro związku partnerskiego wymaga wyczucia rodzaju doznań partnera, odkrycia poziomu jego wrażliwości, przeżyć estetycznych. Zatem poszerzenie zakresu różnych bodźców zmysłowych powinno być prowadzone z umiarem, delikatnością, wrażliwością. W jednym związku rozbudowa poszczególnych wrażeń zmysłowych sprzyja więzi seksualnej, w innym jedynie wówczas, gdy dotyczy jednego ze zmysłów itd. Wzbogacanie ars amandi dotyczy również stwarzania tła dla współżycia. Stosowane formy są zróżnicowane, zależnie od upodobań partnerów. Na podstawie zbieranych wywiadów można się przekonać, jak duże to może mieć znaczenie dla atrakcyjności współżycia. Na przykład wystarczy nieraz stworzenie dyskretnego oświetlenia, 80 przyjemnej muzyki, aby wzmogła się fala podniecenia, uatrakcyjniając przeżycie bycia razem. Niekiedy odpowiednie umeblowanie, rozłożenie sprzętów daje podobny efekt. W jednych związkach miejscem miłosnego spotkania jest przysłowiowe łóżko, w innych materac na podłodze, dywan iłp. Nie są to sprawy bez znaczenia. Wystarczy niekiedy sama zmiana miejsca zjednoczenia, aby nagle zakres wrażeń i przeżyć znacznie się wzbogacił. Są to sprawy zdawałoby się oczywiste, ale tak naprawdę, to wielu ludziom brakuje wyobraźni czy pomysłu, aby tę oczywistość wykorzystać. Moim zadaniem nie jest pisanie dzieła o technice seksualnej, ale chciałbyłn tu podkreślić jej znaczenie i zachęcić do poznania wzajemnych oczekiwań i upodobań. W "Seksie partnerskim" przedstawiłem typowe pozycje współżycia; w obecnej pracy demonstruję dalsze, które również mają znaczenie dla poszerzenia zakresu bodźców seksualnych. Nie mamy dotąd atlasu seksualnego i chociaż jest to sprawa dość prozaiczna, jednak wzbudza wiele emocji. Chciałbym podkreślić, że w wielu związkach wprowadzenie innych pozycji umożliwiło przeżycie kobiecie orgazmu po wielu latach trwania w nieświadomości, iż jest do niego zdolna. Dla innych związków zmiana pozycji jest naturalnym przeciwdziałaniem rutynie. 6 - Seks dojrzany GIMNASTYKA SEKSUALNA W miarę rozwoju wiedzy o ars amandi zaczęło przywiązywać coraz więcej uwagi do różnych form ćwiczeń mających na celu wzrósł zdolności przeżywania satysfakcji seksualnej, poszerzenia seksualnej świadomości. W leczeniu zaburzeń seksualnych zaczęło stosować jogę, relaksację, autohipnozę oraz medytację, polegające na stopniowym ćwiczeniu zdolności odprężania i koncentracji na doznaniach 82 seksualnych. Okazało się, że wspomniane wyżej ćwiczenia nie tylko leczą, ale pomagają również ludziom zdrowym, a partnerzy wspólnie je stosujący uzyskują lepszy poziom przystosowania seksualnego. Ćwiczenia tego typu nie są bynajmniej niczym nowym, znane są starym kulturom i w różnych księgach miłosnych, np. w Kamasutrze, w poradniku japońskim z XVII wieku, zalecano skomplikowane treningi ciała, oddechu, pieszczot, współpracy partnerów we wzajemnym pobudzaniu. Wschodnie tradycje seksualne przeżywają zresztą w XX wieku prawdziwy renesans i słały się modne na Zachodzie, ale poza modą przyniosły również wzbogacenie więzi seksualnej, ars amandi. Kiedy dokładniej zaczęło badać wartość naukową tego typu miłosnych poradników, to okazało się, że zawierają rady opierające się na słusznych obserwacjach. Analizowano np. znaczenie różnych mięśni w życiu seksualnym i poświęcano im specjalne monografie (np. mięśniowi łonowoguzicznemu u kobiet). Opracowano systemy ćwiczeń tych mięśni, opierając się na badaniach psychofizjologicznych. Ćwiczenia różnych grup mięśniowych można zatem traktować jako przygotowanie do optymalnego życia seksualnego. Nie wyklucza to zresztą podstawowych czynników ars amandi, jak miłości, więzi psychicznej partnerów. Ćwiczenia mięśni należy traktować jako jeden z wielu elementów ars amandi. Ćwiczenia, które opiszę, wykorzystałem w leczeniu moich pacjentek i potwierdziła się ich przydatność. Do ogólnych zasad tych ćwiczeń należą: Systematyczność - łzn. konieczność codziennego ćwiczenia minimum około 10 minut. Stopniowanie trudności - dopiero po opanowaniu kolejnych form ćwiczeń należy przechodzić do następnych. Ciągłość - do kolejnych ćwiczeń przechodzi się po powtórzeniu poprzednich. Relaksacja - każde ćwiczenie należy wykonać w warunkach odprężenia, spokoju. Właściwe warunki - lekki kostium, wygodne miejsce, brak hałasu i pośpiechu, świeże powietrze, możliwość wypoczynku. Przedstawione niżej ćwiczenia są adresowane szczególnie do kobiet, gdyż odpowiednie ćwiczenie mięśni brzucha i miednicy ma u nich istotny wpływ na możliwość i zakres przeżywania orgazmu. Wspólne ćwiczenia dotyczą partnerów, którzy uaktywniała miejsca erogenne na bodźce dotykowe oraz grupy mięśni do reakcji seksualnych. Ćwiczenia te nie wyczerpują wszystkich możliwości, są jedynie przykładem prostego i możliwego dla każdego zestawu. Być może będzie kiedyś okazja opracowania specjalistycznego poradnika gimnastyki seksualnej. 83 POZYCJE WSPÓŁŻYCIA / / Podstawowe pozycje współżycia ^^^ / seksualnego zostały omówione ^^ / w "Seksie partnerskim". W tej ^^f V P^y Podstawiam jeszcze inne; y^/^.^^ wlele 2 "'ch wymaga omówionej C^^^^^ uprzednio gimnastyki seksualnej. Nie wyczerpują bynajmniej wszystamandi. Atlasy w za<^,» A ? moźliwości urozmaicania ars przedstawionych'w obu^ch'^:^"^ )edynie warianty P02ycji 92 Pozycja von Urbana Partnerka unosi nogi podkurczone w kolanach, a partner przesuwa się pod jej nogi, które spoczywają swobodnie na jego biodrach. W rezultacie partnerka leży na plecach, a partner na boku i prostopadle do niej. Ta pozycja ułatwia relaksację, łagodne wykonywanie ruchów przy przewadze płytkiej immisji. Pozycja wskazana dla osób męczących się przy współżyciu, pragnących wydłużenia czasu trwania ars amandi oraz w przypadku kobiet oczekujących jednoczesnego ręcznego drażnienia łechtaczki i stosunku kobiety z tzw. orgazmem mieszanym). Pozycja głębokiej immisji Kobieta leży na plecach, a partner na niej, partnerka następnie unosi nogi i opiera stopy na ramionach partnera. Pozycja umożliwia bardzo głęboką immisję, co jest korzystne u kobiet z dużym tyłozgięciem macicy, oczekujących drażnienia dolnego sklepienia pochwy. Ze względu na silne napięcie mięśni u kobiety wymaga dobrej kondycji fizycznej; ten typ pozycji skraca czas stosunku. Pozycja wzajemnie siedząca Partnerzy przyjmują pozycję siedzącą, a uda partnerki obejmują partnera. Pozycja ta sprzyja ręcznej stymufacji i jednoczesnemu drażnieniu łechtaczki w trakcie stosunku. Ruchy są raczej wolne. Pozycja ta często jest traktowana jako poprzedzająca inne, doprowadzające do orgazmu. 93 Pozycja "górnej stymulacji" Partner leży na plecach, a partnerka siada na nim przesuwając stopy w kierunku jego ramion i odchyla się do tyłu. W tej pozycji partner ma zwiększony zakres doznań wzrokowych, a u partnerki najsilniejsze jest drażnienie przedniej ściany pochwy. Przydatna dla kobiet z pobudliwą przednią ścianą pochwy. Pozycja "na jeźdźca" odwrotna Partner leży na plecach, a partnerka siada na nim tyłem. Pozycja ta umożliwia głęboką immisję i drażnienie przedniej ściany pochwy; dla partnera wiąże się z silną stymulacją wzrokową, sylwetka kobiety jest bowiem w tej pozycji bardzo harmonijna. Pozycja "na jeźdźca" wariant II Ułożenie partnerów jw. Partnerka klęczy tyłem do partnera )e) rŚ •••• r .....Ś" ".y, .,."... źw ^ain.źia i (Oj głowa znajduje się przy nogach partnera. Pozycja ta umożliwia głęboką immisję i przewagę drażnienia przedniej ściany pochwy; partnerowi dostarcza silnych bodźców wzrokowych. Stosunkowo mało przez kobiety lubiana. 94 Pozycja od tyłu Partner klęczy przechylony nieco do tyłu, a partnerka klęczy tyłem do niego i pochyla się w ten sposób, że może obserwować ruchy frykcyjne. Pozycja umożliwia głęboką immisję oraz stymulację wzrokową u obojga partnerów. Pozycja od tyłu, wariant II Partner leży na stoliku ze zgiętymi nogami w kolanach, a partnerka stoi pochylona, tyłem do partnera. Pozycja wygodna dla partnerów, dostarcza silnych bodźców wzrokowych partnerowi. Pozycja zwana hinduską Partnerzy stoją na jednej nodze, a druga zgięła jest pod kałem prostym w kolanie i opiera się na udzie partnera. Pozycja ta umożliwia większe drażnienie bocznej powierzchni pochwy pod pewnym kałem. Wymaga wysiłku, wprawy. Przydatna dla kobiet z duża wrażliwością bocznych ścian pochwy. Pozycja medytacji w łantryzmie Partner siedzi, partnerka siada na jego udach i odchyla się nieco do tyłu. Pozycja ta służy przedłużaniu zjednoczenia partnerów, ruchy są wolne, przerywane. Pozycja TAO Mężczyzna jest w pozycji półleżącej, a kobieta siada na nim bokiem. Pozycja ta ma znaczenie mistyczne, tzn. służy rozwojowi kontemplacji przy przedłużonym czasie zjednoczenia. Według koncepcji TAO sam fakt częstego i długotrwałego zjednoczenia partnerów służy przekazywaniu energii i długowieczności. Mężczyzna wykonuje "2000 miłosnych pchnięć" o zróżnicowanym charakterze (różny kierunek, różna intensywność i rytm). Pozycja jogistyczna Pozycja ta wymaga długotrwałych ćwiczeń jogi, jest bardzo trudna. Służy maksymalnej koncentracji na zjednoczeniu i można w niej osiągnąć orgazm nawet bez wykonywania ruchów frykcyjnych. 96 97 Seks dojrzały Pozycja stojąca partnera Partner słoi i unosi partnerkę, której nogi obejmują jego biodra. Pozycja często stosowana przez partnerów ze znaczną różnicą wzrostu, umożliwia bowiem pełnię kontaktu twarzy i piersi w trakcie stosunku. Immisja głęboka jest utrudniona, co może być przydatne dla kobiet odczuwających potrzebę płytszej immisji. Wymaga dobrej kondycji fizycznej partnera. Pozycja ruchów obrotowych U niektórych kobiet istnieje największa wrażliwość na stymulację pochwy w kierunku poprzecznym w ruchu obrotowym. Natomiast ruchy w kierunku pionowym do osi pochwy są dla nich mało pobudzające. Tego typu ruchy są możliwe w wielu pozycjach: klasycznej, odwrotnej, siedzącej, "na jeźdźca" itp. Partnerzy muszą po prostu odnaleźć najbardziej optymalną technikę drażnienia w ruchu obrotowym. Głęboka ręczna stymulacja U niektórych kobiet orgazm powstaje w wyniku drażnienia palcem tylnego sklepienia pochwy dotykającego zarazem szyjki macicy. Drażnienie takie jest najbardziej ułatwione w wypadku, gdy kobieta leży na plecach szeroko odwodząc uda, a partner leży na boku obok niej. Należy jednak pamiętać o tym, iż częste drażnienie ręczne tej okolicy pochwy może podrażnić szyjkę macicy i dlatego ta forma pobudzania wymaga nie tylko wyczulenia na higienę ze strony partnerów, ale także stałych konsultacji kobiety u ginekologa. SEKS A STEROWANIE PŁODNOŚCIĄ W ocenie metod sterowania płodnością ważne są 4 kryteria: łatwość w stosowaniu, skuteczność, bezpieczeństwo oraz wpływ na więź seksualną. Przedstawię poniżej własny pogląd na tę sprawę, ale dokładnie omówię jedynie kryterium seksualne, inne bowiem są już dość dobrze znane i upowszechniane w wielu pracach. Na początku chciałbym zaznaczyć, że przedstawiam prawidłowości statystyczne, nie można jednak tego typu kryterium w tak ważnej sprawie traktować jednoznacznie. Zdarza się bowiem, iż są bardzo udane związki, mające dobrą więź seksualną, mimo stosowania 99 stosunku przerywanego. Uważam jednak, że należy podkreślić istnienie pewnych prawidłowości, chociaż są wyjątki od reguły, a także bardzo zróżnicowane typy postaw partnerów i odczuć. Problem ten rodzi bardzo duże kontrowersje, postawy bowiem wobec takiej lub innej metody bywają wręcz fanatyczne i pozbawione obiektywizmu. Niekiedy pomniejsza się negatywne skutki danej metody, co jest zwykłą nieuczciwością. Nie można również kryterium seksualnego traktować jako najważniejszego, nie ono bowiem jest pierwszoplanowe, lecz skuteczność i bezpieczeństwo. Znajomość kryterium seksualnego jest jednak ważna, ponieważ w niektórych związkach stawia się pod znakiem zapytania inne zalety danej metody. Miałem do czynienia z niejednym związkiem, który uległ rozbiciu, ponieważ partnerzy w sposób rygorystyczny i sztywny traktowali wartość danej metody i nie uzyskali pomocy w wyrównaniu seksualnego braku tej metody. Dla osób wierzących, które pragną i chcą stosować metody biologiczne typu termicznej czy Billingsów, ewentualny problem seksualny wynikający z tych metod może być mało istotny, ale w przypadku, gdy stanie się istotny dla trwałości związku, a jednocześnie podtrzymywana jest potrzeba dochowania wierności wyznawanym zasadom, terapeuta powinien znaleźć skuteczną pomoc i praktyczne rady. Posłużę się przykładem: w danym związku dobrze oceniającym metodę termiczną kobieta może przeżywać orgazm w okresie płodnym, w innych odczuwa obojętność, a nawet niechęć. Zgłaszała się do różnych poradni i albo uzyskiwała odpowiedź, że seks nie jest najważniejszy, albo że po pewnym czasie sprawa się poprawi, ponieważ organizm dostosuje się do rytmu współżycia. Nic się jednak nie zmieniało, a współżycie było coraz bardziej stresujące. Pacjentka nie wyrażała chęci na zmianę metody, wykluczała taką możliwość, mąż szanował jej postawę, ale był zrezygnowany. Problem pogłębiał fakt, iż osiągała ona orgazmy jedynie w okresie owulacji w trakcie stosunku. Można zatem zadać pytanie - czy w takim przypadku rozwiązaniem nie byłoby zastosowanie metod mechanicznych typu prezerwatywa lub kapturek w okresie płodnym albo też praktyki Carezza, w której mężczyzna nie ma wytrysku? Zapewne, tego typu problem nie jest masowy, ale przecież te związki oczekują pomocy, której nie można im odmówić. Z tabeli 3 wynika, iż metody biologiczne (termiczne, Billingsów, kalendarzyk) mają dla więzi seksualnej wartość przeciętną, ale wymaga to szerszego omówienia. W przypadku związków z przeciętnym poziomem temperamentu i kobiet mających wysoki poziom libido w różnych okresach cyklu lub w okresach niepłodnych, te metody wywierają bardzo dobry wpływ na więź seksualną. Natomiast w przypadku związków partnerów z dużym temperamentem, ceniących częste kontakty i kobiet mających wysoki poziom libido w okresie owulacji, nie są przydatne i nie umożliwiają regularnego ułożenia współżycia. 100 Tabela 3 Metody zapobiegania ciqźy Metoda Skuteczność Bezpieczeństwo Łatwość Seks Metoda termiczna poowulacyjna +++ +++ + ++ Metoda termiczno rozszerzono ++ +++ + ++ Metoda Billingsów ++ +++ + ++ Kalendarzyk + +++ + + Prezerwatywa ź + ++ + +Kapturek dopochwo wy ++ ++ ++ ++ Spirala domaciczna +++ + +++ +++ Tabletki hormonalne + ++ + Stosunek przerywany ± + ± Płukanie pochwy po stosunku Zabiegi chirurgiczne ++++ + ++ ? ++++ bardzo wysoki poziom 4++ wysoki poziom ++ przeciętny poziom + niski poziom Ś negatywny poziom Prezerwatywa w wielu związkach nie stwarza problemów, ale w wielu innych wiąże się z uczuciem dyskomfortu, utrudnia przeżywanie zjednoczenia i optymalnego pobudzenia. Tabletki hormonalne u wielu kobiet obniżają poziom libido. Stosowanie spirali domacicznej, niekiedy powodującej przekrwienie miednicy, daje wzrost pobudliwości seksualnej. Jak zatem z tych rozważań wynika, nie ma optymalnej metody sterowania płodnością ze względu na więź seksualną. Istnieje duże zróżnicowanie odczuć, doznań, wpływów danej metody na organizm, a także i psychikę. Należy jednak stwierdzić podstawową prawidłowość - dla większości kobiet sama świadomość pewności uniknięcia nie planowanej ciąży i zaufanie do danej metody sprzyja wzrostowi zainteresowania życiem seksualnym. WSPÓŁŻYCIE PO PORODZIE Trudności seksualne po porodzie nie są zjawiskiem rzadkim. Różnego rodzaju zahamowania i niewłaściwie pojmowany wstyd sprawiają, że nie ujawnia się tych problemów lekarzowi sprawującemu stałą opiekę ginekologiczną, który może sam pomóc lub skierować do seksuologa. Równie często przyjmuje się postawę wyczekiwania ,,aż samo minie". Tymczasem narasta konflikt, rozdrażnienie nieudanym współżyciem lub zmęczenie udawanym orgazmem. 102 W świetle różnych danych trudności te dotyczą około 12Ś30% kobiet, z tym że u ponad połowy z nich po roku same mijają. U wielu jednak pozostają, a nawet mogą ulec nasileniu lub komplikacjom w związku z konfliktami powstającymi w związku małżeńskim. Trudności seksualne najczęściej dotyczą: anorgazmii (braku orgazmu), dyspareunii (bolesne współżycie), wstrętu i niechęci do współżycia seksualnego, a czasem zmian w pobudliwości sfer erogennych. Ta ostatnia możliwość nie stanowi większego problemu, ponieważ zmiana stylu współżycia wystarczy już do uzyskania wzajemnej satysfakcji seksualnej. Przyczyny wymienionych trudności są następujące: Zmiany anafomicznorizJologiczne Niekiedy po porodzie następuje np. rozszerzenie pochwy, powstaje miejscowa nadwrażliwość dotykowa itp. Współżycie może wówczas nie budzić dostatecznego podniecenia lub być źródłem przykrych doznań bólowych. Zaburzenia hormonalne Wystarczy np. przesunięcie w proporcji hormonów, aby doprowadzić do zmniejszenia temperamentu seksualnego i podwyższenia progu wrażliwości zmysłowej, co w praktyce oznacza słabsze działanie bodźców seksualnych. Stany zmęczenia, wyczerpania, senności Wiele kobiet obciążonych nowymi obowiązkami macierzyńskimi, przeżywających stresy, które są nieuniknione w okresie opieki nad dzieckiem, i zapracowanych w gospodarstwie domowym, wieczorami dosłownie pada ze zmęczenia i jeżeli dojdzie do współżycia, to jest ono mało podniecające i oczywiście nie kończy się orgazmem. Lęk przed ciążą Wiele kobiet wie, że po porodzie można łatwo zajść w ciążę. Powstaje zatem lęk przed ciążą i niewiara w skuteczność dotychczas stosowanych metod jej zapobiegania (często przecież ciąża jest spowodowana brakiem skuteczności stosowanej metody). Lęk zaczyna utrudniać przeżycia seksualne, wzbudza stan napięcia, zniechęca do współżycia. Zmiany w układzie partnerskim W jednych związkach powstaje rozczarowanie osobą partnera, który nie pomaga w sprawowaniu opieki nad dzieckiem i w pełnieniu obowiązków domowych. 2al wobec osoby partnera rodzi niechęć do niego i stąd trudności seksualne stają się wyrazem oporu. U innych kobiet natomiast powstaje zmiana postawy wobec partnera, wy-103 nikająca z taktowania go jako "trutnia"; inaczej mówiąc małżeństwo było dla nich bardziej potrzebą posiadania dziecka aniżeli więzią uczuciową z mężczyzną. Innym przykładem zmiany we wzajemnych układach między partnerami jest zazdrość męża o to, że żona bardziej troszcząc się o dziecko, odsuwa go na dalszy plan. Te doznania męża budzą niechęć i opór żony. Zmiany w widzeniu swego JA u kobiet Niektóre kobiety uważają się za mniej atrakcyjne, rodzą się u nich kompleksy. Poczucie zaś mniejszej atrakcyjności zaczyna odbijać się na współżyciu seksualnym. Neurotyzm Zmiany w stylu życia, wynikające z powstania nowych obowiązków, konflikty z partnerem, trudności w sprawowaniu opieki nad dzieckiem itp. mogą prowadzić do rozwoju objawów nerwicowych, a te z kolei odbijają się niekorzystnie na harmonii seksualnej. Jak widać eliminacja trudności seksualnych po porodzie może wymagać porady dotyczącej: stylu współżycia seksualnego, konieczności leczenia farmakologicznego albo psychoterapii samej kobiety lub związku małżeńskiego. Samo stwierdzenie faktu trudności seksualnych niczego nie rozwiązuje, nie ma też obowiązującej i jedynej recepty na wyjście z impasu. Na podstawie doświadczeń z pacjentami mogę stwierdzić, że w zdecydowanej większości przypadków trudności te dadzą się usunąć. Problemy zaś powstają wówczas, gdy zwleka się z wizytą u lekarza, gdyż w miarę upływu lat trudności pogłębiają się, a często są niejako ,,obudowywane" ich konsekwencjami. SEKS W POWTÓRNYM MAŁŻEŃSTWIE Z danych demograficznych wynika, że w Polsce rocznie jest zawieranych około 40000 powtórnych małżeństw, czyli mniej więcej co 9 związek małżeński w USC. Ciekawe, że dotąd ukazały się nieliczne prace poświęcone tym małżeństwom. Jedną z ciekawszych jest tekst J. Witczaka w nr 4 "Problemów Rodziny" z 1983 r. Niewiele wiemy o tych związkach, a jeszcze mniej jest znana ich więź seksualna. Moje własne badania związków partnerskich, prowadzone w latach 1980Ś1983 (obejmujące 62 pary), pozwoliły mi na stwierdzenie pewnych zróżnicowań i prawidłowości w więzi seksualnej powtórnych związków. 105 Wyższy poziom przystosowania seksualnego (14 związków) u obojga partnerów w porównaniu do poprzedniego związku W tego typu związku istnieje większa zgodność temperamentów, potrzeb i upodobań seksualnych, partnerzy odnoszą wrażenie, że "wreszcie trafili na właściwego partnera". Źródłem powstania tych związków najczęściej był nawiązany romans, w którym przystosowanie seksualne nastąpiło dość szybko i na optymalnym poziomie. Zadecydowało to o potrzebie bycia razem. W poprzednim związku partner ujawniał zaburzenia seksualne, zbyt małą aktywność seksualną, współżycie było monotonne, rozmijało się z potrzebami. W drugim związku nowy partner potrafił odkryć zupełnie nowy świat przeżyć, "trafił w czułe punkty". Atrakcyjność seksualna partnera i związku znacznie przeważyła szalę na rzecz zawarcia ponownego związku. Atrakcyjniejsza okazała się ars amandi, technika pobudzania, postawa partnera wobec seksu i współżycia, wyzwolone zostały nowe odczucia. Wartość powtórnego związku nie ogranicza się jedynie do seksu, ale można powiedzieć, iż miał on dość decydujące znaczenie dla jego oceny. Niższy poziom przystosowania seksualnego (9 związków) w porównaniu do poprzedniego związku W układzie tego typu okazać się mogło, że partnerzy ulegli złudzeniu lub rozczarowaniu, przypisywali drugiej osobie zalety, których w rzeczywistości nie miała. W innych przypadkach źródłem powstania związku było trudne znoszenie poczucia samotności i na partnera został wybrany ten, który po prostu zaproponował małżeństwo. Chociaż więź seksualna w tych związkach jest oceniana jako mało atrakcyjna, jednak samo małżeństwo oceniane jest pozytywnie, gdyż partner zaspokaja te potrzeby, których brakowało w poprzednim związku, np. gospodarność, pracowitość, trzeźwość, zrównoważenie psychiczne, a zwłaszcza dobre wywiązywanie się w roli przyjaciela, mężaŚżony. Wspomniane zalety nowego związku wyrównują jakby jego braki atrakcyjności seksualnej i partnerzy godzą się z tym, że "seks nie jest najważniejszy". Związki z problemami seksualnymi W takim związku problemy seksualne mają najczęściej charakter wtórny, po okresie dość udanej więzi seksualnej. Po prostu zaczynają się po pewnym czasie ujawniać różne postawy wyzwalające napięcia i utrudniające harmonię seksualną. Posłużę się typowymi przykładami. W jednych związkach ujawnia się zazdrość o poprzedniego partnera małżonka; dotyczy to zwłaszcza mężczyzn, którzy nie mogą pogodzić się z myślą, że ich żona przez wiele lat była z innym mężczyzną. Prowokowana jest ona do zwierzeń, porównań. Niepewność, czy jest się lepszym od poprzednika, burzy spokój w wielu związkach. Inni partnerzy (częściej kobiety) starają się "być lepszym" od poprzednie-106 go, nastawiają się na odgadywanie i zaspokajanie życzeń, potrzeb swych współmałżonków, a to po pewnym czasie utrudnia spontaniczność w życiu seksualnym. W niektórych związkach ujawniają się różnice nawyków i upodobań seksualnych, np. co do technik pobudzania, pozycji, stylu współżycia. Partnerzy są sprawni, nie mają zaburzeń, ale ich stare nawyki rzutują na trudności w dostosowaniu się do nowych zwyczajów. Innym przeszkadzają wspomnienia prowadzące do porównań. Są to niby drobne rzeczy (np. dotyczące budowy partnera, zapachu skóry, rodzaju dotyku itp.), ale utrudniające pełną akceptację nowego partnera. W przypadku partnerów, którzy doświadczyli w poprzednim związku zdrady prowadzącej do rozwodu, w nowym związku wykazują pewną rezerwę i nieufność, podejrzliwość, stąd łatwo rodzi się zazdrość, pretensje. Współmałżonkowi przypisuje się cechy poprzedniego partnera i to w formie wyostrzonej, zwielokrotnionej. Można zatem powiedzieć, iż ciągnie się za sobą pewien garb psychiczny, obciążający klimat nowego związku utrudniający harmonię życia seksualnego. Istnieje jeszcze jeden, ale bardzo częsty i ważny problem - duża różnica wieku między partnerami. Mam z tym bardzo często do czynienia. Najczęściej starszy jest mężczyzna - i nowa partnerka, oceniana jako atrakcyjniejsza od poprzedniej, mobilizuje do wzrostu aktywności seksualnej, która oceniana jest jako doskonała. Okazuje się jednak, iż po pewnym czasie następuje wyczerpanie i zaczyna ujawniać się temperament typowy dla danego wieku. Następstwem rozbieżności możliwości seksualnych jest niezaspokojenie seksualne żony. W miarę upływu czasu problem ten nasila się i np. 55letni mężczyzna wchodzący w okres andropauzy przeżywa boleśnie ograniczoną sprawność seksualną wobec młodszej o 15Ś20 lat żony, będącej u szczytu rozkwitu kobiecości i temperamentu. Potrzeba dostosowania swych możliwości do wymagań partnerki narzuca mężczyźnie starania o odmłodzenie się, odpowiedni dobór diety, stylu bycia, ale nie zawsze daje to oczekiwane efekty. Muszę powiedzieć, że dla lekarza ten łyp problemów jest szczególnie trudny a pacjenci potrafią ujawniać dramatyzm swej sytuacji nawet płaczem, rozpaczą, depresją, myślami samobójczymi. O tym, czy tego typu związek będzie udany, decyduje nie tylko wynik leczenia, ale głównie postawa partnerki. Jeżeli żona daje wyraźnie odczuć, iż zaspokojenie jej potrzeb seksualnych jest sprawą ważną, jej presja i postawa załamuje niejednego męża szukającego dalszych dopingów, lub też godzącego się z faktem, iż wymarzona kobieta nie znajdzie z nim szczęścia. W innych natomiast związkach partnerki świadome tego stanu rzeczy potrafią dostosować się do sytuacji partnera i znajdują satysfakcje zastępcze, ograniczają swoje potrzeby. Tego typu sytuacji jest bardzo wiele i wymagają szczególnego taktu i wrażliwości. Otoczenie potrafi niekiedy pogłębić problem przez drwiny typu: "dobrze mu tak, zachciało się mu młodej"; 107 "nie pasują do siebie, mógłby być jej ojcem" itp. Są również związki z dużą przewagą wieku kobieły; w nich problemy seksualne wynikają częściej z zazdrości i lęku przed odebraniem partnera przez inną, młodszą kobietę. Innym źródłem mącącym harmonię więzi seksualnej w związkach partnerów z dużą różnicą wieku jest zagrożenie poczucia własnej atrakcyjności, lęk przed starzeniem się. Powstaje wyczulenie wobec partnera, jego oceny tej atrakcyjności i ocenianiem jej przez innych. Renesans atrakcyjności seksualnej poprzedniego partnera Jeżeli w poprzednim związku konflikt między partnerami był długotrwały i doprowadził do rozwodu, zrozumiałe, iż w takiej sytuacji codzienne napięcia i kłótnie obniżały atrakcyjność partnera i przeważał jego negatywny obraz. Po rozwodzie, pewnym stażu w nowym związku, może nastąpić złagodzenie emocji i na poprzedniego partnera patrzy się innym okiem. Dopiero teraz dostrzega się jego cechy męskiekobiece, niedawno pomijane. Okazuje się, iż renesans zainteresowania poprzednim partnerem prowadzi do różnych następstw: pogodzenia się z losem i utratą tego partnera: ,,zrobiło się błąd"; nawiązuje się romans z nim i powstaje przyjaźń seksualna, ale żyje się w nowym związku - powstaje zatem paradoksalny trójkąt. Zdarza się również, iż wspomnienia pozytywne zaczynają dominować i burzą więź seksualną w powtórnym małżeństwie, a nawet prowadzą do ponownego zawarcia małżeństwa z eksmałżonkiem. Jak zatem z powyższych rozważań wynika, więź seksualna w powtórnych małżeństwach jest zróżnicowana, często ciąży nad nią przeszłość partnerów i możliwość wyłonienia się nieprzewidzianych komplikacji. Jest to problem spotykany w poradnictwie rodzinnym i w psychoterapii, wymagający szczególnego doświadczenia ze strony terapeuty oraz taktu i cierpliwości ze strony partnerów. Zrozumiałe jest bowiem, iż przeszłości nie można wymazać orzeczeniem rozwodu i stworzeniem nowego związku. Ponowny start do życia we dwoje zaczyna się z innej podstawy i niekiedy wymaga większego wysiłku, aby nowa wspólna przyszłość była udana. W poradnictwie małżeńskim partnerzy z powtórnych małżeństw mają większe opory z przyjściem, z szukaniem porady. Wynika to najczęściej z uczucia wstydu, iż poniosło się jedną klęskę i nie odniosło się sukcesu w nowej próbie życia. Uderza to w samoocenę JA. Jeżeli jednak na zjawisko powtórnych małżeństw spojrzy się z perspektywy mechanizmów psychicznych, zrozumiała jest inność ich sytuacji, nie pozbawiająca bynajmniej szansy sukcesu. CELIBAT A SEKS Wiele osób, szczególnie młodych, uważa, iż wyrzeczenie się życia seksualnego oraz rzeczywisty jego brak jest albo czymś patologicznym, albo objawem chorobowym lub też posunięciem faryzejskim, co innego bowiem się deklaruje, a co innego robi po cichu. Tak czy inaczej zdaje się przeważać niewiara w tego typu postawę życiową, w jej realność. Zanim wyrażę swój pogląd, chciałbym zacząć od przewrotnego stwierdzenia: w bardzo wielu przypadkach trudniej zachować wierność seksualną wobec kochanej nawet osoby niż dochować wierność celibatowi. Potwierdzeniem tego jest wiele obserwacji. Osoby rozbudzone seksualnie, z dużym temperamentem, przyzwyczajone do stałego współżycia seksualnego w związku nawet bardzo dobrym, potrafią żywo emocjonalnie i seksualnie reagować na atrakcyjność erotyczną i chęć dochowania wierności wymaga nieraz prawdziwego wysiłku. Istnieją również typowe sytuacje życiowe za-109 grażające wierności seksualnej; kryzys lał 40 życia (zarówno u mężczyzn, jak i u kobiet), tzw. druga młodość na jesieni życia, różne sytuacje konfliktowe i rozczarowania prowokujące do ,,ukarania" swego partnera, naciski otoczenia, umiejętne prowokacje erotyczne atrakcyjnej osoby, wpływ alkoholu itp. Ciekawe, że nie tak rzadkie przecież sytuacje tego typu nie prowokują do stwierdzenia, że wierność jest niemożliwa i młodzi małżonkowie nie usuwają tego ze swego ślubowania. Okazuje się, że jednak wierność jest możliwa, chociaż niekiedy opłacana wielkim wysiłkiem. W podobnej sytuacji znajdują się osoby wybierające celibat. Jedne z nich nie mają większych z nim problemów, inne zmagają się ze swymi nie zaspokojonymi seksualnymi potrzebami, inne wreszcie nie wytrzymują. Stan równowagi psychofizycznej nie tyle zależy od tego, czy ktoś wybiera celibat, czy też życie seksualne, ile od tego, jak formuje swoją osobowość, system wartości oraz jaka jest motywacja dokonanego wyboru. Równowaga psychofizyczna, czyli harmonia i integracja osobowości, opiera się na dojrzałej osobowości, w której istnieje zgodność między myślami a czynami, nastawienie na realizację określonych wartości w życiu, postawa traktująca zarówno życie osobiste, jak i zawodowe i społeczne jako powołanie do pełnego samorozwoju, bycia użytecznym, a to wszystko jest oparte na miłości do siebie i innych. Jednak w sytuacji niedojrzałej osobowości, pozornej motywacji, egocentrycznego prymatu JA, problemy będą istniały niezależnie od tego, czy żyje się w celibacie, czy też w związku partnerskim. Natężenie potrzeb seksualnych, jak wiadomo, zależy od wielu czynników, m.in. od temperamentu seksualnego. Można zatem założyć, że im wyższy poziom tego temperamentu, tym większe mogą być z n,im problemy. Czy natura ,,domaga się swych praw"? Okazuje się, że osoby z silną motywacją do celibatu i stosujące zasady psychohigieny potrafią opanować swoje potrzeby seksualne, a organizm z upływem czasu niejako adaptuje się do tej sytuacji, zgodnie z prawem "zaniku z nieczynności". Nie jest to jednak takie proste. Częste są również sytuacje kryzysowe, będące wyzwaniem wobec dokonanego wyboru; jedną z nich jest zmiana warunków życia. Chodzi mi w tym przypadku o osoby, które po kilku latach wychowawczego nadzoru stają się samodzielne. Najczęściej przypada to na rozkwit wieku męskiegokobiecego. Kontakty z tzw. normalnymi ludźmi mogą wzbudzać nowe potrzeby, przeżycia. Również różne sytuacje, np. prowokacje erotyczne (a owoc zakazany pobudza niektórych do działań prowokujących), okresy frustracji, niepowodzeń, wspomnień z ogniska rodzinnego itp., mogą uatrakcyjniać unikany dotychczas styl życia. U innych osób potrzeby seksualne są wtórne wobec rozbudzających się potrzeb rodzicielstwa, bliskości, ciepła, poczucia osamotnienia itp. 110 Frustracja potrzeb seksualnych może uruchamiać różnorodne mechanizmy obronne; jedne z nich kierują się w stronę pogłębiania motywacji wybranej drogi życia i wówczas mówimy o pozytywnym rozwiązaniu wewnętrznego konfliktu. Mogą być również uruchamiane mechanizmy negatywne, które za cenę przezwyciężania potrzeb seksualnych prowadzą do pewnych niewłaściwych anomalii charakterologicznych, czy też niewłaściwych postaw. Należą do nich np.: rygoryzm moralizatorski, antyfeminizm, wrogość wobec ciała, seksu, płci, potrzeba władzy, zaszczytów, oschłość uczuciowa wobec ludzi, ukryte pragnienie narzucania ograniczeń w sferze seksu na zasadzie ,,skoro ja nie mogę, to innym utrudnię", przesadne wyczulenie na sprawy seksu, podnoszenie w górę poprzeczki wymagań, obowiązków, powinności oraz subiektywizm w ocenie problemów życia seksualnego i małżeńskiego, prowadzący do krzywdzących ocen. Jeżeli wspomniane negatywne mechanizmy obronne docierają jednak do świadomości, to mogą być łagodzone przez samokontrolę. Gorzej, jeżeli dominują głównie w podświadomości, gdyż własne postawy utożsamiają się z ideą działania na rzecz dobra. 'W niektórych przypadkach frustracja potrzeb seksualnych prowadzi do ich wypierania, tłumienia, co w następstwie wyzwala neurotyzm. Może również wyzwolić się tendencja do idealizowania spraw seksu, małżeństwa, odbiegająca od rzeczywistości, i wówczas narzuca się innym nierealną wizję modelu życia we dwoje. Należy również stwierdzić, iż podobne mechanizmy obronne, negatywne czy pozytywne, uruchamiane bywają w przypadku przekraczania zasady wierności. Chciałbym przy okazji wspomnieć, że psychoterapia nie jest ani za, ani przeciw celibatowi, interesuje ją natomiast motywacja oraz sposób realizacji wybranej drogi życia, związane z nią problemy i trudności. Spośród osób mających trudności z celibatem jedni znajdują dość sił na przełamanie kryzysu i pozostanie w nim, inni natomiast decydują się na wybór innej drogi życia. .W Polsce dyskusje na temat celibatu ograniczają się do spotkań towarzyskich, tymczasem na Zachodzie przewijają się na łamach wielu publikacji, w tym również wyznaniowych. Okazuje się, że jest to zagadnienie bardzo kontrowersyjnie oceniane również w kręgach duchowieństwa i zapewne będzie tak dalej, celibat bowiem to nie tylko forma życia, podporządkowanie się dyscyplinie, ale i problem motywacji do niego, prawa wyboru, oceny użyteczności. Zdawałoby się również, że zagadnienie celibatu powinno być problemem w ruchu ekumenicznym, w wielu bowiem wyznaniach chrześcijańskich nie ma wymogu celibatu, a w kościele prawosławnym obowiązuje on mnichów i biskupów, a nie księży. Okazało się jednak, że ruch ekumeniczny dostrzega możliwość zachowania różnych tradycji w poszczególnych wyznaniach. Zwolennicy zachowania celibatu argumentują (poza teologicznymi stwierdzeniami), iż sprzyja on pełniejszemu 111 poświęceniu się idei służenia ludziom, natomiast jego przeciwnicy stwierdzają, że duchowni mający rodziny lepiej potrafią wczuć się w codzienne problemy swoich wiernych i mają wobec nich mniejszy dystans. Szkoda, że problem celibatu ma tak mało reprezentatywnych opracowań co do motywacji wyboru takiej drogi życia, form radzenia sobie z nim, ewentualnych pozytywnych czy negatywnych wpływów na osobowość. BARIERY PARTNERSTWA W SEKSIE DOJRZAŁYM Ś Seks dojrzały Więź partnerska w seksie dojrzałym uwarunkowana jesł całą przeszłością partnerów (uwarunkowania rodzinne, wychowawcze, przebieg życia, poprzednie związki itd.), przebiegiem ich związku, postawami wobec ciała, seksu, płci, własnej osoby, systemem norm i zasad, wiekiem, wykształceniem. Nic zatem dziwnego, że wiele przeżyć i zjawisk, mechanizmów psychicznych, a także i kulturowych, stwarza bariery międły płciami, partnerami, utrudniające osiąganie optymalnej więzi. W jednych związkach wspomniane bariery prowadzą jedynie do przewrażliwienia wobec danego zachowania partnera, w innych sprzyjają powstawaniu konfliktów, nieporozumień, w jeszcze innych mogą być źródłem dramatów. W tej części pracy zostaną omówione różne typy barier między partnerami; wiele z nich ma charakter kulturowy. Bariery kulturowe są dziedzictwem z przeszłości naszej cywilizacji, tradycji oraz wpływu środowisk, stereotypów i mitów. Wiele z nich ma charakter podświadomy, zostały bowiem zakodowane w świecie psychicznym w procesie wychowania, w rodzinie i w środowisku. Sam fakt istnienia tych barier nie przesądza o losie danego związku. Słowo bariera oznacza, iż w komunikacji między partnerami istnieje pewna inność, trudność w osiągnięciu jedności i harmonii. Uświadomienie sobie źródeł powstania barier może ułatwić poprawę więzi między partnerami, żalem istnienie bariery nie prowadzi ,,do" ani ,,od" w danym związku, jest określonym zjawiskiem trudności w komunikacji partnerskiej, a jej wpływ zależy od stopnia przystosowania do siebie partnerów oraz od zdolności odczytania istnienia bariery oraz przeciwdziałania jej. W tej części pracy zostaną omówione niektóre typy barier więzi partnerskiej. Inne zostały opisane w "Seksie partnerskim", w wielu innych publikacjach. W publikacjach seksuologicznych, poświęconych małżeństwu, coraz częściej spotyka się pojęcie zaburzeń komunikacji interpersonalnej, jako jednej z częściej spotykanych barier więzi. Psychologia komunikacji jest obecnie dynamicznie rozwijającym się kierunkiem i np. w Polsce interesującą pracą na ten temat jest "Jak ludzie porozumiewają się?" autorstwa L. Grzesiuk i E. Trzebińskiej (NK, 1983). Lektura tej pracy byłaby dobrym uzupełnieniem tej części pracy. DZIECIĘCE SZOKI SEKSUALNE Pogląd, że obserwacja współżycia seksualnego rodziców przez ich dziecko jesł źródłem łzw. szoku seksualnego był upowszechniony przez psychoanalizę. Analizując wczesnodziecięce wspomnienia i łreści snów erotycznych psychoanaliłycy odkrywali ich powiązania z problemami seksualnymi, nerwicowymi w wieku dojrzałym. Popularyzacja poglądów tej szkoły przyczyniła się do powstania pewnych stereotypów. Jednym z nich jest np. stwierdzenie, iż córka zaszokowana widokiem kontaktu seksualnego rodziców staje się w następstwie tego oziębła seksualnie i odczuwa wstręt do seksu, mężczyzn. Wspomniany pogląd słał się inspiracją wielu dzieł literackich oraz na wiele lał zaważył na postawach wobec tzw. dziecięcych szoków seksualnych. Wystarczyło, iż pacjent podawał terapeucie tego typu wspomnienie, aby było to traktowane jako podstawowy mechanizm rozwoju jego problemów seksualnych. W miarę upływu czasu doświadczenia badaczy wykazały, że sprawa jest bardziej złożona i nie tak jednoznacznie szkodliwa. Krytycy psy-116 choanalizy np. podkreślali, iż w poprzednim okresie historycznym całe rodziny mieszkały w jednym pokoju i dzieci - z konieczności - były świadkami intymności erotycznej rodziców, a przecież nie prowadziło to do patologii seksualnej. Również świadectwa z wielu innych kultur wskazywały, iż obserwacja kontaktów seksualnych w rodzinie nie należy bynajmniej do rzadkości, z czego wynika wniosek, że albo psychoanaliza popełniła błąd interpretacyjny, lub też szoki seksualne należy wiązać z mentalnością puryłańską, mieszczańską. Chociaż od pojawienia się pierwszych doniesień psychoanalityków na ten temat minęło wiele lał, nadal jednak dziecięce obserwacje scen intymnych w rodzinie należą do wstydliwych, przemilczanych i są traktowane jako obciążające psychicznie dla dzieci. Jaka zatem jest prawda? Czy istnieje nadal pojęcie dziecięcych szoków i urazów seksualnych? Obserwacja kontaktu seksualnego rodziców obecnie nie jest nazywana szokiem seksualnym, lecz wczesnodziecięcym doświadczeniem (łzw. primal scenę). Jaka jest częstość tego zjawiska i jakie są jego następstwa? Ograniczę się do wniosków z własnych badań różnych populacji, w tym i w kontrolnej. Okazało się, iż obserwacja współżycia seksualnego rodziców przez dzieci nie jest bynajmniej rzadkim zjawiskiem - około 12Ś17% osób ma tego typu doświadczenia z dzieciństwa. Najczęściej była to obserwacja przypadkowa, przez zaskoczenie (np. dziecko przebudziło się w środku nocy lub przyszło nagle z innego pokoju). Jedynie wyjątkowo spotykane są sytuacje braku zachowywania przez rodziców jawności życia seksualnego, niekrępowania się obecnością dzieci w pokoju. Ta ostatnia sytuacja występowała w rodzinach patologicznych, np. z marginesu społecznego, w zaawansowanym stadium alkoholizowania się rodziców lub w wypadku ujawniania przez nich cech dewiacyjnych. Scena erotyczna najczęściej dotyczyła częściowej obserwacji, czyli widoku pary w trakcie aktu seksualnego, ale zakrytej kołdrą, lub wrażeń słuchowych z trwającego aktu seksualnego, rzadziej natomiast dotyczyła widoku całej sceny współżycia. W około '/a przypadków dziecko domyślało się, że rodzice mają kontakt seksualny na podstawie ,, dziwnego" ich zachowania i pełnego zażenowania ukrywania się przed dzieckiem. Należy tu również stwierdzić, iż w około '/ 5 przypadków nie było żadnych realnych obserwacji; dziecko po prostu fantazjowało. Tego typu fantazje najczęściej występowały u dzieci w początkowym okresie dojrzewania, kiedy powstaje zainteresowanie sprawami płci, domyślanie się, "co robią rodzice" i dobudowywania swej wyobraźni do zachowania rodziców. W efekcie własne fantazje traktowane były jako rzeczywistość. Interesujące są bezpośrednie reakcje dzieci w takiej sytuacji. Około 22% przeżywa przykrość, szok, niesmak i wiąże z tym zmianę uczuć wobec rodziców (dystans, obcość, wrogość, niechęć). Około 35% dzieci przeżywa zaskoczenie tą sytuacją i udaje, że nic się nie stało 117 i niczego się nie domyślają, następnie przetrawiają to w sobie i w końcu dochodzą do wniosku, iż jest to przecież coś naturalnego. W następstwie tego procesu nie zauważa się żadnych zmian w uczuciach i postawach wobec rodziców. U pozostałych dzieci brak jest, poza zaskoczeniem, innych reakcji, domyślały się bowiem przedtem, iż rodzice mają kontakty seksualne. Sytuacja była wprawdzie zaskakująca dla wszystkich zainteresowanych, ale nic z niej później nie wynikało. Ciekawe, że większość osób mających tego typu przeżycia z dzieciństwa jest przekonana, iż ich rodzice nie domyślili się, że ich dzieci były nieświadomie świadkiem sceny intymnej. Tego typu przekonanie ułatwiało rozwiązanie problemu. Późne rzutowanie tego typu wspomnień z okresu dzieciństwa na życie seksualne w wieku dojrzałym okazuje się bardzo zróżnicowane. U jednych osób zainteresowanie seksem wzrosło i przyczyniło się do rozbudzenia ciekawości seksualnej, a w następstwie do wcześniejszej inicjacji seksualnej. U innych przeżycie zażenowania i wstydu opóźniło zainteresowanie tą dziedziną i inicjację seksualną. W około 15% przypadków tego typu wspomnienia z dzieciństwa można uznać za szok, uraz seksualny, wpływający negatywnie na własne życie seksualne (oziębłość, wstręt seksualny, sprzeczne uczucia wobec seksu i partnera). Ciekawe, iż u około 25% badanych osób wspomnienie z dzieciństwa wpłynęło na trwałe rozbudzenie wyobraźni erotycznej, która obejmowała zarówno sny erotyczne, marzenia na jawie, jak i fantazje seksualne w trakcie współżycia seksualnego. Od czego zależą takie lub inne następstwa zaobserwowanych scen intymnych między rodzicami? Okazuje się, że podstawową sprawą była więź uczuciowa z rodzicami. Jeżeli np. córka bała się ojca, który tyranizował otoczenie, to scena erotyczna między rodzicami upewniła ją w przekonaniu, iż ,,ojciec krzywdzi matkę", a jej zachowania (płacz, ruchy ciałem, wzdychanie) było utożsamiane z cierpieniem. W następstwie tego typu rozumowania nie tylko pogłębiała się negatywna postawa wobec ojca, ale i seks został utożsamiony z agresją, cierpieniem. Drugim czynnikiem był poziom uświadomienia seksualnego i wiek. Jeżeli dziecko było zorientowane nieco w sprawach płci, to tego typu doświadczenie daje łagodniejsze następstwa, podobnie gdy było ono w tzw. okresie latencji seksualnej, czyli przed dojrzewaniem, przy braku zainteresowania seksem. Kolejnym wreszcie czynnikiem były cechy osobowości dziecka, i np. u dziecka nadwrażliwego, zamykającego się w sobie, lękliwego można spodziewać się raczej negatywnych następstw. Jak zatem wynika z powyższych obserwacji - wspomnienia seksualne z okresu dzieciństwa nie należą do rzadkich, są zróżnicowane, podobnie jak i ich następstwa. Wbrew pozorom nie tak częste są szoki i urazy seksualne. Rodzice powinni jednak uświadomić sobie fakt, iż ich życie seksualne wymaga nie tylko intymności, ale i wychowania seksualnego dzieci. 118 DLACZEGO SAMOTNI? Osoby mające trudności ze znalezieniem partnera, towarzysza życia budzą nieraz w swym otoczeniu współczucie pomieszane z nieufnością co do ich męskościŚkobiecości. Dziwi np. fakt korzystania z pomocy biur matrymonialnych, pośrednictwa znajomych, członków rodziny w kojarzeniu. Staje się on jakby potwierdzeniem niemrawości. "Normalni" ludzie nie mają takich problemów, chociaż mogą mieć kłopoty z dokonaniem wyboru towarzysza życia z grona poznawanych osób. Przyczyny trudności ze znalezieniem partnera są bardzo zróżnicowane. Jedną z nich jest brak okazji do poznania odpowiedniej osoby. Jeżeli np. kobieta pracuje w sfeminizowanym środowisku, to jej kontakty z mężczyznami stają się bardzo ograniczone, a nie zawsze najbliższy krąg rodzinny prowadzi życie towarzyskie. Niektórzy ludzie dzielą swoje życie na określone etapy i np. w okresie studiów chcą skoncentrować się jedynie na nauce, a sprawy osobiste odkładają na 119 później. Bywa jednak i łąk, że po studiach znajdują pracę w innym, nowym środowisku, nie stwarzającym okazji towarzyskich. Dotyczy to zwłaszcza osób pracujących w małych ośrodkach, które czują się obco, są bowiem ludźmi z zewnątrz. Powstaje żal, że życie studenckie przeszło na samej nauce. Zwłaszcza kobiety, np. w listach, poruszają ten problem. Ma wprawdzie studia i interesującą pracę z możliwościami awansu, ale liczba potencjalnych kandydatów do USC jest bardzo mała. Powstaje dylemat - czy nadal czekać na kogoś odpowiedniego, czy też korzystać z pierwszej okazji matrymonialnej, chociaż partner nie jest w pełni akceptowany? A bywa i tak, że istniejące cechy psychiczne, jak np. nieśmiałość, duża wrażliwość, delikatność, połączone z pewną biernością, brakiem przysłowiowej już siły przebicia sprawiają, że oczekuje się inicjatywy z drugiej strony, a tymczasem wiele okazji zawarcia interesującej znajomości mija bezpowrotnie. Tego typu zahamowania występują nie tylko u mężczyzn, chociaż są dla nich bardziej charakterystyczne. Wiele trudności w znalezieniu partnera wynika z rozbieżności jaźni uzewnętrznionej z jaźnią wewnętrzną. Mówiąc po prostu, inne jest własne poczucie JA, a zupełnie odmienne otoczenia. Ktoś może być spostrzegany jako atrakcyjny, seksowny, z inicjatywą, śmiały. Oczekuje się więc jego inicjatywy, aktywności, pierwszego kroku. Tymczasem jest to osoba nieśmiała, bierna, a jej pozornie śmiałe zachowanie jest stylem bycia tylko w pewnych granicach. Może też kryć za sobą kompleksy, poczucie małej wartości. Powstaje nieporozumienie, wcale zresztą nierzadkie. Każdy chyba zna je ze swego życia. Przecież często widzimy, że otoczeniu wydajemy się inni aniżeli naprawdę jesteśmy. Często w gabinecie słyszę wypowiedzi typu: "Kobiety sądzą, że jestem doświadczonym mężczyzną, oczekują mojej inicjatywy, tymczasem ja nie mam żadnych doświadczeń seksualnych i czuję się onieśmielony". Styl zachowania takiego mężczyzny jest jednak rozbieżny z jego wewnętrznym samopoczuciem. Sprzeczność sygnałów w komunikacji międzyludzkiej jest więc oczywista. Trudności w znalezieniu sobie partnera wiążą się nieraz z rozwojem psychoseksualnym, neurotyzmem czy też konkretnymi cechami osobowości. Wymienię te najczęściej spotykane. Brak socjalizacji Jeżeli ktoś nie miał kontaktów z rówieśnikami, w okresie dojrzewania był izolowany od złych wpływów niepożądanego towarzystwa, to długotrwały brak socjalizacji sprawia, że trudno mu nawiązać jakąkolwiek znajomość. Na otoczeniu może sprawiać wrażenie dziwaka, z którym ciężko się porozumieć. Brakuje mu bowiem umiejętności prowadzenia lekkiej rozmowy, odpowiedniego znalezienia się w klimacie zabawy. Przeważa kontakt "na serio", z dystansem wobec innych. 120 Kompleksy Kompleksy są typowe dla okresu dojrzewania, ale w wyniku reakcji otoczenia, porównywania siebie z innymi lub przeżycia czegoś przykrego, np. krytycznej uwagi, pogłębiają się. Wówczas narasta i utrwala się poczucie niższości, małowarłościowości. W kontaktach z innymi może to prowadzić do izolowania się, nieufności, niewiary w komplementy, w prawdziwość ocen i sądów. Własne JA widzi się w zwierciadle kompleksu, jest ono zatem skrzywione i pożądana wartość własnej osoby sprowadza się do tej cechy, której akurat brakuje. * Wyczulenie na brak akceptacji i odrzucenie U niektórych osób obawa przed odrzuceniem, brakiem akceptacji stwarza tak silne poczucie zagrożenia, że sami oni uprzedzają taką możliwość, zrywając znajomość. Dla drugiej osoby jest to decyzja nieuzasadniona, niezrozumiała, czy nawet osobiście krzywdząca. Jednak potrzeba wyjścia z zachowaniem twarzy jest tak przemożna, iż potencjalnie dobrze rokujący związek ulega zerwaniu. Tego typu postawę ujawniają nie tylko osoby, które doznały w przeszłości goryczy odrzucenia, ale i osoby ambitne, z wysokim poczuciem własnej wartości. Skrzywione postawy zarówno wobec płci odmiennej, jak i własnej Wspomniałem już wyżej o znaczeniu stereotypów męskościŚkobiecości. Stąd np. mężczyzna nieśmiały sądzi, że to właśnie koniecznie od niego jako mężczyzny oczekuje się aktywności, a inicjatywę i aktywność ze strony kobiety traktuje jako uwłaczającą jego poczuciu męskości; zarazem jednak nie czuje się na siłach samemu wystąpić z inicjatywą. Wiele osób, w wyniku swoich doświadczeń rodzinnych, osobistych, ma nieprawidłowy stosunek wobec płci odmiennej i stąd klimat nieufności, uprzedzeń, nastawień w poważnym stopniu utrudniający kontakty z ludźmi. Zachowania odrzucające U części osób dominujący styl ich zachowań jest negatywnie oceniany przez otoczenie. Są to np. osoby podkreślające swój nonkonformizm i zrażające otoczenie swym zachowaniem. Inne ujawniają agresywny styl bycia, jeszcze inne natarczywość erotyczną, narzucanie swego zdania i woli, braku taktu iłp., lub też zachowania, w których wypowiada się negatywne opinie o płci odmiennej, wyraża się wobec niej pozorny cynizm itd. Nic więc dziwnego, że pierwsze wrażenie jest negatywne z dalszymi tego konsekwencjami. Słyszę nieraz skargi, że np.: "Oceniają mnie jako agresywnego i cynicznego, a ja naprawdę nie jestem taki, nie chcę być taki". 121 Brak przyciągania, atrakcyjności, wrażenie chłodu i oziębłości Są łypy osobowości, które stwarzają wokół siebie atmosferę chłodu, dystansu, nie ma w nich cech, które by przyciągały, nie ma ciepła czy kokieterii. Dopiero po bliższym poznaniu, kiedy czują się bezpieczne, zaczynają rozkwitać i ujawniać inne cechy. Zbyt jednak rzadko dochodzi do tego etapu i pierwsze wrażenie decyduje o ich odrzuceniu, nieatrakcyjności. Oziębłość, oschłość, wrażenie zimna uczuciowego danej osoby może być jednak prawdziwa. Kryje się w tym dramat zahamowania uczuciowego lub brak rozwoju uczuciowości. Obiektywnie rzecz biorąc, taka osoba może się nawet w pierwszym momencie podobać, ale na tym. się kończy. Wymienione przeze mnie przyczyny trudności w znalezieniu partnera wiążą się z mechanizmami zachowań, które również są zróżnicowane. Mogą one pogłębiać te trudności lub je ograniczać, a nawet przezwyciężać. Wiele zależy od samoświadomości. Jeżeli ktoś zna przyczynę swych niepowodzeń, może wówczas - przez świadome sterowanie swymi zachowaniami - eliminować te przyczyny. Na przykład seria niepowodzeń związanych z zachowaniami negatywnie ocenianymi przez otoczenie może prowadzić do ich zmiany i do podjęcia usiłowań wprowadzenia nowych form kontaktu z ludźmi. Znam wiele osób, które dzięki lekturze, poradzie, psychoterapii, umiejętności wyciągania wniosków zmieniają siebie i tworzą nowy styl kontaktów, uwieńczonych powodzeniem, albo brak jakiejś cechy wyrównują przez podkreślanie czy uzewnętrznianie innej. Niepowodzenia w jednym środowisku mogą prowadzić do jego zmiany i szukania nowych kontaktów. Zmienia się więc miejsce pracy, zamieszkania, krąg znajomych itp. Inaczej mówiąc - wobec swych trudności przyjmuje się postawę refleksyjną i czynną. Często udzielam porad tego typu i wskazuję - na podstawie badań, wywiadu, rozmowy - co jest przyczyną trudności i co należałoby zmienić, l zaczyna działać mechanizm pozytywny. Czyjeś życie zmienia się na lepsze. Niestety, dość często, bywają uruchamiane mechanizmy negatywne, które pogłębiają trudności życiowe. Wymienię kilka typowych. Stereotypy i skrzywione przekonania W tego typu stereotypach generalizuje się pewne oceny i sądy, np.: "Nie ma prawdziwych mężczyzn", "mężczyzna myśli tylko o łóżku", "kobieta myśli tylko o tym, jak złapać męża", "nie ma szczęśliwych małżeństw", "mężczyzna nigdy nie zrozumie kobiety" itp. Tego typu stereotypy poprawiają nieco własne samopoczucie przez przerzucenie winy na drugą płeć. Ucieczka w chorobę Wiele zaburzeń chorobowych powstaje w wyniku mechanizmu psychicznego, jakim jest ucieczka od swoich trudności życiowych. Mogą to być zarówno nerwice, jak i zaburzenia typu choroby wrzodowej, migren, zaburzeń dróg żółciowych, hormonalnych itp. Dolegliwości pozwalają skupić na nich uwagę i stają się pierwszoplanowe w życiu psychicznym. Podstawowe trudności w związku z tym ulegają odroczeniu, oddaleniu. Zachowania agresywne Zachowania takie mogą być autoagresywne (np. próby samobójstw), mogą wyrażać się agresją wobec otoczenia w ogóle lub tylko wobec płci odmiennej. Potrzeba dowartościowania W wyniku niepowodzeń w znalezieniu partnera usiłuje się sprawdzić swoją atrakcyjność, wartość, poprzez przelotne kontakty seksualne, odbijanie innym partnerów, zyskanie uznania w swej działalności zawodowej lub też akceptacji otoczenia, np. przez podkreślanie swego altruizmu, wartości moralnych itp. Derealizacja Niepowodzenia życiowe mogą prowadzić do rozbudowy świata marzeń, fantazji, idealizacji swego dzieciństwa, domu rodzinnego, rozczytania w sentymentalnych lekturach itp. Można też przesadnie wartościować dziedziny, których się jest pozbawionych i stąd np. nadmierne idealizowanie małżeństwa, seksu, rodziny. Trudności w znalezieniu partnera mogą być przejściowe Wiele osób po pewnym czasie trafia szczęśliwie na znajomość odmieniającą ich sytuację. Powodzenie tego związku zależy nie tylko od spotkania właściwego człowieka. Ważne jest również oddalenie się od dawnych trudności. Inne osoby, dzięki pomocy biur matrymonialnych, pośrednictwu znajomych, zawierają związek, może niekoniecznie wymarzony, ale zaspokajający podstawowe potrzeby psychiczne, do jakich należą: potrzeba oparcia, więzi, bezpieczeństwa, akceptacji własnego gniazda. A jeszcze inne doświadczają samotności, którą w różny sposób rozwiązują (zwiększona aktywność zawodowa, działalność społeczna, poświęcenie się dla kogoś, np. starych rodziców, sierot społecznych, zamknięcie w sobie, zgorzknienie itp.). Powszechność problemu, jakim jest trudność w znalezieniu partnera, znajduje oddźwięk w rozbudowie biur matrymonialnych, poradnictwa prasowego, klubów samotnych, poradnictwa przedmałżeńskiego i rodzinnego. Są to ważne i konieczne inicjatywy, wymagające dalszej rozbudowy. Warto jednak zwrócić uwagę na potrzebę uprzedzania 123 tych trudności, chociaż z pewnością nie wyeliminuje się ich całkowicie. Wielu jednak dramatycznych przeżyć, bezsennych nocy, ciężko przeżywanego odrzucenia, samotności można by uniknąć, gdyby się wcześniej dostrzegło niepokojące sygnały zwiastujące wystąpienie takich trudności. W domach rodzinnych często milczy się na ten temat lub nie zauważa faktu, że dziecko jest izolowane od rówieśników, nie ma przyjaciół, nie zyskuje akceptacji, że przeżywa trudności w swych próbach nawiązania znajomości. W systemie oświatowym zbyt ceni się wyniki w nauce, karność, zdyscyplinowanie, lekceważy natomiast fakt izolacji ucznia w swym środowisku. Nastawienie na sukcesy w nauce i odkładanie spraw uczuciowych na potem jest również typowym błędem. Osobowość powinna rozwijać się harmonijnie i wszechstronnie, a nie od zadania do zadania. Ubogie życie towarzyskie i zamykanie się we własnym kręgu również utrudnia wyrobienie i rozwijanie umiejętności nawiązywania stosunków przyjacielskich i erotycznych. Trudność zatem w znalezieniu partnera nie jest wynikiem fatum, złego losu, pecha, ale zakłóconych kontaktów z ludźmi. KULT WAGINALNY Większość pojęć psychoanalitycznych, nazw zespołów psychopatologii seksualnej powstała w okresie dominacji tradycyjnego podziału ról męskokobiecych w kulturze europejskiej. Nic więc dziwnego, że tradycje i wzorce kulturowe, jak również zdominowanie seksuologii przez mężczyzn, doprowadziły do przeakcenłowania męskiego punktu widzenia. Zapewne w okresie przełomu wieków męż-125 czyźni mieli powody do dumy z samego fakłu bycia mężczyzną, a kobiety z faktu bycia kobietą. Satysfakcja kobiet wiązała się z macierzyństwem, opinią dobrej żony, urodą, kobiecością rozumianą jako uczuciowość, delikatność. Dopiero procesy emancypacyjne i rewolucja obyczajowa doprowadziły do zwiększenia zakresu satysfakcji z JA w kobiecie o erotyzm i seks. Zdolność przeżywania orgazmu stała się nobilitacją kobiecości. Stopniowo zaczęły się upowszechniać inne jeszcze wartości erotyzmu kobiecego, współuczestnictwo w ars amandi, równouprawnienie, naturalność. Jak zawsze w tyglu przemian obyczajowych powstają formy skrajne. Jedną z nich słał się np. kult orgazmu, technik seksualnych, ujawnił się również kult waginalny. Jest on pojęciowo odpowiednikiem kultu fallicznego. Kult waginalny polega na odczuwaniu dumy z faktu posiadania pochwy, z jej ważności w życiu seksualnym, z bogatszego zakresu doznań i funkcji tego narządu nad analogicznymi u mężczyzny. Przeżycia we współżyciu m.in. polegają na odczuwaniu posiadania mężczyzny, generalizuje się fizjologia stosunku na wzajemny kontakt partnerów, a ten na wszelkie relacje męskokobiece. Przeważa zatem prymat widzenia pierwiastka kobiecego w świecie oraz naturalnej przewagi kobiecości nad męskością. Powiązania kultu waginalnego z narcyzmem są zróżnicowane - mogą być współzależności, ale bywa narcyzm bez kultu waginalnego. Kult waginalny powstaje również i wtedy, gdy w środowisku rodzinnym dominuje matka (również i w zakresie temperamentu seksualnego, erotyzmu, atrakcyjności erotycznej). Rozwija się często u atrakcyjnych kobiet, które zaczynają doświadczać mocy swego działania, powstaje też przez porównanie własnych doznań seksualnych z doznaniami mężczyzny (jeżeli te ostatnie są słabsze). U części kobiet kult waginalny wyrasta z bogatych zdolności seksualnych, które są podkreślane przez ich partnerów jako wyjątkowe. Rozwijający się w świadomości i w przeżywaniu kobiety kult waginalny oprócz poczucia dumy z bycia kobietą, poczucia swej atrakcyjności erotycznej i wysokiej samooceny w roli seksualnej, prowadzi do wielu innych zachowań: Postawa królewny Postawa oczekująca hołdów i służebności ze strony mężczyzny, łaskawie dopuszczająca go do swych łask. Postawa wymagająca Partner ma stanąć na wysokości zadania, czyli musi odpowiednio zaprezentować swą atrakcyjność męską. Postawa ta jest zrozumiała, świadomość bowiem zakresu tkwiących w sobie możliwości seksualnych musi prowadzić do oceniania partnera, czy potrafi on wyzwolić te możliwości, czy też zaledwie je rozbudził, a nawet czy jest zdolny do ich rozbudzenia lub rozpoznania. Stopniowo jednak postawa wy-126 czekująca zmienia się w swoisty egzamin męskości dla mężczyzny i eliminuje istotny sens współżycia seksualnego. Postawa dominacji we współżyciu Kobieta decyduje o częstotliwości współżycia, formie aktywności, narzuca partnerowi scenariusz zachowań. Zaczyna w niej przeważać postawa biorcy. Postawy manipulacyjne Poczucie swej atrakcyjności w roli partnerki seksualnej i rzadko spotykanych u innych kobiet zdolności reakcji seksualnych stwarzają wysokie szansę oddziaływania na mężczyzn i manipulowania nimi w imię realizacji własnych potrzeb. Znam wiele związków, w których jedynym elementem łączącym jest wyjątkowo bogate współżycie seksualne, zapewnione właśnie dzięki naturalnym uzdolnieniom kobiety. Niejedna kobieta przegrywa wtedy swoje życie osobiste, jeżeli trafi na tego typu konkurencję. Manipulacyjne zachowania mogą być różne; przywiązanie i uzależnienie partnera, wywarcie na niego presji, szantaż w formie odmowy współżycia, "olśnienie" partnera itp. W kulcie waginalnym należy odróżnić urojone i rzeczywiste przyczyny. Może on być wynikiem skrzywionego spojrzenia na rzeczywistość, bezkrytycznego widzenia siebie. Może też powstać na tle wyjątkowych uzdolnień seksualnych i wyjątkowej skali doznań i odczuć erotycznych. Natomiast wspólnym elementem jest przeakcentowanie znaczenia sfery seksualnej, widzenie jej jako dominującej w osobowości i w kontaktach między płciami. Kult waginalny ma słabe tradycje literackie, mało jest jego przejawów w twórczości, stosunkowo jest też rzadki w kulturze masowej. Można powiedzieć, że dopiero wchodzi na rynek kultury masowej. W codziennym życiu jest mniej rozpoznawalny aniżeli kult falliczny, co zapewne jest wynikiem pewnego treningu zachowań społecznych. Kult waginalny, jak i falliczny są fenomenem orientacji seksualnej, nie są natomiast chorobą czy patologią w ścisłym znaczeniu tego słowa. Stanowią nieprawidłowość w rozwoju psychoseksualnym, wykrzywiającą hierarchię wartości w osobowości i w kontaktach między płciami. Mogą też wiązać się z trudnościami w życiu osobistym, jeśli osoba partnera będzie reprezentowała kult bliźniaczy. Można przypuszczać, że w obecnych tradycjach emancypacyjnych kult waginalny będzie spotykany coraz częściej. ZESPÓŁ KASTRACJI W koncepcjach psychoanalitycznych zespół kastracji polegał na agresywnych zachowaniach kobiet, zmierzających do ośmieszenia, poniżenia, podporządkowania sobie mężczyzny w wyniku podświadomej zazdrości o członka. Dalszy rozwój psychologii głębi i różnych orientacji seksuologicznych zmodyfikował ten uproszczony punkt widzenia, wprowadzając pewne zróżnicowania. Łatwo każde agresywne zachowanie kobiety wobec mężczyzny tłumaczyć takim mechanizmem, zapominając o wielu przecież innych i pozaerołycznych źródłach agresji. Nie można równocześnie negować takiego mechanizmu występującego u różnych kobiet, czego dowodzi jasno dokładna historia ich życia. Temat jest o tyle złożony, że rywalizacje, walki o do-128 minację, napięcia związane z emancypacją, wyzwalające konflikty między partnerami, mają różne przyczyny i przejawy. Zachowania kasłracyjne kobiety polegają na deprecjacji męskości partnera, a wynikają z różnorodnych napięć i stłumień seksualnych. Te ostatnie biorą się z typowych, chociaż często nie uświadomionych przyczyn. Przejdę teraz do ich omówienia. Brak akceptacji własnej roli kobiecej Niejedna dziewczynka żałuje, że nie jest chłopcem. Może to wynikać z odczucia, że w domu spodziewano się chłopca, z silnej identyfikacji z dominującym ojcem, z dużych potrzeb do bycia dominującą (a dominacja jest u niej utożsamiana z męskością). Brak akceptacji swej płci może prowadzić np. do przyjmowania zachowań męskich w danej kulturze, podporządkowania sobie partnera, narzucenia mu swej dominacji itp. W tym mechanizmie może również znajdować się wspomniany psychoanalityczny motyw zazdrości o członka. Brak satysfakcji z roli kobiecej Wiele kobiet z zaburzeniami seksualnymi, tzw. zimnych, z brakiem adoracji ze strony mężczyzn, z poczuciem swej nieatrakcyjności jako kobiełyparłnerki, nie zaspokojonych seksualnie, przerzuca odpowiedzialność za swoje trudności na drugą płeć. Dzięki temu uwalniają się z kompleksów, z poczucia winy, niższości. Poczucie zanikającej atrakcyjności kobiecej, seksualnej Ten mechanizm, typowy dla omawianego zespołu paniki zamykających się drzwi, u jednych kobiet wzmaga zachowania kokieteryjne, u innych wyzwala zachowanie kasłracyjne. Sprzeczność w potrzebach dominacji i uległości Kobiety odczuwające potrzebę bycia akceptowaną, uzależnioną od mężczyzny, a jednocześnie pragnące same dominować, mogą przyjąć zachowania kastracyjne. Niekiedy przybiera to typową formę: świetna kochanka, partnerka oddająca się z zapamiętaniem swemu partnerowi - w pozaseksualnych relacjach usiłuje go sobie podporządkować, a nawet ośmieszyć, udowodnić samej sobie i innym, że nie jest od niego zależna. Niezaspokojenie potrzeb seksualnych W wyniku mniejszego temperamentu lub niesprawności partnera kobieta może prowokować zachowania kastracyjne, będące formą "karania" za niezaspokojenie potrzeb. Tendencje narcystyczne Tendencje takie typowe są u wielu kobiet, naturalnie wiążą się z zachowaniami kastracyjnymi, które mają tu charakter wykazania niższości płci męskiej w stosunku do kobiecej. 9 - Seks dojrzały 129 Przedstawiłem najbardziej typowe źródła zachowań kastracyjnych kobiet, a teraz warto przyjrzeć się bliżej tym zachowaniom. Mogą one przyjmować bardzo zróżnicowane formy; które poniżej opiszę. Zachowania agresywne wobec płci i seksualizmu męskiego Zachowania te polegają na próbach ośmieszenia budowy męskiej, przypisywania mężczyźnie roli trutnia, drwinach z jego małego temperamentu, wytykaniu mu niepowodzeń seksualnych itp. Niekiedy zdarza się bowiem, że kastracja psychiczna - przez wzbudzenie kompleksów i poczucia niższości u mężczyzny - wyzwala impotencję. Zachowania zmierzające do zamiany ról Role męskie i kobiece są różne w wielu kulturach, ale usiłowanie narzucania mężczyźnie roli kobiecej, a przyjmowanie męskiej, jest zachowaniem kasłracyjnym. Jest to zagadnienie dość trudne do oceny i drażliwe w dyskusjach. Obecne przemiany w obyczajach i stylu życia rodzinnego wiążą się z zacieraniem wielu dawniej typowo męskichkobiecych powinności i jest zrozumiałe, mnie natomiast chodzi o świadomy lub podświadomy mechanizm zmiany ról w celu narzucenia swego prymatu, dominacji. Dążenia zmierzające do wychowania sobie partneramężczyzny W kulturach Wschodu ten typ dążeń określa się "utratą twarzy" mężczyzny. Stopniowo jego osobowość ulega przeobrażeniom, zgodnie z narzuconym mu modelem i wzorcem. Jego podatność na te zmiany i utrata swej pierwotnej osobowości jest później źródłem podporządkowania i zaniku jego atrakcyjności. Zachowania zawoalowane, pozorowane Tego typu zachowania najtrudniejsze są w interpretacji, mogą bowiem wypływać z zupełnie innych mechanizmów. Przyjmują różne formy: rywalizacje zawodowe, przypisywanie roli kozła ofiarnego, deprecjacja moralna, niszczenie w oczach opinii czy też jej urabianie, rozdmuchiwanie pozorów, np. flirt utożsamiany z erotomanią iłp. Zachowania kastracyjne mogą być nieskuteczne, mogą stać się źródłem wielu napięć i konfliktów, walki, mogą również prowadzić do impotencji u mężczyzny, zaniku jego atrakcyjności u kobiety. Najczęściej wyzwalają nieokreśloność roli męskiej, jej nijakość. Jest to problem typowy dla współczesnej obyczajowości. Charakterystyczne, że kobiety z silnymi cechami kastracyjnymi uskarżają się na brak prawdziwych mężczyzn, zwłaszcza wówczas, kiedy ich zachowania okazują się skuteczne. Już nieraz wspominałem, że feminizacja oddziaływań wychowawczych (dom, przedszkole, szkoła) utrudnia samookreślenie się w roli męskiej, nic więc dziwnego, że w powiązaniu z przeobrażeniami obyczajowymi coraz więcej mężczyzn ujawnia cechy kastracji psychicznej. 130 ZESPÓŁ KSANTYPY Według tradycji, zresztą zweryfikowanej, żona Sokratesa - Ksantypa była zrzędliwą, oschłą, nadmiernie rygorystyczną kobietą, pozbawioną wyobraźni i zrozumienia dla jego osobowości, a zwłaszcza twórczości. Chociaż historia zrehabilitowała Ksantypę, pozostało jednak pojęcie zespołu Ksantypy, który oznacza specyficzny typ żon, o określonych cechach charakteru, jak: nadmierna, przesadna schludność, porządek, rytuał obowiązkowości, traktowanie partnera jak mebla, sprzętu, a instytucji domu jako nadrzędnej wobec dobra bliskich, ocenianie męża według kryterium sprawdzania się w narzuconej mu roli sprzętu - służebnika domu, brak wyrozumiałości, wyobraźni, zrzędliwość; w dodatku wszystkie te cechy z wiekiem pogłębiają się. Tego ty'• 131 pu partnerka może byłaby ideałem żony w obyczajowości mieszczańskiej, jest bowiem wierna, ma zasady, idealnie dba o dom. Jeśli tego typu kobieta zostaje partnerka ,,niezależnych duchów", twórczej osobowości, lubiącej improwizację, swobodę i nieskrępowanie we własnym domu - to musi dojść do sytuacji konfliktowych, a atmosfera staje się coraz trudniejsza do zniesienia. Bardzo często w tej odwiecznej walce płci mężczyźni przypisują swoim partnerkom różnorodne wady, w tym i należące do Zespołu Ksantypy. Obecnie może tego typu epitet ("Jesteś Ksantypa") jest rzadziej stosowany i zastępowany synonimami. Jeżeli jednak dokonamy analizy wszelkich skarg na żony, okaże się, że typ Ksantypy jest rzeczywistością może nie tak codzienną, ale występującą w niektórych związkach. Jeśli losy zaprowadzą nas do domu kierowanego przez typ Ksantypy, to dość szybko doświadczymy, na czym on polega: sztywność atmosfery, nadmierny porządek, ryłualizacja przyjęcia w formie trudnej do zniesienia etykiety, czystość jak w muzeum, sztywność poglądów, traktowanie męża jak mebla, a gości jako zła koniecznego, po których trzeba będzie przecież posprzątać, a tymczasem uważać, aby czego przypadkiem nie uszkodzili (wylanie płynu na obrus równa się nieszczęściu). Źródłem satysfakcji dla Ksanłypy jest pochwała jej schludności, zainteresowania domem, a sprawy ducha się trzeciorzędne. Pojęcie zespołu Ksantypy znane jest w psychologii i nie jest jedynie pojęciem potocznym. Struktura psychiczna tego typu kobiety może wyrażać osobowość sztywną, rygorystyczną, o mentalności drobnomieszczańskiej, swoistym narcyzmie, ale prawie zawsze - pozbawionej wyobraźni i fantazji. Istnieje znany związek między nadmierną schludnością, czystością, pedanterią a niskim poziomem wyobraźni, fantazji, wewnętrznej swobody, ekspresji. Osobowość Ksantypy najczęściej formuje się w wyniku błędnego wychowania, ale może też wyrażać postawę obronną wobec świata, siebie samej. W gruncie rzeczy jest to niezbyt szczęśliwy człowiek - zamknięty w świecie norm, rygorów, pedanterii, przeżywający bardzo wszelkie zakłócenia w tym świecie, a jednocześnie, skrycie zazdrosny wobec ludzi mogących żyć na luzie, swobodnie, towarzysko. Maleje krąg przyjaciół, znajomych, co przecież wynika z duszności atmosfery tego domu, ale fakt ten tłumaczony jest brakiem docenienia wartości uporządkowanego stylu życia, choć jednocześnie budzi rozgoryczenie i smutek. Nic zatem dziwnego, że kobietaKsantypa stopniowo znajduje coraz więcej powodów do zrzędliwości, utyskiwania i skarg. MEMENTO DLA KOBIET :K W t^^^^^^f \ Wielu seksuolo^^ f f^^^^^^^^^ \. gów z różnych kraZI^ f f ^^^^^^f \ jów podkreśla, że =^& ^f ^^^^^1 j w kontaktach mię^^j^ ^^f ^^ / dzy płciami zaczyna ^EEE^^, .^^f \^^ pojawiać się niepoŚ^~^^^^^^f \ kojąca tendencja: co'^Ś^•^^^^^^f [ł \ raz więcej mężczyzn ^^^^^y \ czuje się zmęczo^~^^f \ nych zabiegami o a~^^f \ trakcyjność wsółW | życia seksualnego u partnerek, a coraz więcej kobiet nasila swoje oczekiwania i wymagania wobec partnerów. Mówi się, że ten mechanizm prowadzi do rosnącego rozczarowania współżyciem u obu stron. Można powiedzieć, że z jednej skrajności powstała druga. Publikacje seksuologiczne sprzed kilkudziesięciu lał zgodnie podkreślały, że egoizm seksualny mężczyzn uniemożliwia wielu kobietom przeżywanie satysfakcji seksualnej: mnożyły się więc rady, jak należy dbać o partnerkę. One natomiast dowiedziały się z tych publikacji, iż nie ma kobiet oziębłych, są jedynie nieumiejętni partnerzy, a w seksualizmie kobiecym tkwi wiele potencjalnych możliwości. Mężczyźni zatem stopniowo zaczęli czuć się bardziej odpowiedzialni za doznania seksualne swych partnerek, a one coraz bardziej wymagające. Procesy emancypacji, rewolucja obyczajowa, nasiliły ten proces. Teraz, po upływie czasu, okazało się, że nastąpiło przerysowanie. Mężczyzna 133 czuje się coraz bardziej zagrożony wobec rozbudzonych wymagań i oczekiwań partnerki, niejednokrotnie doświadczonej seksualnie, a kobiety oczekują od mężczyzn, aby stanęli na wysokości zadania. Seks przestał być radosnym przeżyciem dla jednych i drugich. W dodatku lektury seksuologiczne uświadomiły wielu ludziom, iż ars amandi jest trudna sztuką i wymaga wielu ćwiczeń, pracy, znajomości psychologii. Niektórzy poradzili sobie z tą sytuacją dzięki predyspozycjom w tej dziedzinie, łatwości uczenia się, a także odporności psychicznej, dobremu temperamentowi seksualnemu. Inni natomiast, czując się przytłumieni nadmiarem wymagań, zaczęli bronić się przed nimi. Można założyć, iż ten właśnie mechanizm przyczynił się do nasilenia homoseksualizmu, bioseksualizmu, masturbacji przedłużonej do późnych lat życia małżeńskiego, unikania zbliżeń, odwracania się od seksu i spadku zainteresowania nim. Wielu młodych ludzi czuje się zmęczonych takim wymagającym seksem. Jest to również jedna z przyczyn różnych zaburzeń seksualnych u mężczyzn oraz dominacji czy wręcz agresywności seksualnej wielu kobiet. W celu przeciwdziałania zjawisku zmęczenia seksem u mężczyzn zaczyna się postulować nawrót do seksu spokojnego, traktowanego na luzie, bez udziwnień, ćwiczeń. Inni popierają nawrót mody retro, jeszcze inni krytykują seksuologię, iż stała się szkołą robotów seksualnych. Ja również coraz częściej spotykam wśród pacjentów zjawisko zmęczenia seksem i tajoną agresywność mężczyzn wobec kobiet. Zdarzają się przypadki, kiedy partnerka w obecności partnera krytykuje go, że zbyt rzadko z nią sypia i nie stara się o atrakcyjność współżycia, tymczasem partner ma już szczerze dość zabiegania o jej zadowolenie, zaspokojenie jej oczekiwań i woli poczytać dobrą książkę, posłuchać muzyki, porozmawiać z kolegami. Tego typu sygnałów ostrzegawczych nie należy lekceważyć, mówią one bowiem o zmianach relacji między płciami. Pod wpływem takich sygnałów reformuje się edukację seksualną na świecie (wystarczy chociażby przytoczyć przykład Szwecji, która odeszła od pierwotnej wersji nauczania w tej dziedzinie). Uczynienie mężczyzny w pełni odpowiedzialnym za satysfakcję seksualną kobiety jest nieporozumieniem, wszystko bowiem zależy od obojga partnerów. SEKS INTELEKTUALIZOWANY Tradycyjna rola męska wiązała się z dominacją w związku, z poczuciem posiadania kobiety, stawiania jej określonych wymagań co do wierności, a w przypadku zdrady z jej strony - pobudzała do ostrych, karzących zachowań (bicie, rozstanie, okresowa separacja, zmiana uczuć itp.). Postawa ta nie była skuteczną barierą wobec zdrad, ale były one ukrywane, a w przypadku ujawnienia, jeżeli nawet następowały ostre reakcje ze strony mężczyzny, to dochodziło niekiedy do pogodzenia się, a sam fakt zdrady był oceniany jako niewierność, nielojalność, przypominany w sporach, ale bez drążenia w jego techniczny przebieg. W obecnych przemianach obyczajowych i zacieraniu się różnic między rolami seksualnymi, dochodzi do tego, 135 że ostre reakcje coraz częściej zastępowane są uczuciowymi (rozpacz, płacz, przygnębienie) lub inłelekłualizowanymi, do których m.in. należy postawa badawcza. Wiele można by pisać o charakterze przemian obyczajowych i przyczynach zacierania się granic między rolami seksualnymi, ale jedną z przyczyn tego stanu rzeczy jest zapewne nadmierna intelektualizacja spraw seksu i współżycia w wyniku upowszechniającej się wiedzy na te tematy. Coraz częściej obraz udanego współżycia seksualnego budowany jest na naukowych fundamentach i sprawia wrażenie, że trzeba ukończyć uniwersytet seksuologiczny, aby sprostać takiemu zadaniu, jakim jest zadowolenie seksualne partnerki. Nic zatem dziwnego, że inny partner traktowany jest nie jako ktoś zabierający moją własność, burzący świat norm i zasad współżycia dwojga ludzi, lecz jako inny nauczyciel seksualny lub dostarczyciel rozkoszy, wobec którego odczuwa się zagrożenie, lęk wyzwalający pragnienie, aby dla partnerki być lepszym od tamtego. Rola męska jest zatem utożsamiana z rolą seksualną, a seksualna z poziomem świadczenia usług seksualnych. Celem współżycia seksualnego staje się w ten sposób nie tyle pogłębienie więzi uczuciowej, zjednoczenie partnerów, co coraz wyższy poziom satysfakcji seksualnej, intensywność orgazmu, złożoność techniki seksualnej. Tego rodzaju postawa eliminuje seks radosny, ciepły, autentyczny, relaksowy na rzecz seksu zadaniowego, wzbudzającego niepewność i lęk przed jutrem, stopniem usatysfakcjonowania partnerki. Popularne porzekadło mówi, że "nie ma dymu bez ognia" i rzeczywiście seks zadaniowy jest wynikiem specyficznej emancypacji części kobiet, które nastawione są na seks ekstatyczny, dostarczający im coraz większych doznań, przyjemności orgazmowych, a ocena partnera, iż "jest dobry w łóżku" staje się najwyższym uznaniem roli męskiej. Tego typu nastawienie sprawia - co potwierdzają opinie wielu seksuologów zachodnich - iż coraz więcej partnerów czuje rozczarowanie współżyciem seksualnym, sobą, tym stałym dopingowaniem siebie, co w efekcie prowadzi do nerwic seksualnych, zmęczenia, zaostrzenia się napięć między płciami. Na szczęście tego typu orientacja nie jest powszechna i we współżyciu wielu związków dominuje seks więziotwórczy, uczuciowy, opierający się na wartościach, a nie seks zadaniowy, kult techniki i ekstazy. KULT FALLICZNY Kulturowa dominacja mężczyzn m. in. wyrażana była przez fallizm, czyli nadanie członkowi męskiemu pierwszoplanowego znaczenia w ars amandi oraz w erotyzmie. W wielu kulturach fallizm wiązał się również z podkreślaniem znaczenia płodności. Różnorodne kamienne słele, obeliski, rzeźby o łypie fallicznym wyrażały prymat seksualizmu męskiego. W kulturach dworskich starożytnego Rzymu, libertyńskiej Francji fallizm poza obyczajowością seksualną znajdował swój wyraz w sztuce: piękne posążki, drobiazgi biurkowe, rysunki o łypie fallicznym podkreślały pół żarłem, pół serio łę samą ideę, że w erotyzmie dominuje mężczyzna, a we współżyciu seksualnym fallus. W postawach wobec seksu, płci, zachowały się elementy fallizmu 137 u wielu mężczyzn, wyrażające się w formach narcystycznych, kulcie potencji, w obiegowych poglądach co do znaczenia wielkości członka dla przeżyć seksualnych kobiety. Świadomość własnej sprawności seksualnej, zadowolenie z wielkości swych narządów płciowych i szybkiego ich reagowania w sytuacji intymnej, u wielu mężczyzn wyzwala dumę i poczucie dużej wartości męskiej. Od kobiety oczekują oni uległości, podziwu dla ich budowy i potencji, adoracji. Potrzeba pieszczot ze strony partnerki nie tyle ma znaczenie uczuciowe, więziotwórcze. co adoracyjne i zaspokajające męskie poczucie dumy. Fallizm w ars amandi wyraża się tym, że mężczyzna czuje się zdobywcą i panem kobiety, potwierdza w akcie seksualnym swoją wartość i siłę, a stosunek w języku erotycznym kojarzy się z walką, zdobywaniem ("wtargnąłem do wnętrza", ,,nadziałem ją", "posiadłem ją"). Fallizm w postawach wobec kobiet wyraża się w przyjęciu wobec nich pozycji "nad", prawa własności. Zatem kobieta jest własnością mężczyzny, a kolejne zdobycze podkreślają ideę wartości męskiej. Fallizm w prymitywnej formie ogranicza się do zdobywania kolejnych kobiet, natomiast w wyższej formie wiąże się z potrzebą doprowadzenia partnerki do orgazmu, intensywnych doznań, świadczących o wartości jej partnera. W fallizmie strukturę seksualną sprowadza się do wymiaru biologii, a najważniejszym narządem jest członek męski. Zrozumiałe zatem, iż wszystkie zaburzenia seksualne są utożsamiane ze sprawnością członka. Leczenie ma polegać na przywróceniu jego sprawności przez środki dopingujące. Wyklucza się natomiast rolę rozumu w życiu seksualnym, czyli świata emocji, świadomości, postawy. Dla mężczyzny uformowanego w kulcie fallicznym wszelkie zaburzenia dotyczące członka stają się dramatem przesądzającym o poczuciu małej wartości męskiej. Kompleks małego członka, słulejka, skrzywienie osi członka w słanie erekcji, niepełna erekcja, trudność w jej uzyskaniu negują wartość męskiego JA i wzbudzają lęk wobec kobiety. Fallizm jest jedną z częściej spotykanych barier w partnerstwie seksualnym. Sam fakt postawy "nad" wobec kobiety wyklucza ideę partnerstwa. Niejedna kobieta, wychowana w kulcie fallizmu, sprowadza wartość męskości do biologicznego wymiaru. Chce być zdobywana, posiadana, ceni sobie szybkość powstawania erekcji i jej wielkość u partnera, natomiast zaburzenia erekcji negują wartość partnera. We współczesnej kulturze więzi partnerskiej fallizm jest przeżytkiem, dla wielu śmiesznym, dla innych niezrozumiałym. Niejeden związek rozpadł się dlatego, że kobieta oczekiwała od partnera innych wyrazów męskości oraz buntowała się wobec sprowadzania jej do roli podporządkowanej wobec mężczyzny. Potrzeba partnerstwa ujawniana przez kobietę może być negowana przez partnera z kultem falicznym, a świat kobiecy jest krytykowany i traktowany agresywnie za usiłowanie zmiany odwiecznego porządku rzeczy. 138 Typologie określają najbardziej charakterystyczne cechy ludzi, m.in. dzieliły ich na ludzi czynu, refleksyjnych, sentymentalnych iłp. Jednym z typów jest człowiek nastawiony na działanie, aktywność zewnętrzną, wyżywający się w pracy. Można to nazwać prometejską postawą życiową. U części ludzi ta postawa przybiera posłać skrajną, kiedy ukierunkowanie na działanie, pracę przesłania całkowicie świat wewnętrzny, autorefleksję, poznawanie siebie. Proces taki z reguły postępuje stopniowo, zafascynowanie swą aktywnością narasta aż do zagubienia swego JA. Można nawet powiedzieć, że ten łyp człowieka jest bardzo rozpowszechniony we współczesnym świecie cywilizacji technicznej. 139 Wielu moich pacjentów, opisujących swoje życie, przedstawia je jako nieustanny ciąg działań, aktywności, przerywany krótkim snem. Nie zawsze można znaleźć uzasadnienie takiego życia w charakterze wykonywanej pracy, są po prostu tak nią zauroczeni, że identyfikują się z nią, poświęcając jej całą swoją energię psychiczną. Prowadzi to jednak do pewnych konsekwencji. Stopniowo zanika zdolność odprężenia się, relaksu, wszechstronności życia, narasta presja czynu, obowiązków, przymusu działania. Dochodzi do tzw. nerwicy niedzielnej, kiedy nie wiadomo, co zrobić z wolnym czasem i wynajduje się preteksty do kontynuowania swej pracy. Zaczyna unikać się urlopów lub skraca się je do kilku dni, ale nawet i wtedy świadomość jest zaabsorbowana pracą. Życie rodzinne istnieje w sensie formalnym, następuje psychiczne wyłączenie się z niego. Spotkania z członkami rodziny są krótkie i ograniczają się do spraw organizacyjnych, materialnych, brak rozmowy, bycia ze sobą. Rozwój takiej formy życia prowadzi do aleksytymii - zjawiska coraz częściej spotykanego. Nazwa brzmi uczenie, oznacza jednak nadmierny przerost JA - społecznego, zewnętrznego i atrofię JA - wewnętrznego. Aleksytymia charakteryzuje się: Niezdolnością do opisywania i określania swych nastrojów, przeżyć. Określa się je skrótami "jest mi dobrze", "jest mi źle", brakuje natomiast cieniowania swych uczuć, które są zubożone, tłumione, niejasne. Zanikiem wyobraźni. Myślenie staje się nadmierne, konkretne i rzeczowe, nastawione na teraźniejszość, a myślenie o przyszłości dotyczy jedynie pracy i własnej pozycji. Działalnością zawodową i społeczną, która jest bezustanna, ciągła. O niej myśli się bez przerwy, zaczyna się i kończy dzień rozważaniem tego, co należy zrobić. Zanikiem autorefleksji. Traci się zdolność poznawania siebie, wczuwania w siebie. Zanikiem odprężenia, relaksu. Napięcia związane z działalnością, przeżyciami kumulują się, co wpływa na pogorszenie snu, nerwowość. Aleksytymia (nie zajmuję się aleksytymią patologiczną, która towarzyszy niektórym procesom chorobowym) odbija się niekorzystnie na życiu seksualnym. Powstają reakcje nerwicowe (zaburzenia wzwodu, czasu trwania współżycia), pogarsza się więź erotyczna z partnerem, może też powstać impotencja z wyczerpania, z nadmiernego zmęczenia. Współżycie zaczyna tracić swój relaksujący, radosny charakter i zaczyna ciążyć na nim atmosfera czynu, aktywności nastawionej na efekt, jakim jest orgazm i potwierdzenie sprawności. Tego typu 140 pacjenci oczekują w leczeniu środków dopingujących, hormonalnych lub szukają poprawy przez sprawdzenie się z innymi partnerami. W trakcie rozmowy nieraz przyznają rację, że nadmierne zapracowanie może rzutować na jakość ich życia seksualnego, lecz nie widzą możliwości zmiany tego stanu rzeczy, zbyt są bowiem wciągnięci w kierat tej aktywności. Początkowo urlopy ratują sytuację i życie seksualne poprawia się. Po pewnym czasie to nie wystarcza, a narastające konflikty z partnerem pogarszają zaburzenia seksualne. Konflikty te wypływają z kilku źródeł; zaburzenia we współżyciu, narastające poczucie osamotnienia partnera, tendencja "od" w związku tracącym kontakt ze sobą, poczucie bycia na dalszym planie w życiu nadmiernie aktywnego partnera iłp. Aleksytymia oznacza niewłaściwą ewolucję rozwoju osobowości i trudności seksualne, małżeńskie stanowią jeden z jej objawów. Nie tyle leczenie jest potrzebne, co reorientacja sposobu myślenia i życia. Sam fakt "nakazania sobie" autorefleksji niewiele zmieni, jeżeli nie rozpocznie się procesu autorefleksji, sztuki odprężenia, relaksu. Stąd w procesie terapeutycznym pomaga się początkowo pacjentowi przez zwrócenie jego uwagi w kierunku wewnętrznego JA, uczy się go technik relaksacyjnych, a dopiero po pewnym czasie pomaga się w osiągnięciu poprawy seksualnej. Niekiedy poprawa współżycia w wyniku wypoczynku rodzi euforię i przekonanie o wyleczeniu. Jest to złudne, poprawa jest bowiem przejściowa. Dopiero zmiana stylu życia, umiejętność odprężenia się, mogą wyzwolić trwalszą poprawę. To wszystko musi być poprzedzone zmianą hierarchii i zgodności w realizowaniu siebie w roli zawodowej, małżeńskiej, rodzinnej, społecznej i samorozwojowej. Niektórzy nazywają aleksytymię chorobą dyrektorską, "biznesmenów", co częściowo odpowiada prawdzie. Aleksytymia może powstawać w wyniku potrzeby ucieczki w hiperaktywność. Można w ten sposób uciec od niepokojów związanych z własnym JA, z życiem rodzinnym i małżeńskim, może też zagłuszać niepokój egzystencjalny. Aleksytymia jest jednym z wielu źródeł zaburzeń i trudności seksualnych, które raczej rzadko mają czysto seksualne przyczyny. Podkreślam to dlatego, że nazbyt często ujawniają się mechanistyczne postawy, upatrujące źródła zaburzeń seksualnych głównie w biologii, w brakach techniki seksualnej. MIT ODYSEUSZA Najwięcej relacji o niezdolności opanowania się pochodzi od osób z problemami samozaspokajania się. Zwrot "to jest silniejsze ode mnie" jest typowym sformułowaniem swego problemu. Podobnie wiele osób tłumaczy swoje przypadkowe kontakty seksualne, motywując je zapomnieniem się, niemożliwością opanowania. Można by na podstawie tego typu relacji wysunąć dwie hipotezy. Jedna, że seks jest potrzebą, której nie można się oprzeć i jest się wobec niej bezbronnym i podporządkowanym. Druga - że są osobowości niezdolne do opanowania się w sferze seksualnej, wyjątkowo podatne wobec niej, pozbawione wewnętrznych barier. Czy 142 rzeczywiście istnieje taki dełerminizm seksu, osobowości? Wiadomo, że są fazy rozwoju psychoseksualnego i pewne słany sprzyjające trudnościom w samoopanowaniu seksualnym. Należą do nich np.; okres dojrzewania, wpływ alkoholu, sytuacje erotyczne, niedojrzałość psychiczna, długa przerwa w kontaktach seksualnych itp. Mogą zatem zaistnieć sprzyjające warunki, w których natężenie potrzeb seksualnych jest wyjątkowo duże przy jednocześnie słabych wewnętrznie barierach. Czy jednak przekracza to możliwość wytrzymałości psychicznej? Tylko niektóre nieprawidłowe osobowości reagują tak silnie na bodźce seksualne, bez żadnych zahamowań, i rzeczywiście realizują potrzeby seksualne w poczuciu wewnętrznego przymusu nadmiernej uległości. Są to jednak rzadkie sytuacje. W większości przypadków pod stwierdzeniem "to jest silniejsze ode mnie" kryje się zwolnienie siebie z poczucia odpowiedzialności, winy, wysiłku, przerzuca się bowiem odpowiedzialność na coś zewnętrznego wobec JA. Istnieją również pewne stany psychiczne, swoiste kolce psychiczne, sprawiające, że akurat w danej sferze zachowań ujawniamy wyjątkową podatność na określone sytuacje. Mogą one wytworzyć się wówczas, gdy powstały już pewne nawyki, przyzwyczajenia, uwarunkowania. Zrozumiałe, że jeśli takie sytuacje powtarzają się, to pogłębiają uległość i poczucie bezradności wobec nich. Czy jednak i wtedy jesteśmy zupełnie bezradni? Istnieje znany mit Odyseusza, który jest przykładem literackim trudnej sytuacji, podatności, poczucia niemożności sławienia oporu. Jak pamiętamy z Odysei Homera, Odyseusz wiedział, że śpiew syreni pozbawia ludzi zdolności oporu, a jego silnie kuszący wpływ działa tak mocno erotycznie, że nie można się temu oprzeć, co później prowadzi do przykrych konsekwencji. Odyseusz nie chcąc ulec, kazał swoim towarzyszom podróży przywiązać siebie do masztu, a im polecił zatkać uszy woskiem. Polecił im również zdecydowane działanie, jeżeli nawet będzie ich prosił o odwiązanie od masztu, l tak się słało. Słysząc piękny śpiew syreni poczuł się jakby był w raju, żądał wypuszczenia go. Dopiero po przepłynięciu niebezpiecznej cieśniny i oddaleniu się z fatalnego miejsca odzyskał zdolność zapanowania nad sobą. Mit Odyseusza wskazuje, że w sytuacjach szczególnie trudnych, kiedy przewiduje się niezdolność stawiania oporu, a jednocześnie własną podatność, można świadomie stworzyć barierę. W zasadzie każdy z nas ma w sobie coś z mitu Odyseusza i musi stwarzać bariery. Literacki archetyp jest bardzo opisowy, a jednocześnie symboliczny. Jedynie my sami możemy wiedzieć, jakiego typu bariera jest realna, możliwa. Pierwszym typem takiej bariery jest po prostu unikanie sytuacji prowadzącej do wiadomych następstw. Jeżeli np. ktoś wie, że pod wpływem alkoholu jest niezdolny do samoopanowania, to unikanie alkoholu w takiej sytuacji okaże się skuteczną barierą. 143 Przykłady tego typu racjonalnych barier można mnożyć i w zasadzie każdy dysponuje taką możliwością sprostania zadaniu. W leczeniu różnych problemów seksualnych stosowane są również metody polegające na umiejętności stwarzania barier w określonych sytuacjach lub na świadomym omijaniu tych sytuacji. Zapewne pierwsze kroki są niezwykle trudne, ale podobnie jak istnieje stereotyp reakcji uległych, tak powstaje i stereotyp reakcji obronnych. Nawyki można tworzyć w różny sposób. Zgodnie z tą zasadą kształtuje się przecież zręby dojrzałości psychicznej, zdolności samoopanowania seksualnego, jak również pozytywne stereotypy zachowań seksualnych. W micie Odyseusza mamy poza strategią sytuacji również i określoną postawę, motywację Odyseusza; on po prostu świadomie chciał stawiać czoła trudnościom w imię innych wartości. W wielu sytuacjach wszystko zależy od motywacji i celu naszych zachowań. Motywacje mogą być prawdziwe, ale i pozorne. Można np. być przekonanym o determinizmie swych zachowań, istnieje bowiem potrzeba takiego determinizmu. Mit Odyseusza jest przykładem rozwiązania własnego problemu, znalezienia wyjścia w przypadku istnienia sprzecznych motywów "chcę" i ,,nie chcę"; decydujący jest jednak cel nadrzędny. Archetyp Odyseusza wskazuje, że siłę wewnętrzną znajduje się nie tyle w samym "nie chcę", ile w sposobie realizacji tego "nie chcę". ZESPÓŁ TRISTANA W patriarchalnej kulturze europejskiej przez całe wieki formowała się swoista obyczajowość seksualna, której źródła sięgają do tradycji judeochrześcijańskich, świata kultury antycznej, tzw. kultur narodowych. Jedną z charakterystycznych cech tej obyczajowości była aktywność mężczyzny w okresie zalotów, przezwyciężanie rzekomego lub jawnego oporu kobiety (co należało do kanonu kokieterii), dominująca rola w życiu seksualnym. Przeszkody wyzwalały wzrost namiętności, pożądania, aktywności, w rezultacie tzw. owoc zakazany słał się typowym zjawiskiem erotyki europejskiej. Przekroczenie przeszkody, zlikwidowanie bariery, zerwanie owocu zakazanego mogło usunąć podświadomy czynnik mobilizujący i w rezultacie namiętność gwałtownie spadała, miłość seksualna ulegała spaleniu. Typowym tego przykładem jest chociażby sytuacja związana z domaganiem się 10 - Seks dojrzały 145 tzw. dowodu miłości u nastolatków, również część małżonków przekonuje się po ślubie, że ich współżycie przedmałżeńskie było bardziej udane, satysfakcjonujące niż współżycie seksualne po ślubie. Tego typu zjawisko określamy mianem zespołu Tristana i Izoldy. Mężczyzna wychowany w tego typu konwencji, obyczajowości seksualnej może mieć poważne trudności w swym życiu seksualnym, jeżeli trafi na emancypowane, aktywnie seksualne partnerki. W jego podświadomości tkwi potrzeba zdobywania, przezwyciężania oporu kobiety. Jej aktywność, brak oporów nie wyzwala namiętności - nie ma czynnika mobilizującego. Mamy wówczas do czynienia z tzw. Zespołem Tristana. Zmiana roli mężczyzny, poczucie zagrożenia ze strony kobiety, jej partnerska i wymagająca postawa są obecnie bardzo często przyczyną zaburzeń seksualnych u mężczyzn, a oziębłość seksualna kobiety może być wyrazem protestu i niechęci wobec partnera. Znany psychoanalityk francuski Ren6 Nellii pisze: ,,Wszyscy lekarze wiedzą, jak bardzo rozpowszechniana jest wśród młodych mężczyzn ta forma niemocy płciowej (przedwczesny wytrysk nasienia)... jest zazwyczaj tylko wynikiem chwilowego poczucia niższości. Odczuwa je przyjaciel... skazany na ,,działanie", w które wchodzą elementy równocześnie zależne i niezależne od woli, w obecności młodej kobiety często znacznie bardziej od niego doświadczonej, która w gruncie rzeczy może tylko sobie czekać i... sądzić. Jest przejęty i obezwładniony troską o okazanie jej swojej męskości i wyższości całej płci męskiej, co dawniej nie budziło najmniejszych wątpliwości i było przez nieświadome i posłusznie poddane kobiety naiwnie przyjmowane jako pewnik bez żadnych dowodów". Rola samogwałtu (onanizmu, samozaspokajania się) może tu mieć dość istotne znaczenie. U jednych mężczyzn samogwałt staje się formą ucieczki od trudnej dla nich sytuacji (co jest często spotykane i w małżeństwie). U innych samogwałt powiązany jest z wyobrażeniami i fantazjami, w których kobiecie przypisuje się urodę i bierność, a sobie aktywność. Tego typu fantazje mogą tak dalece ulec utrwaleniu, że konfrontacja z rzeczywistością uniemożliwia współżycie seksualne, brak bowiem powtórzenia się oczekiwanej i chcianej sytuacji. Z tego punktu widzenia samogwałt może mieć niepożądane następstwa dla współżycia seksualnego. U części osób podobnie ujemny jest mechanizm następstw fascynowania się pornograficznymi wydawnictwami. Ten, jak i wiele innych przykładów, jest dowodem, jak istotne są wzajemne powiązania biologii z kulturą, przemian obyczajowych ze światem psychicznym. Samo rozpoznanie takiego, czy innego zespołu, zaburzenia, nie prowadzi do jego usunięcia. Potrzebne jest rozpoznanie w sobie tych nieraz głęboko ukrytych mechanizmów powstawania trudności, zaburzeń, zmiana postawy wobec męskościkobiecosci, w której akceptuje się partnerstwo, wzajemną aktywność. Jeżeli okazuje się, 146 że rozbudowywany świat marzeń, samozaspokajania się jest przeszkodą dla współżycia seksualnego - należy stopniowo go zmniejszać, eliminować. Samo współżycie seksualne należałoby poprzedzić czymś więcej niż tylko chceniem, nawet jeżeli występuje ono u dwojga osób. Współżycie seksualne wymaga pewnego tła psychicznego, postawy wzajemnej życzliwości, poczucia bezpieczeństwa, co może dać jedynie miłość. Zespół Tristana, wyrażający potrzebę zdobywania, pokonywania oporu kobiety przez mężczyznę nie jest bynajmniej rzadko spotykany i w obecnej obyczajowości erotycznej. Nie chodzi w nim jedynie o "zdobywanie kobiety", co zdaje się być podstawowym problemem. Głębszą treść tego zespołu ujawnia analiza postaw wobec seksu takiego mężczyzny, który w osobie partnerki szuka poczucia bezpieczeństwa, wierności, zdolności do stałości uczuć i pewnej wyłączności w życiu seksualnym. Fakt braku jakichkolwiek oporów przed przysłowiowym pójściem do łóżka to nie tylko sprawa dopingu seksualnego, lecz także test wierności i stałości danej kobiety. Łatwość nawiązywania więzi seksualnej przez kobietę nie daje poczucia bezpieczeństwa mężczyźnie ("może ze mną, to może i z innym"). W wielu wypadkach mężczyźni stosują tego typu praktyczne testy zachowań kobiety. Zespół Tristana z pewnością wyraża tradycyjną obyczajowość i ogranicza się do dominującej roli mężczyzny zdobywającego kobietę; obecnie wiele kobiet ceni sobie zdobywanie mężczyzny i również oczekuje gwarancji wierności i stałości z jego strony. KOMPLEKS QUASIMODO Poczucie własnej nieałrakcyjności, posiadania widocznego dla innych braku, jest jednym z boleśniejszych doświadczeń człowieka. Rodzi poczucie krzywdy ("dlaczego mnie ło właśnie spotkało"), dystansu wobec innych i wyczulenia na sposób traktowania. Świat psychiczny JA koncentruje się na owej opozycyjności JaŚ INNI, która może być przełamywana w różny sposób. U jednych - dzięki uzyskanym sukcesom - np. pozycji społecznej, wykształcenia, tytułów, majątku wyrównuje się poczucie własnej wartości, u innych istnieje potrzeba więzi z podobnymi sobie, którzy dają dzięki temu poczucie bezpieczeństwa. Znane jest przecież zjawisko zawierania małżeństw przez partnerów z podobnymi problemami. Istnieje również mechanizm obrony polegający na autoironii, dystansie wobec siebie, 148 uzewnętrzniany wobec innych. Dzięki niemu z jednej strony neutralizuje się możliwe przejawy dystansu otoczenia, a z drugiej zyskuje się uznanie, akceptację. Mechanizmów obronnych jest zresztą wiele, ale w interesującym nas przedmiocie chciałbym przedstawić mechanizm zwany kompleksem Quasimodo. Polega on na powstaniu dystansu, izolacji wobec ludzi, bariery wobec drugiej płci, która wzbudza sprzeczne uczucia: wrogości i pragnienia zbliżenia, idealizowania i pomniejszania wartości. Świat własnej płci również wzbudza podobne skrajności, zwłaszcza zazdrości i potrzeby więzi. Również własne JA też ulega rozdarciu, ponieważ własne ciało nie jest akceptowane, rodzi obcość* wrogość. W skrajnej postaci brak akceptacji własnego ciała może generalizować się na całą osobowość. Zrozumiałe zatem, iż kompleks Quasimodo często prowadzi do stanów lękowych, nerwic, postaw antysocjalnych. Relacje z drugą płcią są pełne napięcia, trudności. Mogą wiązać się z nasileniem potrzeby więzi seksualnej, akceptacji lub też odwrotnie - rezygnacji z nich. Kompleks Quasimodo polega na przyjęciu postawy rezygnacji z więzi partnerskich, wiąże się z tłumieniem potrzeb seksualnych, z częstym ujawnianiem wrogości wobec seksu. Podobne więzi spotykamy w charakterystycznych typach związków: Związki kontrastowe z partnerem o wyjątkowo wysokim poziomie lub znacznie wyższym poziomie atrakcyjności zewnętrznej. Tego typu związek potwierdza poczucie własnej wartości, jest wyrazem stwierdzenia: ,,Widzicie, stać mnie na takiego partnera". W przypadku drugiej osoby motywacją związku może być np. opiekuńczość lub inne motywy, może być również więź uczuciowa. Znane jest np. powiedzenie Taylleranda, iż dla kobiet ważna jest pozycja, pieniądze i jakaś ułomność mężczyzny, która wzbudza w nich odczucia macierzyńskie. Związki sadomasochisfyczne, w których partnerzy dobierają się na zasadzie przystosowania do struktur sadystycznomasochistycznych osobowości. Związki z bogatą więzią seksualną, w których osoba dotknięta wspomnianym kompleksem wyrównuje poczucie nieatrakcyjności zewnętrznej atrakcyjnością w roli partnera seksualnego. KOMPLEKS MEDUZY Według mitologii greckiej Meduza była córką Foryksa, mądrego starca morskiego, i była bardzo piękna. Kiedy oddała się Posejdonowi w świątyni Ateny, bogini była oburzona profanacją i zamieniła Meduzę w potwora o płonących oczach, których spojrzenie zamieniało człowieka w kamień. Jej krew z lewej strony ciała wskrzeszała zmarłych, a z prawej miała wielką moc niszczącą. Syn Danae i Zeusa - Perseusz, wielki bohater mitologii, uciął głowę Meduzie unikając patrzenia jej w oczy (zasłonił się tarczą), a z kropel jej krwi wylęgły się jadowite węże. Tyle mitologia. Motyw Meduzy nie ograniczył się jedynie do mitologii 150 i znany jest w literaturze i sztuce europejskiej jako symbol kobiety fatalnej, groźnej, zniewalającej. W psychologii i seksuologii kompleks Meduzy oznacza reakcję lękową mężczyzny, której bodźcem wyzwalającym jest wyraz oczu, mimika kobiety. Mężczyzna mający w sobie pogotowie lękowe w przypadku zetknięcia z mimiką kobiety, którą odbiera zagrażające, może ujawniać różne formy lęku: lęk obezwładniający, jakby stan zahipnotyzowania, zniewolenia, strachu lub lęk pobudzający do agresji, walki. Przy okazji chciałbym wspomnieć, że w niektórych przypadkach przestępstw seksualnych bodźcem wyzwalającym był właśnie kompleks Meduzy, a agresja była formą panicznej obrony ze strony mężczyzny. Na podstawie danych z literatury naukowej oraz własnych badań mogę wyodrębnić następujące, typowe przyczyny rozwoju kompleksu Meduzy: Uwarunkowania wczesnodziecięce, np. reagowanie lękiem na mimikę matki, która karała ostrym spojrzeniem. Uwarunkowania lękowe na mimikę kobiet, które karciły spojrzeniem, reagowały w ten sposób krytycznie, odrzucały uczuciowo - np. kobiety z kręgu rodziny, nauczycielki, sympatie. Zakodowane reakcje lękowe z nieudanych kontaktów seksualnych, kiedy partnerka ujawniała wyrazem oczu swoją dezaprobatę, rozczarowanie, gniew, wściekłość. Poczucie niższości i małej wartości w roli męskiej i seksualnej oraz wynikające z nich wyczulenie na mimiczne reakcje kobiet, często interpretowane jako odrzucenie, ośmieszenie, złość, agresja. Podświadomy mit kobiety fatalnej, czyli postawa ambiwalencji, lęk wobec kobiecości. Kompleks Meduzy jest zatem utrwaloną postawą zagrożenia i lęku, a w sprzyjających okolicznościach wyzwala reakcję lękową. Należy do jednej z przyczyn trudności i zaburzeń seksualnych, trudności w kontaktach z kobietami, nieśmiałości wobec nich. Może być również przyczyną zachowań agresywnych, a nawet sadystycznych. Mężczyzna studiuje mimikę kobiecą i odbiera z niej informacje o postawie wobec siebie. Łatwo można sobie wyobrazić, iż często odbierane sygnały mimiczne są zniekształcane przez lęk i wówczas przypisuje się danej kobiecie nieprawdziwe uczucia, postawy. Może się również zdarzyć, iż odbiera się trafnie sygnały wyrażające negatywne postawy i uczucia, ale reakcja na nie jest nadmiernie silna, zabarwiona lękiem. Jeżeli dokładniej przyjrzymy się temu zjawisku, to należy przyznać, iż kompleks Meduzy nie jest egzotycznie rzadkim zjawiskiem. 151 Najczęściej jest on przełamany w wyniku udanej więzi uczuciowej, akceptacji ze strony partnerki, satysfakcjonującego współżycia seksualnego. Potwierdzenie siebie jako mężczyznypartnera eliminuje ten kompleks, który - podobnie jak inne - zostaje rozładowany. U niektórych mężczyzn pozostaje w formie zniekształconej, zmienionej i np. spotykamy go w twórczości artystycznej (np. nienaturalne eksponowanie mimiki kobiecej), literackiej (dokładne opisy mimiki, wyrazu oczu kobiet), w snach. U innych mężczyzn pozostaje jako wyczulenie na mimiczne wyrażanie postaw przez kobiety. Z powyższego zdaje się wynikać, że tylko mężczyźni reagują lękiem na mimikę kobiet, co nie jest prawdą. Wiele kobiet ma podobne reakcje wobec mimiki męskiej i podobną genezę rozwoju tego lęku. Rzecz w tym, że nazwy kompleksów i zespołów zostały stworzone przez mężczyzn i kompleks Meduzy w odwróceniu ról czeka na swoją nazwę. Jest jednak pewna różnica. Kompleks Meduzy ma określone tradycje kulturowe, a w przypadku reakcji lękowych u kobiet tego typu tradycji w kulturze Zachodu nie spotyka się. Lęk wobec mimiki męskiej jest u kobiet bardziej nerwicową reakcją, najczęściej zakodowaną w procesie wychowania w rodzinie, kiedy posłać ojca budziła lęk. Lęk ten jest przenoszony następnie na innych mężczyzn i może znaleźć szczególne ujście w relacjach seksualnych. KOMPLEKS KAINA W psychologii głębi kompleks Kaina oznacza rywalizację braci o miłość ojca, czego pierwowzorem w naszej kulturze jest biblijny konflikt między Kainem a Ablem. W seksuologii kompleks Kaina poszerza się na zachowanie rywalizacyjne między rodzeństwem, bez względu na płeć, co ma znaczenie w niektórych przypadkach zaburzeń seksualnych, wynikających z trudności nawiązywania więzi uczuciowych, z postawy rywalizacyjnej wobec przedstawicieli tej samej płci. W popularnych opracowaniach z seksuologii pisze się najczęściej o wczesnodziecięcych powiązaniach z rodzicami, rzadziej z rodzeństwem. Jest to o tyle słuszne, iż więź psychiczna z rodzicami jest 153 jakby małrycą więzi uczuciowych w wieku dojrzałym. Pięknie i przejrzyście pisze o łym A. Kępiński w "Psychopatologii życia seksualnego". Rola pierwszych, rodzinnych doświadczeń jest łułaj bezsporna, chociaż nie są one jedyne i przesądzające. Warło jednak zwrócić uwagę na rzadziej opisywany, ale istniejący kompleks Kaina. Na przykład badania Nastovicia potwierdziły powiązanie rywalizacji między rodzeństwem z późniejszymi przejawami aspiracji, postawy rywalizacyjnej wobec tej samej płci, zawiści, zazdrości, agresywności w kontaktach międzyludzkich. Tak więc rywalizacje z życia rodzinnego przenoszą się na późniejsze związki z ludźmi i np. niejedno małżeństwo powstało z potrzeb prestiżowych, z konieczności udowodnienia innym swego powodzenia. Podobnie i wzajemne odbijanie partnerów, szukanie wyróżnienia u osób znaczących, może być następstwem pierwotnych doświadczeń. Kompleks Kaina może przyjąć nawet tak dziwaczne formy, jak rywalizacja małżonków o akceptację i miłość u dzieci. W jaki sposób powstaje kompleks Kaina? W życiu rodzinnym nakładają się na siebie różnorodne oddziaływania i więzi uczuciowe między wszystkimi członkami rodziny. W czteroosobowej rodzinie mamy do czynienia z 12 związkami. Można to przedstawić graficznie. Więzi między rodzeństwem są uzależnione od innych powiązań. W naszym życiu uczuciowym świadomie czy podświadomie preferujemy pewne cechy drugiej osoby i dlatego nigdy nie jesteśmy w stanie kochać wszystkich członków rodziny jednakowo. Miłość, nawet najbardziej sprawiedliwa, ma zawsze charakter subiektywny. Dziecko pytane, kogo z rodziców kocha bardziej,' zazwyczaj odpowiada, że jednakowo. Jest to jednak albo dyplomacja, albo życzenie, ale nigdy obiektywna rzeczywistość. Więź między rodzeństwem jest jeszcze bardziej skomplikowana. Ważny jest tu wiek, płeć, typ charakteru, pozycja w rodzinie itd. J. Quitton pisze o tym następująco: "Brat może, ale nie musi być przyjacielem ... "braterstwo" stanowi oczywiście doskonały grunt do przyjaźni, ale w takim wypadku więzom krwi i wspomnień musi towarzyszyć świadoma akceptacja tra-154 dycji, dążenie do wypełnienia wspólnego zadania ... Jest to możliwe jedynie w wieku bardziej dojrzałym i na skutek długotrwałego i podświadomego odkrywania... To wszystko można odnieść do sióstr, z tą jednak różnicą, że zgodnie z naturą kobiecą w grę wchodzi tu nie tyle koleżeństwo, co jakaś wspólnota, jedność. Dlatego też, gdy między siostrami zabraknie miłości, panuje między nimi większa zazdrość... ... Jeśli chodzi o stosunki między bratem a siostrą... stosunki między ludźmi różnej płci, w których nie ma w ogóle mowy o miłości cielesnej, stanowią jeden z uroków życia rodzinnego, dowód uduchowienia ludzi. Dla młodego człowieka wielkim jest szczęściem, jeśli ma siostrę bliską wiekiem i upodobaniem... Można nawet zadać sobie pytanie, czy obecność w gronie rodzinnym braci i sióstr nie jest najdoskonalszą szkołą miłości". Historia dowodzi, że właśnie przyjaźnie między bratem a siostrą były najbardziej twórcze, rzadziej spotyka się je między rodzeństwem tej samej płci. Z rywalizacji między braćmi rodzi się nienawiść, czego przykładem jest historia Abla i Kaina. Nie przeprowadzano dotąd dokładnych badań, jaki to ma wpływ na przyszłe życie małżeńskie i seksualne. Nie ulega jednak wątpliwości, że rywalizacje znajdują swoje odbicie w pewnych postawach wobec innych, w strukturze potrzeb, w patologii typu nerwicowego. Najgorzej, gdy kompleks Kaina staje się podstawowym kierunkiem, motorem działania. Zazdrość, zawiść, ambicje mogą niszczyć zdrowie psychiczne. Rywalizacje prowadzące do współżycia seksualnego, do małżeństwa, są szczególnie niebezpieczne, ponieważ współpartner staje się narzędziem negatywnych dążeń. Udowodnienie innym odbywa się kosztem drugiej osoby, a w końcu i samego siebie. Rodzący się żal, rozgoryczenie, poznanie połowiczności swych sukcesów obraca się przeciwko kozłowi ofiarnemu, jakim jest współpartner. Są to najbardziej zakamuflowane przyczyny konfliktów seksualnych i małżeńskich, niewiele bowiem z początku wskazuje, że u ich źródeł leżą wczesnorodzinne układy rywalizacyjne przeniesione w życie dorosłe. Koncentracja na układzie konfliktowym niczego wówczas nie rozwiązuje, jedynie zmiana rywalizacyjnych postaw na twórcze, współpracujące, jest optymalnym rozwiązaniem. SZTUCZNA STYMULACJA Samozaspokajanie się seksualne przy użyciu sztucznych narzędzi jesł jedną z form łzw. samogwałtu (masturbacji, ipsacji). Rodzaj używanych narzędzi bywa bardzo różny i znane są z wielu kultur przykłady posługiwania się bardzo wymyślnymi urządzeniami. Pomysłowość ludzka potrafi być niewyczerpana i korzysta z tak szerokiego wachlarza możliwości, że nieraz oscyluje na granicy zdumienia i podziwu. W miarę postępu techniki wprowadza się w tym zakresie nowe udoskonalenia i w sexshopach można zobaczyć najwymyślniejsze cacka z własnym napędem. W niektórych krajach Zachodu produkcja wspomnianych urządzeń ma skalę masową i konkurencja mobilizuje do coraz bardziej skomplikowanych wynalazków. Do ich reklamy zatrudnia się różnych specjalistów, którzy "naukowo" dowodzą wyższości sztucznej stymulacji seksualnej nad naturalną itp. Badania socjoseksuologiczne wskazują jednak, ze ta forma samozaspokajama się ma nadal (na szczęście) charakter marginesowy, cho-156 ciąż w ciągu ostatnich lat w niektórych krajach Zachodu kilkakrotnie wzrosła procentowość tej formy współżycia. Podczas ostatnich kilku spotkań z młodzieżą niejednokrotnie zadawano mi pytania, czy używanie narzędzi ma patologiczny czy prawidłowy charakter, czy w przyszłości może nastąpić umasowienie tych praktyk, co jest ich przyczyną? Jakie są najczęstsze motywy stosowania sztucznej stymulacji! Trudności w osiąganiu harmonii współżycia, w dostosowaniu swych potrzeb seksuajnych i potrzeb ars amandi. Samozaspokajanie się jako forma zastępcza, zamiast współżycia, jako jedyna forma zaspokajania potrzeb seksualnych. Uleganie modzie, nowości, konformizmowi. Trudności w nawiązywaniu związków heteroseksualnych, przewaga tendencji ,,od" ludzi - wówczas człowiek kieruje się ku sobie i dąży do samowystarczalności. Przewaga negatywnych postaw wobec płci odmiennej; wówczas (przy braku tendencji homoseksualnych) rozwija się potrzeba samowystarczalności, niezależności. Powstanie uwarunkowań odruchowych, impnnting seksualny - jeżeli nawet przypadkowe doświadczenie ze sztuczną stymulacją wyzwoli intensywne doznania seksualne, których nie było dotąd. Potrzeba wyrafinowania seksualnego... Jak więc wynika z tego opisu, motywy bywają bardzo różne: od biologicznych uwarunkowań do mechanizmów społecznych. Zdecydowanie dominują dwa motywy: samozaspokajanie się zamiast współżycia i uwarunkowania fizjologiczne, ponieważ sztuczna stymulacja dostarcza intensywniejszych bodźców erotycznych, konkurencyjnych niekiedy wobec typowej, heteroseksualnej stymulacji. Następstwa tej formy zaspokajania potrzeb seksualnych są różne: Rozwinięcie się uwarunkowania fizjologicznego bardziej ekscytującego od heferoseksualnej ars amandi. Technicyzacja współżycia (w sensie dosłownym) i pozbawienie go charakteru więziotwórczego, poczucia wspólnoty. Przewaga postawy ,,od" nad "do" partnera. Koncentracja na przyjemnościowoorgazmowym sensie seksualizmu i stopniowa utrata jego sensu partnerskiego. Oddzielenie seksu od miłości. 157 Często pada pyłanie, "czy na dłuższą metę takie metody nie wpłyną na fizyczną, a potem duchową niezależność" od partnera. Rodzący się niepokój jest więc sygnałem ostrzegawczym, że ewolucja związku rozwija się w niepożądanym kierunku. Jak dotąd w gabinetach seksuologicznych niewielu jest tego typu pacjentów, co z jednej strony wynika z małego upowszechnienia się tego typu sztucznej stymulacji, z drugiej - z braku poczucia niepokoju i zagrożenia. U tych, którzy proszą o poradę, podając jako motyw stosowania sztucznej stymulacji większą intensywność doznań erotycznych, konieczne jest przeanalizowanie życia seksualnego od jego pierwszych uwarunkowań, więzi uczuciowej i seksualnej z partnerem oraz dokładnego przebiegu ars amandi. Jak dotąd, w większości przypadków udaje się zmienić uwarunkowanie przez zmianę charakteru współżycia i postaw wobec seksu, partnera i własnej w nim roli. U wielu osób, które cel i sens współżycia seksualnego łączą z doznawaniem przyjemności, intensywnością doznań erotycznych, po pewnym czasie powstaje uczucie niedosytu i potrzeba więziotwórczej relacji, co jest przecież wyrazem natury współżycia, potrzeby miłości. Sztuczna stymulacja seksualna jest przeszkodą w realizacji tego celu. RYGORYZM SEKSUALNY U niektórych ludzi życie seksualne podlega tak wielu ograniczeniom, że zatraca spontaniczność, naturalność, pogodę. Eros jest wówczas surowy i złowieszczy. W Dekalogu najważniejsze staje się VI przykazanie i jego przekraczanie przez innych jest niewybaczalne. Swoboda obyczajowa równoznaczna jest dla nich z upadkiem świata, a wyrafinowanie czy perwersje seksualne - z największymi przestępstwami. Domagają się wówczas surowych kar, tworzenia obozów itp. Wspomniany rygoryzm może przyjmować różne formy - od talmudycznego kodeksu - do potępienia i domagania się wyeliminowania "zboczeńców". 159 Co się kryje za tego typu postawą? Jakie bywają jej źródła? Pierwotny lęk przed płciowoscią i seksualizmem, postrzeganymi jako niebezpieczna i zgubna siła, co dowodzi nieznajomości istoty płciowości. Pierre Antoine pisze: "Moralizm, który budzi nieufność w stosunku do pożądania i przekształca miłość w coś mdłego, zasadza się na potępieniu przyjemności. Argumentem najczęściej (...) przytaczanym jest rzekome niebezpieczeństwo, jakie przyjemność stanowi dla człowieka. Pociąg do niej uważany bywa za motor wszelkich zbrodni i perwersji. Upatruje się związek między przyjemnością a gwałtem (...) jest to przede wszystkim* strach przed człowiekiem jako tym, który wyłania się z "natury". Kompensowane poczucie winy. U osób, które w przeszłości seksualnej z powodu błędów czy infantylizmu wyrządziły wiele krzywd - budzące się poczucie winy może być neutralizowane przez rygoryzm. Jest to swego rodzaju ekspiacja przeszłości. DysocjacJa między własnym seksualizmem a sumieniem budzącym lęk. Występuje u osób z brakiem harmonii między własnymi wyznawanymi normami a seksualizmem. Freud pisze: ,,Każda rezygnacja z popędu staje się teraz dynamicznym źródłem sumienia, każda rezygnacja wzmaga jego siłę i nietolerancję". Wspomniana dysocjacja może przebiegać i w drugim kierunku - autonomizacji sfery seksualnej i stłumienia sumienia, pozbycia się norm, jak np. w erotomanii, w stylu coolsex. Tłumienie, wypieranie własnych potrzeb seksualnych. U osób z takich czy innych względów rezygnujących z zaspokojenia potrzeb seksualnych mogą się wykształcić właściwe mechanizmy adaptacyjne, ale u niektórych przeważa proces tłumienia i wypierania, prowadzący do nadmiernej koncentracji na sferze seksualnej. Ponieważ Eros jest postrzegany jako zagrażający - następuje obrona przed nim przez mnożenie niebezpieczeństw z jego strony. Stąd narastające ograniczenia, rygory, tabu. Utrata erotycznej atrakcyjności może charakteryzować się swoistym mechanizmem agresji wobec osób mogących korzystać z uroków seksu. U niektórych starzejących się kobiet z objawami maskulinizacji istnieje tendencja do nadmiernego moralizowania, narzucania tabu, nacisków ograniczających płciowość u innych. Z jednej strony może to być wyrazem podświadomej czy świadomej agresji wobec atrakcyjniejszych i młodszych kobiet, z drugiej natomiast - podświadomego buntu: "skoro ja nie mogę, to i innym utrudnię". Rygoryzm seksualny ma wówczas charakter pozornej moralności, prawości, ustatkowania. Niekiedy kryje się za nim rywalizacja, np. z córką - poprzez rygoryzm hamuje się jej wejście w kobiecość. Sztywność osobowościowa występująca u niektórych osób. Może to być cecha wynikająca z wychowania albo z procesu miażdżycowego, 160 starzenia się. Sztywność taka obejmuje wszystkie sfery życia - jest totalna. Rygoryzm seksualny Jako odzwierciedlenie procesów społecznych. W wielu kulturach zauważalne były tendencje do rygoryzmu seksualnego jako reakcji na nadmierną swobodę obyczajową. W okresie schyłkowym cesarstwa rzymskiego surowe przepisy i edykty cesarskie miały powściągnąć swobodę seksualną, a ówczesna kultura masowa pełna była przykładów surowej, statecznej i patriarchalnej obyczajowości początków cesarstwa. • W walce klasowej odwoływano się często do moralnej wyższości obyczajowości seksualnej własnej klasy. Niekiedy przybierało to cechy rygoryzmu seksualnego, jak np. w rosnącym w siłę mieszczaństwie europejskim. Rygoryzm seksualny jest drugim skrajnym biegunem. Pierwszym, równie skrajnym, jest zupełna swoboda obyczajowa, brak wszelkich norm. W publicystyce popełnia się niekiedy błąd utożsamiający rygoryzm seksualny z niską kulturą seksualną danego społeczeństwa. Jest to tylko częściowa prawda. Wspomniane wyżej źródła rygoryzmu wskazują, że istnieje zespół psychologicznych dynamizmów warunkujących rygoryzm. Prawdą jest, że zależnie od tła kulturowego mogą one mieć mniej lub bardziej sprzyjające warunki rozwoju, np. w purytańskiej Anglii rygoryzm był zgoła cnotą, a w libertyńskiej Francji - wadą, patologią, śmiesznością. Postawa rygorystyczna w wychowawczych oddziaływaniach może być więc źródłem wielu konfliktów. 11 - Seks dojrzały NUDA A SEKS Erich Prom sugerował, że w cywilizacji współczesnej coraz częściej występuje obraz człowieka ogarniętego nudą: brak mu pasji, chęci do życia, zainteresowań, więzi międzyludzkie ma płytkie, powierzchowne. Jedną z form przeciwdziałania nudzie są narkotyki, inną alkohol, ale może też być i seks, agresja skierowana ku innym. Przykładem tej ostatniej możliwości jest historia księcia Jusupowa, mordercy Rasputina: "Kto nie jest bogaty, piękny, kto nie posiada powodzenia w życiu towarzyskim, nie może odgadnąć, jak nieznośnie nudnymi mogą stać się bogactwo, piękność i popularność. Feliks Feliksowicz miał wszystko, czego dusza zapragnie. Na tle tego wiecznego szczęś-162 cia, które nie kryło w sobie żadnych tajemnic, które nie mogło nastręczyć żadnych nowych uczuć, pokus lub podniet, wyrosła mimo wszystko bezmierna nuda i nieopisana pustka ...tylko przestępstwo związane 2 pewną dozą osobistego niebezpieczeństwa mogło poruszyć jego stępiało nerwy" (Renę Mi Her). U wielu osób z nieskomplikowaną osobowością, mających zaspokojone potrzeby materialne, bytowe, pojawia się nuda. E. Fromm podkreśla, że człowiek jednak jest stworzeniem potrzebującym namiętności, podniet, działa/i, a brak tego rodzi poczucie osamotnienia i trudną do przezwyciężenia nudę. Sauł Bellow w "Herzogu" pisze, że samotni ludzie, zamknięci w swych mieszkaniach, przywykli dzwonić do policji prosząc o ratunek: "Na miłość boską, przyślijcie radiowóz! Niech tu kłoś przyjdziel Wsadźcie mnie z kimś do mamra!" Przeciwdziałanie nudzie polega m.in. np. na słuchaniu bez przerwy muzyki, radia, oglądaniu telewizji, mnożeniu kontaktów towarzyskich. Po pewnym czasie i to nie wystarcza, a pustka wewnętrzna domaga się coraz to innych podniet. Jeżeli osoba partnera też nie rozprasza nudy, a związek z nią staje się przyzwyczajeniem, codzienną rutyną, to nuda może objąć cały ten związek i partnerzy szukają jakichś środków zaradczych; jednym z nich staje się seks. Mnożenie technik, pozycji, urozmaiceń wystarcza na pewien czas, ale później oczekuje się nowych bodźców, np. wymiany partnerów, seksu grupowego, zdrad, romansów. Jedną z tajemnic sukcesów uwodziciela jest właśnie umiejętność dostarczenia wrażeń, rozproszenia nudy. Nie zawsze towarzyszy temu wyróżniająca się atrakcyjność zewnętrzna, sprawność seksualna. Sztuka uwodzenia zaczyna się od umiejętności odczytania nudy u danej osoby. Wiele osób ogarniętych znudzeniem szuka również bodźców w świecie wyobraźni, fantazji, dzięki czemu ich życie seksualne przebiega w bajkowej scenerii, z aktorami, a ars amandi pełna jest wyrafinowań a nawet dewiacji. Doświadczanie nudy dotyczy osób z przewagą JA zewnętrznego nad wewnętrznym, które często jest słabo uformowane. O wyborze partnera decyduje jego umiejętność dostarczania podniet. Jeżeli wyczerpie on zdolności i możliwości w tym zakresie, to jego atrakcyjność maleje i pojawia się rozczarowanie jego osobą. Partner określany jest jako mało ciekawy, przeciętny, a dobrze zapowiadający się, pełen bodźców początek związku, zamienia się w szarą, nudną codzienność, rodzącą totalne rozczarowanie. Tego typu mechanizm jest źródłem różnorodnych zaburzeń seksualnych, np. anorgazmii, apatii seksualnej, praktyk masturbacyjnych, które dzięki towarzyszącej wyobraźni są bardziej atrakcyjne od współżycia z partnerem. Przy okazji warto wspomnieć, że tego rodzaju pacjenci często wprowadzają terapeutów na błędne drogi, szuka się bowiem przyczyn tych zaburzeń w mechanizmach pozornie prawdziwych. ir 163 Przeciwdziałanie nudzie jest skuteczne jedynie w przypadku, gdy potrafi się uruchomić rozwój osobowości, jej aktywność wewnętrzna, twórczość w określonym kierunku, np. zainteresowań, hobby, pasji zawodowej iłp. Nie każdy jednak szuka lub pragnie takiego rozwiązania problemu i poprzestaje na mnożeniu doświadczeń, bodźców, podniet. Nuda bywa również procesem wtórnym i wynikającym z niedobrania się partnerów, ale w takich przypadkach dotyczy więzi partnerskiej, seksualnej z daną tylko osobą. W niektórych związkach po ustaniu atrakcyjnego tańca godowego w sposób naturalny formuje się codzienny styl życia. W tym okresie może się okazać, iż partner, który początkowo wydawał się interesujący, tak naprawdę pozbawiony jest życia wewnętrznego, zainteresowań i odpowiada mu życie na poziomie wegetatywnym (jedzenie, spanie, seks), uzupełniane rozrywkami. Więź z tego typu partnerem po pewnym czasie przeradza się w nudę, wegetację, nawet seks traci swoją atrakcyjność. Sposobem przeciwdziałania tej nudzie jest aktywizacja życia poza domem, często związana z szukaniem pocieszycieli, przyjaciół, również w sferze seksu. Tego typu związki są bardzo trudne w terapii partnerskiej i źle rokują, a często zgłaszają się po pomoc mówiąc o oziębłości seksualnej, zaniku współżycia. Nuda jest zatem ważną przyczyną rozwoju różnorodnych zaburzeń seksualnych i więzi partnerskich, uzależnień od alkoholu, narkomanii. SEKS GRUPOWY Seks grupowy należy do zachowań wzbudzających wiele emocji. Traktowany bywa jako zwiastun czasów apokaliptycznych, wyraz upadku kultury i największego wyrafinowania. Jego entuzjaści natomiast głoszą ideę, iż jest formą wzbogacającą zakres ich doświadczeń seksualnych i atrakcyjność ich związku partnerskiego. Wiele osób uważa, że seks grupowy jest zjawiskiem XX wieku, rosnącej fali erotyzacji obyczajowej. Seks grupowy jako taki nie jest wcale nowym zjawiskiem. Znany jest w wielu kulturach Starożytnego Wschodu, u Buriatów, Indian Ameryki Środkowej itd. Miał w większości tych kultur znaczenie sakralne, np. wyrażał płodność natury w okresach przesilenia pór roku, miał sprzyjać lepszym urodzajom, wyrażał hołd bóstwom płodności. W kręgu kultury europejskiej jego znaczenie sakralne dość szybko zanikało. W miarę rozwoju chrześcijaństwa i kultury Dionizosa przybrały znaczenie orgiastyczne, aż wreszcie zaniknęły zupełnie. Seks grupowy pojawiał się jedynie w kręgach Olimpu, np. w kołach arystokracji, w libertyńskiej obyczajowości, a w czasach rewolucji obyczajowej stanowił wyzwanie wobec tradycyjnej obyczajowości 165 (np. w komunach hippisów). Był zawsze marginesem obyczajowym i jak dotąd nie ma zbył dużego zasięgu. Co pewien czas przewija się przez szpalty naszej prasy zainteresowanie seksem grupowym i to w formie sensacji, a nie analizy tego zjawiska. Seks grupowy ma różnorodne formy: wymianę partnerów przez losowanie, kolejne kontakty z partnerami w tym samym pomieszczeniu, układy trójkątne (triolizm), czwórkowe iłd. Różna jest sceneria tych zachowań; najczęściej towarzyszy im alkohol odblokowujący zahamowania i wówczas rośnie podatność na towarzyską zabawę. W niektórych przypadkach seks grupowy ogranicza się do ściśle zamkniętego kręgu towarzyskiego, w innych ma charakter bardziej otwarty, łzn. wystarczy rzucić hasło na jakimś alkoholowym przyjęciu i chętni lub zachęceni decydują się na poznanie czegoś nowego. Dochodzimy teraz do moty\"ów uczestnictwa w seksie grupowym. Dla jednych osób motywem jest ciekawość, a typ przeżyć wynikających z takiego doświadczenia przesądza o tym, czy będzie ono jednorazowe, czy też powtarzane. U innych motywem jest potrzeba zwiększenia przyjemności, zakresu doznań. U wielu seks grupowy ujawnia tkwiące w nich uprzednio potrzeby orgiasłyczne, pigmalionizm, ekshibicjonizm i inne tendencje dewiacyjne. Zdarza się również seks grupowy jako wyraz potrzeby dopingu seksualnego w wyniku pojawiających się objawów znudzenia seksualnego, zaburzeń przeżywania lub pogorszenia sprawności seksualnej. W niektórych środowiskach seks grupowy jest utożsamiany z postępem, emancypacją, nowoczesnością i dlatego wielu jego uczestników akceptuje go na zasadzie konformizmu wobec tego typu poglądów. Możliwe motywy można mnożyć; erotomania, przeciwdziałanie nudzie, jedyna forma rozrywki, poza, wciągnięcie przez partnera. Uczestnicy seksu grupowego (chodzi o tych, którzy akceptują tę formę zaspokajania swych potrzeb) początkowo sądzą, iż wzrasta u nich potencja seksualna, zakres możliwości. Jest to zrozumiały mechanizm, gdyż zwielokrotniony doping wzrokowy, sytuacyjny w seksie grupowym umożliwia danej osobie, np. przeżyć więcej orgazmów, podwyższyć częstotliwość stosunków, dostarcza wyobraźni dla odtwarzania tych scen w związku partnerskim. Okazuje się jednak, że po pewnym czasie powstają nowe uwarunkowania, rodzące problemy. Jednym z najpoważniejszych jest zanik atrakcyjności współżycia z partnerem, osłabienie reakcji w przypadku, gdy partnerzy są tylko ze sobą. Innym uwarunkowaniem jest zdolność współżycia w układzie grupowym, a niezdolność współżycia w parze, z jednym partnerem, fascynacja innym partnerem, w wyniku czego związek dotychczasowy ulega rozbiciu. Stali uczestnicy seksu grupowego poddawani są również różnorodnym stresom, pojawiają się np. kompleksy, rywalizacje w zakresie własnej wydolności, atrakcyjności. W innych związkach ujawnia się dokuczliwa zazdrość o zakres przeżyć i doznań osiągniętych przez 166 partnera z kimś innym. Między innymi ten ostatni mechanizm prowadził do powszechnego rozpadu komun hippisów. Istniał również w niektórych kulturach, np. w dawnej Etiopii, seks grupowy przypominający w pewnym sensie wypożyczanie partnerekżon. Zasada "wypożyczania" partnera polega na tym, że gość ujawniający zainteresowanie daną osobą i wzbudzający u niej pozytywny oddźwięk spotyka się z zachętą do realizacji swych potrzeb seksualnych. Dotyczy to związków oddzielających seks od uczucia, więzi i traktujących go jako czynność fizjologiczną. Seks grupowy bywa również wyzwalany w wyniku kontaktu z wydawnictwami pbrno (zarówno w sensie pojawienia się takiej potrzeby, jak i sytuacyjnej reakcji u uczestników oglądających film porno). Bez względu na deklarowane motywacje zainteresowania nim jest on w konsekwencji wyrazem bariery między partnerami. Stwierdzenie to brzmi może paradoksalnie, ale tak jest rzeczywiście. Bariera ta wynika z faktu, iż partnerzy więź seksualną traktują jako otwartą wobec drugiej płci i pozbawiają ją znaczenia osobowego. Dla siebie są jednymi z wielu możliwych partnerów, a w samych kontaktach seksualnych więź ogranicza się do ciała, odruchów, orgazmu, potrzeby dopingu, orgiastycznego przeżywania. Szansa powrotu do wspólnoty partnerskiej z tej drogi jest bardzo trudna, ale czy w ogóle bywa oczekiwana? PROBLEMY MIĘDZYGENERACYJNE Analiza postaw wobec seksu, drugiej oraz własnej płci często podlega swoistemu mechanizmowi "dziedziczenia", w którym przez pokolenia ujawnia się wpływ odległej przeszłości rzutujący na więzi partnerskie. Dla przykładu posłużę się konkretnymi faktami. W pewnej rodzinie ojciec stwarzał rosnące napięcie w wyniku swych romansów; w odczuciu dzieci krzywdził ich oraz matkę, a jego odejście dopełniło kielicha goryczy. Córka identyfikowała się z cierpiącą matką i okazywała nieufność wobec świata mężczyzn. Zdecydowała się na małżeństwo ze względu na potrzebę założenia własnego domu, ale jej nieufność wobec mężczyzn przeniosła się na osobę męża, a zakodowane w niej negatywne reakcje sprawiły, iż w życiu seksual-168 nym była oziębła. Wobec własnego syna ujawniała chłód uczuciowy, wolała mieć córkę i fakt płci dziecka w poważnym stopniu wpłynął na jej uczucia wobec niego. Syn wobec świata kobiecego odczuwał dystans, wrogość i dość wcześnie szukał oparcia w świecie męskim, co sprzyjało rozwojowi formacji homoseksualnej. Tak w dość dużym uproszczeniu można przedstawić kolejne etapy ciągnącego się problemu, który zresztą nie był w pełni uświadamiany przez zainteresowanych. Gdybyśmy prześledzili linie życiowe wielu ludzi, moglibyśmy odnaleźć tego typu mechanizmy, stwarzające przekonanie, iż nad tą rodziną ciąży fatum, w myśl biblijnego stwierdzenia o przekleństwie ciągnącym się na pokolenia. Czy tego typu fatum jest rzeczywiście nieuniknione? Wiele zależy po pierwsze od stopnia uświadomienia sobie ciążenia przeszłości, wzorców wyniesionych ze swego środowiska, a jednocześnie od więzi partnerskiej, czyli od szansy, jaką stwarza miłość. Ona może stworzyć zaporę dla negatywnych doświadczeń i odbudować prawidłowe relacje międzypartnerskie. Problemy międzygeneracyjne będą trwały tak długo, jak długo nie rozwinie się w danym związku miłość. Przykład tak skróconej wizji kolejnych pokoleń dowodzi, iż w terapii małżeńskiej terapeuta musi niekiedy sięgać w odległą przeszłość, aby wyłaniać z niej określone struktury rodzinne, tworzące linię problemową. Tego typu prawidłowość potwierdza znane zjawisko, iż odpowiedzialność człowieka przekracza granicę jego JA, a jego czyny sięgają w daleką przyszłość. W wielu konfliktowych związkach partnerzy dokonują wyboru, jakim jest idea własnego dobra za wszelką cenę, nie licząc się z następstwami tej decyzji. Okazuje się zatem, iż warto niekiedy ujrzeć perspektywę swych zachowań w życiu dzieci i później. Problemy międzygeneracyjne mają różne linie "dziedziczenia", jedną z nich jest np. linia oziębłości seksualnej kobiet, gdyż matki przekazują swoim córkom pewien styl przeżywania więzi partnerskiej, decyzji prowadzących do zawarcia małżeństwa. Nic zatem dziwnego, iż uświadomienie sobie tego typu podobieństwa rodzi przekonanie o biologicznym dziedziczeniu, a nie docenia się wpływu psychicznych oddziaływań na kolejne generacje. Inną linią "dziedziczenia" są rodziny patologiczne, w których również można stwierdzić ciążenie określonych zachowań antysocjalnych w kolejnych pokoleniach. Podobnie jak istnieją rodziny rodzące wielkich, wspaniałych ludzi, istnieją rodziny rodzące patologię. Więź partnerska ma zatem wielowymiarowy charakter. Zjawisko "dziedziczenia" patologicznych zachowań w rodzinach zostało dokładniej opisane w przypadku tzw. Zespołu maltretowania dziecka, w którym jedno lub oboje rodzice znęcają się nad swym dzieckiem. Badania przeprowadzone nad przyczynami takich agresywnych zachowań rodzicielskich pozwoliły stwierdzić, iż bardzo 169 często mamy tu do czynienia z przekazywaniem z pokolenia na pokolenie podobnych przejawów agresji. Inną linią "dziedziczenia" w relacjach międzygeneracyjnych są zachowania rywalizacyjne; te szczególnie często są spotykane u kobiet. Jeżeli np. matka zaczyna ujawniać zachowania rywalizacyjne wobec stającej się kobietą córki, ta z kolei może przenieść tego rodzaju model zachowań wobec własnych córek itd. Spotykałem się nawet z przypadkami tego typu rywalizacji prowadzącej do układów seksualnych, w których dany mężczyzna utrzymywał stosunki z córką i z jej matką, jako wyraz postaw rywalizacyjnych. Rywalizacje co do roli i atrakcyjności seksualnej spotyka się również i u mężczyzn, co również rodzi problemy międzygeneracyjne. Są również relacje międzygeneracyjne niekonfliktowe, ale wiążące się z powielaniem podobnych zachowań, np. kokieteryjnych, uwodzicielskich, określonych postaw wobec drugiej płci - np. ojciec i syn podobnie traktują kobiety, upatrując w nich "zdobycz" seksualną, w innych przypadkach razem "chodzą na kobiety" i dla syna fakt, że ojciec zdradza wówczas matkę nie stanowi żadnego problemu. Przekazywane standardy zachowań postaw potrafią długo przetrwać w obrębie danej rodziny. Terapeuta badając strukturę rodzinną swych pacjentów szuka w niej tzw. legend rodzinnych, czyli opowieści przekazywanych sobie przez pokolenia o jakimś z ich przodków. W zasadzie każda rodzina ma tego typu legendy, ale w tym wypadku chodzi o legendy dotyczące sfery seksu. Niejednokrotnie mogłem przekonać się o tym, że sława przodkauwodziciela zachęcała jego następców do powielania tego wzorca zachowań i identyfikowania się z nim. Zatem treści przekazywane w wychowaniu w formie tego typu legend rodzinnych mają znaczenie dla kreowania wzorców osobowych i zachowań seksualnych. PROBLEMY l ZABURZENIA W SEKSIE DOJRZAŁYM ^ Zaburzenia seksualne są dokładniej opisane w specjalistycznych publikacjach, a także w wielu popularnonaukowych. W tej pracy nie chciałem powtarzać tego typu materiału i dlatego bardziej ograniczam się do zaburzeń specyficznych dla wieku dojrzałego, a także do specyficznych w tym wieku problemów seksualnych i psychicznych. Patologia seksualna najczęściej bywa przedstawiana według rozpoznań, typów, rzadziej natomiast wg grup wieku. Obecnie w publikacjach seksuologicznych coraz częściej odróżnia się patologię seksualną w wieku młodzieńczym, dojrzałym, w jesieni życia czy w starości. Powstały nawet kierunki seksuologii poświęcone danemu przedziałowi wieku, np. gerontoseksuologia, opisująca problemy i specyfikę seksu od okresu przekwiłania. Tę część pracy należy traktować jako skrócony opis typowych problemów i zaburzeń seksualnych wieku dojrzałego, ponieważ dokładny opis wymagałby oddzielnej monografii. W tym przedziale wieku, który określamy pojęciem dojrzałego, istnieje pewna specyfika przyczyn, mechanizmów oraz obrazu zaburzeń seksualnych, a także wiele problemów; rośnie np. liczba zaburzeń seksualnych wywołanych czynnikami biologicznymi (choroby, zażywane leki, zmiany w układzie hormonalnym, alkohol, nikotynizm itd.). Inną przyczyną problemów i zaburzeń seksualnych jest znudzenie osobą partnera, rutyną życia seksualnego, potrzeba dowartościowania się w roli męskiej i kobiecej, uwrażliwienie na własny wiek i ocenianie własnej atrakcyjności przez innych. ZABURZENIA U KOBIET W tej części pracy przedstawiam różnorodne problemy i zaburzenia kobiet, mężczyzn i związków partnerskich w wieku dojrzałym, a więc problemy specyficzne dla wieku, np. Zespół paniki zamykających się drzwi, wynikające z niezaspokojenia potrzeb seksualnych (np. Zespół demona nocy) i zaburzeń więzi między partnerami. Zostaną również omówione niektóre zaburzenia seksualne, np. oziębłość, zaburzenia wzwodu czy wytrysku. Ta część pracy nie jest wykładem patologii seksualnej, ponieważ nie jest to specjalistyczny podręcznik. Przedstawione są raczej typowe zagadnienia, chociaż niektóre z nirh nie były 173 jeszcze dotąd opisywane w naszym piśmiennictwie - jak np. Zespół demona nocy. Pewne problemy i zaburzenia zostały omówione w części pracy nazwanej "Małym kompendium seksualnym." NIE SPEŁNIONE MACIERZYŃSTWO Macierzyństwo jest jednym z najsilniejszych mechanizmów życia psychicznego kobiety, gdyż łączy ją z dziedzictwem świata przyrody, zaspokaja ważne potrzeby psychiczne, niezbędne dla osiągnięcia wewnętrznej harmonii i poczucia własnej wartości. Jakkolwiek przemiany obyczajowe zmniejszyły kult macierzyństwa, tak charakterystyczny dla poprzednich pokoleń, a podniosły rangę innych wartości w życiu kobiety (życie seksualne, pracę zawodową, zdobywanie kwalifikacji, emancypację), to jednak macierzyństwo z racji swej specyfiki pozostało i pozostanie wartością nobilitującą kobiecość. W typowej ewolucji życia kobiety macierzyństwo jest czymś oczywistym, przychodzi na nie czas, rozwija się i spełnia w wychowaniu dziecka. Wiele codziennych problemów i trudności związanych z macierzyństwem może pozbawiać je poezji w oczach kobiety, rodzi niekiedy nawet bunt wobec "skazania" na macierzyństwo i zazdrość wobec "lżejszego" życia mężczyzn. Macierzyństwo staje się wówczas żmudną codziennością, szeregiem obowiązków, ograniczeń, nie przespanych nocy, niepokojów i obaw związanych z przyszłością dziecka. Natomiast wartość macierzyństwa zupełnie inaczej wygląda w oczach poetów i kobiet, które okazały się do niego niezdolne z przyczyn chorobowych i temu zagadnieniu poświęcam ten rozdział. Nie będę oczywiście omawiał przyczyn i typów niepłodności kobiecej, a jedynie konsekwencje, jakie ona wywołuje. Stwierdzenie niepłodności najczęściej jest zaskoczeniem dla ko-174 bieły. Jej poprzednie życie wypełnione było zdobywaniem kwalifikacji, urządzaniem się, małżeństwem i spokojnym oczekiwaniem na dziecko. Wydłużający się czas niezachodzenia w ciążę po pewnym okresie rodzi niepokój. Kobieta jednak wierzy w wyleczenie, jest też przekonana, że to coś przejściowego, albo że to partner ma jakieś zaburzenia. Słyszy się przecież często w otoczeniu o kłopotach innych kobiet oraz o pomyślnym ich rozwiązaniu - zostały wyleczone, partner poddał się badaniom i został wyleczony - macierzyństwo stało się więc faktem, aczkolwiek z pewnym opóźnieniem i z trudnościami, ale przecież wszystko zakończyło się pomyślnie. Jest zatem nadzieja, że "i w moim przypadku" sprawa zakończy się pomyślnie. Uświadomienie sobie niezdolności do zajścia w ciążę, posiadania dziecka burzy tę wiarę, wyzwala szok, reakcje emocjonalne. Jest to prawdziwe "trzęsienie ziemi" w psychice. Naturalna potrzeba psychiczna macierzyństwa staje się teraz pragnieniem, gwałtownym boleśnie zawiedzionym "chceniem". Istnieje jednak jeszcze nadzieja, że może badania były błędnie wykonane, że może lekarz się pomylił, że może są jakieś zagraniczne środki, które pomogą? Szuka się zatem pomocy u innych specjalistów, mnoży badania, oczekuje się cudu. Niekiedy szuka się pomocy w redakcjach, pisze listy, zabiega o wizytę u "sławy medycznej". W przypadku potwierdzenia diagnozy i przedłużania się czasu nieskutecznych prób zmiany stanu rzeczy - rodzi się bolesna świadomość braku w sobie czegoś ważnego, jakby okaleczenia. Jest to jeden z największych dramatów psychicznych. Zmienia się hierarchia wartości, ocena siebie i innych. Własna kobiecość jest widziana jako niepełnowartościowa, co wyzwala poczucie niższości, przygnębienia, smutku, skrzywdzenia przez los. Macierzyństwo staje się ideałem, często nadmiernie idealizowanym. 2ycie wydaje się być pozbawione sensu, uważa się je za wegetację, nie widzi się jego celu. Sytuacja taka wyzwala różne mechanizmy obronne, przewartościowania, zmianę postaw wobec otoczenia: Szukanie "winnego" lub "winy" Na pytanie, dlaczego tak się słało, co jest powodem nie spełnionej możliwości macierzyństwa - usiłuje się znaleźć odpowiedź. Można przyczyny znaleźć w sobie. Są one obiektywne lub urojone. Obwinia się np. siebie za popełniane błędy w antykoncepcji, za przerwania ciąży, za brak troski o zdrowie, właściwe odżywianie, zaniedbywanie badań okresowych u ginekologa itp. Takie interpretacje pogłębiają poczucie winy i niższości, bo to własne JA jest obwiniane. Niekiedy obwinia się rodziców za brak uświadomienia, uwrażliwienia. Wini się również partnera, obecnego lub poprzedniego. Winnym może stać się również lekarz, "niedoskonałość" medycyny. 175 Składanie winy na otoczenie lub medycynę pozwala przynajmniej odciążyć własne JA i przerzucić odpowiedzialność z siebie na zewnątrz. W konsekwencji może dojść do konfliktów rodzinnych, małżeńskich, a naweł seksualnych. Zmiana postaw wobec kobiet obdarzonych macierzyństwem Nowe postawy są różne - świadome lub (częściej) podświadome. Inne kobiety mogą zatem wzbudzać zazdrość, rywalizację. Usiłuje się również pomniejszyć wartości macierzyństwa tych kobiet, np. przez znajdowanie błędów w jego realizowaniu. Niekiedy spotyka się przypadki agresji, złośliwości, udowadniania na siłę "prawdziwych" wartości w życiu kobiety, np. ich roli zawodowej. Kobieta w ciąży lub kobieta z dzieckiem może wzbudzać agresję prowadzącą do pomniejszenia jej wartości; znajduje się błędy w jej pracy, zachowaniu, w wyglądzie, wady w charakterze. Bywa również i tak, że pragnie się dopomóc jej swymi radami, sugestiami wychowawczymi. Spotyka się również postawy pozytywne, np. przyjaźń i udzielanie pomocy komuś z rodziny, w sąsiedztwie, w zakładzie pracy... Własne nie spełnione macierzyństwo może być również przerzucone na dzieci innych kobiet; jest się dla tych dzieci ,,ciocią" - troskliwą, pełną zainteresowania i chęci pomocy. Zmiana postaw wobec kobiet jest mechanizmem typowym i oczywistym. Rzecz jednak w tym, jaki jest ich charakter. Niektóre ze wspomnianych mogą być źródłem napięć, konfliktów, zazdrości. Zmiana postaw wobec partnera O jednej z nioh, czyli obciążenia winą, była już mowa. Są jednak jeszcze inne, dość często spotykane. Jedną z nich jest np. przerzucenie na męża potrzeb macierzyńskich; zaczyna mu się ,,matkować", partner występuje jednocześnie w roli męża i w roli dziecka. Ponieważ w wielu mężczyznach tkwi jednocześnie potrzeba bycia dzieckiem swej żony, takie rozwiązanie może być dla obu stron zadowalające. Jednak dla bardziej niezależnych mężów taka postawa żony staje się uciążliwa. Inną z postaw jest lęk przed utratą partnera, obawa, że może on skierować uczucia do kobiety, która obdarzy go dzieckiem. Wzbudza to zazdrość, nieufność, obawy, wyczulenie na sposób traktowania przez niego kobiet. Tego rodzaju lęk może wyzwalać potrzeby ,,wynagrodzenia" mu braku dziecka, np. przez wzrost zainteresowania jego osobą, wzrost aktywności seksualnej, wzbudzenie w nim przekonania o własnej niezbędności i miłości przewyższającej możliwą miłość ze strony innych kobiet. Znany jest też mechanizm ,,wejścia w chorobę", czyli demonstrowanie różnego rodzaju cierpień, mających wzbudzać w partnerze uczucia opiekuńcze i zobowiązujące go wewnętrznie do trwania przy cierpiącej żonie. Również i ten mechanizm bywa często podświadomy. Znam wiele przypadków, kiedy 176 wszelkie próby leczenia różnych nerwic, tzw. chorób psychosomatycznych, kończyły się niepowodzeniem; im bardziej zbliżałem się do końca terapii - tym większy był postęp choroby. Tego rodzaju objaw jest symbolicznym wołaniem o pomoc, o uczucie, o wierność, o zainteresowanie sobą. Istnieje też mechanizm wynikający z poczucia winy wobec partnera za: "nie mogę dać ci dziecka". Przyjmuje się wówczas postawę typu: "jestem gorsza od innych, zawiodłam twoje potrzeby ojcowskie". Taka postawa może prowadzić do zachowań "wynagradzających" lub prowokujących rozstanie. Przykładowo omówione mechanizmy postaw wobec partnera nie wyczerpują wszystkich możliwości, są naturalną konsekwencją kobiecej frustracji. Jedne z nich pogłębiają wzajemną więź, inne ją komplikują. Wiele związków tworzy bogaty wzajemny świat uczuć, przyjaźni, wspólnoty duchowej, będący kompensacją zawiedzionego rodzicielstwa. Neurotyzacja Nie spełnione macierzyństwo może być trwałą sytuacją konfliktową, co, jak wiadomo, sprzyja rozwojowi zaburzeń nerwicowych. Mogą to być np. tzw. nerwice narządowe, kiedy dominują dolegliwości jednego narządu, albo inne postacie nerwic. Mechanizmy kompensacyjne Poczucie niższości w roli macierzyńskiej może wyzwalać mechanizmy kompensacyjne. Dzięki nim następuje odbudowa poczucia własnej wartości. Są one różne - mogą być pozytywne i twórcze, ale i konfliktogenne. Niektórym kobietom - dzięki wzmożonej aktywności zawodowej, społecznej, naukowej - udaje się przywrócić wiarę w siebie, poczucie bycia potrzebną i przydatną innym. Tego rodzaju motywacja może przynieść wiele sukcesów, a co najważniejsze, przywraca wewnętrzną harmonię i ład, sens i cel w życiu. Inne mechanizmy kompensacyjne mogą polegać np. na podkreślaniu swych zalet, wartości, sztucznym akcentowaniu swych atutów kobiecych, seksualnych. Życie staje się demonstrowaniem swych zalet, wartości, potrzebą przekonania o nich otoczenia. Jest się nastawionym na wywarcie pozytywnego wrażenia na innych. Tego rodzaju zachowania mogą być konfliktogenne chociażby przez wzbudzanie zazdrości, zagrożenia u innych kobiet, rywalizacji, irytacji itp. Próby rozwiązania Emocje i zmiany postaw wynikające z nie spełnionego macierzyństwa po początkowo burzliwym przebiegu prowadzą w konsekwencji do rozwinięcia się trwałych motywacji i przeobrażeń. Powstaje nowa jakość życia psychicznego i styl życia dostosowany do istniejącej sytuacji. Przedstawię obecnie najbardziej typowe rozwiązania życiowe, które przyjmują kobiety z nie spełnionym macierzyństwem. 12 - Seks dojrzały 177 Adopcja. Jest ona właściwie realizacją macierzyńsłwa w sensie psychicznym, wychowawczym. Dzięki niej powstaje świadomość bycia matką i odczuwane są wszystkie wynikające z tego problemy codzienności rodziny. Adopcja może zatem w sensie psychicznym wyrażać realizację pełnej kobiecości, odbudowuje poczucie własnej wartości i adoptowane dziecko staje się dzięki trudom wychowawczym, wzajemnym uczuciom dzieckiem własnym. Takie rozwiązanie jest częste i popularne. Istnieje tu jednak potencjalne niebezpieczeństwo kompensacyjne nadopiekuńczości macierzyńskiej. Im bardziej było przeżywane nie spełnione macierzyństwo, im większe wzbudzało zagrożenie poczucia własnej wartości, tym większa może być potrzeba wynagrodzenia sobie tych przeżyć. Również adoptowane dziecko widziane jako skrzywdzone przez los może mobilizować te uczucia. W konsekwencji nadopiekuńczość wynagradzająca może wiązać się z wieloma błędami wychowawczymi wobec dziecka. Szczególnie tu wskazane jest poradnictwo rodzinne. Postawa buntu wobec złego losu, ciążącego fatum. Nie spełnione macierzyństwo staje się trwałym zarzewiem wewnętrznego niepokoju, rozterki, poczucia pokrzywdzenia w życiu przez los. Sprzyja to powstaniu zgorzknienia, przygnębienia, zazdrości, izolacji. Obrażanie się na życie może dystansować wobec niego i zamiast realizacji siebie, aktywności życiowej, bycia z innymi, następuje wycofanie się do własnego zgorzkniałego wnętrza. Tego rodzaju postawa wpływa destrukcyjnie na osobowość, na najbliższe otoczenie, na kontakty z ludźmi. Trwały bunt może wyrażać się wspomnianą postawą życiową, może mieć również charakter symboliczny, np. w formie chorobowej. Pogodzenie się z losem; "tak musi być", "takie było moje przeznaczenie" jest postawą również często spotykaną. Czy jest to postawa twórcza, czy destrukcyjna zależy od uruchomionych mechanizmów kompensacyjnych. Postawa twórcza. Nie spełnione macierzyństwo stało się wyzwaniem, a jednocześnie zadaniem dla osobowości. To prawda, że została ona pozbawiona jednej z największych potrzeb psychicznych, ale cel i sens życia nie ograniczają się przecież do macierzyństwa, ono nie jest przecież jedynym takim celem. Sprzyja to wzbudzeniu refleksji nad istotnym sensem naszej egzystencji. Dla wielu osób znajdujących się w wirze pracy zawodowej, życia rodzinnego, wielości wynikających z tego obowiązków, tego rodzaju refleksja jest często marginesem życia psychicznego. Pełna treści teraźniejszość wypełnia uczucia, myślenie i dystansuje wobec problemów ogólnych, egzystencjalnych. Dopiero zdarzenie życiowe, a takim staje się m.in. nie spełnione macierzyństwo, mobilizuje do myślenia na innym poziomie. Znalezienie swego miejsca w życiu, sensu i celu życia staje się jakby nowym narodzeniem. Przestawia się hierarchia wartości, dzięki czemu życie nabiera nowego znaczenia 178 i mobilizuje do twórczości, czynu, a jednocześnie pozwala osiągnąć harmonię wewnętrzną, pogodę, radość życia. Ład w sobie, odbudowany świat wewnętrzny ułatwia też współżycie z innymi. Otoczenie nie staje się wówczas źródłem porównań, zazdrości, rywalizacji, wyrażania swego buntu czy uczucia skrzywdzenia. Inni ludzie są widziani jako żyjący według własnego systemu wartości, według innej struktury powinności, zadań. "Każdy ma swoje miejsce w życiu" - jest postawą wobec siebie i innych. Postawa twórcza często powstaje w wyniku autorefleksji, pracy nad sobą, niekiedy pomaga w tym bliska osoba, przyjaźń. Czasem jest wynikiem psychoterapii. Dochodzę tu do końcowego wniosku: otóż wydaje mi się, że potrzebą chwili jest rozbudowanie poradnictwa przedmałżeńskiego i rodzinnego oraz psychoterapia. Wiele z wymienionych etapów pośrednich - od frustracji do znalezienia rozwiązania - mogłoby mniej obciążać psychikę kobiety z nie spełnionym macierzyństwem, gdyby miała ona dostęp do takiej pomocy. PATOLOGIA MACIERZYŃSTWA W rodzinach niepełnych najczęściej mamy do czynienia z modelem matkadziecko, do rzadkości natomiast należy układ: ojciecdziecko. Czy rzeczywiście kobiety rzadko porzucają swoje rodziny i przestają interesować się własnymi dziećmi? Wszystkie badania światowe wyraźnie stwierdzają, iż matki rzadziej opuszczają rodziny niż ojcowie. Tłumaczy się to specyfiką macierzyństwa, więzi uczuciowej kobiety z dzieckiem, a także presją społeczną, zdecydowanie potępiającą kobiety opuszczające swoje dzieci. Należy jednak pamiętać o tym, iż wiele faktów ucieczki od macierzyństwa przyjmuje formy nietypowe, zamaskowane, np. obciążenie męża i rodziców opieką nad dzieckiem. Matka niby jest, ale w rzeczywistości niewiele ma kontaktu z dzieckiem. Inne znane przypadki, to praca zarobkowa maT tek poza granicami kraju i opieka nad dzieckiem spełniana przez męża i rodzinę. W wielu wypadkach kobiety zakładają tam nowe związki i porzucają dzieci, a poczucie winy redukują paczkami. Trudno zatem powiedzieć, jaki jest rzeczywisty rozmiar porzucania przez matki własnych dzieci. Badacze z USA i Kanady stwierdzają, że około 20% rodzin niepełnych jest właśnie pozbawionych matki, a w porównaniu do lał poprzednich liczba kobiet porzucających swe rodziny wzrosła o 40%; jest to zatem zastanawiający wzrost patologii macierzyństwa. Badania przeprowadzone w tych przypadkach stwierdzają, iż kobiety porzucające dzieci mają najczęściej 30Ś35 lat, młodo wyszły za mąż, urodziły 1 dziecko do 2 lat po ślubie, a następne również w 2 lata po pierwszym dziecku. Przyczyną porzucenia rodziny jest rozczarowanie życiem małżeńskim, rodzinnym i narastający konflikt między potrzebą samorealizacji w roli zawodowej a rolą matki. Drugą przyczyną jest rozczarowanie życiem pełnym obowiązków, zmęczenie i poczucie żalu za upływającym wiekiem i brakiem rozrywek, przyjemności. Wbrew pozorom ucieczka z domu nie wiąże się z faktem nawiązania nowego związku. Częściej kobieta nie ma nikogo, ale pragnie usamodzielnić się, być samą, niezależną, chce poszaleć. W nowym miejscu pobytu kobiety rzucają się w wir nowych zajęć, towarzystwa, a także i romansów, pragną z życia mieć coś dla siebie, a poczucie winy wobec porzuconej rodziny zagłuszają wielością rozrywek, kontaktów z ludźmi, niekiedy alkoholem lub narkotykami. Jedne nawiązują w końcu nową znajomość przeradzającą się w więź uczuciową ocenianą jako dojrzalszą, inne pozostają w tym wolnym i swobodnym życiu. Jedynie część wraca po pewnym czasie do rodziny lub przejawia zainteresowanie porzuconymi dziećmi. Rozmiar tego zjawiska skłonił wielu psychoterapeutów do głoszenia idei zapobiegawczej terapii małżeńskiej i rodzinnej, czyli uchwycenia początku narastania w kobiecie decyzji spróbowania nowego życia. W tym okresie ważna jest postawa męża. Jeżeli bowiem nie dostrzega on zmian u swej partnerki: zamykania się w sobie, zobojętnienia wobec rodziny, przeżywanego przygnębienia, nie zwraca uwagi na wypowiadane przez nią poglądy o bezsensie takiego życia, o uwiązaniu kobiety itp., to dalszym etapem będzie dojrzewanie do decyzji odejścia. Wielu mężczyzn zamiast zainteresować się przeżyciami partnerki, traktuje ją jak historyczkę, "przypomina jej o obowiązkach matki i żony lub pozostawia jej cały dom na głowie. Fakt odejścia kobiety z domu (najczęściej nagły) jest dla rodziny wielkim zaskoczeniem. Dopiero wtedy przypomina się objawy zapowiadające to odejście. Wielu mężczyzn upraszcza cały problem sprowadzając go do seksu, czyli posądzenia, iż żona znalazła kogoś innego i "haniebnie uciekła". Jeżeli nawet znajdą żonę, to okazują agresywność i stawiają zarzut zdrady. Metodą wywierania nacisku na kobietę jest zawsze problem dobra dzieci, apeluje się zatem do instynktu macierzyńskiego kobiety, 180 ukazuje cierpienie dzieci. Okazuje się jednak, że wspomniane metody nacisku i perswazji ze strony mężów najczęściej nie dają rezultatu, danej kobiecie zależy bowiem na zmianie całego życia, stylu bycia, a nie tylko na roli matki. Psychoterapia w tych przypadkach polega na rozpoznaniu wewnętrznych problemów kobiety oraz przeobrażeniu struktury związku na partnerski, umożliwiający samorealizację kobiety. Bywają jednak przypadki, iż bunt kobiety wobec dotychczasowej roli życiowej jest tak głęboki lub jej psychika jest na tyle dojrzała, a macierzyństwo zaburzone, że ucieczka od rodziny jest trwałym wyborem. SFRUSTROWANA KOBIECOŚĆ Poczucie przemijania atrakcyjności kobiecej lub świadomość jej braku jest jedną z najgłębszych form frustracji w życiu kobiety. Ten boleśnie przeżywany dramat nie ogranicza się do wewnętrznego JA danej kobiety, ale pośrednio odbija się na środowisku i rodzinie. Doris Lessing w jednej ze swych książek opisuje kobietę świadomą przemijania swej atrakcyjności. Coraz większa obojętność w oczach mijających ją na ulicy mężczyzn była dla niej przykrym doświadczeniem, bo jeszcze przecież nie tak dawno jej uroda, aparycja Ś podkreślona umiejętnie dobranym ubiorem - wzbudzała zainteresowanie mężczyzn, próby uwodzenia. Zrozumiałe zatem, iż to przejście z poziomu atrakcyjności do swoistego "niebytu" kobiecego może być źródłem frustracji, pogłębianej dodatkowo przez zachowania męskie, które z samej swej natury są nastawione na wizualną atrakcyjność kobiecą. Niski poziom kultury wielu mężczyzn sprawia, iż nieatrakcyjne dla nich kobiety traktują jak przysłowiowe powietrze, zapominając o tym, że kobieta zawsze oczekuje adoracji, szacunku. Zrozumiałe, iż tego typu zachowania mężczyzn, uzewnętrzniana przez nich obojętność, 181 a naweł niechęć wobec danej kobiety, nasilają stan frustracji, a co za tym idzie zmuszają ją do wewnętrznego rozwiązania tego problemu. Różne są mechanizmy obronne stosowane przez kobiety w takiej sytuacji. Zacznijmy od tych pozytywnych. Wiele kobiet zaczyna bardziej koncentrować się na życiu rodzinnym, dzieciach, wnukach. Dzięki swej opiekuńczości, ofiarności, poświęceniu na rzecz bliskich osób znajdują sens swego życia, poczucie wartości, przydatności. Inne kobiety zmieniają strukturę swych potrzeb psychicznych i znajdują satysfakcję w pracy zawodowej, charytatywnej, społecznej, zaczynają działać w różnorodnych organizacjach społecznych, klubach itp. Są również i takie, które znajdują satysfakcję w życiu religijnym, kulturalnym, rozwijają swe zainteresowania itp. Duże znaczenie ma również więź partnerska. Jeśli jest dobra, a życie seksualne wzajemnie udane, pojawia się swoisty renesans więzi i partner zaczyna być nawet bardziej bliski niż dotychczas. Jeżeli jednak więź partnerska jest konfliktowa, rozbita lub partner przeżywa tzw. drugą młodość, to uruchamiane zostają mechanizmy obronne o negatywnym charakterze i im zamierzam poświęcić nieco więcej uwagi. Do typowych negatywnych mechanizmów obronnych sfrustrowanej kobiecości należą: Potrzeba władzy. Wiele kobiet zaczyna narzucać swoją wolę i swoje zdanie najbliższym; są to przysłowiowe herodbaby, będące np. uosobieniem złej teściowej. Ich wścibstwo, wtrącanie się w życie intymne własnych dzieci, narzucanie własnej koncepcji życia, posługiwanie się przykładami z własnego życia stają się źródłem wielu rodzinnych konfliktów. Potrzeba władzy zaczyna obejmować również osobę partnera, środowisko zawodowe, organizacje społeczne, co również wiąże się z wieloma konfliktami. Szarogęsienie się w życiu innych motywowane jest najczęściej ,,lepszą znajomością życia", altruizmem, chęcią uchronienia od zbędnych wydatków, błędów życiowych itp. Dla otoczenia jest to jednak trudne do zniesienia i obie strony mają w stosunku do siebie zarzuty, pretensje i żale. Hipochondria. Nadmierne zainteresowanie stanem swego zdrowia, przeczulenie wobec różnych dolegliwości, uzewnętrznianie cierpień wynikających z dolegliwości jest z jednej strony wyrazem potrzeby zainteresowania własną osobą otoczenia, doznania czułości i opieki, ale z drugiej strony staje się źródłem zgorzknienia, niezadowolenia z życia, pretensji do otoczenia za ujawnianą obojętność, do lekarzy za nieskuteczne leczenie, do medycyny za brak cudownych leków przywracających młodość. Bardzo często kobiety o hipochondrycznym nastawieniu znajdują sobie podobne malkontentki i godzinami rozprawiają o sprawach zdrowia i choroby, przekazują sobie różne domowe recepty. 182 W poczekalniach lekarzy wielu specjalności wysoki odsetek pacjentek stanowią właśnie tego typu kobiety, a niekiedy ich erudycja medyczna doprowadza lekarza do rozpaczy. Pazerność na pieniądze. Wiele kobiet zaczyna kompensować sobie sfrustrowaną kobiecość zabiegami o standard materialny, mnożeniem stanu posiadania. Stają się skąpe, zamieniają się w handlarzy, potrafią walczyć dosłownie o każdą złotówkę. Posiadanie pieniędzy daje im poczucie bezpieczeństwa, znaczenia, oparcia ,,na czarną godzinę". Nadmierne kontrolowanie budżetu domowego, usiłowanie ograniczenia wydatków swego partnera, walka o podwyżki, każde nie wypłacone w sklepie drobne pochłania wiele energii, a jednocześnie prowadzi do konfliktów. Moralizatorstwo. Wiele kobiet zaspokaja poczucie własnej wartości, znaczenia, potrzeby władzy przez przyjęcie postawy moralizatorskiej, bigołerii. Z kręgu tych właśnie kobiet pochodzi większość napastliwych listów do redakcji prowadzących porady seksuologiczne oraz radia i TV. Piętnują zachowania młodzieży, osób publicznie okazujących sobie czułość. Bardzo często te same kobiety, które miały w przeszłości bujne życie seksualne, teraz dokonują jakby swoistego aktu pokuty za tę przeszłość. Im bardziej jest sfrustrowane ich aktualne życie seksualne i partnerskie, tym większą okazują agresywność wobec seksu, młodych kobiet, małżeństw, młodzieży, seksuologów. Walczą o ideę ascezy, która pozorowana jest dobrem człowieka, ale tak naprawdę to chodzi tu o ograniczenie innym przyjemności z życia seksualnego. Wszędzie dopatrują się rozwiązłości, upadku obyczajów, działania zła, mają apokaliptyczną wizję erotyzmu prowadzącego ich zdaniem do agonii kultury i narodu. Ciekawe, że tego typu postawę potrafią ujawniać również i te kobiety, które jeszcze nie tak dawno miały bardzo liberalne poglądy, czemu dawały wyraz chociażby w swych publikacjach; obecnie stają się obrończyniami "cnoty". Ich agresywność przybiera niekiedy formy wręcz inkwizytorskie, napastliwe. W czasach płonących stosów to one często przypisywały młodym atrakcyjnym kobietom i różnym don Juanom diabelskie cechy i czary. Obecnie zakres zarzutów z konieczności jest inny, ale chodzi o to samo. Bardziej subtelne formy moralizatorstwa i agresywności wobec seksu polegają na nawoływaniu do tłumienia porywów ciała na rzecz ducha, co jest o tyle łatwiejsze, iż często ,,ciało" w znaczeniu potrzeb seksualnych przemawia u nich słabiej i łatwiej im dystansować się wobec niego. W życiu rodzinnym najbardziej narażone na ich ataki są atrakcyjne synowe i niejedno małżeństwo rozpadło się w wyniku zazdrości o młodą kobietę, łatwo bowiem wmówić niedojrzałemu emocjonalnie synowi, iż jego żona nie jest na miarę jego wielkości, a jej atrakcyjność służy też i innym mężczyznom. 183 Projekcja. Ten mechanizm obronny polega na przypisywaniu innym własnych połrzeb, moływów, agresji. Własne JA traktowane jest jako czyste, pełne altruizmu, natomiast uosobieniem zła, agresji są Inni. Dzięki temu można np. synowej przypisywać własną wrogość, mężczyznom własne tłumione potrzeby erotyczne, autorom audycji i tekstów własne problemy w sferze seksualnej itp. Wymienione wyżej negatywne mechanizmy obronne pogłębiają w zasadzie frustrację kobiecości, a także rodzą sytuacje konfliktowe. W efekcie pojawia się zgorzknienie, wrogość wobec ludzi, zamykanie się w sobie jako uosobieniu cnoty. Zrozumiałe również, iż tego typu kobiety nie wzbudzają szacunku otoczenia, ani nie skłaniają do zachowań adoracyjnych; powstaje zatem sytuacja błędnego koła, a spirala agresywności narasta aż do wyzwolenia choroby wrzodowej, nadciśnienia itp. W związku partnerskim powstaje zazdrość wobec partnera, wyczulenie na jego zainteresowanie innymi kobietami, a w życiu rodzinnym pojawiają się napięcia międzypokoleniowe. Ten odwieczny problem obecnie może narastać, gdyż w życiu kobiet nastąpiło skrócenie okresu macierzyństwa i wydłużenie się okresu aktywności zawodowej, życiowej. Wymaga to zatem autopsychoterapii, umiejętności neutralizacji niepokoju przez partnera, rodzinę, ale również i wzrostu potrzeby psychoterapii dla tej populacji kobiet. PÓŹNA INICJACJA SEKSUALNA KOBIET W Polsce tylko u około 5% kobiet następuje inicjacja seksualna powyżej 20 roku życia, natomiast powyżej 25 roku życia Ś u około 1%. Jakie są przyczyny inicjacji seksualnej u kobiet dopiero powyżej 25 roku życia? W zasadzie sprowadzają się one do kilku typowych: normy moralne dozwalające współżycie jedynie po ślubie, zahamowania i lęki w sferze seksu, brak okazji, idealizowana koncepcja miłości i partnera. W przypadku norm dotyczących współżycia po ślubie najczęściej wynikają one z religijnej motywacji i nie ma tu w większości przypadków problemów wewnętrznych w sferze seksu. 184 Podkreślam - w większości przypadków, niekiedy bowiem wspomniana norma może wyrażać lęk przed seksem. Zahamowania i lęki seksualne najczęściej są wynikiem błędów wychowawczych lub osobowościowych problemów, albo też następstwem przeżytych szoków seksualnych, fobii, lęku przed defloracją, trudności w samookreśleniu własnej roli seksualnej, a niekiedy i ukrytych cech homoseksualnych. Współżycie seksualne lub mężczyzna są źródłem poczucia zagrożenia, obaw. Problem braku okazji do współżycia jest na tyle oczywisty, iż nie wymaga dokładniejszej analizy. Idealizowana postawa wobec seksu, miłości i partnera dotyczy tych kobiet, k"łóre mają nierzeczywiste modele lub oczekują ,,księcia z bajki"; niektóre ujawniają cechy narcystyczne i stąd zawyżanie oczekiwań wobec życia, inne pragną miłości przez wielkie M i czekają na nią. Im są starsze, tym większe mogą być ich oczekiwania, a zarazem coraz większy niepokój wobec upływu czasu. Poza wyżej wymienionymi przyczynami późnej inicjacji seksualnej istnieje również i taka, która wiąże się z zaburzeniami psychicznymi, ale jest to dość rzadko spotykane. Jakkolwiek różne są przyczyny opóźnionej inicjacji seksualnej, to istotny jest bezpośredni motyw zdecydowania się na nią. Zrozumiałe, że jeżeli ustąpią ww, przyczyny unikania inicjacji, to dochodzi do niej. Bywa jednak i tak, że decyzja rozpoczęcia współżycia wiąże się z narastaniem lęku przed samotnością, kompleksem niepełnej wartości kobiecej, potrzebą sprawdzenia się. Należy tu stwierdzić, iż wiele kobiet decyduje się na współżycie w wyniku presji społecznej, środowiska raczej nieufnie oceniającego te, które są w tym wieku dziewicami. W potocznym rozumieniu przypisuje się im ukryte choroby, wady budowy, brak kobiecości, wabika dla mężczyzn, a w końcu brak powodzenia, co może być najbardziej dotkliwym stresem. Dochodzi zatem do sytuacji, w której powstaje dramatyczna rozbieżność między wewnętrznym JA a oceną postaw otoczenia. Kobiety te często przecież słyszą żarty na temat tzw. starych panien, późnych dziewic itp. Rośnie w nich poczucie nienormalności, wobec mężczyzn czują skrępowanie i lęk przed odczytaniem u nich jakichś problemów w tej sferze. Nic zatem dziwnego, że na otoczeniu mogą stwarzać wrażenie dziwności, przewrażliwienia. Wiele kontaktów seksualnych przypomina przysłowiowy skok w głębiny, podjęcie ryzyka: ,,niech się dzieje, co chce". Na decyzje tych kobiet często również wpływają naciski ze strony najbliższej rodziny, która jest zaniepokojona przeciąganiem się tego stanu rzeczy. Partnerem w późnej inicjacji seksualnej może stać się zupełnie przypadkowy mężczyzna w przypadkowej sytuacji, który dopiero później orientuje się, że kobieta pragnęła defloracji i doświadczyła pierwszego współżycia. Można obecnie zadać sobie dalsze pytanie - czy fakt braku współżycia seksualnego do tego wieku wiąże się z następstwami w sferze psychicznej i seksualnej? Wiele zależy tu od poziomu tem-185 peramentu seksualnego - im jest on u danej kobiety wyższy tym następstwa bywają większe. Jeżeli natomiast potrzeby seksualne nie są rozbudzone lub są umiarkowane, to seks nie musi być problemem. Część tych kobiet rozwiązuje częściowo problem przez zastępczą masturbację, zatem ich potrzeby seksualne częściowo są zaspokajane. Jedynie .mniejsza część kobiet ma problemy z silnymi stanami podniecenia, nękającymi snami i wizjami o treści seksualnej, trwałym stanem podniecenia, nadmiernym uwrażliwieniem na sprawy męskokobiece. Innym możliwym następstwem są stany nerwicowe, chwiejność uczuciowa, drażliwość, konfliktowość w kontaktach z ludźmi. Następstwa późnej inicjacji zależą również od samooceny w roli kobiecej oraz motywacji życia seksualnego. Im samoocena w roli kobiecej jest niższa, a brak współżycia seksualnego jest odczuwany jako przymusowy, narzucony przez los, warunki, tym większe będą napięcia wynikające z braku współżycia. Jeżeli natomiast dana kobieta znajduje satysfakcję z własnej roli kobiecej, a brak współżycia jest świadomie wypracowaną oraz akceptowaną decyzją, to następstwa braku współżycia są niewielkie lub nie będzie ich wcale. Istnieje również dość popularny stereotyp, iż kobiety z późną inicjacją wyrównują sobie ten brak współżycia w formie intensywnej częstotliwości kontaktów, ,,rzucania" się na partnera itp. Tego typu postawa ujawnia się jedynie u tych kobiet, które miały późną inicjację z konieczności, z braku zainteresowania ze strony mężczyzn, nadmiernie rygorystycznego wychowania w domu. Należy przyznać, iż zjawisko późnej inicjacji seksualnej kobiet obrosło wieloma mitami i stereotypami, które stwarzają dość specyficzne nastawienie wobec tych kobiet. SZAŁ ZMYSŁÓW W życiu seksualnym znany jest stan, zwany amokiem seksualnym, kiedy to nagle wybucha bardzo silna namiętność do jakiejś osoby, połączona z nie znanymi uprzednio odczuciami i formami ekspresji erotycznej. Co ciekawe, zdarza się to często ludziom, którzy współżycie seksualne dotąd mieli ustabilizowane, a nawet wręcz doszli do rutyny w dziedzinie pieszczot, reakcji i zachowań seksualnych. l oto nagle, gwałtownie, pojawia się wybuch namiętności, intensywnego podniecenia seksualnego z nie znanymi dotychczas odczuciami. Pewna pacjentka opowiadała mi, że przez 12 lat małżeństwa miała orgazmy, była zadowolona ze współżycia, na pieszczoty reagowała podnieceniem, była przekonana, że dobrze zna siebie i swoje ciało. Poznała na wczasach pewnego pana i poczuła do niego tak silny pociąg zmysłowy, że sama była zaskoczona jego intensywnością. Nie mogła spać, była podniecona, pobudzona, wszystko się w niej gotowało. Czuła potrzebę oddania mu się, robienia tego, czego jeszcze do tej pory nie robiła, chciała, aby wziął ją gwałtownie, chciała rozebrać się przy nim, być naga. Gdy doszło do stosunku, przeżyła to tak silnie, jak nigdy dotąd, pozwalała mu na wszystko, nawet na rzeczy, do których namawiał ją mąż, ale na które nigdy się nie zgadzała. Ze zdziwieniem odkryła w sobie zupełnie inną kobietę, o innej pobudliwości, o możliwościach, których nie przewidywała. Znajomość z konieczności trwała krótko, ale wspomina ją dotąd jako najsilniejsze przeżycie seksualne. Amok seksualny sprawia wrażenie, jakby spadł nagle, nieoczekiwanie, tak że człowiek jest wobec niego bezbronny. Istnienie tego zjawiska powoduje, iż wiele osób sceptycznie zapatruje się na problem wierności, stałości związku, bo przecież każdemu może się coś takiego przytrafić. Czy tak jest rzeczywiście? Otóż zdarza się, że w sposób nagły, niespodziewany rodzi się intensywne podniecenie wobec osoby płci przeciwnej. Znane jest np. pojęcie tzw. pioruna sycylijskiego, czyli wybuchu nagłej miłości, pożądania. Tego typu stan jest odbierany jako zaskakujący, a jedno-187 cześnie tak silny, że burzy dotychczasowy spokój, stabilizację. Najczęściej jednak zdarza się, że wybuch namiętności jest tylko pozornie zaskakujący. Typową przyczyną tego stanu np. u kobiet jest sytuacja, kiedy mąż nie jest męskim ideałem danej kobiety, a małżeństwo było zawarte np. z chęci założenia własnego domu, zrobienia tzw. dobrej partii. Często u podłoża takiego szału miłosnego leży tęsknota za ubarwieniem swego życia, przełamaniem znudzenia. Spotkany partner trafia po prostu w takie oczekiwanie psychiczne, przy czym ma on w sobie na ogół cechy krańcowo odmienne od dotychczasowego partnera, ubarwia zatem monotonię życia, wnosi nowe atrakcje. Jeszcze inną typową przyczyną powstania amoku seksualnego u kobiet jest lęk przed upływem czasu, starością, utratą atrakcyjności. Nowy ekscytujący związek jest dla nich potwierdzeniem wartości kobiecej. Amoku seksualnego nie można traktować jako stanu, wobec którego jest się bezradnym i należy biernie mu się poddać. Gdyby zgodzić się z takim stanowiskiem, to wiele związków nie miałoby szans trwałości. Tłumaczenie, że jest to silniejsze ode mnie, oznacza po prostu przerzucenie odpowiedzialności na los, fatum itp. Amok seksualny jest stanem, wobec którego możemy przyjąć różne postawy - odrzucenia, wycofania się, akceptacji lub fascynacji. O tym, czy będzie on zrealizowany w nowym związku, czy też nie, decydujemy w końcu my sami. ZESPÓŁ DEMONA NOCY W seksuologii istnieje pojęcie "The incubus syndrom", który trudno wyrazić w języku polskim, potocznie można go ująć jako "demon odwiedzający kobiety w nocy". Jest to zespół rzadko rozpoznawany, chociaż dość znany w świecie przeżyć wielu kobiet i opisywany w literaturze pięknej. W znanych mi przypadkach tego zespołu pojawiały się następujące doznania: Iluzje przeżywania obecności mężczyzny przy sobie. Była to jakby świadomość, odczucie bycia obok mężczyzny, a bardziej jego ciała, które wiązało się z wrażeniem przyjemnego ciepła, nastrojowości erotycznej. Osoba mężczyzny najczęściej była nieokreślona, choć odczuwana jako bliska. Rzadziej natomiast ujawniało się odczucie obecności konkretnej osoby, chociaż we wszystkich tych przypadkach istniała świadomość nierealności sytuacji, złudzenia. Odczuwanie prądów, fal przepływających przez całe ciało lub bardziej lokalizowanych w narządach płciowych, w miednicy. Wspomniane prądy, fale wyzwalały przyjemny dreszcz, podniecenie i były odbierane jako ekscytujące seksualnie. Iluzje przeżywania bodźców seksualnych. Najczęściej odczuwane było wrażenie dotyku, lekkiego, delikatnego, miękkiego. Rzadziej natomiast pojawiały się iluzje bodźców wzrokowych, słuchowych, zapachowych. Iluzjom towarzyszyło zazwyczaj podniecenie seksualne i świadomość ich autentyczności, tzn. braku realnego partnera. Iluzje dotykowe najczęściej dotyczyły tych stref erogennych, które u danej kobiety należały do najbardziej ulubionych, silnie reagujących. Wrażenie, iluzja kontaktu seksualnego. Jest to rzadko spotykana iluzja, dająca wrażenie dziania się, przeżywania stosunku przy zachowanej świadomości braku realnej osoby partnera. 189 Wspomniane wyżej iluzje wyzwalały różnego typu reakcje i doznania seksualne. U części kobiet pojawiło się lubricatio (zwilżenie pochwy), u innych narastała fala podniecenia, a jeszcze u innych nawet orgazm. Opisane objawy niekiedy były odczuwane jako seksualne działanie ukochanej osoby z odległości, ale również towarzyszyło temu poczucie nierealności tego oddziaływania. Warto przy okazji wspomnieć, iż niektóre kobiety wierzące w oddziaływanie bioenergetyczne wiązały wspomniane odczucia z przekazem biopola partnera na odległość. Wspomniany zespół demona nocy swój źródłosłów bierze z opisu przeżyć mistyczek, wizjonerek, które odczuwały różne doznania seksualne w nocy i wiązały to z oddziaływaniem złych mocy. Opisy te bywają niezwykle obrazowe, konkretne i barwne. Wspomniany zespół ujawnia się również u osobowości histerycznych, a niekiedy w zaburzeniach psychicznych. Spotyka się go również, i to znacznie częściej, u kobiet, które są nie zaspokojone seksualnie, pozbawione uczucia więzi z partnerem, miłości, a jednocześnie mają wysoki poziom temperamentu seksualnego. Wytłumaczenie powstania tego zespołu w ostatniej z wymienionych możliwości nie jest takie trudne - erołyzacja psychiki, nie zaspokojone potrzeby prowadzą do obniżenia progu wrażliwości zmysłowej i zaczynają ujawniać się bodźce podprogowe, życzeniowe, płynące z wyobraźni. Iluzje seksualne niekoniecznie bywają odbierane jako przyjemne, niekiedy wzbudzają poczucie lęku, nienormalności psychiki, pogłębiają frustrację seksualną i uczuciową. Trzeba również przyznać, iż czasem rozpoznanie granicy między światem zdrowia psychicznego a zaburzeń psychicznych bywa utrudnione. Omawianego zespołu nie należy określać jako zaburzenie, raczej jako swoisty fenomen seksualizmu kobiecego. Nie zawsze jednak łatwo wykluczyć zaburzenia psychiczne. Kobiety odwiedzane przez demona nocy różnie na niego reagują. Jedne usiłują tłumić swe doznania seksualne, inne je rozwijają przez praktyki masturbacyjne. W wielu przypadkach zaniepokojenie nienormalnością prowokuje do nawiązywania kontaktów z mężczyznami, w innych przypadkach iluzjom zaczyna towarzyszyć rozbudowywanie świata fantazji, np. uczucie rzekomego posiadania partnera, oddziaływanie na adoratora bioprądami na odległość itp. Zespół demona nocy jako wyraz frustracji podstawowych potrzeb psychicznych kobiety - miłości, więzi erotycznej - jest sygnałem, iż frustracja zaczyna przybierać intensywny charakter. Wymaga to określenia swej przyszłości - czy nadal sama, czy z kimś? l wyciągnięcie z tego dylematu wniosków dla siebie. ZESPÓŁ PANIKI ZAMYKAJĄCYCH SIĘ DRZWI U wielu 40letnich kobiet powstaje zespół o tak obrazowej nazwie. Polega on na tym, iż istnieje lęk przed upływem wieku, starzeniem się utratą atrakcyjności kobiecej. Rodzi się żal za młodością, adoracją ze strony mężczyzn, atrakcyjnością ciała wzbudzającego podziw i pożądania mężczyzny. Pojawiają się zmienne nastroje, hipochondryczne nastawienie, wzrastają potrzeby seksualne, m.in. wyrażające potrzebę potwierdzenia swej kobiecej atrakcyjności; kobieta wspomina przeszłość, a zwłaszcza utracone szansę, ma obsesje utraty urody. Zespół ten jest tym bardziej burzliwy, im słabsza jest więź partnerska, seksualna, niezaspokojenie potrzeb adoracji i satysfakcji seksualnej. Zmienia się styl bycia kobiety; zaczyna zwracać uwagę na swoją atrakcyjność dla innych, odmładza się strojem, często hołduje modzie młodzieżowej, jest zwłaszcza wyczulona na traktowanie ze strony młodych mężczyzn, od których oczekuje adoracji, podziwu. Często pojawiają się sentymentalne i romantyczne nastawienia: tęsknota za romantyczną miłością, przeżywanie romansowych filmów i lektur, interesowanie się życiem prywatnym przedstawicieli Olimpu. Świat psychiczny takiej kobiety zaczyna koncentrować się na jej roli kobiecej atrakcyjności oraz jej oddźwięku ze strony mężczyzn. Wobec młodych kobiet pojawia się uczucie zazdrości, a jednocześnie wzrasta poczucie zagrożenia. Często przybiera to formy pozorowane, np. krytycznie ocenia się błędy w pracy zawodowej, niedojrzałość młodej kobiety, przypisując jej lekceważący styl życia; typowe są zachowania rywalizacyjne wobec nich. Niejedna kobieta nawiązuje romanse, z reguły z młodszymi wiekiem partnerami, które z jednej strony potwierdzają poczucie własnej kobiecej wartości, z drugiej natomiast są formą cofania się w przeszłość, próbą zaczynania od nowa. Jeśli nowy partner potrafi dostarczyć wzmocnień w roli kobiecej, dochodzi do rozwodów. Na ogół jednak przebieg tego zespołu jest bardzo łagodny, zwłaszcza wtedy, kiedy stały partner potrafi zaspokajać potrzeby adoracyjne, 191 uczuciowe i seksualne. Inaczej mówiąc - zespół paniki zamykających się drzwi jesł wyrazem stresu kobiet, które nigdy nimi nie przestają być, o czym niekiedy zapominają ich partnerzy. Adoracja ze strony partnera, ujawnianie miłości i podtrzymywanie więzi seksualnej są u wielu kobiet ważną potrzebą, odczuwaną aż do późnych lat życia. Wspomniany zespół stanowi istotną barierę dla więzi partnerskiej, jeśli partner zapomina o strukturze psychicznej kobiety i nie zaspokaja jej potrzeby adoracji. Zdarza się często, iż partner coraz mniejsze znaczenie przywiązuje do więzi seksualnej, nie dostarcza wzmocnień swej partnerce. Jeśli w związku dominuje przyzwyczajenie, rutyna, a co gorsza partner ośmiesza zachowanie kobiety i pomniejsza jej wartość w tej roli, to naturalną reakcją kobiety jest agresja, a zdrada traktowana jest jako zemsta wobec niego oraz chęć udowodnienia mu, że dla innych mężczyzn nie przestała być kobietą. Zespół paniki zamykających się drzwi wyraża specyfikę kobiecej dojrzałości, ujawnia kryzys atrakcyjności więzi partnerskiej, frustrację potrzeby adoracji, miłości ze strony kobiety. Zaburza nie tylko więź małżeńską, ale przenosi się również na kontakty interpersonalne w pracy i w środowisku. Jeżeli ten wewnętrzny konflikt kobiety zostaje stłumiony, to jego efektem są różnorodne napięcia, nerwice, choroby psychosomatyczne. Tego typu pacjentki często spotyka się w gabinetach różnych specjalistów, a zwłaszcza u ginekologów, psychoterapeutów. Rozwiązanie tego konfliktu uzależnione jest od postawy partnera, który nie może zapominać, że jego partnerka nadal jest i będzie kobietą ze wszystkimi wynikającymi z tego faktu potrzebami psychicznymi, a jednocześnie musi uświadomić kobiecie, na czym polega istota jej problemów, dość zresztą powszechnych. NIETYPOWE BÓLE MIEDNICY Do częściej występujących u kobiet chorób psychosomatycznych należą łzw. nietypowe (psychogenne) bóle miednicy. Zdaniem znanego ginekologa - R. Bensona - dotyczą one około 5Ś 25% pacjentek zgłaszających się do ginekologów. Brak konkretnych zaburzeń ze strony narządów rodnych sprawia, iż te pacjentki często nie wierzą lekarzowi i szukają pomocy u innego, mnożą różnorodne badania i z niepokojem myślą o najgorszym. Trudno im pogodzić się z faktem, iż "w brzuchu nic nie ma". Bóle w miednicy mogą być stałe lub przemijające, najczęściej nie są zlokalizowane, bywają zmienne, o różnym natężeniu - od pobolewania aż do uporczywego bólu. Nie mają związku z fazą cyklu miesiączkowego. Zazwyczaj po przeprowadzeniu różnych badań stwierdza się psychogenny charakter bólów i zmienia się tryb badania oraz postępowania. Tego typu pacjentki kierowane są do psychiatrów, seksuologów. Według Bensona kobiety z nietypowymi bólami miednicy wychowywały się w specyficznym środowisku rodzinnym. Matki były dominujące, władcze, niezadowolone z życia," rozczarowane partnerem, w poglądach fanatyczne. Ojcowie często bywali brutalni, nadużywali alkoholu lub mieli zaburzenia psychiczne. Tego typu struktura rodziny nie sprzyjała rozwijaniu prawidłowych wzorców kontaktów partnerskich, męskościkobiecości. W wyniku wychowania w takim środowisku u kobiet tych często rozwija się osobowość o cechach niedojrzałych, egocentrycznych, a niekiedy i histerycznych. Życie uczuciowe i seksualne tych kobiet najczęściej nie jest udane, mają problemy z podniecaniem się, osiąganiem orgazmu, konflikty z partnerem, są trwale rozczarowane związkiem. Badania wskazały, iż mężowie tego typu kobiet również nie są zupełnie przypadkowi, zostali wybrani na zasadzie podświadomego doboru, ujawniają bierność, stoicyzm, a często mają i problemy seksualne. Cechy te prowokują do konfliktów, poczucia rozczarowania, niezadowolenia. Spokój i bierność ze strony partnera sprawia, iż u kobiety stany niezadowolenia z konieczności są tłumione, nie ma pełnego ich rozłado-13 - Seks dojrzały 193 wania. Niezaspokojenie potrzeb seksualnych lub ich nierozbudzenie sprawia, iż współżycie seksualne nie doprowadza do orgazmu, satysfakcji, a przekrwienie bierne w wyniku podniecenia ustępuje wolno i po pewnym okresie daje przykre odczucie bolesności, podrażnienia. Można w zasadzie powiedzieć, iż nietypowy ból miednicy jest formą reakcji kobiety na niezadowolenie z życia uczuciowego oraz seksualnego, wyrazem tłumienia i wypierania uczuć, niepełnej wartości kobiecej. Ponieważ zaburzenie to ma charakter ginekologiczny, nie jest kojarzone z przyczynami psychicznymi i przez wiele lat może być bagatelizowane. Postawa ta jest o tyle zrozumiała, iż przecież wiele kobiet ma różnorodne słany napięcia i przykrości wiążące się z miesiączką, owulacją, okresem poprzedzającym miesiączkę (łzw. zespół napięcia przedmiesiączkowego). Zatem dolegliwości miednicy są traktowane jako "babskie", wyraz "losu kobiety". Jeżeli nasilenie tych bólów jest podprogowe, tzn. odczuwane łagodnie, to są one łatwe do zniesienia i kojarzone z typem budowy narządów płciowych, cyklem przemian hormonalnych. Pomocy u lekarza szuka się wówczas, gdy ich natężenie staje się dokuczliwe. Leczenie tych pacjentek wymaga dokładnej diagnozy, wykluczającej zaburzenia somatyczne. W przypadku potwierdzenia tła psychicznego, konieczne jest poznanie całej linii życiowej kobiety, a zwłaszcza powiązań między przeżyciami z domu rodzinnego a stanem aktualnego związku partnerskiego. Psychoterapia samej kobiety lub partnerska ze współudziałem męża jest jedynie skuteczną metodą leczenia, ale i dość czasochłonną. Niektóre kobiety wolą leki przeciwbólowe zamiast terapii wnikającej w ich osobiste przeżycia, co jednakże pomaga tylko na krótki okres. OPERACJE GINEKOLOGICZNE A SEKS Wiele kobiet w różnym wieku staje przed koniecznością przeprowadzenia ginekologicznych zabiegów operacyjnych, które wiążą się z narządami mającymi duże znaczenie dla życia seksualnego. W pierwszym okresie bezpośrednio poprzedzającym zabieg są skoncentrowane na samym zabiegu. W okresie pooperacyjnym, kiedy wracają do domu i podejmują przerwane życie rodzinne i zawodowe, zaczynają komplikować się sprawy seksu. Pojawia się problem, czy sam fakt zabiegów operacyjnych wiążących się np. z częściowym lub całkowitym usunięciem przydatków ma wpływ na późniejsze życie seksualne, a jeżeli tak, od czego to zależy? Problem ten od dawna interesował badaczy i przeprowadzono wiele badań naukowych. Okazało się, że nie jest on prosty i nakładają się na niego różnorodne czynniki. Zacznijmy od kilku danych statystycznych. Operacje ginekologiczne mogą mieć następujące następstwa: Sytuacyjne stany lękowe ^% Słany depresyjnego przygnębienia ^"/o Drażliwość 22% Osłabienie koncentracji, spadek energii 27% Ogólne słany nerwicowe 23% Dyspareunia (bolesne stosunki) 29% Anorgazmia (brak orgazmu) 30% Jak wynika z tych danych, problemy typu seksualnego oraz nerwicowego występują średnio u 30% operowanych kobiet. Dlaczego jednak nie występują u wszystkich? Jakie są przyczyny ich powstawania? Jak im zaradzić? Następstwa operacji ginekologicznych na życie seksualne danej kobiety w dużym stopniu wiążą się z tym, co się działo w okresie przed operacją. Jeśli istniały problemy seksualne, partnerskie, neurotyzm, to zabieg operacyjny może je nasilić. Ważna jest również f3195 postawa partnera. Jeżeli nie okazuje on cierpiącej kobiecie zainteresowania, czułości w okresie bezpośrednio po operacji, po powrocie do domu, jeśli jest niezadowolony z konieczności okresowej przerwy we współżyciu, to zrozumiałe, iż rozczarowanie postawą partnera i żal do niego może się wyzwolić w formie dolegliwości psychicznych i seksualnych. Następstwa zabiegu mogą mieć również tło biologiczne i znana jest np. dyspareunia pooperacyjna czy anorgazmia w wyniku zaburzeń hormonalnych itd. W tych wypadkach konieczne jest informowanie ginekologa prowadzącego opiekę pooperacyjną o tego typu problemach i wówczas włączenie leczenia hormonalnego czy też różnych leków, maści, kremów może poprawić reaktywność seksualną. Zawsze bardzo jest ważne stwierdzenie, czy rzeczywiście problemy seksualne mają tło biologiczne, konieczne jest zatem badanie ginekologicznoseksuologiczne. Innym źródłem problemów seksualnych jest zbyt wczesne podjęcie stosunków po operacji. Niektóre pacjentki, kierując się nadmiernym wstydem, nie pytają lekarza, od kiedy można rozpocząć współżycie i robią to na wyczucie, subiektywnie. Inne natomiast, obawiając się konsekwencji nie zaspokojonego seksualnie męża, zbył szybko wyrażają zgodę na współżycie, co może dać przykre doznania bólowe (dyspareunia). Problemy seksualne w okresie pooperacyjnym mogą również wynikać np. z powikłań hormonalnych, zapalnych, ze skąpego wydzielania lubricałio, stanów grzybiczych itp. W tych przypadkach zaburzenia seksualne są jednym z objawów powstałej choroby i miną wraz z jej wyleczeniem. Niekiedy możność podjęcia stosunków seksualnych jest możliwa w kilka miesięcy po operacji. Tego rodzaju perspektywa niepokoi wiele kobiet obawiających się, "że mąż tak długo nie wytrzyma". Po pierwsze w takich uzasadnionych przypadkach można "wytrzymać", a po drugie w wielu związkach stosowane są zastępcze formy kontaktów seksualnych. Dziwić może jedynie fakt, iż wiele kobiet nie interesuje się tymi formami zastępczymi (pieszczoty ręczne, oralnogeniłalne, stosunki międzyudowe). Wspomniane formy zastępcze utrzymują więź seksualną między partnerami, a służą nie tylko zaspokojeniu potrzeb seksualnych. Wyrażają również wzajemną bliskość, czułość, zrozumienie przymusowej sytuacji. Obecnie przechodzę do najważniejszego problemu kobiet operowanych - jest nim poczucie małowartościowości kobiecej, prowadzącej do zaburzeń seksualnych. W świadomości wielu kobiet seks, popęd, współżycie są utożsamiane głównie z narządami płciowymi, ich funkcjami. Przywiązują one wielkie znaczenie do swej budowy, estetyki okolic genitalnych, regularności cyklu miesiączkowego. Zabieg operacyjny, który wiąże się z bliznami pooperacyjnymi, z usłaniem miesiączkowania, wycięciem "czegoś z środka", może być 196 odczuwany jako okaleczenie kobiecości, pozbawienia wartości istotnej dla seksu. Rodzi się również przekonanie, iż teraz przeżycia seksualne nie będą już takie same jak dawniej. Tak więc kobieta odczuwa, że jest mniej wartościowa dla partnera i nastawia się na kłopoty w sferze seksu. Również dyskomfort estetyczny, wynikający z reakcji na własne ciało, może prowadzić do reakcji typu nerwicowego, depresyjnego, do oziębłości seksualnej. Nic zatem dziwnego, że wspomniane postawy i przeżycia mogą prowadzić do zaburzeń seksualnych. Doznane niepowodzenia w życiu seksualnym, poczucie mniejszej wartości w roli partnerki są traktowane jako potwierdzenie tych nastawień r powstaje spirala błędnego koła, nasilająca problemy seksualne. Potwierdzeniem tego częstego zjawiska jest chociażby fakt, iż kobiety z właściwym poziomem wiedzy seksualnej, świadome skutków mają znaczenie mniejsze problemy seksualne w okresie pooperacyjnym. Zatem odpowiednia wiedza, psychoterapia dają poczucie bezpieczeństwa, sprzyjają obiektywnej ocenie życia seksualnego. Proces ten powinien być przeprowadzony jeszcze przed operacją, gdyż później wiele kobiet traktuje tego rodzaju psychoterapię nieufnie, jako "pocieszenie". Muszę przyznać, że nieraz muszę poświęcić wiele czasu na taką psychoterapię, na uwalnianie z irracjonalnego myślenia, błędnych poglądów. U większości operowanych ginekologicznie kobiet nie ma przeszkód do podjęcia aktywności seksualnej, a zakres ich doznań seksualnych zależy od wielu czynników: stanu biologicznego, więzi partnerskiej, uczuciowej, nastawienia do seksu, reaktywności seksualnej. Zatem wiele kobiet może mieć nadal udane życie seksualne. Pozostaje do omówienia problem kobiet, które w wyniku zabiegu operacyjnego utraciły zdolność macierzyństwa. Problem ten dotyczy nie tylko tych kobiet, które oczekiwały macierzyństwa, ale i tych, które nie miały już takich planów. Dla wielu kobiet sam fakt ubezpłodnienia jest podważeniem ich wartości kobiecej i stąd wiele reakcji typu depresyjnego. Świadomość "nie mogę już nigdy zostać matką" jest bardzo bolesnym przeżyciem i może to wpłynąć na postawy wobec partnera, wobec którego odczuwa się niepełną wartość. Jest to jedna z przyczyn wymienionych wyżej problemów seksualnych kobiet operowanych, l ta kwestia wymaga właściwej psychoterapii, zachowania partnera. Już kilkakrotnie powracam do roli partnera w życiu operowanej kobiety, gdyż od niego zależy przywrócenie kobiecie poczucia wartości, pomoc w nawiązaniu więzi seksualnej, w leczeniu seksuologicznym. Udany związek partnerki jest najlepszą formą psychoterapii operowanych kobiet. OZIĘBŁOŚĆ PŁCIOWA KOBIET DOJRZAŁYCH U kobiet w wieku powyżej 30 roku życia nieco odmienna jest Ś w porównaniu do kobiet młodszych - specyfika przyczyn i przebiegu oziębłości. W zasadzie można powiedzieć, że wiek odgrywa tu rolę dominującą Ś im starsza jest kobieta, tym częściej spotkać można oziębłość na tle organicznym i psychosomatycznym, co jednakże nie oznacza, iż psychogennych przyczyn jest mało. Również w coraz starszych populacjach kobiet spotyka się współistnienie oziębłości z innymi zaburzeniami seksualnymi, np. z dyspareunią (bolesność w stosunku), awersją seksualną, bólami miednicy, zanikiem lubricałio; nie będę oczywiście mówił o oziębłości towarzyszącej procesowi przekwiłania u części kobiet. Do najczęstszych przyczyn oziębłości seksualnej kobiet w wieku powyżej 30 lat należą: Przyczyny somatyczne: zaburzenia hormonalne poporodowe (np. "dyskretne" przebiegi zespołu podwzgórzowego), w wyniku zażywania doustnych tabletek antykoncepcyjnych, stany pozapalne w obrębie przydatków, urazy po przerwaniach ciąży, lekomania (narastająca z wiekiem), neuralgie w obrębie miednicy, choroby przewlekłe, np. nadciśnieniowa, wrzodowa itd. Przyczyny infrapsychiczne; neurołyzm, stany zmęczenia i rozczarowania, trudności w godzeniu różnych ról, np. partnerskiej, zawodowej, macierzyńskiej itp. Przyczyny diadyczne: długotrwałe konflikty i walka między partnerami, zdrady partnera, znudzenie osobą partnera, zrułynizowanym współżyciem seksualnym, brak dbałości o atrakcyjność ars amandi, atrakcyjne romanse, które zmniejszyły wartość stałego partnera itd. 198 Do innych, również ważnych przyczyn, należą np.; poczucie zagrożenia utratą atrakcyjności kobiecej, plałoniczne miłości prowadzące do zniechęcenia wobec partnera, wzrost oczekiwań wobec seksu, na które nie jest w słanie lub nie chce odpowiedzieć partner. Istnieje jeszcze inna, specyficzna przyczyna rozwijającej się oziębłości w tym wieku, która wynika ze zmiany w psychofizjologii seksualnej partnerów: wiele kobiet potrafi w tym wieku szybciej i silniej reagować seksualnie, a wielu mężczyzn - ich partnerów - zaczyna ujawniać problemy seksualne (zaburzenia wzwodu, zmniejszenie pobudliwości i częstotliwości współżycia). W efekcie kobiety tłumią swoje pogrzeby seksualne, co prowadzi je do oziębłości lub innych zaburzeń psychosomatycznych (np. bólów miednicy). Zdarza się również, iż kobiety oczekują pielęgnowania uczuć w swym związku, a partner - okazujący oschłość, unikający pieszczot, czułości, wyznań miłosnych - zmniejsza w rezultacie zainteresowanie życiem seksualnym. Wspomniane wyżej przyczyny jedne kobiety prowokują do tłumienia potrzeb seksualnych, inne do zaspokojenia ich gdzie indziej, a jeszcze inne do ,,ucieczki w chorobę" - z nich właśnie rekrutują się liczne pacjentki internistów, ginekologów, psychiatrów. W gabinecie seksuologa pojawiają się zatem najczęściej kobiety z wtórną oziębłością, ale istnieje również liczna rzesza pacjentek, które dotąd były oziębłe (oziębłość pierwotna) i godziły się z tym faktem, a obecnie oziębłość ta stała się dla nich problemem osobistym. Posłużę się typowym przykładem: wiele kobiet nauczyło się znosić brak orgazmu, inne nie odczuwały potrzeby zmiany tego stanu rzeczy; jeżeli jednak ich partner zaczął interesować się innymi kobietami (co jest dość typowe u mężczyzn w wieku 40Ś50 lat), to pragną utrzymać go przy sobie, podejrzewając, iż źródłem tego zainteresowania jest temperament innych kobiet. Inne, seksowne kobiety, stają się konkurentkami, źródłem poczucia zagrożenia trwałości związku i wówczas zapada decyzja zmiany dotychczasowego stanu rzeczy, potrzeba wyleczenia się. Dla seksuologów są to trudne problemy, gdyż zaangażowanie partnera w inny związek może być daleko posunięte i może mu już nie zależeć na współżyciu z żoną. Zdarzają się jednak dość częste przypadki renesansu więzi seksualnej w małżeństwie, kiedy zagrożona kobieta rzeczywiście ujawnia tak wysoką motywację bycia seksowną i atrakcyjną, iż potrafi wiele zrobić, aby osiągnąć ten cel. Są to bardzo zdyscyplinowane pacjentki, chętnie szukające porad w publicystyce seksuologicznej, przeobrażające się w ars amandi. Otóż partner jest zaskoczony metamorfozą swej żony, która z biernej robi się aktywna, stosuje zróżnicowane formy stymulacji seksualnej i rzeczywiście wciąga się sam w ten nowy świat doznań i przeżyć seksualnych. Wielu mężczyzn traktuje tę metamorfozę nieufnie, podejrzewając jakiś romans, inni zmieniają swoje postawy wobec partnerki i powstaje nowa o wiele atrakcyjniejsza niż dotąd więź seksualna. 199 W wielu wypadkach kobieły po zakończeniu pielęgnowania małych dzieci zaczynają znajdować czas dla siebie i odczuwają potrzeby poprawy przeżyć seksualnych, obawiają się, że lata płyną, że w tej sferze niewiele przeżyły i czas może pozbawić je pełni kobiecości. U kobiety powyżej 30 roku życia seks nabiera innego wymiaru. U tych, które są obdarzone temperamentem, obserwuje się jego dalszy wzrost, a u oziębłych narasta niepokój i potrzeba zmiany. Nic zatem dziwnego, że seksuolodzy mają do czynienia z pacjentkami, których wywiad dotyczący oziębłości obejmuje po 15 i więcej lat. Należy również stwierdzić, iż u wielu kobiet słuchających drobiazgowych opisów przeżyć intymnych swych koleżanek rodzi się poczucie zazdrości i kompleksu, które jest wówczas naturalnym mechanizmem stymulującym. Inne, czytające publikacje na ten temat, również mają wrażenie swej niepełnej wartości kobiecej i "dojrzewają" do zmiany tego stanu rzeczy. Poruszanie problemów seksualnych w wielu pismach kobiecych również skłania kobiety do zajęcia się tą dotychczas bagatelizowaną sferą życia, a niektóre dopiero wtedy dowiadują się, że jest to zaburzenie i że można je wyleczyć. Kobiety oziębłe stosują również strategię rozwiązań swego problemu. Jedne szukają pomocy u doświadczonych koleżanek i wypróbowują ich rady, niejednokrotnie zresztą z dobrym skutkiem. Inne stosują stereotypową formę "sprawdzenia się, jak będzie z innymi" i gdybyśmy przeanalizowali motywacje wielu romansów, zdrad wczasowych, to znaleźlibyśmy taki właśnie mechanizm. Należy jednak zaznaczyć, że tego typu metoda "leczenia" w wielu wypadkach nie tylko nie pomaga, ale i pogłębia kompleks oziębłości. Im bardziej doświadczony i atrakcyjny partner, tym większe będzie rozczarowanie i zaniepokojenie sobą. Zdarza się również, iż kobieta skarżąca się lekarzowi, nie będącemu seksuologiem ze swych kłopotów, też usłyszy radę, aby sprawdziła się. Wówczas albo zareaguje oburzeniem, albo zastosuje się do porady, zwłaszcza jeśli nosiła się z takim zamiarem, który obecnie nabrał rangi fachowej porady. Zdarza się oczywiście, iż kontakt z doświadczonym lub bardziej atrakcyjnym od męża partnerem wyzwoli nie znane dotąd przeżycia i rzeczywiście oziębłość mija, ale niekoniecznie do męża. Oziębłość leczy się obecnie wieloma metodami. Najpierw należy jednak właściwe postawić rozpoznanie, odkryć źródło oziębłości i wyeliminować je. Nie ma metody uniwersalnej, każda wymaga dostosowania do sytuacji pacjentki oraz jej związku. W wypadku oziębłości na tle somatycznym prowadzi się konsultacje u różnych specjalistów, np. ginekologów, urologów, endokrynologów itp. Wyleczenie podstawowej choroby może usunąć źródło oziębłości, np. w przypadku zaburzeń hormonalnych. Czasem stosowane są środki stymulujące popęd seksualny i obniżające próg wrażliwości zmysłowej, w wyniku czego te same bodźce działają silniej. Daje się np. małe dawki hormonów męskich, środki podwyższające ciśnienie krwi, poprawia-200 jące ukrwienie w obrębie miednicy, witaminy (np. E, A+E, PP), biostyminę w formie iniekcji. W innych wypadkach zaleca się specjalną gimnastykę mięśni miednicy, ćwiczenia mięśnia łonowoguzicznego (np. w formie przerywania strumienia moczu). W wielu przypadkach oziębłości bardzo dobre rezultaty dają tzw. metody treningowe przy współudziale partnera - stosowane są zatem stopniowane seanse seksualne, w których partnerzy znajdują najbardziej wrażliwe miejsca erogenne i uczą się właściwie je pobudzać. Inne metody treningowe polegają na urozmaicaniu techniki seksualnej, pozycji współżycia. Zdarzało mi się wyleczyć pacjentki z wieloletnią "oziębłością dzięki wskazaniu konkretnej pozycji i formy stymulacji seksualnej. W seksuologii stosowane są bardzo zróżnicowane metody treningowe, jest ich wiele, ale należy je dostosować do wrażliwości partnerów, ich poziomu, postaw wobec tych metod. Zdarza się np., iż terapeuta zaleca stosowanie luster we współżyciu, co dla pacjentki i jej partnera jest jednoznaczne z dewiacją. W przypadku wielu kobiet z oziębłością psychogenną wskazane jest stosowanie różnych form psychoterapii: relaksu, hipnozy, psychoterapii indywidualnej (rozmowy terapeuty z pacjentką, w których dochodzi do wyładowania np. zalegających emocji), grupowej, małżeńskiej itp. Wiele pacjentek oczekuje błyskawicznej poprawy, zwłaszcza gdy czują się zagrożone w swych związkach. Należy jednak uświadomić sobie fakt, iż leczenie oziębłości wymaga tygodni, a nieraz nawet i miesięcy, nie ma tu więc mowy o "pogotowiu seksualnym", lecz o stopniowej trudnej pracy partnerów, terapeuty. Chociaż słyszy się różne opinie o niekorzystnym wpływie publicystyki o tematyce seksualnej, to jednak trzeba przyznać, iż wielu kobietom dostarcza ona potrzebnych informacji, dzięki którym poprawia się ich życie seksualne. Wyleczenie oziębłości to przecież nie jest jedynie sprawa wyćwiczenia odruchu orgazmu; dotyczy również wejścia kobiety w nowy dla niej, fascynujący świat przeżyć i doznań seksualnych, więzi seksualnej z partnerem, wzbogacającej ich przyjaźń i miłość, sprzyja również zdrowiu psychicznemu i równowadze emocjonalnej oraz życzliwości w jej kontaktach międzyludzkich. Kobiety mające udane życie seksualne są bardziej życzliwe, pogodne, tolerancyjne, mają poczucie humoru, witalność w porównaniu z kobietami oziębłymi i zahamowanymi w sferze seksu. W literaturze naukowej istnieje ponad 200 prac poświęconych osobowości kobiet oziębłych. Zastosowane testy i kwestionariusze badania osobowości wykazały m.in. istnienie u tych kobiet następujących cech: niepokój, agresywność, niedojrzałość emocjonalna, zaburzenia obrazu własnego ciała, skłonność do depresji, histerii, hipochondrii, intrawertywność, izolowanie się, duży dystans wobec ludzi. Zastanawiające, czy powyższe cechy są przyczyną czy też następstwem oziębłości?, czy osobowość partnera ma jakiś wpływ na rozwój tych cech? Okazuje się, że u części kobiet tkwiły one uprzednio w oso-201 bowości i sprzyjały rozwojowi oziębłości, ale u wielu innych powsłały w wyniku rozwoju oziębłości, a osobowość kobiety uprzednio była inna. To drugie stwierdzenie jest dość istotne, ukazuje bowiem ewolucję psychiki kobiecej w wyniku zaburzeń seksualnych. Zatem leczenie oziębłości kobiet musi jednocześnie uwzględniać cechy ich osobowości i sprzyjać ich poprawie. Trudniej natomiast odpowiedzieć na pytanie, na ile osobowość partnera ma wpływ na rozwój różnych cech osobowości u kobiety z oziębłością. Im większy jest negatywny i oceniający stosunek mężczyzny do partnerki przeżywającej problemy seksualne, tym częstsze będą u niej różne reakcje obronne, poczucie winy, które mogą wprowadzać zmiany w osobowości. Często zatem spotykane ocenianie: "zimna kobieta" może być stwierdzeniem faktu, ale partner tak oceniający partnerkę nieraz sam się przyczynił do powstania tych cech. NASTĘPSTWA GWAŁTU W potocznym myśleniu następstwa gwałtu kobiety są oceniane od skrajnie szkodliwego szoku zaburzającego współżycie seksualne i kontakty z mężczyznami do niewiele znaczącego, acz przykrego epizodu. Skrajne oceny następstwa gwałtu wynikają z niewiedzy na temat istnienia różnych stereotypów, np. że wiele kobiet lubi być gwałconych. W trakcie procesów sądowych spotykałem się z rozbieżnymi ocenami na temat skutków gwałtu - np. rodzina sprawcy dowodziła, iż w końcu nic takiego się nie stało, a rodzina ofiary, że gwałt wpływa negatywnie na całe późniejsze życie. Jaka zatem jest prawda? Ze względu na fakt rosnącej na świecie liczby gwałtów różne organizacje międzynarodowe oraz ośrodki naukowe podjęły na ten temat badania. W lipcu 1984 roku w Sztokholmie odbyła się 202 międzynarodowa konferencja na temat gwałtów oraz psychoterapii ich następstw. Zainteresowano się tym problemem również i u nas, po pierwsze dlatego, iż liczba gwałtów jest spora, a po drugie, że oceny ich następstw są skrajne. Na podstawie wszystkich danych światowych na ten temat należy stwierdzić, iż do najczęściej występujących następstw zgwałcenia należą: ciąża, choroba weneryczna oraz stresy i urazy emocjonalne. Naukowcy u '/ 10 ofiar gwałtów rozpoznają tzw. Zespół urazu gwałtu (The rape trauma syndrome). Polega on na występowaniu objawów lękowych, różnych dolegliwości (bóle głowy, kłucie serca, stany napięcia), zaburzeń w sferze seksualnej (bolesne współżycie, oziębłość, pochwica, brak orgazmu) lub zaburzeń w kontaktach z mężczyznami (niechęć, rezerwa, lęk). Szczególnym wyrazem tego zespołu jest pojawienie się silnych stanów lękowych w przypadku spotkania mężczyzny w oddalonym od ludzi miejscu lub samotnie spędzanego wieczoru. Często również występują koszmarne, pełne lęków sny. Okazuje się, że pojawienie się tego zespołu u '/ 10 ofiar gwałtu zależy nie od stopnia jego urazu, ciężkości, lecz od typu osobowości danej kobiety. Im bardziej kobieta jest intrawersyjna, tłumiąca w sobie emocje, podatna na zaleganie uczuć, tym większe będą następstwa zgwałcenia. Będą one również większe u tych kobiet, które darzyły świat mężczyzn nadmiernym zaufaniem, na pograniczu idealizacji oraz braku wyobraźni. Mniejsze natomiast są następstwa u kobiet bardziej realnie oceniających ludzi, płeć, seks. Skutki zależą również od biografii kobiety: im większe miała problemy w więzi uczuciowej z własnym ojcem, z rówieśnikami, z życiem seksualnym, tym większe będą 'następstwa gwałtu. Pytanie, czy fakt gwałtu rzeczywiście część ofiar przeżywa pozytywnie jest raczej retoryką, gwałt bowiem jako taki jest zawsze czymś brutalnym i bolesnym. Jakkolwiek niektóre kobiety mają w swych marzeniach potrzeby bycia zdobywaną, ale te marzenia dotyczą nie tyle faktu seksualnego zdobycia, ile aktywnego zachowania ze strony podobającego się mężczyzny. Pragną po prostu zainteresowania i aktywności z jego strony. Zaledwie minimalny odsetek kobiet ujawnia oczekiwania prawdziwego gwałtu, ale dotyczy to osobowości masochistycznych. Następstwa gwałtu zatem największy oddźwięk znajdują u '/10 populacji ofiar, które wymagają specjalistycznej psychoterapii, u innych natomiast doznania psychiczne są krótkotrwałe i dzięki pomocy otoczenia mijają bez większych szkód. Szczególnie dramatycznym następstwem gwałtu jest ciąża u tych kobiet, których zasady sprzeciwiają się przerwaniu ciąży; są one rozdarte między swymi zasadami a następstwem gwałtu. Jeżeli nawet dojdzie do przerwania ciąży, to następstwa psychiczne gwałtu pozostają długo. ZABURZENIA U MĘŻCZYZN "CZTERDZIESTOLATEK" Z różnych badań naukowych wynika, że w wieku 40Ś60 lał prawie połowa mężczyzn ma jakieś problemy i zaburzenia seksualne, w tym '/10 wynika z przyczyn organicznych (choroby, zażywanie leków, alkoholu, nikołynizm iłd.). Odsetek przyczyn organicznych stopniowo rośnie z wiekiem. Zakres tej patologii u mężczyzn nie wynika bynajmniej z faktu wieku biologicznego. Ihsan Allssa stwierdza, że to mężczyźni przez swój tryb życia (pośpiech, brak wypoczynku, palenie i picie) w większości przypadków sami sobie szkodzą. U wielu mężczyzn około 40 roku życia pojawiają się problemy w roli seksualnej i męskiej. Polegają one na poczuciu osłabienia poziomu libido, zmniejszenia sprawności seksualnej. Objawy te najpierw są okresowe, ale zaczynają się powtarzać. Innym problemem jest poczucie zmiany swej atrakcyjności zewnętrznej, np. łysienie, brzuszek, spadek siły, częstsze zmęczenia. Pojawia się zagrożenie co do poczucia własnej wartości męskiej. Proces ten wiąże się z częstym w tym wieku bilansem osiągnięć i nie zaspokojonych aspiracji życiowych. Porównuje się to, co zostało osiągnięte (pozycja zawodowa, status materialny, pozycja społeczna, wykształcenie, atrakcyjność małżeństwa, rodziny, potwierdzenie się w roli miczyzny) z tym, co mieściło się w młodzieńczych planach i aspiracjach. Im większa jest frustracja w tym porównaniu, tym większy będzie jej wpływ na samoocenę męskości. Natomiast im większe będzie poczucie zaspokojenia własnych aspiracji i potrzeb, tym mniejsze zazwyczaj bywa, lub wcale go nie ma poczucie zagrożenia w roli męskiej. Mechanizm ten jest zrozumiały, w tym wieku bowiem sytuacja zawodowa, rodzinna i społeczna jest w miarę ustabilizowana. Mężczyzna zdaje sobie sprawę z tego, co osiągnął oraz na co może jeszcze liczyć. Zna własne ograniczenia, możliwości i szansę w przyszłości. Jeżeli globalny obraz własnych sukcesów i osiągnięć nie wypada pozytywnie, to następuje w wielu przypadkach zwrot w kierunku szans w roli męskiej i seksualnej. Tym należy tłumaczyć fakt nawiązywania romansów przez mężczyzn, które w wieku 40Ś49 lat są w ich życiu najczęstsze. Romanse te poprawiają im samopoczucie, są formą ucieczki do innych problemów, dostarczają wzmocnień i przekonania, iż nie zmarnowało się życia. Ważną rolę w tych mechanizmach życia psychicznego mężczyzny spełnia jego partnerka. Jeżeli bowiem dostarcza ona wzmocnień mężczyźnie, podkreśla jego sukcesy i osiągnięcia, zmniejsza napięcia wynikające z frustracji zawodowych itp., to potrzeba uzyskania po-205 twierdzenia swej wartości poza domem jest mniejsza lub jej brak. Jeżeli natomiast partnerka dołącza się do przygnębiającego bilansowania dotychczasowego życia, wyraża niezadowolenie z życia, porównuje partnera do innych mężczyzn, tych bardziej zaradnych i mających większe sukcesy, podkreśla zanik lub zmniejszanie się atrakcyjności fizycznej partnera, to - mówiąc obrazowo - pcha go w ramiona innych kobiet. Romanse w takich przypadkach mogą zakończyć się jedynie na potwierdzeniu własnej wartości i na niczym więcej. Należy jednak pamiętać o tym, że mogą przerodzić się w nowe trwałe związki, gdyż w oczach innej kobiety mężczyzna ten może reprezentować wartości, których nie dostrzega żona. Nagle zaczyna się on przekonywać, że jednak potrafi wywierać wrażenie, jest atrakcyjny, a zakres jego pozycji społecznej i zawodowej ma zupełnie inny wymiar w oczach nowej partnerki. W takiej sytuacji szansę powrotu do starego związku stają się coraz mniejsze. Zrozumiałe, iż w wielu przypadkach wzmocnienia dostarczane mężczyźnie przez nową partnerkę są wyrazem jej strategii, dyplomacji, może ona bowiem mieć interes w stworzeniu własnego gniazda, uzyskania pozycji przy boku partnera, ułatwień życiowych czy materialnych, nie zawsze zatem te wzmocnienia są obiektywne, ale któż z nas jest w stanie oprzeć się sile pochlebstw i wzmocnień? Innym problemem 40lałków jest wpływ trybu ich życia na więź seksualną. Wieloletnie palenie papierosów, picie alkoholu, jazda samochodem, życie w napięciu, nieracjonalne korzystanie z urlopów (wielu mężczyzn z dumą podkreśla, iż od wielu lat nie korzysta z urlopów), brak racjonalnego snu, różnorodne choroby itp. sprawiają, iż sprawność seksualna pogarsza się w wyniku obniżenia libido lub zaburzeń nerwicowych. Należy pamiętać o tym, że w tym wieku ważny jest dla mężczyzny odpowiedni, higieniczny tryb życia, wypoczynku, odżywiania, co może sprzyjać zachowaniu potencji na wiele lat w przyszłości. ZESPÓŁ OTELLA ____ W przewlekłym alkoholizmie jedną z cech dominujących jest zazdrość. Prawie wszyscy alkoholicy są nią owładnięci w mniejszym lub większym stopniu. Wszystko zależy od tego, jaką osobowość mieli przed rozwinięciem się zazdrości. Jeżeli była ona związana z poczuciem małowartościowości seksualnej, przykrymi doświadczeniami źy, ciowymi (porzucenie, niewierność ukochanej osoby, rozbicie małżeństwa własnych rodziców na tle zdrady), to wytwarza się pewna podatność, w języku łacińskim celnie określana jako locus minoris resisteułiae (miejsce zmniejszonej odporności) na uleganie stresom seksualnym i emocjonalnym, wynikającym z życia małżeńskiego. Jeżeli na to nałoży się alkoholizm, to zazdrość wybucha z całą siłą. Zespół Otella (inaczej paranoja alkoholowa) rozwija się stopniowo. Zaczynają się formować nie ujawnione jeszcze podejrzenia co do wierności współpartnera. Jest on obserwowany: jak się zachowuje wobec innych ludzi, jak reaguje na komplementy, jak zachowuje się we współżyciu, które stopniowo zaczyna być konfliktowe, ze względu na powstające zaburzenia czynnościowe, w wyniku działania alkoholu lub rosnącego zniechęcenia partnera do atmosfery wymuszania współżycia, jego niskiej kultury, coraz gorszego wyglądu i zachowania alkoholika; współżycie istotnie pogarsza się. Powstają podejrzenia co do przyczyny tego stanu i zawsze padają na innych, rzekomych kochanków. Rozpoczyna się seria dręczących pytań, żądanie wyjaśnień, drobiazgowe wnikanie w każdą godzinę dnia. Dochodzi do śledzenia partnera, przetrząsania jego bielizny, rzeczy osobistych. Nawet niewinna rzecz - bilet tramwajowy, kino, inna marka papierosów - mogą stać się ,,dowodem" zdrady. Dalszym etapem jest śledzenie wszystkich gestów, ruchów, zmian wyrazu twarzy. Zawsze znajdzie się "materiał obciążający". Oczywiste zaprzeczenia ze strony partnera nie budzą wiary, a wszelkie próby dostarczania dowodów niewinności rodzą dalsze podejrzenia. Powstaje błędne koło. Niektórzy usiłują siłą, szantażem i zadawaniem cierpień wymusić przyznanie się do rzekomej zdrady. 207 Osobowość ogarniętego tą patologiczną zazdrością zawęża się do jednego wektora, opanowuje wszelką myśl, działanie, odczuwanie. Przypomina zachowanie Ołella z dramatu Szekspira. Rosnąca afektacja rodzi prymat pragnienia zemsty nad rozsądkiem: "On? z nią! jak mąż z żoną! Kto mówi, że z nią leżał - to ohydne. Ta chustka - te wyznania - ta chustka. Kto czyni wyznania - z tym na szubienicę, a potem niech wyznaje! Dreszcz mnie przechodzi. Takie wrzenie w mózgu byłoby przeciw naturze, gdyby nie było wskazówką. Nie słowa to tak mną wstrząsają. Nosy, uszy, wargil Czy być może? Przyznał się! Gdzie chustka? O szatanie!" ("Otello", akt IV, scena l). Dramat Szekspira jest świetną ilustracją patologicznej zazdrości; cytowany fragment dowodzi pewnego rozkojarzenia umysłowego oszalałego generała, którego dalsze zachowanie miało impulsywny charakter aż do wiadomego końca. Rozwijająca się choroba psychiczna alkoholika nie musi prowadzić do tak tragicznych następstw, są jednak znane i spotykane przypadki ciężkiego uszkodzenia ciała partnerki. PRZEDWCZESNY WYTRYSK NASIENIA Przedwczesny wytrysk nasienia (PWN) należy do